⇧ AUTOPROMOCJA ⇧

poniedziałek, 11 lutego 2019

Kamienica Franza Zährera

Stare Miasto.
Jesteśmy na Starym Mieście, róg Ducha Św. i Rabiańskiej. Wśród okolicznych kamienic, właśnie ta – z adresem Ducha Św. 3 – wyróżnia się najbardziej. Jest jak olśniewająco piękna kobieta, wśród kobiet przeciętnej urody. Porównanie może niezbyt oryginalne, ale trafne, w końcu „kamienica” jest rodzaju żeńskiego. Ale nie zawsze tak było, w sensie, że nie zawsze to była kamienica. Ale, jak to tak? - zapytacie. No właśnie, między innymi o tym będzie ten wpis. Gotowi na podróż do przeszłości? Jedziemy!

Cofnijmy się w czasie, do lipca 1861 roku. Stany Zjednoczone były wtedy w stanie wojny domowej – wojska Unii regularnie naparzały się z konfederatami, co kilka dni wybuchała gdzieś jakaś bitwa, którą wygrywali to jedni, to drudzy. Na Stawkach budowa dworca kolejowego i linii łączącej Toruń z Bydgoszczą chyliła się ku końcowi. Tymczasem na drugim brzegu Wisły, inna budowa miała się dopiero rozpocząć. Parcela przy Ducha Św. 3 należała wówczas do braci Wolff. Na tym skrawku Starego Miasta jeszcze na początku XIX wieku stał dom zamieszkiwany przez piwowarów. Wszystko wskazuje na to, że dom ten spłonął, a to, co z niego zostało – rozebrano. Bracia Wolff kupili więc pustą działkę, na której w lipcu 1861 roku zaczęli wznosić dwukondygnacyjny spichlerz. Budynek powstał i służył braciom do końca lat osiemdziesiątych XIX wieku, kiedy to na scenę wchodzi nasz bohater – Franz Zährer.
zrealizowany projekt spichlerza (źródło: Historyzm toruński XIX-XX wieku)
Zährer urodził się 12 maja 1859 roku w Warlubiu - wiosce gdzieś pod Świeciem. Dwadzieścia trzy lata później przeprowadził się do Bydgoszczy, by nauczyć się zawodu kupca. Mamy więc rok 1882. Dwa lata później, bo w 1884 nasz Franz bierze ślub z niejaką Anną Lange i przeprowadza się do Torunia, by tu zbudować swoje imperium. No, dobra, z tym „imperium” może ciut przesadziłem, ale jak się za chwilę przekonacie, w latach swojej świetności, Franz Zährer był człowiekiem dobrze ustawionym, mającym w posiadaniu sporo nieruchomości... Ale po kolei.

