ZOBACZ DRUGĄ ODSŁONĘ "Po Toruniu"

Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania ratusz, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania ratusz, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

25 marca 2019

Ratusz Staromiejski

Stare Miasto » Rynek Staromiejski 1
Żaden ze średniowiecznych ratuszy nie może dorównać toruńskiemu (...)
⏶Georg Dehio
Tym razem cofniemy się do naprawdę zamierzchłych czasów, bo aż do średniowiecza. Początkowo tę historię chciałem rozpocząć w 1233 r. kiedy Mistrzowie zakonu krzyżackiego – Hermann von Salza i Hermann Balk nadali Toruniowi przywileje lokacyjne, ale uznałem, że to jeszcze nie ten moment, aby móc zacząć mówić o Ratuszu. Myślę, że pierwszą iskrą było wytyczenie czworobocznego rynku, co miało miejsce między 1252 a 1259 rokiem. Oczywiście wówczas jeszcze nikt nie planował budowy monumentalnego gmachu, mimo to właśnie w tym momencie dziejów miasta należy upatrywać początku tej historii. W miejscu Ratusza były wtedy sukiennice i kramy. Sam Ratusz zaczęto wznosić najprawdopodobniej w 1391 roku, choć oficjalne pozwolenie na budowę zostało wydane przez Wielkiego Mistrza Konrada Wallenroda dwa lata później. Pozwolenie dotyczyło też rozbiórki istniejących zabudowań. Budowa trwała osiem lat i została zakończona w 1399 r. Pierwotny wygląd monumentalnego gmachu zrekonstruował Eugeniusz Gąsiorowski w swojej książce „Ratusz w Toruniu”. Zwróćcie uwagę na to, że wówczas budynek miał tylko jedno piętro.
rekonstrukcja wg. Eugeniusza Gąsiorowskiego (za: Ratusz w Toruniu)
Ratusz Staromiejski był sercem miasta – połączeniem centrum handlowego i administracyjnego. Za jednym zamachem można było kupić kieckę, chleb i załatwić sobie pozwolenie na budowę domu – to takie uproszczenie z mojej strony, ale wiecie o co chodzi.

A co dokładnie można było znaleźć w średniowiecznym Ratuszu? Zacznijmy od samego dołu czyli piwnicy. Tam znajdował się magazyn i wyszynk piwa, na parterze odbywał się głównie handel: zachodnie skrzydło mieli bogaci kupcy, wschodnie pachniało pieczywem, środek północnego zajmowała sala sądowa. Była otwarta z trzech stron i każdy zainteresowany mógł do niej wejść i posłuchać obrad. Ci najubożsi handlarze mieli najgorsze miejsca, bo wokół dziedzińca i zewnętrznych murów. Miejscy rajcy urzędowali na pierwszym piętrze, tam też była Sala Królewska, w której na przestrzeni wieków bywało wielu władców oraz Sala Wielka przeznaczona na bale. Salę Wielką możecie kojarzyć jako Salę Mieszczańską, choć jej metraż z biegiem czasu i z każdą kolejną przebudową mocno się skurczył. Co nam zostało? Wieża! Ratuszowa wieża pełniła funkcję strażnicy, a bicie zawieszonych w środku dzwonów obwieszczało początek obrad Rady Miejskiej.

Aby podkreślić rosnące znaczenie Torunia i jego bogactwo, w 1430 roku ratuszową wieżę zwieńczono hełmem ze złotą koroną na szczycie. Niespełna 200 lat później (Toruń był już wtedy w granicach Rzeczypospolitej) ówczesny burmistrz miasta – Henryk Stroband poszedł dalej i powiedział: „Dobudujmy piętro!”

