poniedziałek, 27 stycznia 2020

📘#66: „Tajemnica profesora w meloniku” – Beata Sarnowska

✔️ 6/2020 (340)
Nieczęsto zdarza mi się prezentować książki dla dzieci, ale skoro pojawia się w nich Toruń, a opowieść osnuta jest także wokół historii mojego miasta, to – sami rozumiecie – nie mam wyjścia i muszą Wam taką książkę polecić. ツ

Tajemnica profesora w meloniku Beaty Sarnowskiej, to czwarta już odsłona serii przygód paczki młodych samozwańczych detektywów: Kamy, Zuzy (tylko nie mówcie Jej Zuzanna, bo się zdenerwuje), Krzyśka i Wojtka. W poprzednich częściach rozwiązywali zagadki w Olsztynie, Warszawie i Krakowie, a teraz przyszedł czas na Toruń, gdzie młodzi spędzają wakacje u ciotki Agaty. Właściwie ciotką jest tylko dla Zuzy i Wojtka, ale pozostali też ją tak nazywają. Zresztą, mniejsza z tym. Przygoda naszych bohaterów zaczyna się niepozornie, w trakcie strzelania pamiątkowych fotek pod Krzywą Wieżą. To właśnie, w obluzowanej cegle pochylonej budowli Kama i Zuza znajdują tajemniczą skrytkę, w której została ukryta wiadomość. Z jej treści wynika, że jakiemuś profesorowi i jego psu grozi niebezpieczeństwo. W skrytce jest też puzzel. Ten jednak zostaje zabrany przez starszego pana w meloniku i z laską. Starzec grozi dziewczynkom, aby zapomniały o skrytce i jej zawartości. Kama i Zuza wprawdzie uciekają spod Krzywej Wieży, ale zapominać nie zamierzają. Idą po Krzyśka i Wojtka i wspólnie postanawiają odnaleźć profesora oraz jego psa i ostrzec ich przed zagrożeniem. Aby do nich dotrzeć młodzi detektywi muszą jednak rozwiązać szereg zagadek związanych z historią i legendami Torunia. Wśród nich pojawia się ta związaną z dzwonem Tuba Dei; kotem, który ocalił miasto przed szwedzkim najazdem czy toruńskim smokiem. Autorka sprawnie wplata to wszystko do swojej fabuły i prowadzi dzieciaki ulicami Starego Miasta. To wędrówka usiana dziejami Grodu Kopernika, pełna przygód, ale i zwrotów akcji. Beata Sarnowska bardzo dba o to, aby ani Jej bohaterowie, ani Czytelnicy nie mieli chwili na nudę.
A skoro to książka dla dzieci, to muszą być ilustracje. Obowiązkowo! W Tajemnicy profesora w meloniku mamy rysunki nałożone na zdjęcia, co jest wizualnie dość atrakcyjne. To przypomina trochę połączenie filmu aktorskiego z animacją. Kojarzycie Kto wrobił królika Rogera? czy nowe Smerfy? No, to tu mamy taką wersję książkową. Za rysunki odpowiedzialny jest Artur Nowicki, który doskonale oddał charakter postaci stworzonych przez Beatę Sarnowską.

Dla młodych Czytelników lektura Tajemnicy profesora w meloniku powinna być doskonałą przygodą, ale i okazją do poznania historii Torunia i jego legend. Wiedza jest jednak podana w bardzo atrakcyjnej formie, zatem nie ma szans, aby dzieciaki zaczęły ziewać. A po lekturze sami mogą zechcieć zostać detektywami i podążyć śladami bohaterów. Pomoże im w tym znajdująca się na wewnętrznych stronach okładki mapka z zaznaczonymi punktami jakie odwiedzili Kama, Zuza, Krzysiek i Wojtek.
Wszystko to sprawia, że gdybym miał dzieci od razu oddałbym im tę książkę, ale nie mam, zatem polecam ją Waszym pociechom. Niech łapią toruńskiego bakcyla. Może za kilka lat dołączą do Czytelników bloga Po Toruniu. ツ

ISBN: 978-83-7915-685-6
wydawca: Skrzat
ilość stron: 168
rok wydania: 2019
okładka: miękka ze skrzydełkami

Dziękuję Wydawnictwu Skrzat
za udostępnienie egzemplarza książki.

