⇧ AUTOPROMOCJA ⇧

piątek, 15 września 2017

Kamienica Roberta Tilka

To jedna z najbardziej okazałych kamienic nie tylko na starówce, ale i w całym Toruniu. Bogato zdobiona, zachwyca swymi detalami już od ponad 130 lat. Poznajcie historię domu stojącego przy ulicy Piernikarskiej 1 i jego pierwszego właściciela – przedsiębiorcy Roberta Tilka.

Na gruzach zburzonej Bramy św. Jakuba, w 1887 roku wyrasta przepiękna kamienica utrzymana w duchu neorenesansu francuskiego. Projektuje ją Juliusz Rulffs na zlecenie toruńskiego mistrza ślusarskiego i przedsiębiorcy Roberta Tilka. Jednak aby znaleźć początek sznurka, który związał ród Tilków z Toruniem, należy cofnąć się o prawie sto lat…

Ojciec Roberta, Henryk junior, urodził się 17 lutego 1798 r. nieopodal Liberca w Czechach. Jako dwudziestoparoletni mężczyzna opuścił rodzinny dom (notabene kupiony za pieniądze, które Henryk Tilk senior wygrał na paryskiej loterii) i przeniósł się do pomorskiego Starogardu. Mamy lata ’20 XIX wieku i junior trafia do fabryki sikawek pożarniczych Hessa. To właśnie tam zaczyna objawiać się jego talent wynalazcy, tam też poznaje ówczesnego burmistrza Torunia Gottlieba Mellien, który namawia młodego Henia do tego, aby zamieszkał w Grodzie Kopernika i rozpoczął tu własną działalność. Tak Tilk trafia do naszego miasta i – na dzień dobry – dostaje trzy opuszczone kamienice. Nie, nie kupuje, dostaje za darmochę. Warunek był jeden: swoimi sikawkami musiał zaopatrywać przede wszystkim toruńskich strażaków. Otwiera więc fabrykę przy ulicy Piekary i nie ustaje w udoskonalaniu sprzętu gaśniczego. W 1838 r. bierze ślub z panną Witt i kupuje osadę na Barbarce. Odbudowuje kaplicę św. Barbary i zleca budowę młyna wodnego oraz swojego domu. 

W 1842 r. właśnie na Barbarce rodzi się syn Henryka, Robert. Młody ma dobry start, no i geny. Choć początkowo zdradza zamiłowanie do muzyki, w końcu decyduje się iść w ślady ojca. Nie, nie przejmuje po nim firmy. Decyduje się założyć własną działalność w branży ślusarskiej. Produkcja sikawek, to też – po części – przemysł żelazny, ale Robert miał swój pomysł na życie, który wdrożył w wieku zaledwie 21 lat. W 1863 r. zakłada w Toruniu swój biznes. Zostaje mistrzem ślusarskim, potem otwiera fabrykę. O jego działalności wiele mówią nam ogłoszenia w gazecie Thorner Presse, zawsze opatrzone rysunkiem, co na przełomie XIX i XX wieku nie było wcale rzeczą powszechną. W swojej ofercie miał m.in. szafy pancerne, rolety i żaluzje oraz armaturę własnej produkcji. I jeśli rysunki z ogłoszeń choć trochę ocierają się o prawdę, hm… to były to piękne rzeczy.
Thorner Presse, nr 263 z 1892 r. (źródło: KPBC)
Thorner Presse, nr 83 z 1893 r. (źródło: KPBC)
Thorner Presse, nr 81 z 1894 r. (źródło: KPBC)
Interes musiał iść naprawdę dobrze, gdyż Robert Tilk, buduje kamienicę przy ulicy Brauergasse (ob. Piernikarska). W 1887 r. wprowadza się do niej z żoną i siedmioletnim synem Robertem Pawłem juniorem. Na brak miejsca nie mogą narzekać, a biznes kręci się dalej. Na tyle sprawnie, że w 1899 Robert kupuje za 345 tyś. marek wieś Słomowo (dzisiejszy pow. toruński, gm. Łubianka).

Tilk był również miejskim rajcą, który na początku XX wieku otrzymał tytuł Seniora Rady Miejskiej. To m.in. dzięki niemu powstała fontanna z flisakiem. W roku 1913 w Toruniu wybuchła wrzawa. Niemieccy mieszkańcy chcieli mieć na cokole, któregoś z mistrzów Zakonu Krzyżackiego: Hermana von Balka albo Hermana Salzę. Ale to właśnie polscy flisacy i ich ciężka praca sprawiły, że miasto było swego czasu potęgą gospodarczą. Rozumieli to zarówno Robert Tilk, jak i ówczesny nadbutmistrz Arnold Hasse, którzy postawili na chłopca, który nie tylko drewno do Gdańska spławiał, ale i Toruń przed plagą żab uratował.

Historia pomnika-fontanny, czy (jak kto woli) pomnika-studni, to osobny temat, o którym szerzej piszę w artykule Pomnik - studzienka Flisaka. Teraz jednak wróćmy na ulicę Piernikarską. To tutaj Robert Tilk doczekał swych dni. Umarł w 1921 roku w wieku 79 lat. Cały majątek przeszedł na syna Roberta juniora, ale i ten wkrótce dokonał żywota. Zmarł na początku grudnia 1926 roku zostawiając żonę i trójkę dzieci. Miał zaledwie 46 lat.

Dziś nie ma już Tilków w Toruniu i niewiele osób wie, kim był Robert. O jego niegdysiejszej obecności świadczy już tylko kamienica, która po renowacji odzyskała swój dawny blask. Gdy będziecie na Piernikarskiej (bo architekturę najlepiej oglądać na żywo), zwróćcie uwagę na wspaniałe płaskorzeźby zdobiące lewą stronę frontowej ściany. Odwołują się do pracy zawodowej i zainteresowań pierwszego właściciela kamienicy. Są więc przybory do projektowania i wyroby żelazne, a także instrumenty muzyczne. Tymi ostatnimi Robert raczej nie handlował, ale wiemy, że kochał muzykę, więc tak tłumaczę sobie obecność instrumentów na kamienicy. Jest też wiele innych ozdób, jak chociażby lwi łeb nad głównym wejściem. Lwy w sztuce pojawiają się od wieków, symbolizując władzę, mądrość, dumę, triumf… – wszystko to, co osiągnął Robert Tilk.

Te wszystkie płaskorzeźby, hermy podtrzymujące wykusz, sztukaterie i gzymsy od ponad wieku wzbudzają zachwyt mieszkańców Torunia i turystów. To moja ulubiona kamienica Nowego Miasta, w murach której zapisana jest ciekawa historia rodu przedsiębiorców. Zastanawiam się tylko, czy Robert Tilk, jako mistrz ślusarski, osobiście wykonał ozdobną kratę zamocowaną na drzwiach wejściowych? Tak czy inaczej, wykute i nakładające się na siebie litery „R.T.” wciąż będą nam przypominały o człowieku, dzięki któremu powstał ten piękny dom.

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz