ZOBACZ DRUGĄ ODSŁONĘ "Po Toruniu"

22 lutego 2021

„Toruńscy twórcy nauki i kultury (1945-1985)” – praca zbiorowa (📘№ 81)

📂 7/2021 (376)
Dziś chciałbym zaprezentować Wam książkę, która przybliża sylwetki mniej i bardziej znanych osobowości dawnego Torunia. Przy czym nie tak znowu bardzo dawnego. Działalność wszystkich bohaterów niniejszej publikacji skupia się bowiem głównie na latach powojennych i kończy na roku 1985.
 
Toruńscy twórcy nauki i kultury to trzeci tom nieformalnej trylogii poświęconej sylwetkom zasłużonych torunian. W latach '80 ukazały się łącznie trzy tego typu publikacje (wszystkie wchodzą w skład serii Prace Popularnonaukowe TNT): w 1982 była to książka Wybitni ludzie dawnego Torunia, z kolei w 1985 ukazali się Artyści w dawnym Toruniu. O tych książkach planuję napisać w przyszłości, teraz jednak skupmy się na ostatniej z cyklu czyli Toruńscy twórcy nauki i kultury (1945-1985).
 
Publikacja składa się z 53 biogramów. Są to sylwetki głównie pierwszych profesorów Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, ale nie tylko. Trafiają się też literaci, reżyserzy teatralni, rzeźbiarze, aktorzy (również teatralni) czy fotografowie. Część bohaterów niniejszej książki, to patroni dzisiejszych toruńskich ulic, a zatem z tej publikacji masz szansę się dowiedzieć kim był człek, którego nazwiskiem nazwali Twoją ulicę. Każdy biogram liczy sobie średnio 6/7 stron, a zatem można uznać, że każdą z sylwetek poznamy w sposób wystarczający. Uzupełnieniem każdego biogramu jest fotografia opisywanej osoby, co uważam za duży plus.
spis treści
Co do samego wydania... Hmmm... No cóż, to książka z lat '80, więc musicie się spodziewać raczej byle jakiego papieru i topornie złamanego tekstu, ale z perspektywy czasu, to nawet ma swój urok. Jeśli zaś chodzi o dostępność to – i tu mam dla Was dobrą informację – najłatwiej udać się do siedziby TNT na ul. Wysoką. Według informacji dostępnych na stronie Towarzystwa Naukowego w Toruniu, mają jeszcze 200 egzemplarzy tego tytułu [stan na 21 lutego 2021], a cena to jedynie 5 zł. Nieco droższa opcja to allegro, a tam cena (wraz z przesyłką) waha się od niespełna 10 do 23 zł.
 
ISBN: 83-01-09157-6
wydawca: PWN
ilość stron: 388
rok wydania: 1989
oprawa: miękka
seria: Prace Popularnonaukowe TNT (tom 50)

15 lutego 2021

Pomnik Ludwika Kolankowskiego

Bielany » ul. Gagarina 7
📂 6/2021 (375)
Jesteśmy na terenie Miasteczka Akademickiego, dokładnie między Wydziałem Chemii a basenem. W normalnych czasach miejsce dość ruchliwe, wszak wiedzie tędy główny ciąg komunikacyjny między wydziałami, biblioteką i rektoratem. My jednak nigdzie się nie spieszymy i na chwilę zatrzymamy się przy stojącym tu pomniku. 
 
Monument bynajmniej nie jest z tych, co rzucają się w oczy. Wtopiony w otoczenie, sprawia nawet wrażenie jakby stał tam od zawsze, ale tak nie jest. Pomnik Ludwika Kolankowskiego został odsłonięty 1 października 2001 roku, a jego autorką jest Monika Smuczyńska, która wówczas była studentką trzeciego roku Wydziału Sztuk Pięknych UMK. Samo popiersie zostało wyrzeźbione w piaskowcu i wydaje mi się, że jego pierwowzorem – tego popiersia – były fotografie portretowe wykonane przez Alojzego Czarneckiego w 1947 roku.

fot. Alojzy Czarnecki, rok 1947 | za: KPBC
Inicjatorami budowy pomnika były władze i społeczność uczelni, chciano tym samym upamiętnić nie tylko pierwszego rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, ale i człowieka, który ten uniwersytet tworzył. I to jest właśnie ten moment, kiedy musimy cofnąć się w czasie. 
 