środa, 22 stycznia 2020

📘#65: „Straty wojenne Muzeum Okręgowego w Toruniu w świetle dokumentacji ikonograficznej i archiwalnej” – praca zbiorowa

✔️ 5/2020 (339)
Do akcji grabieży najcenniejszych eksponatów z toruńskiego muzeum, okupacyjne władze miasta przygotowywały się już od wiosny 1944 roku. Spakowane w skrzyniach dobra, zaczęto wywozić kilka miesięcy później – we wrześniu. Koordynatorem przedsięwzięcia był dr. Adolf Schwammberger – człowiek odpowiedzialny za toruńską kulturę lat okupacji.

Straty wojenne Muzeum Okręgowego w Toruniu w świetle dokumentacji ikonograficznej i archiwalnej to książka – owszem – o skradzionych dobrach, ale również o kulisach tej grabieży i antybohaterach na czele ze wspomnianym wyżej  Schwammbergerem i Kurtem Grimmem. Tak, Drodzy Państwo, autor licznych zdjęć Torunia z lat okupacji, a także twórca Archiwum Fotograficznego miasta Torunia był wszak naczelnych propagandystą nazistowskich idei. Tę propagandę wyrażał poprzez swoje fotografie, które możemy oglądać w wydanym w 2018 roku albumie Okupowany Toruń w obiektywie Kurta Grimma. W prezentowanej dziś publikacji również znajdziecie zdjęcia tego niemieckiego fotografa, ale przedstawiające jedynie skradzione przedmioty, które po wojnie nigdy nie wróciły do Torunia. Zupełnie nieświadomie pan Grimm oddał nam przysługę dokumentując przynajmniej część zrabowanych eksponatów.
Segment albumowy książki czyli listą strat wojennych, poprzedzają artykuły dotyczące przedwojennej działalności toruńskiego muzeum, jego zasobów i zniszczonych spisach inwentarzowych (m.in. dlatego tak trudno jest określić co dokładnie zostało ukradzione), funkcjonowania tej instytucji w okresie okupacji oraz o samej grabieży i poszukiwaniu dzieł utraconych, wśród których najcenniejszym jest średniowieczna figurka „Madonny brzemiennej” datowana na rok około 1400 czy niemniej wartościowa „Piękna Madonna Toruńska”, która prawdopodobniej znajduje się w Niemczech w jakiejś prywatnej kolekcji. Skąd o tym wiadomo? Dowiecie się z prezentowanej publikacji.

Katalog strat wojennych obejmuje ponad 100 pozycji, wśród których znajdziecie zarówno rzeźby, jak i obrazy, monety, meble, a nawet piec i bogato zdobione drzwi z 1640 roku. Wśród utraconych obrazów są te przedstawiające mistrzów zakony krzyżackiego, lokalnych polityków i mieszczan, a także wyjątkowo cenny album 13 gwaszy Carla Albertiego, który portretował Toruń w latach 1790-1793. Na szczęście wszystkie gwasze uwiecznił na fotografiach Grimm, są one cenne nie tylko ze względu na walory artystyczne, ale i historyczne, bowiem na obrazach Albertiego widzimy nasze miasto w ostatnich latach przed II rozbiorem Polski. Na tę chwilę katalog strat wydaje się kompletny, ale niewykluczony, że gdy wypłyną nowe materiały, ta lista wydłuży się (lub skróci jeśli uda się coś odzyskać).
Prezentowana książka nigdy nie trafiła do sprzedaży. Zarówno wersja w twardej jak i miękkiej oprawie była rozdawała przy kilku okazjach. Każdy natomiast może pobrać wersję elektroniczną (PDF) ze strony MOT – link [dostępność: 19-01-2020]. Do czego Was zachęcam, ponieważ była to jedna z bardziej oczekiwanych przez miłośników Torunia i ważniejszych publikacji roku 2019.

ISBN: 978-83-66208-05-6
wydawca: Muzeum Okręgowe w Toruniu
ilość stron: 222
rok wydania: 2019
okładka: twarda

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Uczelnia badawcza na muralu

Bydgoskie Przedmieście » ul. Mikołaja Reja 25
✔️ 4/2020 (338)
Dom studencki nr 12 do końca 2019 roku niczym specjalnym się nie wyróżniał. Ot i blok jakich wiele w tej okolicy. Jednak, jak się okazuje, to zbudowane w latach '70 osiedle doskonale nadaje się na płótna. Tak oto powstało tu małe muralowe zagłębie, a do istniejących już obrazów (niektóre już zostały zaprezentowane na blogu) dołączył właśnie kolejny - alegoryczny mural obrazujący Uniwersytetu Mikołaja Kopernika jako uczelnię badawczą.

