piątek, 7 sierpnia 2020

„Żałobnica” – Robert Małecki (📘№ 75)

📂 26/2020 (360)

|KSIĄŻKI| 

Robert Małecki – autor toruńskiej trylogii z Markiem Benerem i chełmżyńskiej serii z Bernardem Grossem – powraca z nową i jakże inną od pozostałych, powieścią osadzoną w Toruniu. Inną, chociażby dlatego, że nie jest to kryminał, a mroczny thriller psychologiczny z kobietą w roli głównej i w pierwszoosobowej narracji. Panie i Panowie, poznajcie Żałobnicę.

Punktem wyjścia opowieści jest tu wypadek, do którego dochodzi na strzeżonym przejeździe kolejowym. W wypadku tym ginie mąż i pasierbica naszej tytułowej „Żałobnicy” czyli Anny Kowalskiej. Od tego momentu Anna zmaga się z poczuciem straty, próbuje odnaleźć się na nowo. Z pewnością nie pomagają jej w tym ani teściowie, ani szwagierka, ani też rzucająca pety na prawo i lewo podkomisarz Lena Wolska oraz wyjątkowo upierdliwy pismak z Nowości, niejaki Wiktor Rutecki. Ciekawość ostatniej dwójki względem Kowalskiej znacząco rośnie, gdy w tajemniczych okolicznościach znika dróżniczka, która feralnego dnia, gdy doszło do wypadku, zasłabła i nie upuściła na czas szlabanów. Policjantka i dziennikarz podejrzewają, że za tym zniknięciem może stać właśnie Anna i zaczynają grzebać w jej przeszłości. Szybko okazuje się, że Kowalska jest – jakby to ujęła podkomisarz Wolska – „jedną wielką tajemnicą”.

No tak, bo tak się składa moi mili, że tajemnice w Żałobnicy odgrywają cholernie ważną rolę, a Małecki przerzuca je z ręki do ręki, niczym żongler. Główną bohaterkę poznajemy bardzo powoli, ale dokładnie i to w różnych momentach jej życia. Powieść, jest bowiem osadzona w trzech płaszczyznach czasowych. W tej historii nie ma jednak tłumów, właściwie wszystko i wszyscy kręcą się wokół Anny Kowalskiej i – wspomniana już – narracja pierwszoosobowa bardzo w tej „karuzeli” pomaga. Jednym z mocnych atutów powieści jest też klimat – gęsty niczym jesienna mgła, pachnący zgnilizną sekretów i ludzkich podłości. Trochę jak u Wojciecha Chmielarza, albo Magdy Stachuli.

Trzeba wyraźnie to podkreślić: Żałobnica mocno odbiega od dotychczasowej twórczości Małeckiego. Przede wszystkim to zupełnie inny gatunek. Owszem, stoi blisko kryminału, ale w markecie lody znajdziemy obok mrożonej pizzy i nie powiemy, że to jest to samo. Thriller, zwłaszcza thriller psychologiczny rządzi się swoimi prawami i tych praw Małecki mocno przestrzega. Wspominałem na początku, że Robert osadził akcję powieści w Toruniu. Tak, zgadza się, z tym, że w przeciwieństwie do trylogii z Benerem, w Żałobnicy nie widać za bardzo miasta. Powieść otacza aura kameralności, co pokazują kolejne sceny rozgrywające się głównie we wnętrzach mieszkań, biur, sklepów, knajp, w centrach handlowych czy w samochodach. Toruń jedynie majaczy gdzieś daleko, na horyzoncie.

Jako, że jestem wyznawcą zasady, że lepiej czytać książki, niż o książkach, powoli będę kończył. Żałobnica, to z pewnością przyzwoity thriller psychologiczny, który każdemu miłośnikowi gatunku powinien się spodobać. Fani Autora natomiast, mogą być ciut zaskoczeni. Przyzwyczajeni do kryminałów, dostaną coś zupełnie innego – nowego, świeżego i bez cukru. Bo – Szanowni Państwo – Żałobnica nie ma w sobie nic słodkiego, jest raczej cierpka, jak czarna aronia. Przy czym, co jak co, ale akurat czerń pasuje do żałobnicy. ツ

Historię Pani Ż będziecie mogli poznać już od 12 sierpnia – wtedy książka będzie miała swoją premierę. A mi nie pozostaje nic innego, jak zachęcić Was do jej kupna. ツ

 

ISBN: 978-83-66553-23-1
wydawca: Czwarta Strona
ilość stron: 384
rok wydania: 2020
oprawa: miękka

Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona
za udostępnienie egzemplarza książki.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza