wtorek, 5 grudnia 2017

But Sławomira Mrożka

Tym razem zabiorę się za temat z gatunku „toruńskich osobliwości”, których na Starym Mieście nie brakuje. Wystarczy się rozejrzeć lub zaczerpnąć z ogólnodostępnego źródła wskazówek, jakim jest blog „Po Toruniu”, aby odkryć mało znane – choć całkiem współczesne – oblicze starówki. Ot, chociażby taki ceramiczny But Sławomira Mrożka… Co on właściwie robi na rogu Szerokiej i Mostowej?… Wisi? W sumie racja – przede wszystkim wisi. Ale dlaczego, akurat to but Mrożka, a nie Mickiewicza, Sienkiewicza czy choćby Herberta, który z wyżej wymienionych miał najwięcej wspólnego z Toruniem? Odpowiedzi na to pytanie należy szukać – jak zawsze – w przeszłości…

Sławomir Mrożek przyszedł na świat 30 czerwca 1930 roku w Borzęcinie… Chwila! Stop! Nie o aż taką odległą przeszłość mi chodziło. Życiorys w telegraficznym skrócie oferuje wikipedia, a wersję rozbudowaną zapewni Wam autobiografia Autora. Nas interesują lata, które powinni pamiętać wszyscy Czytelnicy mojego bloga. Zatem jeszcze raz…

Mamy 30 listopada 2006 roku, czwartek. Złota jesień jakby zmurszała. Na karku czuć już mroźny oddech zimy. To jednak nie przeszkodziło Mrożkowi w przechadzce uliczkami toruńskiej starówki, w których pisarz szybko się zakochał – zresztą, nie on pierwszy i nie ostatni. Później wystawił naszemu miastu recenzję, w której czytamy:
„Byłem zaskoczony tym miastem. Zdumiała mnie jego średniowieczna uroda, jego współczesna organizacja, a nade wszystko czystość w porównaniu z niezbyt wielką czystością innych stron Polski, na przykład czegoś, co w okresie zaborów nazywało się Galicją. Odtąd zachęcam każdego, żeby pojechał do Torunia i sam mam nadzieję zobaczyć to miasto ponownie.
Niestety, nie zobaczył ponownie Torunia. Nie zdążył tu wrócić. Natomiast tamten dzień, 30 listopada, nie skończył się na spacerze i wizycie w barze „Miś”, gdzie na ścianie złożył autograf…

Wieczór – jak to u schyłku listopada bywa – przyszedł nazbyt szybko. W Baju Pomorskim za chwilę zacznie się spotkanie autorskie Sławomira Mrożka – laureata 11 edycji Nagrody Miast Partnerskich Torunia i Getyngi im. Samuela Bogumiła Lindego. Mrożek – również w naszym mieście – miał liczne grono stałych Czytelników, którzy przybyli na to spotkanie i oczekiwali, aż ich mistrz pojawi się na scenie. Wieczór miał otworzyć jeden z członków kapituły nagrody Lindego – dr Krzysztof Ćwikliński; bardzo denerwował się przed tym wystąpieniem, czym podzielił się z pisarzem. Ten miał odpowiedzieć z klasyczną do siebie rezerwą: Niech się pan nie przejmuje, przecież za pięć minut nikt nie będzie pamiętał o tym, że tu byłem.

Tak się jednak nie stało. Wizytę Mrożka wielu zapamiętało na długie lata, a w 2010 roku upamiętniło ją Biuro Toruńskiego Centrum Miasta. Na jego zlecenie Dariusz Przewęźlikowski wykonał ceramiczną rzeźbę buta – kopię tego, w których dramaturg dreptał po Toruniu. Do środka wciśnięto porcelanową kartkę z cytatem z pierwszego tomu „Dziennika” Sławomira Mrożka:
"Ze wszystkiego można zrobić motor dziejów, nawet z dłubania w nosie.
fragment okładki książki "Dziennik, tom I. 1962-1969", wyd. Literackie
But nie od razu zawisł na rogu ulic Szerokiej i Mostowej. Najpierw – jak to but ma w zwyczaju – wędrował trochę po mieście, a po raz pierwszy mogliśmy go zobaczyć w księgarni Matras przy Szerokiej. Rzeźba w końcu trafiła na swoje stałe miejsce rok później – w październiku 2011 roku.

Sam Mrożek pewnie usłyszał o swym bucie, choć na żywo nigdy go nie zobaczył. Zmarł 15 sierpnia 2013 roku w Nicei. Miał 83 lata.