Autorem ściany, a właściwie dwóch ścian, jest Andrzej Poprostu, którego chyba przedstawiać nie muszę. Jego prace pojawiały się na Po Toruniu już wiele razy i pewnie będą się pojawiać w przyszłości. Według mnie, w tym konkretnym obrazie najmocniejszą stroną są przepiękne barwy i niebanalne wykorzystanie dwóch powierzchni, które razem tworzą jedną spójną całość. To chyba pierwszy tego typu mural w mieście i wyszedł świetnie. Te pnącza, kolumny i kolory – miodzio. ツ

No dobra, ale o co tyle krzyku z tą uczelnią badawczą? Krzyk, a raczej okrzyk i to radości jest jak najbardziej wskazany, bowiem 30 października 2019 roku Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ogłosiło wyniki konkursu, w którym przyznano zaledwie dziesięciu uczelniom spośród dwudziestu ubiegających się, status „uczelni badawczej”. To wyróżnienie ma w przyszłości pomóc toruńskiemu uniwerkowi chociażby w byciu bardziej konkurencyjnym na arenie międzynarodowej. Jak czytamy w recenzji ekspertów do koncepcji UMK:
„Istnieje duży potencjał rozwojowy, aby w ciągu najbliższych sześciu lat stać się uznaną na arenie międzynarodowej uczelnią badawczą. Zaproponowany program jest niezwykle ambitny, ale niezbędny do uzyskania przez UMK najlepszego możliwego poziomu doskonałości. (…) Zarówno we wniosku, jak i podczas przesłuchania Uniwersytet Mikołaja Kopernika zaprezentował doskonałe koncepcje zarządzania zmianą, charakteryzujące się dużą motywacją i duchem akademickim, co wyraźnie rozwiewa wszelkie wątpliwości dotyczące możliwości osiągnięcia ambitnych celów”
Jakie to koncepcje? W najbliższych latach Uniwersytet Mikołaja Kopernika szczególny nacisk będzie kładł na zwiększenie umiędzynarodowienia, interdyscyplinarności, wewnętrznej integralności oraz innowacyjności. W swojej koncepcji wskazał pięć Priorytetowych Obszarów Badawczych:
  • astrofizyka i astrochemia;
  • od optyki fundamentalnej do zastosowań biofotonicznych;
  • dynamika, analiza matematyczna i sztuczna inteligencja;
  • w kierunku medycyny spersonalizowanej;
  • interakcje – umysł, społeczeństwo, środowisko.
Nie pozostaje nic innego, tylko trzymać kciuki za to, aby postawione cele zostały osiągnięte. A tymczasem wpadajcie na Reja oglądać mural. ツ

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Pomnik Bawarczyków

Chełmińskie Przedmieście » róg ulic Legionów i Bawarczyków
✔️ 3/2020 (337)
Toruń ma niewiele tak starych pomników, jak bohater niniejszego wpisu. Pomnik Bawarczyków liczy sobie ponad 130 lat i przypomina nam o burzliwych wydarzeniach sprzed ponad dwóch wieków...

Jest rok 1813. Trwające od 1799 tak zwane wojny napoleońskie wchodzą na ostatnią prostą. Wkrótce będzie już po zawodach, Bonaparte i jego sojusznicy (w tym Polska) zostaną pokonane. Ale to dopiero za dwa lata. Tymczasem mamy 21 stycznia 1813 r. Do zamkniętych bram Torunia podchodzi 3. Armia rosyjska. Wojna ich wymęczyła, więc aby zebrać siły czekają... Nie mają gdzie się schronić. Francuzi – wychodząc z Torunia – spalili okoliczne miejscowości: Mokre, Podgórz, Dybów i Majdany. Kiedy więc po jednej stronie murów kłębi się 13-14 tys. armia Rosjan, po drugiej – niejako w pułapce – znajdują się obrońcy Twierdzy Toruń. Jest ich dużo mniej niż żołnierzy wroga. Toruński garnizon składa się wówczas z jakiejś 100 Polaków, niespełna 600 Francuzów i 4 tys. Bawarczyków – w sumie 4661 żołnierzy. Na całe szczęście Rosjanie nie są w stanie (jeszcze nie) atakować. Jest zimno, są wyczerpani i kiepsko uzbrojeni. Bez artylerii nie przeprowadzą udanego szturmu na miasto. Dlatego czekają – dzień, dwa, tydzień... W lutym dochodzi do nagłego zwrotu akcji. Prusy i Austria dogadują się z Rosją i wypowiadają wojnę Francji, tymczasem 3. Armia czeka dalej. Czas ten umilają sobie sporadycznymi atakami na miasto z okolic Zamku Dybowskiego, ale nie są to działania mogące sprawić, że Toruń padnie. Tak mija luty i marzec. Sytuacja mieszkańców Torunia oraz ich obrońców pogarsza się. Panuje ścisk, zasoby żywności też się kurczą, no i pojawiają się choroby. W tym ta najgorsza – tyfus. Wybuch epidemii sprawia, że 1/5 obrońców Twierdzy umiera. Wśród ofiar są głównie młodzi Bawarczycy. A potem przychodzi kwiecień, a wraz z nim pomoc dla najeźdźcy...