Jest 22 sierpnia 1945 roku. Do Torunia przyjeżdża nasz dzisiejszy bohater – Ludwik Kolankowski. Ma 63 lata (urodził się 21 czerwca 1882 r.) i dopiero co pomagał w organizacji uniwersytetu w Łodzi. Łódzki uniwerek nie był jednak pierwszym, który tworzył. Doświadczenie zdobył już w roku 1919, kiedy pomagał budować polską uczelnię w Wilnie. W swoim dorobku miał także epizod polityczny, a także bardzo ważne publikacje naukowe, jak chociażby wydaną w 1930 roku książkę Dzieje Wielkiego Księstwa Litewskiego za Jagiellonów czy opublikowaną pięć lat później Polskę Jagiellonów. Przed wojną wykładał historię m.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie i Uniwersytecie Jana Kazimierza w Lwowie. W czasie wojny był dyrektorem Biblioteki Zamoyskich w Warszawie i ocalił najcenniejsze zbiory przed niemiecką grabieżą i zniszczeniem. Do Torunia przyjechał więc człowiek kompetentny z doświadczeniem nie tylko naukowym, ale i – co na samym początku było szczególnie ważne – organizatorskim.
 
Na miejscu byli już profesorowie z dawnego wileńskiego uniwerku, to właśnie oni tworzyli pierwszy uniwersytecki senat. Kolankowski zabrał się do opracowania koncepcji uczelni, zaczął ściągać do Torunia kolejnych profesorów z Wilna i Lwowa... Największym problemem okazał się jednak brak wolnych lokali. W 1945 roku nasze miasto przypominało bowiem jeden wielki szpital wojskowy. Wiele gmachów użyteczności publicznej było zaadoptowanych na lazarety dla żołnierzy Armii Radzieckiej. 1 października 1945 roku udało się pozyskać dawny Dom Społeczny, notabene wówczas i tam był ruski szpital; a następnie przejęto budynki przy Fosie Staromiejskiej – dzisiejsze Collegium Maius i Collegium Minus.
 
Można powiedzieć, że sytuacja lokalowa raczkującego UMK poprawiała się. Tego samego nie można było powiedzieć o sytuacji mieszkaniowej samego rektora. Kilka miesięcy po przyjeździe do Torunia, Kolankowski nadal mieszkał u kogoś kątem, nie mając praktycznie rzeczy osobistych. Okoliczności zmieniły się dopiero w roku 1946, kiedy to przydzielono mu mieszkanie w kamienicy przy ul. Bydgoskiej 14. Dopiero wówczas sprowadził do miasta swoją żonę Teresę.
 
W maju 1947 roku wygasała Jego rektorska nominacja, ale w wyborach uzyskał większość i miał pozostać na stanowisku na kolejne dwa lata. Tak się jednak nie stało. Z nie do końca znanych powodów, Kolankowski pod koniec czerwca 1948 roku podał się do dymisji. Została przyjęta i z dniem 31 sierpnia rektor przestał pełnić swą funkcję. Teraz można tylko domniemywać, że powód ustąpienia miał charakter polityczny. Tak czy inaczej, Kolankowski pozostał na uniwersytecie. Był wykładowcą i kierownikiem Katedry Historii Polski, a od 1949 również dyrektorem Biblioteki UMK. Był nim do 1955 roku. Emeryturą nie cieszył się jednak zbyt długo. Zmarł nieco ponad rok później, 19 marca 1956 roku. Miał 74 lata. Został pochowany na Cmentarzu św. Jerzego.
 