Firma Franz Zährer – Handel Żelazem (niem. Franz Zährer – Eisen Handlung) wchodzi na toruński rynek w drugiej połowie lat '80 XIX wieku. Oferta handlowa naszego przedsiębiorcy jest dość bogata. U Zährera można kupić m.in. rury, zlewy, garnki czy sztućce, ale także produkty wielkogabarytowe, jak żelazne kolumny, blachę falistą czy tory kolejowe. Taką ilość towarów trzeba było gdzieś składować, zatem Zährer jeszcze w latach '80 zaczął skupować różne nieruchomości i działki. My jednak skupmy się na tej przy Altstadt 198 (taki wtedy numer miała parcela przy dzisiejszej Ducha Św. 3). Franz kupuje ją od braci Wolff pod koniec lat '80. Już wtedy jest właścicielem kilku innych nieruchomości m.in. przy ul. Rabiańskiej oraz składów na przedmieściach. No tak, ale na Ducha Św. 3 stoi przecież spichlerz. Po co handlarzowi żelazem budynek do przechowywania ziaren zbóż? No właśnie, po nic, dlatego 1 maja 1890 roku Zährer składa wniosek o pozwolenie na przebudowę spichlerza na dom mieszkalny ze sklepem firmowym na parterze. Projekt przebudowy robi Georg Soppart, postać ówcześnie dobrze znana w mieście, taki trochę Kazimierz Ulatowski XIX-wiecznego Torunia (o Sopparcie planuję osobny wpis). Przebudowa, jak widać na załączonych zdjęciach, doszła do skutku. Tak, obecny wygląd i to, że spichlerz stał się kamienicą, zawdzięczamy przebudowie w latach '90 XIX wieku. 
projekt przebudowy (źródło: Historyzm toruński XIX-XX wieku)
Kamienica wyróżnia się bogactwem zdobień i licznymi detalami. Na pewno rzuca się w oczy rzeźba Herkulesa i piękny kartusz z literą „Z” oraz płaskorzeźba od strony ul. Rabiańskiej. Bez wątpienia na efekt końcowy wpływ miał sam właściciel (- Słuchaj, Georg, a gdyby tak pierdyknąć między oknami na piętrze takiego brodatego byka z gołą klatą? - No, w sumie można by, panie Zährer.). Zährer chciał, aby ten dom był jego wizytówką, symbolem odniesionego sukcesu. Wydaje mi się, że efekt ten został osiągnięty, podobnie jak w przypadku Roberta Tilka i jego kamienicy przy Piernikarskiej.
reklama z Thorner Presse z roku 1899 (źródło: KPBC)
Przy Ducha Św. 3 Zährer mieszkał i pracował. W tej kamienicy wychował piątkę dzieci, zawierał transakcje, bogacił się. Wszystko jednak kiedyś się kończy. Historia ludzkości usłana jest upadłymi imperiami; zarówno tymi wielkimi, jak i mniejszymi. To, zbudowane przez Franza Zährera, wydawać by się mogło, że jest bardzo trwałe, bo przecież z żelaza. Trudno powiedzieć, kiedy wszystko zaczęło się sypać. Może po wybuchu I wojny światowej, a może jeszcze wcześniej? Wiadomo, że w branży była spora konkurencja, może to tłumaczy, dlaczego „król stali” wszedł w handel rowerami i częściami do nich? A może w ten sposób chciał rozwinąć swoją firmę? Zresztą rowery, to nie jedyna nowość, jaka znalazła się w ofercie Zährera. W księdze adresowej dla Torunia, Podgórza i wsi Mokre z roku 1897 znaleźć można całostronicową reklamę, w której wyszczególnione zostały towary, które można nabyć w sklepie przy Ducha Św. 3. Mamy tu m.in. materiały budowlane (ich składnice miał na Bydgoskim Przedmieściu) i sprzęt gospodarstwa domowego, ale także szafy pancerne, klatki dla ptaków czy wagi zarówno domowe, jak i towarowe. Ciekawostką jest, że firma Franza Zährera miała pierwszy w Toruniu numer telefonu.
reklama z księgi adresowej z roku 1897 (źródło: KPBC)
Nastał XX wiek. Nikt nie podejrzewał, że będzie to stulecie dwóch wojen światowych, wielkich przemian i skoku cywilizacyjnego. Ale po kolei... Zatrzymajmy się na chwilę na roku 1908. Dla Warszawy był to ważny rok, na tory stolicy wyjechały pierwsze tramwaje elektryczne (u nas – w Toruniu, śmigały już od dziewięciu lat). Ten rok zapamięta również krakowska śmietanka towarzyska – 2 maja, przed spektaklem Lady Godivie Leopolda Staffa w Teatrze Miejskim, pojawi się naga Irena Solska, wywołując tym niemały skandal. Tymczasem w Toruniu... W Toruniu trwa bum budowlany. Na ostatnią prostą wchodzą budowy Dworca Wschodniego na Mokrem oraz Katolickiego Seminarium Nauczycielskiego na Bydgoskim Przedmieściu. Prusacy myślą też nad wzniesieniem gmachu Deutsche Banku na Szerokiej. Wszystko to będzie miało swój finał dopiero w 1909 roku. W 1908 ukazuje się kolejna księga adresowa, a w niej całostronicowa reklama firmy Franza Zährer. Stalowy Franek nadal handluje wyrobami żelaznymi, zarówno tymi większymi, jak i mniejszymi. Nadal można kupić u niego rury, zlew czy kasę pancerną, siatkę czy drut. Nadal ma skład budowlany, ale zaczął sprzedawać też... węgiel. Górnośląskie czarne złoto zostanie z nim do końca, ale początek tego końca rozpocznie się dopiero za kilka lat. Na razie interesy wciąż idą nieźle, może nie tak dobrze, jak jeszcze parę lat temu, ale można z tego wyżyć. Franz jest jednak człowiekiem przedsiębiorczym i cały czas szuka nowych źródeł dochodów. W 1911 wchodzi w nieruchomości. Na od lat pustej działce przy dzisiejszej Mickiewicza 28/30, inicjuje budowę trzykondygnacyjnego domu typu bliźniaczego. Wykonawcą zostaje spółka Skowronek & Domke, która już rok później przejmie nieruchomość.
reklama z księgi adresowej z roku 1908 (źródło: KPBC)
Kredyty hipoteczne doprowadzą w 1914 roku do całkowitej upadłości firmy Franza Zährera, a większością majątku Stalowego Franka „zaopiekuje się” syndyk. Mówią, że nieszczęścia chodzą parami. Chyba coś w tym jest, bo rok później – w 1915, umiera jedyny syn Zährera – Hans Ludwig Franz. Dla 56-letniego przedsiębiorcy to musiał być wielki cios. Czy się z tego podniósł? Zapewne częściowo tak. Firma Franz Zährer przetrwała, chociaż nigdy nie wróciła do dawnej świetności. Wertując zdigitalizowane stare gazety, natrafiam na niewielką reklamę w Słowie Pomorskim. To ostatni ślad firmy, która na przełomie wieków była jedną z największych w branży metalowej w Toruniu. Reklama, wielkości anonsu, pochodzi z 1922 roku, a jej treść jest bardzo krótka:
Słowo Pomorskie, 23.08.1922 r. (źródło: KPBC)
Zährer zmarł niespełna cztery lata później – 6 lutego 1926 roku. Po jego śmierci kamienicą przy Ducha Św. 3 zarządzali Feliks i Charlotta Pellowscy. Dom rodzinny przedsiębiorcy stał się czynszówką i w takiej formie przetrwał II wojnę światową. Najprawdopodobniej właśnie w czasie wojny – na dole – działał sklep z wyrobami szklanymi.