Heniek był człowiekiem, który przywiązywał dużą wagę do swoich słów i obietnic, a przy tym miał pomysł na Toruń. Gdy więc doszło do tego, że trzeba było ratusz wyremontować (jakby na to nie patrzeć budynek miał już wtedy ponad 200 lat i remont mu się po prostu należał) Stroband wpadł na pomysł jego rozbudowy. Stało się to na początki XVII wieku. Toruń był wtedy jednym z największych ośrodków handlowych w Polsce, kasy więc nie brakowało. A Ratusz – wiadomo – to wizytówka miasta, no i dwa piętra wyglądają lepiej niż jedno. Rozbudowa ruszyła w 1602 roku. Ściągnięto flamandzkiego architekta, niejakiego Antoniego van Obberghena, a szefem budowy został kamieniarz Wilhelm Merten. Prace trwały trzy lata. Oprócz dobudowy drugiego piętra, wyremontowano istniejące już części gmachu. Lifting przeszła Sala Rady, Salę Wielką odnowiono, ale i pomniejszono na rzecz pomieszczeń z przeznaczeniem na kancelarię. Oczywiście najbardziej reprezentacyjną była Sala Królewska, to właśnie wtedy wejście do niej zostało ozdobione przepięknym kamiennym portalem, który możemy podziwiać do dziś. A jak zaadoptowano drugie piętro? Spokojnie, wiatr tam nie hulał. Na drugim piętrze znajdowała się kancelaria wyższa i kancelaria stara wraz z biblioteką, w której przechowywano najważniejsze dokumenty mieszkańców Torunia. Znalazło się też miejsce na zbrojownię.
Ratusz po rozbudowie w 1602 r. (za: Album Steinera)
Mija sto jeden lat od czasu rozpoczęcia rozbudowy. Mamy więc rok 1703. Od trzech lat Rosja, Dania i Saksonia naparza się ze Szwecją. Polska pozostaje neutralna, ale do czasu. A konkretnie do momentu aż Karol XII nie zaczyna kozaczyć na terenach Rzeczypospolitej. Po wygranej bitwie pod Rygą, w 1702 r. wkracza do Polski. Zajmuje Wilno, Warszawę, Kraków i Poznań. 23 maja 1703 wojska szwedzkie docierają pod mury Torunia. Wszystkie bramy są zamknięte, a torunianie to nie panienki na wydaniu i nie oddadzą miasta bez walki. Trzy dni później rozpoczyna się oblężenie, które potrwa blisko pięć miesięcy. Wkurzeni Szwedzi, 24 września zaczęli regularny ostrzał artyleryjski. Kule armatnie leciały spod Zamku Dybowskiego i poważnie niszczyły miasto. To właśnie wtedy Ratusz przeżył najtragiczniejszy moment w swych dziejach. W wyniku bombardowania wybuchł pożar, który strawił znaczną część gmachu i wieży. A potem Szwedzi weszli do miasta i doprowadzili je do zapaści gospodarczej.

Ratusz był mocno zniszczony, a Toruń nie miał środków na jego odbudowę. Początkowo jedynie zabezpieczono ściany, aby się nie zawaliły oraz przywrócono do użytku piwnice, parter i część pierwszego piętra. Ale mimo to Ratusz i tak przypominał ruinę. I ta ruina straszyła przez prawie dwie dekady.
Ratusz po pożarze w 1703 r. (za: Album Steinera)
Odbudowę rozpoczęto dopiero w 1722 roku czyli już po zakończeniu III wojny północnej i po tym jak Szwedzi dostali łupnia od Rosjan. W pierwszym etapie budynek przykryto dachem, a na wieży ponownie zawieszono zegar. Trwało to sześć lat. W 1735 rozpoczęto drugi etap mający na celu przywrócenie użyteczności wnętrz. Ratusz pełnił te same funkcje co dawniej. Na pierwszym piętrze nadal obradowała Rada Miasta, na parterze kwitł handel, a piwnice służyły za magazyn. Zmienił się za to układ pomieszczeń i ich wystrój. Choć bardzo się starano, Ratusz nigdy nie odzyskał swej dawnej świetności. A potem nastał rok 1793 i Toruń stał się częścią Prus. 

