ZOBACZ DRUGĄ ODSŁONĘ "Po Toruniu"

16 listopada 2020

Willa Gustava Weesego

Rybaki » ul. Danielewskiego 6
📂 30/2020 (364)
W poszukiwaniu piernikowych śladów przeszłości, docieram na krótką i cichą uliczkę na granicy Bydgoskiego Przedmieścia i Rybaków. Danielewskiego jest ulicą zamkniętą, a zamyka ją wysoki biały mur, za którym rozciąga się cel moich poszukiwań – dawne królestwo byłego piernikowego króla Gustava Weesego juniora.

O rodzie Weese i o tym, jak stali się potentatami w branży piernikarskiej, pisałem przy okazji wizyty w Muzeum Toruńskiego Piernika, tak więc jeżeli jesteście zainteresowani tą historią, to zapraszam. Tutaj ominę genezę oraz początki i od razu przeniosę się do roku 1905. To właśnie wtedy, Gustav, którego przedsiębiorstwo od ładnych kilku lat przeżywało największy w historii rozkwit (w tym samym roku rozpoczęła się również budowa nowego fabrycznego kompleksu przy dzisiejszej ul. Żółkiewskiego), zdecydował się na zakup parceli przy świeżo wytyczonej ulicy Schmiedebergstrasse czyli dzisiejszej Danielewskiego. Pięć lat później udało mu się zatrudnić architektów renomowanej niemieckiej pracowni projektowej Saalecker Werkstätten z Saaleck w Saksonii-Anhalt.

Dwuskrzydłowa willa nawiązująca do pałacowego klasycystycznego baroku powstała w 1911 roku. Jeżeli coś czerpie z dawnych stylów architektonicznych, to znaczy, że jest to historyzm. Tak więc willa przy Danielewskiego mocno nam historyzuje. Od frontu znajduje się dziedziniec i skromna fasada. Skromna w porównaniu z tym, co widzimy od ogrodu. Tutaj dom prezentuje się dużo bardziej okazale i mi osobiście kojarzy się z Willą Tempskiego, która została wybudowana znacznie później, bo w 1926 roku. Również rozległy, tarasowy ogród – mimo upływu lat – robi imponujące wrażenie. Z willi rozpościera się widok m.in. na Port Zimowy, a pierwotnie również na Park Cegielnia, w którym to swoje kramy miała firma Weesego.

Weese najprawdopodobniej mieszkał w tym domu prawie do końca wojny, ale swoje piernikowe imperium sprzedał już w styczniu 1939 r. Lata '30 XX wieku nie były bowiem dla niego łaskawe: duża konkurencja a także światowy kryzys, wpędziły go w kłopoty finansowe. Nowym właścicielem fabryki została Spółdzielnia Spożywców RP „Społem”, a sam Weese wyjechał na moment z Torunia. Wrócił na początku II wojny światowej, aby objąć nadzorem swoją dawną firmę i wówczas najprawdopodobniej ponownie zamieszkał w swojej willi na Rybakach. Ostatecznie wyjechał pod koniec 1944 roku i osiadł gdzieś w Niemczech. Zmarł w 1959 roku.

W 1945 rezydencję przejął raczkujący Uniwersytet Mikołaja Kopernika i przekształcił ją w mieszkania dla profesorów. Mieszkała tu m.in. późniejsza twórczyni Muzeum Etnograficznego – Maria Znamierowska-Prüfferowa wraz z mężem. Później budynek przeznaczono na cele dydaktyczne. Na przestrzeni kilkudziesięciu lat mieściły się tu m.in.: Katedra Zoologii i Instytut Geografii.

Do rejestru zabytków willa została wpisana dopiero w 2011 roku, a od 2017 jest siedzibą Kujawsko-Pomorskiej Okręgowej Izby Lekarskiej oraz Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Lekarskiej.

Bibliografia: Bydgoskie Przedmieście – Katarzyna Kluczwajd (Księży Młyn, 2019); PierniCZANa orbita – Katarzyna Kluczwajd (SHS, 2015); Sekrety Torunia – Krzysztof Halicki (Księży Młyn, 2019).