Ta pomoc przyszła od nowego koalicjanta. Z Grudziądza Prusacy przytargali dla Rosjan kilka armat i 8 kwietnia oblężenie zaczęło się na całego. Dziennie na miasto spadało średnio 1500 pocisków, zamieniając je w ruinę. Dlatego też ówczesny gubernator Torunia, francuski generał Jean-Etienne-Casimir Poitevin zdecydował się skapitulować. Rozmowy z Rosjanami zaczął 15 kwietnia, trzy dni później doszło do złożenia broni. W wyniku trwającego od końca stycznia do kwietnia 1813 r. oblężenia Torunia, zginęło 967 Bawarczyków z czego 920 w wyniku chorób. Wszyscy spoczęli na specjalnie dla nich stworzonym cmentarzu w okolicy dzisiejszej ulicy Legionów.

72 lata później do Torunia przyjeżdża hrabia Max Verri della Bosia. Facet jest szefem sztabu generalnego Bawarii i poszukiwaczem pamiątek po swoich rodakach. To właśnie on, poznawszy historię bawarskich żołnierzy walczących i poległych za Toruń i – zapewne – widząc zaniedbaną nekropolię, na której spoczęli, wpadł na pomysł ich upamiętnienia. Pruskie władze miały do pomnika stosunek ambiwalentny. Chcesz, to sobie stawiaj – mówili – ale za swoje. Dobra – odpowiedział Bosia i po powrocie do Bawarii zaczął starania o zebranie funduszy. 
rok 1888, obelisk krótko po odsłonięciu
| za: Toruń. Miasto i ludzie na dawnej fotografii (TNT, 1998)
Działo się to w roku 1885. Dwa lata później rząd bawarski wykupił niewielki placyk w pobliżu cmentarza. To było latem 1887 r., a we wrześniu niemiecki cesarz Wilhelm I wydał zgodę na budowę pomnika. Z trzech projektów wybrano jeden, który zrealizował toruński mistrz murarski, niejaki Reinicke. Na obelisku umieszczono herb Bawarii, a pod spodem inskrypcję w języku niemieckim, która w tłumaczeniu brzmi: „Dla wspomnienia Bawarczyków, którzy w roku 1813 polegli i zmarli w czasie obrony Torunia.”. Uroczyste (choć skromne jak sam obelisk) odsłonięcie pomnika odbyło się 26 maja 1888 roku. Stronę bawarską reprezentował attaché wojskowy Bawarii w Berlinie hrabia Xylander, natomiast pruską – burmistrz Torunia Georg Bender oraz komendant Twierdzy generał Wilhelm von Holleben. Pierwotnie – co widać na zdjęciu – obelisk był ogrodzony. To ogrodzenie znikło w latach '30 XX wieku. Ale jeszcze za czasów pruskich zarówno pomnik jak i cmentarz były pozostawione samym sobie i szybko zaczęły popadać w ruinę.
fragment pocztówki z 1907 r. | za: Toruń na starych widokówkach
Mijały lata... Toruń odzyskał niepodległość i wkrótce przy ulicy Legionów zaczęły wyrastać nowe wille. Co prawda w latach '20 XX w. uprzątnięto teren cmentarza, ale okoliczni mieszkańcy szybko upatrzyli sobie w pustej działce dzikie wysypisko i... Obrywało się też pomnikowi, najczęściej kamieniami, bowiem część mieszkańców myślała, że to monument pruskiego zaborcy. Ale Pomnik Bawarczyków i cmentarz przetrwały zarówno II Rzeczpospolitą, jak i II wojnę światową. Po wojnie cmentarz zlikwidowano, co wcale nie oznacza, że przeniesiono gdzieś pochowanych tam żołnierzy. Ludzkie szczątki wychodziły spod ziemi i w czasie budowy Szkoły Budowlanej w latach '50 i prawie siedemdziesiąt lat później, gdy w 2017 przy ul. Bawarczyków wznoszono apartamentowiec. Sam pomnik został odnowiony w 2004 roku i przeniesiony kilkadziesiąt metrów od pierwotnej lokalizacji. I choć nie jest najładniejszym z toruńskich monumentów, to jednak przypomina nam o ważnych w dziejach Torunia wydarzeniach i o bohaterach tamtych czasów, którzy – mimo tego, że nie byli specjalnie związani z Toruniem – nie poddali miasta bez walki. I za to należy im się od nas pamięć.
Źródła: Toruńskie cmentarze – Magdalena Niedzielska (TNT, 1992); Toruń w dobie wojen napoleońskich i Księstwa Warszawskiego – Andrzej Nieuważny [w:] Historia Torunia, tom III, część I (TNT, 2003); „Niech ci ziemia lekką będzie” czyli rozważania toruńskie o zalewaniu przeszłości betonem zapomnienia – Marcin Orłowski [w:] Toruńskie miejsca do mieszkania i (za)pamiętania (SHS, 2019); Toruń na starych widokówkach – Jerzy Domasłowski (VIA, 2003); Toruń. Miasto i ludzie na dawnej fotografii (TNT, 1998); Słowo Pomorskie, nr 153/1933.