Chyba nie będzie przesadą stwierdzenie, że Ludwik Kolankowski był ojcem chrzestnym toruńskiego uniwersytetu. To dzięki niemu, jego zapałowi i doświadczeniu udało się pokonać tę pełną kolein i dziur drogę od decyzji o powołaniu UMK do pierwszych wykładów.
 
Pomnik na terenie Miasteczka Akademickiego, to nie jedyna forma upamiętnienia pierwszego rektora UMK. W latach '80 Ludwik Kolankowski został patronem jednej z nowych ulic osiedla Na Skarpie. Jego imię nosi także jedna z sal Wydziału Humanistycznego.


Źródła: Andrzej Tomczak – Ludwik Kolankowski (1882-1956) [w:] Toruńscy twórcy nauki i kultury (PWN, 1989); Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa.

8 lutego 2021

Figura Matki Bożej Oczekującej

Barbarka » między Dworkiem a Polaną Górną 
📂 5/2021 (374)
Kiedy pada nazwa Barbarka, pierwsze skojarzenia jakie mam to: miejsce pamięci, masowe egzekucje i zbiorowe mogiły. Jednak historia Barbarki nie zaczęła się w 1939 roku i nie została napisana wyłącznie krwią i prochem. Zanim Niemcy dokonali w tych lasach rzezi, było to (podobnie jak teraz) jedno z najbardziej popularnych miejsc wypoczynku torunian, a jeszcze wcześniej – w tym celu należałoby się cofnąć aż do XIII wieku – miejsce kultu św. Barbary. I tu dochodzimy do historii nazwy: Barbarka. Postawmy jednak w tym miejscu kropkę, bowiem o tym wszystkim już pisałem, a zainteresowanym odsyłam do wpisów: Grota św. Barbary oraz Miejsce Kaźni Ofiar Hitleryzmu i Pomnik Ku Czci Pomordowanych.
 
Wspomniałem o barbarkowej grocie, ale właściwie są dwie. Obie powstały na początku XX wieku. O tej pierwszej pisałem w 2019 roku (link powyżej), z kolei druga grota od zawsze stała pusta... Aż do teraz. Nie śledzę zbyt dokładnie zmian, jakie zachodzą na Barbarce, zatem moje zdziwienie było dość spore, gdy podczas mojej ostatniej wizyty (a było to ledwie dwa dni temu) dostrzegłem w drugiej grocie nową lokatorkę – Matkę Bożą Oczekującą.
 
Jak się okazuje Matka Boża Oczekująca to faktycznie nowa mieszkanka toruńskiej Barbarki. W grocie pojawiła się na początku grudnia 2020 roku. Betonową figurę naturalnych rozmiarów zaprojektował i wykonał Stanisław Stopyra z Grodziska Dolnego (to aż na Podkarpaciu), a inicjatorem całego przedsięwzięcia był proboszcz parafii na Wrzosach, ks. Wojciech Miszewski. Pomysł ustawienia na Barbarce figury Matki Bożej Oczekującej, nawiedził duchownego podczas parafialnej pielgrzymki do Libanu w maju 2018 roku. To właśnie wtedy toruńscy pielgrzymi odwiedzili miasto Sydon, w którym niemal dwa tysiące lat temu miał nauczać Jezus Chrystus, a któremu w wędrówce do tej miejscowości towarzyszyła Matka. Maryja jednak, jako pobożna Izraelitka, nie przekroczyła granic pogańskiego miasta i zdecydowała się spędzić noc w grocie na wzgórzu Maghdouché. Właśnie tam  oczekiwała na powrót syna. Pod Sydonem nadal jest grota (zdecydowanie bardziej okazała niż te na Barbarce), przed którą ustawiono figurę Matki Bożej Oczekującej. To właśnie ona stała się inspiracją dla figury toruńskiej. To dwie różne rzeźby i ta nasza – przy czym jest to wrażenie całkowicie subiektywne – podoba mi się znacznie bardziej. Odnoszę wrażenie, że twarz ma w sobie więcej delikatności, a z rysów i mimiki możemy wyczytać zatroskanie, może lekkie zniecierpliwienie...
 