II rozbiór Polski to dla miasta Kopernika czas powolnego upadku. Zaborca odebrał nam samorząd, przywileje, niezależność. Ale to jeszcze nic. Pod koniec 1806 roku do miasta wlazły wojska napoleońskie, które położyły łapę na miejskiej kasie, a potem był wybuch prochu i kolejne straty. W 1812 roku Napoleon przekształcił Ratusz w szpital wojskowy. Ponad sto lat później na ten sam „genialny” pomysł wpadnie inny okupant, ale o tym za chwilę, bo przed nami jeszcze kawał historii.

W 1813 roku Rosjanie bombardują i przejmują miasto. Obrywa się też Ratuszowi, choć nie w takim stopniu jak w 1703 r. W każdym razie gmach nadaje się do użytku. Gdy wchodzą do niego Rosjanie, mówią: Elegantnyy kvadrat. My sdelayem zdes' kazarmu. No i zrobili z Ratusza koszary. Problem z Rosjanami jest taki, że są równie subtelni jak kruszarka gruzu. Możecie więc wyobrazić sobie do jakiego stanu doprowadzili gmach. 

Ratusz koszarami był przez dwa lata. Torunianie powiedzieli Rosjanom „do svidaniya” dopiero po Kongresie Wiedeńskim w 1815 roku. Po nim miasto wróciło do Prus. Prusacy zaczęli wtedy tworzyć Twierdzę Toruń, jednocześnie – dzięki wsparciu finansowemu od samego króla Fryderyka Wilhelma – wyremontowali zdewastowany Ratusz. Kolejne prace przeprowadzono w latach '60 XIX wieku. Wówczas w gmachu swoje siedziby miały: sąd, kasa chorych, urząd skarbowy, kuchnia ludowa, a od 1861 roku – Muzeum Miejskie. Na przełomie XIX i XX wieku zlikwidowano ławy chlebowe i kramy, a pomieszczenia zaadoptowano na potrzeby Urzędu Miasta.
obraz z 1902 r. (za: KPBC)
pocztówka z 1904 r. (za: KPBC)
pocztówka z 1914 r. (za: KPBC)
W międzywojniu, Ratusz nadal był siedzibą magistratu. W Sali Królewskiej petentów przyjmował prezydent miasta, w piwnicach urzędowała Konfraternia Artystów, a część drugiego piętra wciąż zajmowało muzeum. W latach '30 zlikwidowano ostatnie sklepy.
pocztówka wydana z okazji powrotu Torunia do Polski, rok 1920 (za: KPBC)
Czarne chmury nad Ratuszem Staromiejskim zebrały się ponownie w czasie II wojny światowej. Nie, tym razem nie groziło budynkowi bombardowanie, a niemieccy architekci, którzy opracowali projekt przebudowy. Projekt ten, de facto, zniszczyłby zabytkowy charakter średniowiecznej budowli. Przewidywał m.in. wyburzenie gotyckich sklepień w piwnicach, w których Niemcy chcieli otworzyć restaurację. Na szczęście realizację większości planów powstrzymał koniec wojny. 
rok 1943, wystawa "Nasza armia" (za: Okupowany Toruń...)
W 1945 r. Ratusz ponownie stał się szpitalem wojskowym. Tym razem dla Rosjan. Pamiętacie co napisałem wcześniej? Kruszarka gruzu i tak dalej... Po wyjściu kacapów, trzeba było zrobić kolejny remont, ale już w 1946 r. do sal wróciły eksponaty i Muzeum Miejskie zaczęło działać ponownie. Do 1957 r. część pomieszczeń zajmowało Archiwum Państwowe. Potem cały gmach przejęło muzeum. 