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Dom Heleny Grossówny

Mokre » ul. Polskiego Czerwonego Krzyża 30
✔️ 2/2020 (336)
Niewiele jest w Toruniu miejsc – w dodatku miejsc tak niepozornych – w których zaczęła się wielka historia. Historia pojedynczego człowieka i wielka przede wszystkim dla niego samego, ale czy wyłącznie dla niego? Czy nie jest tak, że gdy widzimy jak inni spełniają swe marzenia, mamy cichą nadzieję, że ziszczą się także nasze własne? 

Ta historia zaczęła się na pierwszym piętrze w tym skromnym domu z pruskiego muru i pewnie znakomicie wyglądałaby na dużym ekranie. Lubimy przecież opowieści o narodzinach gwiazd, prawda? To dlatego film z Lady Gagą i Bradleyem Cooperem okazał się hitem, owszem miał świetną obsadę i był dobrze nakręcony, ale to przede wszystkim znakomita słodko-gorzka historia. Życiorys Heleny Grossówny również nie składa się tylko z dobrych chwil, bo i nie ma idealnego życia, mimo iż instagram wmawia nam coś innego. 

A wszystko zaczęło się od marzenia – z początku może ledwo kiełkującego, nieśmiałego, jednak z czasem to marzenie rozkwitło i – nie bez wysiłku – zostało zrealizowane. Ale cofnijmy się do samego początku. Helena Grossówna urodziła się w Toruniu, ale nie w domu przy dzisiejszej ulicy PCK. Nieopodal Młyna Richtera stał dom rodziny Grossów. Jej ojcem był Niemiec Leonard Gross działający w branży mięsnej, matką – Waleria z Winiawskich. Helena przyszła na świat 25 listopada 1904 roku. Nie była najmłodszym dzieckiem Walerii. Ta miała dwoje starszych potomków z pierwszego małżeństwa. Kilka lat po Helence, na świat przyszedł jej braciszek Bronek. Rodzina Grossów wiodła dostatnie życie w domu przy ulicy Lipowej (dzisiejsza Kościuszki), aż do przedwczesnej śmierci Leonarda. Stało się to w roku 1910. Odejście głowy rodziny sprowadziło na Walerię i jej dzieci nie tylko żałobę, ale i kłopoty finansowe. Wkrótce – stało się to w roku 1918 lub wcześniej – musieli opuścić dom przy Lipowej. Tak rodzina Grossów trafiła na pierwsze piętro do wielorodzinnego budynku z pruskiego muru, który wówczas stał na rogu ulic Konduktstrasse i Rayonstrasse. W 1920 roku zmieniono nazwy na Wodną i Głowackiego, a po II wojnie światowej Wodna stała się ulicą PCK. Dom powstał w 1890 roku na zlecenie rolnika Gotlieba Schütza, który na Mokrem uprawiał warzywa. Musiało być to całkiem spore pole, bo przynosiło duże zyski. Te zyski pan Gotlieb inwestował w nieruchomości. Ale wróćmy do naszej głównej bohaterki...