Jak już wcześniej wspomniałem, sama figura została wykonana z odpowiednio zabezpieczonego przed warunkami atmosferycznymi betonu, z kolei podstawa i siedzisko, to naturalne kamienie. Rzeźba ładnie wkomponowuje się w otoczenie i wraz z Grotą św. Barbary oraz pobliską golgotą, tworzą spójną koncepcję, która odwołuje się do pierwotnego – religijnego – charakteru Barbarki.





Źródła: ks. Wojciech Miszewski – Matka Boża Oczekująca na toruńskiej Barbarce [w:] Ślady na Wrzosach, nr 36.

25 stycznia 2021

„Muratorowie Św. Jana” – Emilia Skibniewska-Polcoch (📘№ 80)

📂 4/2021 (373)
Muratorowie Św. Jana to jedna z moich najnowszych antykwarycznych zdobyczy i jednocześnie jedna z najstarszych książek jakie mam w swojej bibliotece. Została wydana w 1947 roku nakładem warszawskiej oficyny Galster, Lauter i Rutkowski. Wydawnictwo mało znane i raczej nie mające wiele pozycji w swoim dorobku. Szybki „risercz” doprowadził mnie do takich tytułów jak Dzieje Anglii, Maria Curie czy Księga z San Michele (wszystkie wydane w 1946 roku). Omawiana dziś pozycja jest najstarszą na jaką natrafiłem.
 
Swój egzemplarz sprowadziłem aż z Wrocławia i pomimo 73 lat, które odbiły się na pożółkłych stronach, nie był ani razu czytany. Skąd ta pewność? Ano stąd, że strony były nieporozcinane. W ogóle książka chyba nie miała spotkania z gilotyną, ale traktuję to jako część jej uroku. W każdym razie, strony porozcinałem i zabrałem się do lektury. Zanim jednak napiszę kilka zdań o fabule powieści, chciałbym zwrócić waszą uwagę na Autorkę. Emilia Skibniewska-Polcoch, to kolejna pisarka niezwiązana z Toruniem, która zdecydowała się o nim napisać.  Autorka mieszkała przed wojną w Warszawie i tu też wydała w 1928 roku swoją debiutancką powieść Na przełęczy. Po klęsce powstania w 1944 roku opuściła stolicę i osiadła w małopolsce, a konkretnie w Myślenicach. Tu uczyła języka polskiego w liceum, tutaj także powstali Muratorowie Św. Jana. Trochę przejrzałem internet i wychodzi na to, że to była Jej druga i ostatnia książka.
 
A skoro już o książce mowa... Muratorowie Św. Jana to rozgrywająca się w latach 1250 – 1671 powieść historyczno-obyczajowa o rodzie Strzępirogów. Co, nie słyszeliście o nim? Spokojnie ja też. Ale to nazwisko faktycznie figuruje w wykazie czynszów miejskich, które były spisywane od 1317 r. Wydaje mi się jednak, że życiorysy kolejnych członków rodziny zostały na potrzeby książki zmyślone, niemniej całe tło i świat, w którym przyszło żyć kolejnym pokoleniom, są jak najbardziej historyczne. Tłem tym jest tu Kościół Św. Jana (choć czasem wydaje się głównym bohaterem powieści) czyli dzisiejsza Bazylika katedralna św. Janów i kolejne budowy i przebudowy tej świątyni. Warto tu wspomnieć, że obecna budowla jest czwartą, która stoi w tym miejscu, a pierwsza powstała prawdopodobnie tuż po lokacji Torunia. O tym wszystkim pisze również Emilia Skibniewska-Polcoch i robi to dość ciekawie. Piszę „dość” ponieważ nie przepadam za przedwojenną kompozycją zdań, a właśnie z taką mamy tu do czynienia. Trzeba się po prostu do tego przyzwyczaić, przestawić zapadki w mózgu na styl retro, a wtedy jakoś da się przez to przebrnąć.
 
Wspomniałem wcześniej, że Muratorowie Św. Jana to powieść historyczno-obyczajowa. Według mnie taka właśnie jest. Wątki obyczajowe dotyczą oczywiście przedstawicieli kolejnych pokoleń rodu Strzępirogów. Jako Czytelnicy, jesteśmy świadkami zarówno ich wzlotów, jak i upadków, radości i tragedii. A wszystko zaczyna się od Janka Strzępiroga i jego oddaniu budowie staromiejskiej świątyni. Właściwie życie każdego męskiego przedstawiciela tej rodziny w mniejszym lub większym stopniu kręci się wokół budowy kolejnych kościołów pw. św. Jana. Oddani sprawie, poświęcają się jej bez reszty, często przypłacając to swoim zdrowiem (również psychicznym), a nawet życiem.
 
Jako, że książka ma niespełna 170 stron, a akcja rozkłada się na ponad 420 lat, dzieje się tu wiele. Wydarzenie goni wydarzenie, a gdzieś na trzecim planie majaczą nam dzieje samego Torunia: budowa i rozbudowa ratusza, upadek Krzyżaków, najazd Szwedów...
 
Muratorowie Św. Jana, to kolejna po Toruńskiej Królewnie ciekawostka literacka związana z naszym miastem. Co do dostępności książki... No cóż, jest to pozycja raczej uznawana za rzadką. Najlepiej więc śledzić allegro i polować na okazję.
 
pełny tytuł: Muratorowie Św. Jana. Słowo o Toruniu
ISBN: -
wydawca: Galster, Lauter i Rutkowski
ilość stron: 168
rok wydania: 1947
oprawa: miękka

18 stycznia 2021

Dawny Dom Społeczny im. Józefa Piłsudskiego

Bydgoskie Przedmieście » ul. Mickiewicza 2/4
📂 3/2021 (372)
Kto czyta Po Toruniu regularnie, ten wie, że jestem fanem modernizmu i to nie tylko tego toruńskiego, ale modernizmu w ogóle. Tym razem chciałbym przedstawić Wam kolejny ciekawy obiekt będący przedstawicielem architektury z okresu Drugiej Rzeczypospolitej. Pewnie większość z Was zna go bardzo dobrze, choć pod współczesną nazwą, jako Dom Studencki nr 1.
 
No dobra, ale może zacznijmy od początku i cofnijmy się w czasie. Jest rok 1935. W maju Polska pożegnała swojego wodza – Józefa Piłsudskiego. W stolicy Pomorza, wprawdzie śmierć ta również odbiła się szerokim echem, ale życie toczyło się dalej i na rogu ulic Mickiewicza i Czerwona Droga (ob. Tujakowskiego) właśnie dobiegała końca budowa Domu Społecznego. Projekt gmachu wykonał latem 1934 roku inżynier kapitan Leopold Jarosławski, który rok wcześniej zrobił aranżację wnętrz kina Mars przy ul. Warszawskiej. Niestety, pierwsze projekty nie przypadły do gustu władzom miejskim, które stwierdziły, że budynek nie pasuje do koncepcji planowanej w okolicy zabudowy. Jarosławski dokonał więc poprawek i w listopadzie 1934 r. budowa ruszyła.
rok 1935, finisz budowy | sygn.: 1-P-1237 | za: NAC
Rok później Dom Społeczny był już gotowy. Oficjalnie oddano go do użytku 11 listopadzie 1935 r. Swoją drogą, przy dawnych budowach zawsze zaskakuje mnie ich tempo. Dysponując dużo bardziej prymitywnym sprzętem niż ten dzisiejszy, ówcześni budowniczowie potrafili dość szybko ogarnąć temat. Tak czy inaczej na tej konkretnej budowie działali chłopaki z Przedsiębiorstwa Inżyniersko-Budowlanego Józefa Dreckiego, a kierownikiem budowy był inżynier Michał Trembecki. W jednym z weekendowych wydań Dnia Pomorskiego, jeszcze przed oddaniem budynku, czytamy m.in.: 
"Mija zaledwie dni 300 roboczych, jeszcze znacznie mniej, a już u zbiegu ulicy Mickiewicza z Czerwoną Drogą wznosi się potężny gmach 3-piętrowy, pojemności 14.000 kubików, o froncie długim od ul. Mickiewicza 31 metrów, od Czerwonej Drogi 32,80 m.
Dzień Pomorski, 7-8 września 1935 r.

rok 1938 | sygn.: 1-P-1238-1, 1-P-1238-2 | za: NAC
Koszt budowy zamknął się w kwocie 395 tys. zł. Kwota nie należała do najmniejszych, tym bardziej, że nie była to inwestycja stricte miejska. Opiekę nad całością sprawował Zarząd Towarzystwa „Dom Społeczny”. Jak czytamy dalej w artykule Dnia Pomorskiego:
"Czterysta tysięcy złotych — toż to olbrzymi kapitał! Trzeba go było skrzętnie zbierać z niewielkich opłat organizacyj, bo nie wszystkie zadeklarowały większe kwoty; wreszcie z dotacyj, zapomóg, imprez, „cegiełek“ w formie wydanych pocztówek, wyobrażających projektowaną fasadę „Domu Społecznego“.
Budynek od początku miał oświetlenie elektrycznie i centralne ogrzewanie. Trzypiętrowy gmach podzielono na 77 pomieszczeń, do tego dochodziły dwie sale konferencyjne (na drugim i trzecim piętrze), duża sala koncertowa oraz pokoje brydżowe. Dom Społeczny miał był bazą wielu organizacji o charakterze społeczno-kulturalnym. W 1936 roku w budynku swoje siedziby miały m.in.: pomorskie oddziały Ligi Obrony Powietrznej Państwa, Ligi Morskiej i Kolonialnej, Zarząd Harcerstwa Polskiego, Koło Towarzystwa Wiedzy Wojskowej, Komenda Chorągwi Harcerek i Harcerzy, Pomorskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt, Toruński Okręg Polskiego Czerwonego Krzyża, Pomorski Związek Teatrów Ludowych, Pomorski Związek Śpiewaczy, Komenda Okręgowa Związku Strzeleckiego, Związek Nauczycielstwa Polskiego, Wojewódzki Związek Straży Pożarnej, a także Biblioteka Wojskowa D.O.K. VIII oraz redakcje tygodnika Straż Nad Wisłą i miesięcznika Przysposobienie Obywatelskie.
rok 1936, fot. Henryk Poddębski | sygn.: 3/131/0/-/403/68 | za: NAC
Część parteru zaadaptowano na lokale użytkowe. Mieścił się tu m.in. zakład fryzjerski Władysława Martynka, swój ośrodek propagandy miał LOPP, a w największej z sal otworzono kawiarnię „Italjanka”, której właścicielem był Stanisław Hass. „Italjanka” była filią, mieszczącej się przy ul. Królowej Jadwigi 13/15, kawiarni „Italja”.
 
Warto zaznaczyć, że Dom Społeczny był pierwszym tego typu obiektem w Polsce, ale wkrótce idea skupienia w jednym budynku tak wielu organizacji rozniosła się po całym województwie i podobne obiekty miały powstać m.in. w Bydgoszczy, Gdyni czy Wąbrzeźnie.
 
