poniedziałek, 29 lipca 2019

Dworzec Toruń Wschodni

Mokre » Plac Fryderyka Skarbka 4
✔️ WPIS NR 29 (306)/2019
Tym razem zabieram Was na Mokre – to jedna z najstarszych dzielnic miasta, której historia sięga 1295 r. Oczywiście, wówczas Mokre było wsią, a z biegiem lat stało się bardzo dużą wsią. Aż w końcu nastał 1 kwietnia 1906 r. i miasto wchłonęło tę bardzo dużą wieś.

Krótko po tym jak Mokre stało się częścią powiększającego się Torunia, ówczesne władze zaczęły myśleć o realizacji planów sprzed kilku lat. Te plany zakładały budowę nowego dworca. Mokre miało już wówczas, powstałą w 1871 r., niewielką stację oraz budynek dworcowy, jednak rozrastająca się sieć dróg kolejowych sprawiła, że władze zdecydowały się na budowę gmachu z prawdziwego zdarzenia. Co ciekawe pierwszy dworzec Thorn Mocker Staatsbahnhof, a pierwotnie Mocker (Westpreussen) przetrwał do dziś.

Wspomniałem już, że budowę dużego dworca planowano jeszcze w czasach, gdy Mokre było wsią. Potwierdza to tekst w jednym z numerów Gazety Toruńskiej z 1903 roku, w którym czytamy:
Dworzec centralny pobudowany zostanie na Mokrem. Zakupiono już podobno około 100 morgów obszaru, na którym dworzec ma być pobudowany. Za mórg płacono przeciętnie po 1250 m[arek]. Główny budynek dworca pobudują przy tak zwany[m] „Zielonym strzelcu” przy końcu ulicy Lipowej. W piątek obejrzy sobie zakupiony obszar naczelny prezes Prus Zachodnich p. Delbrück. Mokre zyska na dworcu centralnym bardzo wiele.
Gazeta Toruńska, 2.10.1903 r.
Wspomniana w prasowej notce ul. Lipowa (niem. Linden), to dziś ul. Kościuszki, która biegła wtedy nieco inaczej. Stare plany miasta potwierdzają, że wskazana w gazecie parcela/parcele, to faktycznie miejsce, gdzie sześć lat później stanął dzisiejszy Dworzec Toruń Wschodni.

Źródła w internecie często mylą rok ukończenia budowy dworca i podają ten dotyczący starego budynku przy dzisiejszej ul. Dworcowej. Tymczasem nasz piękny – utrzymany w stylu neogotyckim – gmach został oddany pasażerom w 1909 roku. Kiedy dokładnie? Z odpowiedzią ponownie przychodzi Gazeta Toruńska:
Nowy dworzec na Mokrem oddany zostanie do użytku publicznego z dniem 15 sierpnia [1909] rano o g. 4. Dzień poprzednio wieczorem odejdzie ostatni pociąg ze starego dworca. Na nowym dworcu zatrzymywać się będą atoli na razie tylko te pociągi osobowe, które zatrzymywały się na starym. Kto będzie chciał jechać z Torunia do Wystrucia, ten nie będzie mógł jeszcze wsiadać na dworcu na Mokrem. [pisownia oryginalna]
Gazeta Toruńska, 13.08.1909 r.
Jedno trzeba oddać pruskiemu zaborcy: postarał się. Dworzec wciąż zachwyca swoją niebanalną formą. Szczególnie od frontu jest na czym oko zawiesić. Po prawej stronie można dostrzec coś na kształt wieżyczki, a nad głównym wejściem wypatrzeć: po lewej herb Torunia, po prawej godło Prus Królewskich (nie, to nie jest Gryf Pomorski, jak niektórzy twierdzą), a centralnie, prawie pod dachem – godło Polski. Orzeł bielik, jakby nie pasuje do pruskiej budowli, ale zakładam, że powstał w późniejszych latach. Niestety, nie wiem czy pierwotnie było w tym miejscu coś innego.

Kompleks dworcowy składa się z gmachu głównego, budynku administracyjnego oraz toalet. Pociągi zatrzymują się przy trzech peronach, z czego jeden – najprawdopodobniej pierwszy, z racji swej długości – był przeznaczony także do załadunku armat. Co w mieście-twierdzy nie było niczym nadzwyczajnym. Na peron 2 i 3 dostaniemy się tunelem, ozdobionym współczesną mozaiką.

Dworzec szybko stał się drugą, co do ważności (po Dworcu Toruń Główny), stacją Torunia. Zresztą pozostaje nią do dziś. W 1916 roku po raz pierwszy zmieniono nazwę na Thorn Mocker, po powrocie Torunia do macierzy, przez dwa lata funkcjonowała nazwa „Mokre”, później był Toruń Mokre. Czas Dworca Wschodniego zaczął się dopiero w 1958 r.

Przez lata bocznice stacji obsługiwały największe toruńskie zakłady, takie jak: Apator, Kopernik, Polmos, Spomasz, Bumar czy Tormięs. Swego czasu musiało być tu bardzo tłoczno. Dziś Dworzec Wschodni służy przede wszystkim pasażerom. Można stąd wyjechać do Chełmży, Grudziądza, Olsztyna, Bydgoszczy i wielu innych miast. W dni powszednie, przez Wschodni, przejeżdża około 70 pociągów.

Do roku 2022 planowany jest remont dworców Wschodniego i Miasto. Byłoby miło, gdyby przy tej okazji powrócił lub został zrekonstruowany neon z czasów PRL, który przepadł w 2016 r., a został zastąpiony zwykłym paskudztwem. Tak czy inaczej, po remoncie z pewnością pokażę Wam to miejsce ponownie.

poniedziałek, 22 lipca 2019

Leśny mural

Chełmińskie Przedmieście » Szosa Chełmińska 161/163
✔️ WPIS NR 28 (305)/2019
Przemierzając Toruń czasami zdarza mi się – zupełnie przypadkiem – trafić na coś ciekawego. Bardzo lubię te momenty; te chwile, w których miasto pozytywnie mnie zaskakuje. Tak było, kiedy kilka miesięcy temu jechałem rowerem Szosą Chełmińską w drodze na Barbarkę. Nagle coś mi mignęło w tunelu jednego z bloków. Zawróciłem i gdy podjechałem bliżej, portal pod blokiem przeniósł mnie w zupełnie inne miejsce. Ukazał mi się las, a ze ścian zaczęły na mnie spoglądać dwa jelenie oraz misiek.

Moja pierwsza reakcja? Subtelne „o w mordę”, wyszeptane pod nosem. Mural bowiem robi wrażenie. Te dzikie zwierzęta w środku miejskiej dżungli, te kolory (zdjęcia ich nie oddają) kojarzące się z bajkami Disneya, ten efekt przestrzenności... Wszystko to sprawia, że obraz hipnotyzuje, zachwyca.

Jak się okazuje, projekt wykonania muralu pojawił się w budżecie partycypacyjnym na rok 2017. Pomysł zyskał akceptację mieszkańców Chełmińskiego, zdobywając aż 289 głosów i tym samym zajmując drugie miejsce na lokalnej liście. Dotarłem też do pisma z Wydziału Środowiska i Zieleni Urzędu Miasta, z którego wynika, że złożono trzy oferty na wykonanie dzieła. Zwyciężyła Fundacja KAPSUŁA, która zaproponowała kwotę 7 760 zł brutto.

Szkoda tylko, że obraz nie wypełnia całej powierzchni ścian oraz sufitu – powstałby ciekawy efekt trójwymiarowości. Większym problemem są jednak bazgroły wandali i ubytki w tynku. Mimo to, warto zobaczyć mural na żywo, do czego Was zachęcam.

poniedziałek, 15 lipca 2019

Pomnik bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego

Bielany » pl. Frelichowskiego 1
✔️ WPIS NR 27 (304)/2019
Tym razem zabieram Was do zachodniej części miasta. Bielany kojarzą się przede wszystkim ze szpitalem i miasteczkiem akademickim Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Ale w tej dzielnicy jest jeszcze jeden uniwersytet – taki dla przyszłych księży – to Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji Toruńskiej. Właśnie na teren WSD wejdziemy. Za ogrodzeniem rozciąga się spory teren, na którym znalazło się miejsce dla kilku pomników. Jednym z nich jest monument poświęcony patronowi uczelni – błogosławionemu księdzu Stefanowi Wincentemu Frelichowskiemu.