To właśnie z domu przy Wodnej młodziutka – ledwie dwudziestoletnia – Helena wypłynęła, aby zdobyć serca widzów w całej Polsce. Nim jednak została Ireną w Robercie i Bertrandzie, Violettą w Pawle i Gawle czy Manią Dzierwańską w Królowej przedmieścia, spotkać ją można było w dziale konfekcji męskiej w Domu Towarowym Stefana Kałamajskiego przy Szerokiej. Była tam zatrudniona od piętnastego roku życia i pracowała nadal, gdy zaliczyła pierwsze występy w Teatrze Miejskim, w którym zadebiutowała pod koniec 1924 roku. Z początku była jedynie statystką. Praca w sklepie pozwoliła jej na sfinansowanie lekcji baletu, które otworzyły jej drogę do opery i operetki. Po latach, gdy zaczęła robić karierę filmową, pytana w jednym z wywiadów skąd się wzięła na scenie, odpowiedziała:
Sama nie wiem, jak to się stało. Wiem tylko, że bardzo chciałam. Gdy skończyłam pensję, poszłyśmy w kilka koleżanek do teatru, gdzie właśnie wybierano do baletu, chóru i figuracji. Byłam mała i zdaje się, że nie wywarłam dobrego wrażenia, gdy nagle ujrzał mnie reżyser Zdzitowiecki, zainteresował się i powiedział: „Ta mała ma coś”... I wkrótce już debjutowałam, a jakże! [pisownia oryginalna]
Kino, nr 31/1935
Ten debiut... Statystowała wówczas w przedstawieniu Księżniczka czardasza, które swą premierę miało 6 grudnia 1924 roku. Potem przyszły większe role, które zdobyła nie tylko dzięki urodzie, ale i talentowi. Trzeba przyznać, że Helena ciężko pracowała na swój sukces, a przy tym doskonale zdawała sobie sprawę, że do wielkości dochodzi się stopniowo, że szczyty osiąga się wchodząc z dołu, a nie spuszczając na linie z helikoptera. 

Została zauważona nieco ponad rok od debiutu. W styczniu 1926 roku tańczyła w operetce Błękitna krew. Jej występ dostrzegło Słowo Pomorskie:
Wspomnieć należy o tańcach obfitujących również w niespodzianki: (…) w akcie pierwszym burze oklasków wywołuje taniec szkoły baletowej z uroczą p. Grossówną na czele.
Słowo Pomorskie, nr 28/1926
A także Dziennik Bydgoski:
(...) na szczególne jednak wyróżnienie zasługuje p. Grossówna, przyszła koryfejka baletu, a może i primabalerina, która w otoczeniu swoich koleżanek odtańczyła z wdziękiem i doskonałem poczuciem rytmu skoczną charakterystyczną poleczkę. P. Wierzbicki, mistrz baletu w Pomorskiej Operze, może być jak dotąd dumnym ze swej szkoły.
Dziennik Bydgoski, nr 31/1926
W 1926 Helena ukończyła szkołę baletową, która działała przy Teatrze Miejskim, zaczęła również występować poza Toruniem. Wkrótce też się zaręczyła. Wybrankiem Jej serca był biznesmen i mecenas sztuki Jan Gierszal. Para poznała się, gdy Helena pracowała u Kałamajskiego. W 1928 roku Jan dostał propozycję administrowania podparyską posiadłością Poli Negri. Tak Grossówna trafiła do Francji, gdzie dokształcała się na kursach baletowych u Marii Rutkowskiej, Matyldy Krzesińskiej i Bronisławy Niżyńskiej. Był to czas dobrze wykorzystany. Wkrótce zagrała mały epizod w polskiej wersji filmu Tajemnica lekarza. Epizod – epizodem, ale scena, w której tańczy trafiła do zwiastuna. A w sierpniu '28 Hela poślubiła Janka.

Małżeństwo wróciło do Polski w 1930 r. Helena znów zaczęła grać w toruńskim Teatrze Miejskim i z każdym kolejnym występem zyskiwała coraz większe uznanie. Bardzo ciepło pisała o Niej prasa:
(...) ślicznie przedstawia się zawsze p. Grossówna. Wczoraj z wielkiem zadowoleniem oglądałem ją w tańcu klasycznym (mazurek Szopena), który zwyczajnie ruguje ze sceny dzisiejszej taniec ekscentryczny, modny wprawdzie bardzo, ale wątpliwej przynajmniej dla mnie wartości. W p. Grossównie ma scena toruńska tancerkę o dużej wartości i możliwościach. [pisownia oryginalna]
Dzień Pomorski, nr 62/1931
Był to też czas występów gościnnych, m.in.: w Bydgoszcz, Poznań, Grudziądz... A potem Warszawa i film.
fotografie Aktorki z lat '30 XX w. | za: NAC

To było w 1935 roku. Grossówna zadebiutowała niewielką rólką Lulu Bilskiej w Kochaj tylko mnie. Widownia od razu ją pokochała: za wdzięk, urok, skromność oraz uśmiech. Ten uśmiech stanie się jej znakiem rozpoznawczym. Prasa zaczęła o niej mówić „ciastko z pieprzem”, jako że uosabiała mieszankę słodyczy i pikanterii. Słowem: Pierniczek. Tak, nasz toruński Pierniczek. Zresztą Helena z dumą podkreślała swoje pochodzenie. W swoim pierwszym wywiadzie dla tygodnika Kino na pytanie: „Czy pani czasem nie z Torunia?”, odparła: „A pan zaś co myślał? Toruńskie dziecko jestem!”.