Projekt Jarosławskiego zakładał umieszczenie nad wejściem, na wysokości trzeciej kondygnacji orła autorstwa Ignacego Zelka. Nie wiem dlaczego zaniechano tego pomysłu, ale zrobiono to w ostatniej chwili. Na powyższych zdjęciach widać nawet miejsce, gdzie miał być zawieszony, a gdzie w końcu znalazł się napis „Dom Społeczny imienia Józefa Piłsudskiego”. Zarząd Towarzystwa „Dom Społeczny” tak właśnie uczcił pamięć o zmarłym kilka miesięcy wcześniej Marszałku.
 
W gmachu na rogu Mickiewicza i Czerwonej Drogi występował m.in. chór „Dzwon” pod batutą Zygmunta Moczyńskiego, swoje dzieła wystawiała Konfraternia Artystów, a Polska Agencja Telegraficzna wyświetlała filmy wąskotaśmowe. Torunianie spędzali tu aktywnie czas aż do września 1939 roku. 
 
Wejście Niemców do miasta było niczym trzęsienie ziemi, po którym zostały tylko gruzy dawnego świata. W przypadku Torunia należy to odczytywać metaforycznie, albo w kategoriach społecznych. Na szczęście architektura naszego miasta nie ucierpiała zanadto, ani w czasie kampanii wrześniowej, ani później. Szkopy weszli tu jak do siebie, mordując przy okazji Polaków i zajmując wszystkie budynki użyteczności publicznej, w tym nasz Dom Społeczny, który oczywiście przestał pełnić swą pierwotną funkcję. Budynek zaadaptowano na internat dla Ingenieurschule für Luftfahrttechnik czyli po naszemu Szkoły Inżynierii Lotniczej, która mieściła się w niedoszłym gmachu Muzeum Ziemi Pomorskiej (ob. Wydział Matematyki i Informatyki UMK) przy ul. Chopina.
lata '50, fot. Alojzy Czarnecki
| za: Toruń - Tadeusz Petrykowski (Sport i Turystyka, 1957)
Po wejściu sowietów do miasta w 1945 roku, przez krótki czas internat zamieniono na ruski szpital, ale już we wrześniu 1945 roku władze miejskie przekazały budynek powstałemu właśnie Uniwersytetowi Mikołaja Kopernika. Szybko okazało się, że gmach wymaga kapitalnego remontu, bowiem sowieci, a później szabrownicy wynieśli wszystko co się dało. Nie było instalacji, okien, ani nawet klamek w drzwiach. Bardzo szybko przeprowadzono remont (raczej pobieżny) i już w grudniu '45 wprowadziły się tu władze uczelni. Tak, to tutaj był pierwszy rektorat i dziekanaty, mieszkali tu także profesorowie i studentki. Nie, to nie jest literówka - Dom Studencki nr 1 naprawdę zaczynał jako żeński akademik. Pomimo tych wszystkich zmian, gmach zachował część swoich pierwotnych funkcji. Na przykład do roku 1950, tak jak przed wojną, na parterze działał fryzjer, „Italjankę” zastąpił klub studencki „Kafe-Klub” i bufet „Baśka”.
 
Pierwszy generalny remont przeprowadzono dopiero w 1956 roku, a dwa lata później właśnie w tym gmachu zaczynał klub „Od Nowa”.
 
Tak dojechaliśmy do końca tej historii. Z przeszłości przenieśliśmy się z powrotem do czasów współczesnych. Dziś Dom Studencki nr 1 to 70 pokoi dla ponad 190 studentów. Oprócz tego w budynku mieści się akademickie archiwum oraz biuro i magazyn Wydawnictwa Naukowego UMK. Obecny wygląd, gmach zyskał w 2014 roku po kolejnym generalnym remoncie.





Źródła: Katarzyna Kluczwajd – Bydgoskie Przedmieście (Księży Młyn, 2019); Dom Społeczny im. Marszałka Piłsudskiego w Toruniu [w:] Dzień Pomorski, nr 207/1935; Tadeusz Petrykowski – Toruń (Sport i Turystyka, 1957); Księga Adresowa Miasta Torunia 1936; UMK w przestrzeni miasta 1945-2015; Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa Narodowe Archiwum Cyfrowe.