Zanim napiszę o duchownym, pozwolicie, że kilka zdań poświęcę samemu pomnikowi. Został odsłonięty 25 marca 2007 roku, podczas obchodów 15 rocznicy utworzenia diecezji toruńskiej. Monument zaprojektował artysta rzeźbiarz Kazimierz Gustaw Zemła, który cztery lata później miał w Toruniu jeszcze jedną realizację. Pewnie ją kojarzycie. Zemła wykonał pomnik innego duchownego – bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Oprócz tego jest autorem licznych pomników, m.in. w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Szczecinie czy Łodzi, a także w dalekim Peru, gdzie wykonał monument Ernesta Malinowskiego. Tak, tak, dobrze kojarzycie, to ten sam pan, który patronuje naszej przeprawie kolejowej przez Wisłę.

Pomnik ks. Frelichowskiego, podobnie jak ks. Popiełuszki, jest bardzo dosłowny. Przedstawia naturalnej wielkości postać, która trzyma na rękach konającego. To wyraźnie odniesienie do działalności duchownego w czasie II wojny światowej i jego posługi na rzecz cierpiących w niemieckich obozach śmierci, w których sam był więźniem.

Ale zacznijmy od początku. Stefan Wincenty Frelichowski przyszedł na świat 22 stycznia 1913 r. w pobliskiej Chełmży. Tam spędził dzieciństwo, tam też uczęszczał najpierw do szkoły powszechnej, a potem do gimnazjum. Oprócz tego trenował wioślarstwo w Chełmżyńskim Towarzystwie Wioślarskim oraz należał do 2. Pomorskiej Drużyny Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego w Chełmży. Maturę zdał w 1931 r., po czym wyjechał do Pelplina, gdzie wstąpił do Seminarium Duchownego.

Święcenia kapłańskie przyjął w marcu 1937 r. i z początku pełnił posługę kapelana i sekretarza biskupa Okoniewskiego. Frelichowski jednak marzył o tym, aby być bliżej ludzi i pracować z młodzieżą. Biskup wiedząc o tym, wkrótce mianował go wikarym w kościele Św. Trójcy w Wejherowie. Na Wybrzeżu nie zabawił długo, jedynie cztery miesiące. W maju 1938 r. dostał nowy przydział, znacznie bliżej domu rodzinnego. To właśnie wtedy przyjechał do Torunia i został wikarym w kościele Mariackim. Ksiądz Wicek bardzo szybko stał się ulubieńcem toruńskiej młodzieży. Młody duchowny często grał z dzieciakami w piłkę, organizował też wycieczki i rajdy rowerowe. Zresztą, do rodziców, którzy nadal mieszkali w Chełmży, też najczęściej jeździł rowerem.

Sielankę przerwali Niemcy we wrześniu 1939 r. Okupacja naszego miasta rozpoczęła się 7 września, a wraz z nią pierwsza fala aresztowań. Wśród zatrzymanych był również ksiądz Frelichowski. Trafił do Okrąglaka, tego samego, którego ponure mury widział codziennie z okien swojego mieszkania w budynku parafialnym. W toruńskim areszcie przesiedział kilka dni, po czym został wypuszczony. Przyjaciele doradzali mu, aby wyjechał z Torunia, ale młody ksiądz nie chciał o tym słyszeć, nie miał zamiaru opuszczać swoich parafian, tym bardziej w chwili, gdy duchowe wsparcie było takie ważne. Jak się miało okazać, tę decyzję za kilka lat przypłaci życiem.

Niemcy wrócili po Niego 18 października 1939 r. Dla okupanta był to bardzo pracowity dzień. Zatrzymano wówczas około siedmiuset osób. Wszyscy zostali osadzeni w Forcie VII. Również tutaj, ksiądz Wicek był dla wielu oparciem.
Cichym, dobrym duchem wśród kapłanów był (…) ks. Wicek Frelichowski z Torunia (…). Był on dobrym druhem zarówno dla braci kapłańskiej, jak i dla całego laikatu fortecznego. (…) Umiał godzić zwaśnionych, cicho wszeptać słowo otuchy w wątpiące serce, rozdawać masami żywność, organizować dobro. Przy tym nie tracił nigdy spokoju i humoru.
ks. Wojciech Gajdus, Nr 20998 opowiada, str. 38
Na początku stycznia 1940 r. rozpoczęła się likwidacja fortecznego obozu i ks. Frelichowski razem z dwustoma innymi więźniami został wywieziony do obozu przejściowego w Gdańsku-Nowym Porcie, a po kilku dniach trafił do KL Stutthof, który dopiero się organizował. Trzy miesiące później przeniesiono go do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Ostatnim przystankiem w życiu duchownego było Dachau. 

Gdzie się nie pojawił, tam niósł pomoc. Odprawiał potajemnie msze, spowiadał i dzielił się żywnością z potrzebującymi, podtrzymywał na duchu cierpiących i konających. Mimo surowego zakazu, przedzierał się do chorych na tyfus i towarzyszył im w ostatnich chwilach życia. Nie chciał, aby umierali w samotności, dlatego kładł się przy nich, trzymał za rękę pomagając odejść w spokoju.

Wojna dobiegała końca, ale ks. Wicek nie doczekał wyzwolenia. Ciągłe przebywanie z chorymi sprawiło, że sam również zachorował na tyfus. Zmarł w nocy z 22 na 23 stycznia 1945 r., mając zaledwie trzydzieści dwa lata. Władze obozu – co było rzeczą niesłychaną – wystawiły zwłoki duchownego na widok publiczny. Potem ciało skremowano. Amerykanie wkroczyli do obozu ponad trzy miesiące później – 29 kwietnie, o godz. 17:15.

Toruński epilog tej historii miał miejsce pięćdziesiąt cztery lata później. 7 czerwca 1999 r.  papież Jan Paweł II, w czasie pobytu w Toruniu, dokonał beatyfikacji młodego duchownego, a cztery lata później ks. Wicek został patronem polskich harcerzy.

Pomniki to istotna i potrzebna forma upamiętnienia osób i wydarzeń szczególnie ważnych, ale nie jedyna. Młodzi mieszkańcy Torunia poznają postać ks. Wicka również na organizowanych od 2007 r. rajdach rowerowych śladami Błogosławionego. Pewnie większość z Was, podobnie jak ja, nie kwalifikuje się wiekowo do tych rajdów, dlatego polecam Wam Jego „Pamiętniki”. Nie wiem jak z księgarniami, ale bez problemu dostaniecie książkę na allegro. Zachęcam Was również do odwiedzin pomnika. A gdy już będziecie na miejscu i lepiej się rozejrzycie po terenie Wyższego Seminarium Duchownego znajdziecie więcej monumentów. Jakich? Przekonajcie się sami, albo poczekajcie na kolejne wpisy.

środa, 10 lipca 2019

📘#51: „Miejsca dla kultury i rozrywek: idee, architektura, ludzie” – praca zbiorowa

✔️ WPIS NR 26 (303)/2019
Tom 8 Zabytków toruńskich młodszego pokolenia został poświęcony przede wszystkim dawnym miejscom rozrywek torunian oraz ludziom, którzy tę rozrywkę tworzyli/zapewniali. W artykułach przewijają się również wątki patriotyzmu zarówno w rozumieniu lokalnym, jak i – szerzej – ogólnopolskim. Mamy więc nawiązanie do poprzedniego tomu Praktyczny patriotyzm w Toruniu 1918/1920-2018, jednak nie traktujcie tej części jako kontynuacji. Tematyka jest zupełnie inna – można by rzec – zabawowa, ale nie tylko. Wszak rozrywka ma różne oblicza i dla każdego oznacza co innego. A Autorzy tekstów - co trzeba im przyznać - zadbali o różnorodność.

No dobrze, tyle tytułem wstępu, zobaczmy o czym piszą Autorzy w swoim artykułach. Książkę Miejsca dla ludzi i rozrywek otwiera Tomasz Krzemiński. Jego tekst jest niejako wprowadzeniem do tematyki tomu. Na przykładzie mieszkańców Torunia pokazuje przemiany jakie zachodziły w społeczeństwie, począwszy od pierwszych lat XIX w., a skończywszy na okresie II Rzeczypospolitej. Mamy więc walkę z analfabetyzmem, pojawienie się telefonu, pierwszym teatrów świetlnych (tak kiedyś nazywano kino) i polskich stowarzyszeń. To również czas budowy i rozbudowy miejskiej kanalizacji, walka z kolejnymi epidemiami cholery, powstanie potężnej Twierdzy Toruń... Sporo się wtedy wydarzyło i nie wszyscy nadążali za tymi zmianami. Nasze miasto miało problem ze złodziejami, prostytutkami i pijakami, którzy nie znali słowa „umiar”. I m.in. o tym pisze w swoim artykule Krzemiński.
Jedźmy dalej. Katarzyna Tomkowiak bierze pod lupę historię powstania Książnicy Kopernikańskiej, tej przy ulicy Słowackiego. Poznacie kulisy budowy oraz niełatwy proces przeprowadzki z ul. Wysokiej. Budynkowi przy Wysokiej Autorka też poświęca sporo uwagi, zatem to kompleksowa opowieść o naszej książnicy. Historia, którą warto znać.