Pierwszy duży remont po wojnie miał miejsce w latach 1958-1964. Prace wymusiły liczne spękania na piwnicznych sklepieniach, wtedy też Sali Mieszczańskiej przywrócono osiemnastowieczny wygląd. Kolejny remont przeprowadzono już w XXI wieku – w latach 2007-2011. W tym czasie zaadoptowano drugie piętro na sale ekspozycyjne. 
Ratusz był na przestrzeni wieków świadkiem, uczestnikiem i ofiarą wielu politycznych zawirowań. Te mury widziały wiele, jak choćby śmierć króla Jana Olbrachta w 1501 roku czy „braterskie rozmowy” między katolikami a protestantami w 1645 czy wreszcie obrady sejmików pruskich i sejmów polskich.
Dziś Ratusz Staromiejski to główna siedziba Muzeum Okręgowego w Toruniu, które odwiedza 400 tyś. turystów rocznie. To również jeden z dwóch najlepszych punktów widokowych. Z 40-metrowej wieży rozpościera się niesamowity widok na niemal cały Toruń. Muzeum zajmuje wszystkie kondygnacje. Na parterze znajdziecie m.in. Salę Sądową, Galerię Sztuki Gotyckiej, wystawę toruńskich monet i rzemiosła artystycznego. Na pierwszym piętrze warto zajrzeć m.in. do Sali Królewskiej, przystanąć na moment przy monumentalnym obrazie „II Traktat toruński” czy zadumać się w galerii malarstwa polskiego. Piętro drugie, to przede wszystkim wystawy czasowe, ale i sztuka współczesna.

Ratusz to budynek z duszą, gdzie każda cegła opowiada nam o historii Torunia. Historii burzliwej, z wieloma zakrętami, a przez to fascynującej. Ratusz był inspiracją wielu artystów: malarzy, fotografów, pisarzy i filmowców. To tutaj – na szczycie wieży – rozegrała się brawurowa scena w „Powtórce” Marcela Woźniaka; to po tym dziedzińcu przechadzał się Stacy Keach opowiadając o dziejach Zakonu Krzyżackiego w filmie „Habit i zbroja”.

Ratusz Staromiejski, to wciąż symbol i wizytówka Torunia, dlatego jeśli jesteś turystą lub torunianinem z zaległościami – musisz tu zajrzeć, obejrzeć zgromadzone eksponaty, wspiąć się po stromych schodach wieży, dać się porwać duchowi historii, który wciąż przemyka korytarzami, przechodzi przez ściany i wychyla się z każdego starego przedmiotu. Jest duża szansa, że ta budowla Was zauroczy, i że będziesz chciał/chciała tu wrócić. Nie przejmujcie się tym. To normalne – nie będziecie pierwszymi, których Ratusz Staromiejski oczarował.

5 stycznia 2018

Pomnik - studzienka Flisaka

Stare Miasto.
To jeden z najbardziej znanych i lubianych toruńskich pomników. Sympatyczna postać flisaka grającego na skrzypcach towarzyszy torunianom od 1914 roku. Jaka była geneza tego pomnika – studzienki? I jak to się stało, że polski flisak stanął na dziedzińcu ratusza w czasach zaboru pruskiego?