Co ciekawe, w latach '50 i '60 na parterze, tak jak za starych czasów, był sklep żelazny, potem parter przejął Zakład Gospodarki Mieszkaniowej. W latach '70 zaczęto prace adaptacyjne pod kawiarnię. Wystrój robił wrażenie. Nowy właściciel pozyskał kanapę Antoniego Bolta – przedwojennego prezydenta Torunia. Podobno ta kanapa była ozdobiona herbem Torunia. Z piętra kamienicy przeniesiony został piękny neorenesansowy piec. Całą aranżacją zajął się Jan Tajchman. W prasie ogłoszono nawet konkurs na nazwą kawiarni. Wygrała Pod Atlantem. Lokal udało się otworzyć w 1974 roku.

Do końca lat '80 kawiarnia Pod Antlantem, była jedną z najmodniejszych w mieście. Bywali tu adwokaci, sędziowie, miejscowi politycy i artyści. Można było tu spotkać chłopaków z Republiki albo z Nocnej Zmiany Bluesa. W lata '90 – jak w wielu innych przypadkach – rozpoczął się powolny upadek tego miejsca. Ostatecznie lokal zamknięto na początku drugiej dekady XXI wieku.

Szyld, który widzicie na zdjęciach jest oryginalny. Zährer zlecił wykonanie go firmie Otto Grund & Co z Berlina. Renowację przeszedł w 2013 roku, a w 2014 do lokalu wszedł nowy najemca, który otworzył tu... kawiarnię.

Na tym, przynajmniej na razie, kończy się historia tej kamienicy. Dom Zährera, to doskonały przykład historyzmu, który łączył wiele stylów architektonicznych. Ten, zapoczątkowany w XIX wieku – nurt, będący odświeżeniem stylów minionych epok, stał się wizytówką tamtych czasów.  Niewątpliwie podkreślał status społeczny właścicieli domów. Właściwie w historyzmie o to chodziło – żeby było bogato, ale ze smakiem. Ten efekt udało się osiągnąć, zarówno w przypadku domu Franza Zährera, jak i wspomnianego wcześniej Roberta Tilka. Choć obaj żyli i dorobili się majątku w czasach, gdy Toruń znajdował się pod pruskim zaborem, jedno im zawdzięczamy – pozytywny wpływ na architekturę miasta. Bo i czym byłby Toruń, gdyby nie piękne kamienice, cieszące oczy podczas każdego spaceru starymi ulicami? To pytanie niech zawiśnie w powietrzu i pozostanie bez odpowiedzi, a Was zachęcam do wyprawy na miasto. Kto wie, może odkryjecie kolejne ciekawe miejsca?

A jeśli chcecie jeszcze bardziej zgłębić historię Franza Zährera i jego kamienicy, koniecznie zajrzyjcie do książki Historyzm toruński XIX-XX wieku: architektura miejsca codzienność. Tam znajdziecie artykuł Joanny Kucharzewskiej, który bardzo mi pomógł przy tworzeniu tego wpisu.

poniedziałek, 4 lutego 2019

KSIĄŻKA #44 | „Okupowany Toruń w obiektywie Kurta Grimma” - oprac. Sylwia Grochowina i Iwona Markowska

Pamiętam, że gdy pisałem o książce Toruń w obiektywie fotoreportera Andrzeja Kamińskiego, wyraziłem nadzieję, że Muzeum Okręgowe zdecyduje się na kontynuowanie cyklu publikacji albumowych. Mają przecież imponujące archiwa i Kurt Grimm był – według mnie – naturalnym bohaterem kolejnej publikacji. A właściwie nie sam Grimm, tylko jego prace – zdjęcia robione w okupowanym przez Niemców Toruniu.

W 2018 roku album Okupowany Toruń w obiektywie Kurta Grimma wreszcie ujrzał światło dzienne. Nie pamiętam dokładnej daty premiery, z kupnem wstrzymywałem się przez kilka miesięcy. Dlaczego? O tym później. To nie zmienia fakty, że w zeszłym roku była to, dla miłośników Torunia, jedna z ważniejszych pozycji książkowych, która powinna już dawno być omówiona ma tym blogu. Musicie mi jednak wybaczyć tę zwłokę. Zeszły rok, a właściwie druga połowa, była dla mnie szybka niczym fury Vina Diesela. Wszystko przez moją książkę, która wchodziła na ostatnią prostą realizacji. Tak więc miałem spore zaległości, jeśli chodzi o lokalne publikacje. Jednak do rzeczy...
W omawianym dziś albumie znajdziecie 218 fotografii z lat 1940-1944. Zostały uporządkowane i zamknięte w pięciu częściach. Pierwsza dotyczy pierwszego roku okupacji: zaczynając od zimy stulecia, a kończąc na lecie 1940 roku. Mamy tu zarówno Toruń przysypany śniegiem, piękne zimowe panoramy, samochody przejeżdżające przez zamarzniętą Wisłę, zabawy dzieci, a także smutny obraz Kozackich Gór i Dębowej Góry oraz ich mieszkańców. Warto tu wspomnieć, że tereny te już w międzywojniu były postrzegane jako tzw. dzielnice nędzy. Jest też sporo fotografii ukazujących zniszczony most kolejowy, a także Port Zimowy zarówno zimą, jak i latem.

W części drugiej znajdziecie zdjęcia władz okupacyjnych, zarówno tych lokalnych na czele z nadburmistrzem Franzem Jokobem, jak i centralnych. Jest tu sporo fotografii stricte reportażowej. Mamy więc udokumentowane ważne dla niemieckich torunian wydarzenia i wizyty, jak chociażby przyjazd namiestnika i gauleitera Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie Alberta Forstera w lutym 1940 roku czy generalnego gubernatora Hansa Franka w maju tegoż samego roku. Przy zdjęciach z wnętrz toruńskich gmachów, warto zwrócić uwagę na drugi plan, na wystrój. Możecie odkryć całkiem inne oblicze dobrze Wam znanych pomieszczeń.
Jeszcze więcej wnętrz znajdziecie w części trzeciej, która została poświęcona obiektom kulturalnym. Grimm znakomicie udokumentował przebudowę Teatru Miejskiego, zobaczycie również jak wyglądał Baj Pomorski, gdy jeszcze nie był teatrem dla dzieci, będzie też okazja, aby zajrzeć do wnętrza kawiarni działającej na parterze Dworu Artusa. Rozdział kończą zdjęcia modelu pomnika Mikołaja Kopernika, który stanął w maju 1943 r., na obecnym placu Rapackiego. Grimm wykonał kilka ciekawych ujęć, w większości nigdy wcześniej niepublikowanych.