Podobnie jak dzieje budowy niedoszłego Muzeum Ziemi Pomorskiej. Tym tematem zajęła się Barbara Chmielewska-Łoś, która odkryła przed Czytelnikami trochę zapomniane karty z dziejów miasta. Tak, w latach '30, a konkretnie po śmierci Piłsudskiego, chciano zbudować dla marszałka żywy pomnik. Tym pomnikiem miało być muzeum – Muzeum Ziemi Pomorskiej. Z artykułu dowiecie się m.in. gdzie początkowo planowano budowę i jak wyglądały kulisy tego przedsięwzięcia, zobaczycie też jak mógł wyglądać budynek dzisiejszego Wydziału Matematyki i Informatyki UMK (bo właśnie ten gmach miał być siedzibą muzeum). Artykuł polecam Waszej uwadze.
Podobnie jak kolejny. Katarzyna Kluczwajd zabierze Was w dwa magiczne miejsca: Victoria Park i Tivoli. Tym pierwszym – swego czasu – rządziła Joanna Łyskowska. Dziś powiedzielibyśmy o Niej „bizneswomen”. Ale, to nie jest tekst o niej, a przynajmniej nie tylko o niej. To przede wszystkim historia miejsc, które pokochali torunianie, to wreszcie historia pierwszego stałego teatru świetlnego w naszym mieście. W dawnych czasach restauracje-ogrody tętniły życiem, były miejscem spotkań torunian, gdzie nie tylko jadło się i piło, ale również zaspokajało potrzeby kulturalne. Na terenie ogrodów odbywały się koncerty, spotkania poetyckie czy zgromadzenia o charakterze patriotycznym. Dziś nie ma śladu po obu tych miejscach, ale opowieści o nich pozostały, pozostały też rysunki i zdjęcia oraz historia zapisana w dokumentach zdeponowanych w archiwach. Historia, która dzięki artykułowi Przedmiejskie restauracje-ogrody w kulturalnym pejzażu dawnego Torunia, staje się bardziej powszechna.

O pierwszych teatrach świetlnych oraz o toruńskim Hollywood czyli wytwórni filmowej Marvin-Film, przeczytacie w kolejnym tekście pióra Katarzyny Kluczwajd. Tu też więcej o Pani Łyskowskiej oraz o - chętnie odwiedzanych - dawnych kinach.
Tom zamyka przegląd knajp zaplecza dawnego poligonu. Mamy więc temat prosto z lewobrzeża. Olgierd Kędzierski przybliży Wam historię lokali, które cieszyły się popularnością wśród pruskich żołdaków. Część adresów już nie istnieje, ale niektóre budynki przetrwały do dziś, więc kto chciałby przejść się śladami starych pruskich „mordowni”, to artykuł Lokale rozrywkowo-wypoczynkowe zaplecza dawnego poligonu artyleryjskiego w Toruniu idealnie nadaje się na przewodnik.

Po przeczytaniu Miejsc dla kultury i rozrywek mam wrażenie, że to najlepszy tom całej serii. Być może dlatego, że temat jest mi bliski, a może dlatego, że wszystkie teksty stoją na bardzo wysokim poziomie i w całości dotyczą Torunia? Całość – tradycyjnie już – uzupełniają zdjęcia spacerowiczów z TSF. 

Pozycja obowiązkowa. Polecam.