W marcu 1911 roku nadburmistrzem Torunia zostaje, przybyły z Wrocławia, dr. Arnold Hasse. Niebawem, na jednym z pierwszych bankietów wydanych przez ratusz, zjawiła się cała miejska śmietanka towarzyska. Wśród zaproszonych gości byli rajcy i przedsiębiorcy, przedstawiciele najpotężniejszych toruńskich rodów. Kwartet smyczkowy grał akurat Arię na strunie G Jana Sebastiana Bacha, gdy 38-letni Arnold Hasse podszedł do okna w holu przed Salą Królewską i spojrzał na pogrążony w półmroku dziedziniec. Zadumał się przez chwilę, jakby o czymś intensywnie myślał. Gustaw Wesse – największy fabrykant toruńskich pierników, z do połowy opróżnioną lampką wina w ręku, zbliżył się do nowego burmistrza i zagadnął go:
– O czym tak rozmyślasz, Arnoldzie?
– Mamy już pierwsze automaty telefoniczne i pierwsze taksówki spalinowe, a na moim dziedzińcu wciąż stoją obskurne cele. Jak w średniowieczu.
Wesse wyjrzał przez okno.
– Masz słuszność, Arnoldzie. Wygląda to szpetnie.
– A nie powinno, Gustawie. Mam pewien pomysł. Co byś powiedział, aby tu, na dziedzińcu, wznieść ozdobną studzienkę? Nic wyszukanego, żadnej ekstrawagancji. Prosta forma, jakiś posąg otoczony niedużym zbiornikiem. Cele byśmy zlikwidowali i trochę odświeżyli dziedziniec…
– To znakomity pomysł – stwierdził Wesse.
– Mówisz, że znakomity, ale jak odbiorą to inni mieszkańcy?
– Będą zachwyceni. Trzeba jak najszybciej zorganizować zbiórkę i spotkanie, aby ustalić ostateczną formę zdroju.
– Zajmiesz się tym?
– Z przyjemnością, panie nadburmistrzu.
Oczywiście, scenka ta została wymyślona na potrzeby niniejszego wpisu, ale mniej więcej tak to mogło wyglądać. Arnold Hasse rzeczywiście rzucił pomysłem stworzenia studzienki/fontanny na jednym z bankietów, a Gustaw Wesse podchwyciwszy to, zadeklarował, że zajmie się zbiórką pieniędzy. Zbiórkę rozpoczęto w kwietniu 1912 roku. Sprawy związane z projektem wziął na siebie miejski radca budowlana Karl Kleefeld. Wstępny kosztorys wyniósł 8000 marek, a do konkursu wytypowano trzech niemieckich artystów. Wizja flisaka na postumencie zrodziła się w głowie Kleefelda. To właśnie on 7 października 1912 roku wysłał do rzeźbiarzy informację, aby w swych projektach uwzględnili personifikację zawodu, który zbudował potęgę Torunia. Jednak, nie wszystkim to się podobało. Na początku 1913 r., gdy sprawa nabrała rozgłosu, zaczęły pojawiać się – również w prasie – głosy przeciwne flisakowi, a wraz z nimi inne pomysły na pomnik. Wśród nich były m.in.: niemieckie (a jakże!) dzieci dzielące się piernikiem, personifikacja Wisły, a nawet (kogoś poniosła fantazja) posąg Krzyżaka, co było nie do przyjęcia nawet dla niemieckich torunian.

Dr. Hasse widząc brak jedności, zwołał na 4 kwietnia 1913 roku, zebranie w Dworze Artusa. Chciał poznać wszystkie opinie i pomysły oraz spróbować wypracować konsensus. Przybyło 50 osób, a artyści przesłali swoje projekty. Wówczas po raz pierwszy Toruń zobaczył inspirowaną legendą wizję Amberga – gipsową statuetkę flisaka grającego na skrzypcach, otoczonego żabkami. Projekt ten zyskał spore zainteresowanie, w tym Kleefelda i samego nadburmistrza, który wysłuchawszy głosów krytyki, powiedział:
– Panowie, wszyscy czytamy prasę. Die Presse rozpętał niepotrzebną kampanię przeciwko flisakowi. A już pomysł z Krzyżakiem… – pokręcił głową. – Nie po to toruńscy mieszczanie burzyli zamek, aby kilka wieków później stawiać ciemiężycielom pomniki. To zły kierunek. Dzieci z piernikami może i są toruńskie, ale bardziej pasują na dziedziniec fabryki Gustawa – skinął głową w kierunku Wessego. – Od początku byłem za prostą formą, za motywem lekkim, ludowym. Flisak odpowiada tym potrzebom idealnie, a podnoszone przeciwko niemu zarzuty, są po prostu bezsensowne.
Kleefeld i Semrau poparli burmistrza, ale były też głosy przeciwne. Najgłośniej krzyczał radca sanitarny Wentscher.
– Czym właściwie jest flisak? – zapytał zebranych. – Jest on zawsze brudnym, często pijanym i zawszonym importerem ospy i cholery. Wielokrotnie trzeba było zakazywać mu wstępu do miasta. Jak to połączyć z estetyką i sztuką?
Spotkanie nie przyniosło oczekiwanego rozwiązania. Głównym problemem flisaka była jego narodowość, wszak zawód ten wykonywali Polacy. Dla części rajców i ofiarodawców, było nie do przyjęcia, aby Polakowi pomnik wystawiać. Przy okazji debaty pojawił się też pomysł, aby flisaka zastąpić posągiem burmistrza Strobanda. Niemal sto lat później upamiętniliśmy go, my – Polacy, a Zdrój Henryka Strobanda stanął nieopodal gmachu poczty przy Rynku Staromiejskim, gdzie niegdyś był jego rodzinny dom.