Druga połowa lat '30 to pasmo sukcesów. Do wybuchu II wojny światowej zagrała w siedemnastu produkcjach. Bywało iż kręciła po sześć, a nawet siedem filmów rocznie! Grała m.in. z takimi sławami jak Adolf Dymsza czy Eugeniusz Bodo. Aktorstwo filmowe ją wciągnęło. No i była rozchwytywana. Mimo iż zawsze ciepło wspominała występy na scenach teatru, oper i operetek, to jednak wolała kino.
Helena na okładce tygodnika Kino | za: MBC
Po stokroć razy wolę grać w filmie, chociaż to takie „niebezpieczne”. Nie będę panu powtarzała komunałów o tym jakby się bardzo chciało „poprawić” każdą „gierkę”, kiedy się widzi samego siebie na ekranie i kiedy to już jest za późno. Mnie idzie o coś innego: po prostu ja się boję siebie na ekranie. Nie poznaję własnego „ja”. Nigdy jeszcze nie byłam obecna na premierze własnego obrazu... Dopiero parę dni potem, otoczona gronem przyjaciółek, prowadzona prawie siłą – idę obejrzeć swoje ekranowe odbicie. Film jednak potrafi być nałogiem, któremu się trudno oprzeć.
Kino, nr 34/1937
W wolnych chwilach wracała do Torunia – na Mokre – do swojej mamy, która nadal mieszkała w domu z pruskiego muru na rogu Wodnej i Głowackiego. A potem wybuchła wojna i zamieniła w pył marzenia i karierę. 

W czasie okupacji Grossówna pozostała w Warszawie i razem z innymi aktorkami pracowała jako kelnerka najpierw w kawiarni „U Filmowców”, a potem „Na Antresoli”. Jednocześnie działała w specjalnej komórce informacyjnej Armii Krajowej, a w 1944 r. walczyła w powstaniu warszawskim. Po upadku powstania trafiła do niemieckiego obozu, który w kwietniu 1945 roku wyzwalała armia generała Maczka. Niestety, wojny nie przeżył mąż Heleny. Jan zginął w jednym z obozów koncentracyjnych.

Powojenna rzeczywistość nie była dla Grossówny łaskawa. Jej okupacyjny życiorys: przynależność do AK, generał Maczek... Aktorka nie pasowała nowej – komunistycznej – władzy. Już do końca swojej kariery była skazana na małe role w filmach, z kolei w warszawskim Teatrze Syrena grała niemal same epizody. W końcu dostała propozycję pokierowania tym teatrem. Był tylko jeden warunek: musiała zapisać się do PZPR. Odmówiła i nie została dyrektorem Syreny. A wkrótce ją zwolniono i to na trzy lata przed emeryturą.

W tym czasie Helena miała już drugiego męża. Był nim Tadeusz Cieśliński – żołnierz dywizji generała Maczka. On również nie miał łatwo z "władzą ludową". Poznali się podczas wyzwolenia obozu, w którym Helena była więziona. Mieli syna Michała, którego ojcem chrzestnym był sam Adolf Dymsza. 

Aktorka zmarła w Warszawie 1 lipca 1994 roku.

Ta historia – jak sami widzicie – nie ma szczęśliwego zakończenia. I nie chodzi mi tu o śmierć głównej bohaterki, a o to, co się działo z Nią po wojnie. Jak ideologia zdeptała nie tylko człowieka, ale i jego talent. To smutne, podobnie jak to, że trzeba było czekać aż do 2009 roku, aby upamiętnić Aktorkę w Jej rodzinnym mieście. Właśnie w 2009 odsłonięto pamiątkową tablicę na ówczesnym „Naszym Kinie” przy Podmurnej. Ale dwa lata później kino zamknięto, a tablica zniknęła. Pojawiła się ponownie 10 grudnia 2016 roku. Zawisła w szkole podstawowej nr 6, do której chodziła Helena. Tego dnia została również patronką ronda przy Młynie Wiedzy. To rondo powstało w miejscu, w którym do lat '70 stał dom rodziny Grossów.