ISBN: 978-83-953155-1-0
wydawca: Stowarzyszenie Historyków Sztuki
ilość stron: 220
rok wydania: 2019
typ okładki: miękka
cykl: Zabytki toruńskie młodszego pokolenia (tom 8)

poniedziałek, 8 lipca 2019

Kamienica Szeczmańskich

Podgórz » ul. Poznańska 96
✔️ WPIS NR 25 (302)/2019
Najbardziej okazałą kamienicą Podgórza jest trzypiętrowy dom przy Poznańskiej 96, zbudowany w 1898 r. w duchu historyzmu. Nie można przejść obok niego obojętnie, nadal zachwyca bogactwem detali oraz piękną klatką schodową z iluzjonistycznym malowidłem na sklepieniu i alegoryczną rzeźbą. Kamienica powstała na polecenie przedsiębiorcy Michała Szeczmańskiego. O pierwszym właścicielu świadczą chociażby ozdobne okucia drzwi wejściowych sygnowane inicjałami M.S.
Kamienica Szeczmańskich na starej fotografii | za: Podgórz Widmo
Michał Szeczmański urodził się w 1850 roku i działał w Podgórzu w branży zarówno mięsnej, jak i garbarskiej. Swój zakład rzeźnicki miał w podwórzu kamienicy przy Poznańskiej 77, której był współwłaścicielem wraz z niejakim Vincentym Tadrowskim. To właśnie Tadrowski wybudował charakterystyczną rotundę przy ulicy Inowrocławskiej i był jej pierwszym właścicielem, dopiero później budynek przejął Bernard Jaugusch.

Ale wróćmy do Szeczmańskich. Michał zmarł w 1928 roku, ale znacznie wcześniej schedę po nim przejął jego syn Józef (ur. 10 maja 1878), którego Słowo Pomorskie kąśliwie nazywało „niekoronowanym królem Podgórza”. Oprócz tego, że był członkiem toruńskiego Cechu Rzeźniczego, w 1919 roku założył w rodzinnym miasteczku (tak, Podgórz był wówczas jeszcze podtoruńskim miasteczkiem, nasze city wchłonęło całe lewobrzeże dopiero w 1938 r.) Rzeźnicką Spółkę Gospodarczą, która w 1923 roku przekształciła się w Spółdzielnię. Jej celem był efektywny handel skórami, a większe zyski zapewniło m.in. wyeliminowanie pośredników. Interes działał prężnie. W 1930 r. obrót gotówkowy sięgnął 13 milionów złotych, a liczba członków Spółdzielni przekroczyła 240. Józef Szeczmański pozostawał jej prezesem aż do roku 1934. Co ciekawe, przedsiębiorstwo nadal działa, choć od 1949 r. pod inną nazwą – Usługowo Wytwórcza Spółdzielnia Pracy Zjednoczenie.
Józef Szeczmański na zdjęciu z Księgi Pamiątkowej Cechu Rzeźnickiego w Toruniu | za: KPBC
Oprócz firmy rzeźnickiej, działalności w cechu i spółdzielni, Szeczmański miał również szczeciniarnię czyli zakład wytwarzający pędzle i szczotki z naturalnego włosia. Realizował również ambicje polityczne. W 1926 roku został wybrany do Rady Miasta Podgórza, a przez pewien czas był nawet jej przewodniczącym. W tym czasie zaczęły się też przytyki pod jego adresem ze strony redaktorów Słowa Pomorskiego. W wydaniu z 5 stycznia 1930 r. możemy znaleźć taki materiał:
za: KPBC
W innym numerze pojawia się zarzut o współpracę biznesową z żydowskim przedsiębiorcą, co dla dziennikarza gazety o wydźwięku często antysemickim było nie do pomyślenia. Hmm... Jeśli myślicie, że tylko w naszych czasach media są stronnicze, to polecam Wam lekturę przedwojennej prasy.

Wszystko na to wskazuje, że Józef Szeczmański zginął w czasie wojny. Na stronie IPN znalazłem informację o tym, że w 1946 r. w Sądzie Grodzkim w Toruniu złożono dokumenty w sprawie uznania go za zmarłego.

Więcej o historii Podgórza i jego dawnych mieszkańcach, dowiecie się z książki Podgórz. Toruńskie przedmieścia sprzed lat Katarzyny Kluczwajd. Polecam również Waszej uwadze stronę i aplikację Podgórz Widmo, które mogą być nieocenionym towarzyszem spacerów po tej, jakże pięknej, dzielnicy lewobrzeżnego Torunia.
na drzwiach dostrzegalne inicjały pierwszego właściciela
bajkowe sklepienie klatki schodowej
rzeźba na korytarzu I piętra
Regulamin porządku domowego - pamiątka z 1967 r.
portal do przeszłości - przejście na podwórko kamienicy