Ponad miesiąc później, dokładnie 24 maja 1913 roku, nadburmistrz zwołał drugie zebranie ofiarodawców. Tym razem przybyło tylko 35 osób. Obrady i tym razem były dość burzliwe. Za flisakiem optował Artur Semrau, radca Kleefeld oraz Oskar Thomas – kolejny z toruńskich piernikowych fabrykantów. Dyskusji w milczeniu przysłuchiwał się senior Rady Miejskiej – Robert Tilk, który w końcu nie wytrzymał i zabrał głos.
– Na wieść o pomyśle ozdobienia studzienki postacią flisaka, poczułem się szczęśliwy. Dlaczego? Nie może bowiem być nic lepszego dla scharakteryzowania toruńskiego handlu i atmosfery samego miasta. Z czasów młodości dobrze pamiętam każdorazowe przybycie flisaków. To było wielkie święto. Pierwszy zwiastun nadchodzącego lata. Na poprzednim zebraniu radca Wentscher zarzucił flisakom bardzo wiele, że przywlekli do miasta cholerę… Co za brednie. Wydawało mi się, że ten mit już dawno został obalony, wszak wszyscy powinni wiedzieć, że epidemię spowodowały głównie zatrute studnie i flisacy nie mieli z tym nic wspólnego. Mówicie, że to pijacy, ale jeśli po półrocznej nieobecności w Toruniu znów mogli spróbować dobrej i taniej wódki, czyż można brać im za złe, że trochę moczyli w niej nosy? Mówicie, że roznosili insekty, ale czy nasi żołnierze, masowo przydzielani na kwatery miejskie, nie robili tego samego? Jeśli flisak przy swej ciężkiej pracy na tratwach, w deszczu, na wietrze lub w słonecznym skwarze, nie był zawsze zbyt czysty, to trudno się temu dziwić. Flisacy, to najspokojniejsi ludzie jakich znam. Do dziś z przyjemnością wspominam ich zwyczaje, zwłaszcza chrzest przed Bramą Mostową. Pamiętam też, jak niektórzy pięknie muzykowali i jak w starym poczciwym sierżancie policji z nadwiślańskich rewirów, dopatrywali się pruskiego króla. Więc, jeśli chcecie znać moje zdanie, to marzy mi się, abym przed śmiercią ujrzał figurę flisaka na dziedzińcu ratusza.
Tilk zebrał gromkie brawa. Wesse natychmiast oznajmił, że głosuje za projektem Amberga. Wobec powyższego Hasse zarządził głosowanie. Z pośród 35 głosujących tylko 7 było przeciwnych flisakowi. Projekt przeszedł, więc przyszła pora na jego realizację. 30 maja 1913 roku poinformowano Amberga, że to właśnie jego pomysł został wybrany. 26 lipca do Torunia przychodzi wiadomość, że artysta popełnił samobójstwo. Rozpisany zostaje nowy konkurs, z zastrzeżeniem, że prace mają być oparte na pomyśle zmarłego rzeźbiarza. 7 listopada 1913 roku Hasse, Kleefeld, Semrau, Tilk i Wesse, spotykają się, aby wybrać zwycięzcę. Pada na pochodzącego z Torunia, choć mieszkającego w Charlottenburgu, Georga Wolfa. Miasto podpisuje z nim umowę 4 marca 1914 roku. Umowa przewiduje, że prace mają zakończyć się najpóźniej do 1 czerwca. Tego terminu nie udało się jednak dotrzymać. Flisak i żabki wyjechały z Charlottenburga dopiero 8 czerwca. W czasach przed FedEx-em, UPS i InPostem przesyłka nie docierała do adresata tak szybko, jak dziś. Transport dociera do naszego miasta dopiero 25 czerwca. Uroczystości zaplanowano na 28, więc trzeba było się spieszyć. Georg Wolf przyjechał do Torunia, aby dopilnować montażu. Udało się. Pomnik – studzienkę (czy, jak kto woli, pomnik – fontannę) odsłonięto 28 czerwca 1914 roku. Nieco ponad miesiąc później, 1 sierpnia 1914 r., wybuchła I wojna światowa.
jedno z pierwszych zdjęć studzienki, na zdjęciu Georg Wolf | źródło: Flisak toruński
W dwudziestoleciu międzywojennym, figura flisaka grającego na skrzypcach była lubiana i często odwiedzana zarówno przez dzieci, jak i dorosłych; zarówno torunian, jak i turystów. Była też inspiracją dla innych artystów: malarzy, poetów. I właściwie na tym historia fontanny mogłaby się zakończyć, gdyby nie epilog dopisany przez hitlerowskiego okupanta i władzę ludową. Dość długi, bo trwający czterdzieści lat. A zaczęło się w 1943 roku…
czerwiec 1936 r., wycieczka z Inowrocławia | zdjęcie z rodzinnego archiwum autora
Jest grudzień 1943 r., jednak nikt nie cieszy się z nadchodzących świąt. Do 24 grudnia wielu jeszcze umrze, a śpiew kolęd zostanie zagłuszony przez krzyki torturowanych w ponurym gmachu gestapo przy ul. Bydgoskiej. Do Torunia dotarła właśnie objazdowa wystawa „Nasza armia”, ukazująca potęgę militarną Niemiec. Propaganda w najbardziej prymitywnej formie lokuje się przed i na dziedzińcu ratusza. Wobec nowego „zagospodarowania przestrzeni”, studzienka z flisakiem nie pasuje okupantowi. Nakazuje ją rozebrać, a figurę z żabkami zdeponować w magazynie. Flisak schodzi do podziemi.