9 listopada 2020

Pomnik De revolutionibus

Bielany » ul. Gagarina 11

📂 29/2020 (363)
 
Dzielnica – czy jak kto woli osiedle – Bielany, przede wszystkim kojarzy się z rozległym kampusem UMK. Nic dziwnego, w końcu uniwersytecki kompleks zajmuje znaczny obszar tej części miasta. I właśnie tam dziś zajrzymy. Nie będziemy jednak specjalnie błądzić, od razu kierujemy się na Główne Forum Miasteczka Akademickiego. To właśnie tutaj znajdziemy odsłonięty w 1973 roku pomnik „De revolutionibus”.

Monument zaprojektował Witold Marciniak, który trzy lata później stworzył pomnik upamiętniający Samuela Bogumiła Lindego. Jest też twórcą obelisku „W hołdzie bohaterom Armii Czerwonej” z 1969 r., ale akurat w tym przypadku, to raczej nie jest powód do dumy. 

Artystyczną rzeźbę wykonano z czerwonego piaskowca. Składa się jakby z dwóch bloków, co ma nawiązywać do otwartej księgi. I faktycznie, to jest otwarta księga, bo gdy odczytamy tekst wykuty na zachodnim bloku – „De revolutionibus orbium coelestium” – wszystko stanie się jasne. Instalacja upamiętnia najsławniejsze dzieło toruńskiego astronoma Mikołaja Kopernika. Tak, zgadza się, chodzi o dzieło „O obrotach sfer niebieskich”. Publikacja po raz pierwszy została wydana w Norymberdze w 1543 roku, oczywiście po łacinie. Na pierwsze polskie wydanie nasi przodkowie musieli poczekać aż 311 lat. W roku 1973, kiedy to odsłonięto niniejszy pomnik, przypadły więc aż dwie rocznice. Przede wszystkim były to pięćsetne urodziny Kopernika, obchodzone w Toruniu z wielką pompą, ale też czterysta trzydziesta rocznica pierwszego wydania „De revolutionibus orbium coelestium”. Ciekawostką jest to, że dzieło Kopernika to jedna z najlepiej wycenianych przez antykwariuszy ksiąg. Jakiś czas temu, drugie wydanie „O obrotach sfer niebieskich” z 1566, zostało sprzedanie na aukcji w Krakowie za 103 tys. zł, a od 1999 roku rękopis widnieje na Międzynarodowej Liście Pamięci Świata UNESCO.

De revolutionibus orbium coelestium | za: Lfurter/wikimedia
W styczniu 2020 roku Miasteczko Akademickie zostało wpisane do rejestru zabytków, tak więc pomnik „De revolutionibus” jako część historycznego układu urbanistycznego, również stał się zabytkiem i został objęty ochroną konserwatorską.



MIEJSCE OZNACZONE NA MAPIE "PO TORUNIU"  ➡️

7 września 2020

„Dziki Toruń” czyli „Po Toruniu 2”

 📂 28/2020 (362)

 

https://DZIKITORUN.blogspot.com/

Już od kilku miesięcy nosiłem się z zamiarem powiększenia bloga Po Toruniu o sekcję poświęconą miejskiej przyrodzie. Wstrzymywałem się jednak z ostateczną decyzją, ponieważ temat ten, nie do końca pasował do konwencji bloga. Po Toruniu to witryna poświęcona konkretnym miejscom, bardzo ograniczonym przestrzennie, a tu nagle co... miałbym wrzucać fotorelacje ze swoich „dzikich” spacerów? Niby można... wszystko można zrobić, ale... no, nie grało mi to i tyle. Dlatego zawiesiłem pomysł i postanowiłem przeczekać go, oczekując aż rozwiązanie samo wpadnie mi do głowy.

Tak oto powstał sequel bloga Po Toruniu, czyli Dziki Toruń. Ten nowy twór internetowy będzie się skupiał wyłącznie na toruńskiej przyrodzie, a jego głównym filarem będą zdjęcia. Myślę, że teksty też będą się pojawiać, ale przybiorą charakter raczej krótkich opisów/komentarzy, aniżeli pełnometrażowych artykułów (jak w przypadku niniejszego bloga). Między innymi dlatego nie chciałem, aby Dziki Toruń stał się kolejnym działem Po Toruniu.

No dobrze, to tyle tytułem wyjaśnienia i wstępu. Wszystkich zainteresowanych zapraszam na  https://dzikitorun.blogspot.com/.

28 sierpnia 2020

„Powtórka” [wydanie II, poprawione] – Marcel Woźniak (📘№ 76)

 📂 27/2020 (361)

|KSIĄŻKI|

Powtórka to powracający na księgarskie półki powieściowy debiut Marcela Woźniaka – pełnokrwisty toruński kryminał z wyrazistym głównym bohaterem i wciągającą, mroczną historią. Aż chce się napisać: „przeżyjmy to jeszcze raz”, bo pewne opowieści po prostu miło sobie przypomnieć co jakiś czas.

„Wisła była czerwona od krwi” – to jedno z pierwszych zdań, jakie pada w kryminale Marcela, a na pewno pierwsze, które zapada w pamięć. Jest mocne niczym spirytus i idealnie oddaje atmosferę, jaka już od pierwszych stron ogarnia Powtórkę. Nie jest to jednak książka o zagadnieniach z morfologii ツ, tylko solidnie skonstruowany gatunkowiec z gliniarzem w roli głównej.

Tym gliniarzem, jest stary policyjny piernik – komisarz Leon Brodzki, którego poznajemy w momencie, gdy przechodzi na emeryturę. Tak mogłaby się skończyć książka, a nie zaczynać, prawda? Ale toruński superglina niedługo cieszy się spokojem. Właściwie nawet nie zdąża posiać ogórków na działce, gdy jego były szef ponownie wzywa go na służbę. W mieście pojawił się właśnie seryjny morderca, który sam siebie nazywa „Heraklitem”. Typ nie próżnuje i ostro sobie poczyna; co więcej, zdaje się, że ma z Brodzkim jakieś niewyrównane rachunki. Komisarz chcąc nie chcąc (z naciskiem na to drugie) rozpoczyna swoje ostatnie (nadprogramowe) śledztwo i daje się wciągnąć w chorą grę psychopatycznego mordercy...

Trzeba Wam wiedzieć, że drugie wydanie Powtórki, owszem zyskało nową okładkę, a także nowego wydawcę, ale przede wszystkim zostało gruntownie przeredagowane. W porównaniu z pierwszym wydaniem tekst jest bardziej dynamiczny, a i pozbyto się kilku wcześniejszych błędów. To nadal ta sama Powtórka z tym, że w ulepszonej wersji 2.0. 

I wiecie co... lubię tę powieść (i to w obu wydaniach). Lubię ją, ponieważ Toruń Marcela jest mroczny i niebezpieczny, i przypomina trochę batmanowskie Gotham City, ale ma też coś z lynchowskiego Twin Peaks. Również sam komisarz Brodzki jest jednym z tych nielicznych literackich gliniarzy, któremu nie dość, że nie życzę rychłego zgonu w ciemnym zaułku, to jeszcze go polubiłem. A jak dodamy do tego ciekawą i dobrze opowiedzianą historię, no to mamy już solidną gatunkową powieść, do której z przyjemnością wróciłem po tych kilku latach. Do tego powrotu i Was zachęcam, jeśli już znacie „Powtórkę”, reszcie natomiast radzę szybko nadrobić zaległości, bo to jedna z TYCH toruńskich powieści, którą po prostu trzeba i warto przeczytać.


ISBN: 978-83-8147-954-7
wydawca: Novae Res
ilość stron: 396
rok wydania: 2020
oprawa: miękka ze skrzydełkami
seria: Leon Brodzki (tom 1)

Dziękuję Wydawnictwu Novae Res
za udostępnienie egzemplarza książki.

 

7 sierpnia 2020

„Żałobnica” – Robert Małecki (📘№ 75)

📂 26/2020 (360)

|KSIĄŻKI| 

Robert Małecki – autor toruńskiej trylogii z Markiem Benerem i chełmżyńskiej serii z Bernardem Grossem – powraca z nową i jakże inną od pozostałych, powieścią osadzoną w Toruniu. Inną, chociażby dlatego, że nie jest to kryminał, a mroczny thriller psychologiczny z kobietą w roli głównej i w pierwszoosobowej narracji. Panie i Panowie, poznajcie Żałobnicę.

Punktem wyjścia opowieści jest tu wypadek, do którego dochodzi na strzeżonym przejeździe kolejowym. W wypadku tym ginie mąż i pasierbica naszej tytułowej „Żałobnicy” czyli Anny Kowalskiej. Od tego momentu Anna zmaga się z poczuciem straty, próbuje odnaleźć się na nowo. Z pewnością nie pomagają jej w tym ani teściowie, ani szwagierka, ani też rzucająca pety na prawo i lewo podkomisarz Lena Wolska oraz wyjątkowo upierdliwy pismak z Nowości, niejaki Wiktor Rutecki. Ciekawość ostatniej dwójki względem Kowalskiej znacząco rośnie, gdy w tajemniczych okolicznościach znika dróżniczka, która feralnego dnia, gdy doszło do wypadku, zasłabła i nie upuściła na czas szlabanów. Policjantka i dziennikarz podejrzewają, że za tym zniknięciem może stać właśnie Anna i zaczynają grzebać w jej przeszłości. Szybko okazuje się, że Kowalska jest – jakby to ujęła podkomisarz Wolska – „jedną wielką tajemnicą”.

No tak, bo tak się składa moi mili, że tajemnice w Żałobnicy odgrywają cholernie ważną rolę, a Małecki przerzuca je z ręki do ręki, niczym żongler. Główną bohaterkę poznajemy bardzo powoli, ale dokładnie i to w różnych momentach jej życia. Powieść, jest bowiem osadzona w trzech płaszczyznach czasowych. W tej historii nie ma jednak tłumów, właściwie wszystko i wszyscy kręcą się wokół Anny Kowalskiej i – wspomniana już – narracja pierwszoosobowa bardzo w tej „karuzeli” pomaga. Jednym z mocnych atutów powieści jest też klimat – gęsty niczym jesienna mgła, pachnący zgnilizną sekretów i ludzkich podłości. Trochę jak u Wojciecha Chmielarza, albo Magdy Stachuli.

Trzeba wyraźnie to podkreślić: Żałobnica mocno odbiega od dotychczasowej twórczości Małeckiego. Przede wszystkim to zupełnie inny gatunek. Owszem, stoi blisko kryminału, ale w markecie lody znajdziemy obok mrożonej pizzy i nie powiemy, że to jest to samo. Thriller, zwłaszcza thriller psychologiczny rządzi się swoimi prawami i tych praw Małecki mocno przestrzega. Wspominałem na początku, że Robert osadził akcję powieści w Toruniu. Tak, zgadza się, z tym, że w przeciwieństwie do trylogii z Benerem, w Żałobnicy nie widać za bardzo miasta. Powieść otacza aura kameralności, co pokazują kolejne sceny rozgrywające się głównie we wnętrzach mieszkań, biur, sklepów, knajp, w centrach handlowych czy w samochodach. Toruń jedynie majaczy gdzieś daleko, na horyzoncie.

Jako, że jestem wyznawcą zasady, że lepiej czytać książki, niż o książkach, powoli będę kończył. Żałobnica, to z pewnością przyzwoity thriller psychologiczny, który każdemu miłośnikowi gatunku powinien się spodobać. Fani Autora natomiast, mogą być ciut zaskoczeni. Przyzwyczajeni do kryminałów, dostaną coś zupełnie innego – nowego, świeżego i bez cukru. Bo – Szanowni Państwo – Żałobnica nie ma w sobie nic słodkiego, jest raczej cierpka, jak czarna aronia. Przy czym, co jak co, ale akurat czerń pasuje do żałobnicy. ツ

Historię Pani Ż będziecie mogli poznać już od 12 sierpnia – wtedy książka będzie miała swoją premierę. A mi nie pozostaje nic innego, jak zachęcić Was do jej kupna. ツ

 

ISBN: 978-83-66553-23-1
wydawca: Czwarta Strona
ilość stron: 384
rok wydania: 2020
oprawa: miękka

Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona
za udostępnienie egzemplarza książki.