Co do budynku przy PCK... Obecnie tylko w jednym mieszkaniu ktoś mieszka. Obawiam się, że gdy ostatni lokator wyprowadzi się, dom czeka taki sam los, jak inne pruskie mury na Mokrem. Chyba nie muszę pisać jaki to los? Obym się mylił.
Źródła: Helena Grossówna. Najpiękniejszy uśmiech przedwojennego polskiego filmu – Mirela Tomczyk [w:] Stare-Kino.pl; Helena Grossówna w teatrze toruńskim – Artur Duda [w:] Teatry toruńskie; Helena Grossówna. Królowa z toruńskiego przedmieścia i jej dom – Anna Zglińska, Szymon Spandowski [w:] Nowości; Toruński pierniczek – historia Heleny Grossówny [w:] eduwystawy.eu; Narodowe Archiwum Cyfrowe; Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa; Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa.

środa, 1 stycznia 2020

Podsumowanie roku 2019

✔️ 1/2020 (335)
Za nami kolejny rok. Platforma blogger, na której osadzony jest blog Po Toruniu wprowadziła ostatnio więcej okresowych statystyk (w tym roczne), dlatego też między innymi dlatego zdecydowałem się zrobić niniejsze podsumowanie.

A zatem... Od lutego 2019 roku na Po Toruniu wpisy pojawiają się regularnie – co najmniej raz w tygodniu, w każdy poniedziałek o godz. 10 (to nie ulegnie zmianie również w 2020). W kwietniu blog obchodził swoje pięciolecie istnienia, a w maju licznik wyświetleń przekroczył 200 tys.
odsłony bloga w 2019 r.
W całym 2019 r. wchodziliście na blog Po Toruniu 61,3 tys. razy (łączna liczba wyświetleń to 237 878), a absolutny rekord padł w maju, kiedy licznik zanotował 7 440 wejść. Oczywiście najwięcej Czytelników było z Polski (59%), drugie miejsce na podium zajęli Amerykanie (10%), a trzecie Niemcy (7%). Ale geolokalizacje odsłon obejmują właściwie cały świat, co pokazuje poniższy diagram obejmujący blisko dwadzieścia krajów, w których blog był najbardziej popularny.
W 2019 roku zamieściłem 57 wpisów, które zilustrowało ponad pół tysiącem fotografii własnych (łączna liczba zdjęć autorskich na blogu to 4 917). Był to również pierwszy rok bez fotorelacji z wydarzeń. Skupiłem się wyłącznie na omawianiu konkretnych miejsc i prezentowaniu książek. A książek było w minionym roku wyjątkowo dużo, bo aż 21. Jeśli zaś chodzi o miejsca, to w ostatnich dwunastu miesiącach przybyło ich 34.

Pora teraz przejść do tych najczęściej czytanych przez Was wpisów, niekoniecznie opublikowanych w 2019 roku. I tak numerem jeden – bezapelacyjnie – został tekst poświęcony tzw. Centrum Bernera na Podgórzu. Drugie miejsce na podium zajął – i tu moje zdziwienie – kościół ojca dyrektora czyli Sanktuarium NMP Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II, jest to zresztą najbardziej popularny wpis na całym blogu. Miejsce trzecie zajęła Willa Georga Sopparta. A co dalej? Zobaczcie na listę top20 2019 r.:
  1. Centrum Bernera 🥇
  2. Sanktuarium NMP Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II 🥈
  3. Willa Georga Sopparta 🥉
  4. Wojskowa wieża ciśnień
  5. Tryptyk „Brama” (murale)
  6. Fort VIII im. Kazimierza Wielkiego
  7. Kamienica Szeczmańskich
  8. ROWEREM | Toruń – Chełmża
  9. 📘#51: „Miejsca dla kultury i rozrywek: idee, architektura, ludzie” – praca zbiorowa
  10. Pomnik ku czci Christopha Daniela Janitzena
  11. Wiejski domek
  12. Schron przeciwatomowy
  13. 📘#47: „Rocznik toruński, tom 45” – praca zbiorowa
  14. Dyptyk z Gagarinem
  15. Ratusz Staromiejski
  16. 📘#46: „Podgórz” – Katarzyna Kluczwajd
  17. Bateria Dobrzyńska
  18. Bateria Haubic II
  19. Opuszczona wieża ciśnień
  20. JAR – Dawny skład amunicji i materiałów wybuchowych
Ponadto moje zdjęcia trafiły do publikacji drukowanych. Znaleźć je można m.in. w książce Toruńskie miejsca do mieszkania i (za)pamiętania, w albumie Przyroda województwa kujawsko-pomorskiego czy w katalogu wystawy 100 razy Toruń. Napisałem również tekst do broszury historycznej Duch Błękitnej Armii.

Co przyniesie nowy rok? O tym – choć w czasie przeszłym – porozmawiamy sobie na początku 2021. ツ
wyświetlenia bloga na świecie