U schyłku wojny Ratusz Staromiejski, podobnie jak wiele innych budynków w mieście, zajęła Armia Radziecka, przekształcając go w szpital wojskowy. Polacy dobrze wiedzieli, jakim szacunkiem kacapy darzą sztukę, dlatego też ewakuowali muzealne zbiory, w tym naszego flisaka wraz z pełzającym fan-klubem. Ratusz ponownie stał się muzeum we wrześniu 1946 r., a ulubieniec torunian rozpoczął wieloletnią tułaczkę po mieście. Na początku dostał własną jednostkę pływającą w basenie na tyłach Collegium Minus. Dziś w tym miejscu jest Fontanna Cosmopolis, ale wtedy – w drugiej połowie lat ’40 – był jakiś zbiornik wodny. Flisak nie zabawił tam długo, bo na przełomie lat ’40 i ‘50 przeniesiono go przed dzisiejszy Urząd Marszałkowski, który wówczas zajmowały władze miejskie. Ale i tam nie zagrzał długo miejsca. Wreszcie w połowie lat ’50 trafił do alpinarium. Odzyskał swoje żabki, które wynurzały się z oczka wodnego i odwrócone tyłem do figury, wsłuchiwały się w niesłyszalną dla ludzkiego ucha, grę flisaka Iwo. W cieniu Krzywej Wieży, Iwo grał przez blisko trzy dekady. W 1983 r. podjęto decyzję, aby nasz skrzypek i jego pełzające groupie wrócili do centrum. Odbudowano studzienkę i 19 maja 1983 r. figura ponownie stanęła na cokole na Rynku Staromiejskim.
flisak na tyłach Collegium Minus | źródło: Flisak toruński
lata '70, flisak w alpinarium | fot. Lech Kadlec
Od tamtej pory właściwie nic się nie zmieniło. No, może poza kilkoma smyczkami, które swego czasu stawały się częstym łupem „łowców pamiątek”. Mimo upływu lat, popularność flisaka i żabek nie maleje. Punkt ten szczególnie upodobali sobie najmłodsi oraz… gołębie. To zrozumiałe, bo przecież flisaka nie da się nie lubić. Georg Wolf stworzył przesympatyczną postać, która towarzyszy torunianom już od ponad wieku. I miejmy nadzieję, że przetrwa kolejne.




L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R 
ul. Rynek Staromiejski / zachodnia ściana Ratusza
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>