Część czwarta nie jest specjalnie obszerna, ale za to zdjęcia, jakie tu trafiły, to prawdziwe perełki. Wnętrza szpitala na Przedzamczu: sale chorych, kuchnia, łazienka, spiżarnia – coś niebywałego, istny szał dla miłośników Torunia. Dalej – gazownia przy Lubickiej, zarówno z zewnątrz, jak i od środka. Przy okazji, skoro jesteśmy już przy gazowni, odsyłam Was, do ciekawego artykułu Marcina Ceglarskiego i Jakuba Polaka „Nowa Gazownia Miejska w Toruniu”, tekst trafił do książki Toruński modernizm, tam też znajdziecie kilka fotek Grimma.

No dobra, została nam ostatnia część, zatytułowana „Miasto i okolica”. Otwierają ją znakomite panoramy prawobrzeżnego Torunia, którego w części już nie ma. Nie ma przede wszystkim zabudowań portowych na dzisiejszym Bulwarze Filadelfijskim, nie ma też starej gazowni. Dalej, znajdziecie fotografie wykonane z wieży Ratusza Staromiejskiego, a także jego wnętrza. Warto wspomnieć, że w ratuszu w latach okupacji, owszem były wystawy, ale część pomieszczeń zajmowały ówczesne władze miasta z nadburmistrzem na czele. Zatem w albumie nie mogło zabraknąć fotografii ukazujących wystrój biur, w tym gabinetu samego Franza Jakoba. Są też fotografie figury Pięknej Madonny z Kościoła św. św. Janów, którą Niemcy ukradli i do dziś nie raczyli oddać. Końcówka albumu to mieszanka zdjęć toruńskiej starówki i przedmieść, wnętrz kościołów i fotografii będących reprodukcjami starych fotek, przedstawiających nieistniejące bramy. Te grimmowskie reprodukcje były już publikowane w innych książkach i albumach, dlatego ich obecność tutaj, jest dla mnie niezrozumiała, tym bardziej, że twórcy albumu mając do dyspozycji około półtora tysiąca fotografii Grimma, nie musieli szukać „zapchaj dziury”.
Podsumujmy zatem. Okupowany Toruń w obiektywie Kurta Grimma, to niewątpliwie cenna publikacja, która poszerza naszą wiedzę ikonograficzną o tym trudnym dla Polaków okresie. Oglądając te zdjęcia musicie mieć jednak świadomość, że to fotografia propagandowa, tworzona przez okupanta, naszego wroga. Ta propaganda szczególnie rzuca się w oczy na zdjęciach typowo reporterskich, gdzie Polaków przedstawia się w niezbyt korzystnym świetle, tymczasem Niemców wręcz odwrotnie. Pamiętajcie też, że te zdjęcia, publikowane wówczas czy to w prasie czy biuletynach, były zawsze opatrzone stosownym komentarzem, nie muszę chyba pisać, że komentarze te nie były nam – Polakom – przychylne. Wspomina o tym we wstępie Sylwia Grochowina, a później Iwona Markowska we wprowadzeniu, które jest jednocześnie biogramem Kurta Grimma. Sylwia Grochowina napisała również artykuł o życiu w okupowanym Toruniu, który również trafił do publikacji. Jak na razie wymieniłem same plusy tego albumu, prawda? Jest ich naprawdę dużo, właściwie każde po raz pierwszy publikowane tu zdjęcie to wielki plus. Ale są też wady, bo i nie ma rzeczy idealnych. Pierwszą jest cena. Album kosztuje 80 zł i to była przyczyna, dla której zwlekałem z kupnem. Po prostu musiałem dłużej się zastanowić. Osiem dyszek, to sporo, ale skoro już tyle zdecydowałem się wydać, mam swoje oczekiwania. I tu dochodzimy do kolejnej wady, a są nią bardzo oszczędne podpisy pod zdjęciami. Zabrakło mi tu porządnych przypisów, z komentarzem historycznym, ale i dokładnymi opisami zdjęć. Ich brak to spory minus, podobnie jak obecność fotografii, które były już wcześniej publikowane gdzie indziej. Mając w rękach tak potężne archiwum, naprawdę nie trzeba było dublować fotek. Ostatnią rzecz, do której chciałbym się przyczepić, to zmarnowanie okazji na stworzenie spójnej serii albumów. Po publikacji wspomnianego wcześniej albumu Kamińskiego, myślałem, że Muzeum Okręgowe pójdzie za ciosem i kolejny album wyda w podobnej szacie graficznej i formacie. Byłoby miło, prawda? Tym bardziej, że w muzealnych archiwach jest tyle zdjęć, że można zrobić co najmniej kilka kolejnych publikacji. Tymczasem album Grimma za cholerę nie pasuje do albumu Kamińskiego. Zmarnowana okazja. Szkoda.

Mimo tych kilku wad, uważam, że Okupowany Toruń... to książka, która powinna się znaleźć w biblioteczce każdego miłośnika historii Torunia. To ważny album dla dziejów naszego miasta, i aż dziwne, że powstał dopiero teraz, to znaczy – tak późno. Ale dobra, pomińmy na chwilę niewątpliwą wartość historyczną i zobaczmy co nam zostanie. Ta reszta, to walory artystyczne, bo choć Grimm był nazistą, co do tego nie ma większych wątpliwości, jedno trzeba mu oddać – foty trzaskał przecudne. Sami się o tym przekonacie, sięgając – do czego Was zachęcam – po niniejszy album.

ISBN: 978-83-60324-89-9
wydawca: Muzeum Okręgowe w Toruniu
ilość stron: 366
rok wydania: 2018
typ okładki: twarda

niedziela, 13 stycznia 2019

Spotkanie z twórcą bloga „Po Toruniu” i autorem książki „Martwi głosu nie mają”

Już 28 stycznia (poniedziałek) będę gościł w Książnicy Kopernikańskiej, po raz pierwszy jako autor. Serdecznie zapraszam na moje spotkanie autorskie, które poprowadzi Marcel Woźniak – ojciec-twórca trylogii toruńskiej z detektywem Brodzkim. Startujemy o 18:00. Można też dołączyć do wydarzenia na FB - https://www.facebook.com/events/1953103184786537/

A co o spotkaniu pisze Książnica?
"Michał P. Kadlec to kolejny torunianin, który dołączył do grona lokalnych "kryminalistów". Zadebiutował kilka miesięcy temu zbiorem opowiadań "Martwi głosu nie mają". Na spotkanie z pisarzem zapraszamy w poniedziałek, 28 stycznia.
Michał P. Kadlec jest twórcą bloga Po Toruniu. Zawodowo zajmuje się copywritingiem, a okazjonalnie fotografią. Przyznaje, że gdy nie pisze, nie fotografuje i nie je pizzy, nałogowo czyta kryminały, thrillery i powieści sensacyjne. "Martwi głosu nie mają" to jego literacki debiut. 

W zbiorze znajdziecie dziesięć opowiadań kryminalnych o zemście, pożądaniu, obłędzie, sprawiedliwości, świecie odwróconych zasad, tajemnicach i powracających jak bumerang demonach przeszłości. Te historie Was zmienią, prawdopodobnie na gorsze.

Spotkanie odbędzie się w siedzibie Książnicy Kopernikańskiej przy ul. Słowackiego 8. Poprowadzi je Marcel Woźniak, pisarz, scenarzysta, autor m.in. trylogii o detektywie Brodzkim. 

Początek o godz. 18. Wstęp jest bezpłatny.