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
róg ulic Szerokiej i Mostowej
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>
 

piątek, 1 grudnia 2017

Izba Pamięci Toruńskich Tramwajów

Piszę ten tekst dokładnie 1 grudnia 2017 r., kiedy Toruń nawiedził pierwszy w tym sezonie śnieg. Raczej z tych byle jakich, ale jest. Patrząc więc od strony pór roku, fotografia otwierająca ten wpis, wydaje się co najmniej nie na miejscu. Lazurowe niebo, przypadkowi bohaterowie kadru odziani w letnią garderobę, kilka przypiętych jednośladów – to raczej nie jest obraz, jaki znamy z ostatnich sezonów „Gry o tron” (pomijając to, że nikt tam na rowerze nie jeździ). Chociaż wszystkie zdjęcia, które zobaczycie w tym materiale, włącznie z tym pierwszym, zrobiłem w drugiej połowie maja 2017 r. uznałem, że nie jest istotne, kiedy zostaną opublikowane. Po pierwsze dlatego, że ten artykuł będzie hulał po sieci przez kolejne miesiące i – mam nadzieję – lata, a po drugie – za chwilę zejdziemy do podziemi, a tam pory roku jakby tracą na znaczeniu.

Izbę Pamięci Toruńskich Tramwajów znajdziemy w piwnicach budynku administracyjnego zabytkowego kompleksu Zajezdni Tramwajowej z 1914 roku. To mini muzeum, mieszczące się w zaledwie dwóch niedużych salkach, otwarto 22 września 2008 roku, czyli w 117 rocznicę uruchomienia w Toruniu tramwajów. Salki może i są niewielkie, ale za to baaardzo pojemne. Muszą w końcu pomieścić wszystkie eksponaty, a tych jest całkiem sporo. Są to pamiątki z różnych okresów. Poczynając od podków z czasów pruskich znalezionych w dawnej stajni zajezdni, przez stare zdjęcia, bilety imienne z okresu międzywojennego, aż po mundury z lat PRL. Wśród przedmiotów są też tablice z tramwaju z okresu okupacji niemieckiej, odznaki, przypinki i plakietki, przepiękne modele wozów tramwajowych, a także maszyny kalkulacyjne, kalkulatory i pierwsze komputery będące przed laty na wyposażeniu toruńskich tramwajarzy.

W czasach świetności, Tramwaje Miejskie miały swoją orkiestrę, teatr i kino. Kultura stanowiła osobny rozdział zakładu, a pamiątki po niej, znajdziecie w Izbie Pamięci.

Piecze nad muzeum sprawuje osoba, która kocha toruńskie tramwaje i wie o nich wszystko. Pani Edyta Urtnowska oprowadza po swoim podziemnym królestwie i – z gawędziarską nutą – opowiada o ponad 100-letnich dziejach transportu publicznego w naszym mieście. W Jej opowieściach nie brakuje ciekawostek i anegdot; Pani Edyta z wielką pasją prezentuje zebrane pamiątki i chętnie dzieli się ich historią.

Izba Pamięci Toruńskich Tramwajów, to niesamowita kapsuła czasu, w której umieszczono nie tylko wyjątkowe okazy świadczące o bogatej historii toruńskiego zakładu, ale i wspomnienia kolejnych pokoleń naszych tramwajarzy. Niestety, dostęp do muzeum jest ograniczony. Aby zejść do podziemi trzeba się wcześniej umówić, dzwoniąc na numer (56) 655 52 00 lub czekać na dzień otwarty, przy czym zajezdnia swoje podwoje otwiera jedynie raz lub dwa razy do roku. Warto jednak tu zajrzeć i wsłuchać się w historię zebranych przedmiotów. Każda rzecz ma nam coś do opowiedzenia, wystarczy tylko nadstawić uszu i wyostrzyć wzrok.
ręcznie wykonany, jedyny model toruńskiego Grzybka

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
ul. Sienkiewicza 24/26
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

wtorek, 28 listopada 2017

KSIĄŻKA #33 | „Plastyka toruńska 1793-1920: zapomniane oblicze wielokulturowego miasta” – praca zbiorowa

To już piąta książka z serii Zabytki toruńskie młodszego pokolenia. „Piąta siostra” – jak mówi się o niej potocznie. Temat publikacji nieco różni się od poprzednich, a to dlatego, że prawie całkowicie omija toruńską architekturę. Jednak, nie czyni to książkę mniej ciekawą. Autorzy artykułów odkrywają bowiem pasjonujące wątki z przeszłości, przedstawiając Czytelnikom mało znane postaci malarzy, fotografów czy wojskowych z czasów – mówiąc ogólnie – pruskich, a którzy to mieli spory wpływ czy to na kulturę, czy na sztukę, czy wreszcie na historię Torunia.

I tak już w pierwszym tekście – Zamalowany obraz wielokulturowego miasta, autorstwa Sławomira Majocha, poznajemy środowisko artystyczne Torunia od schyłku XVIII wieku zaczynając a kończąc na pierwszej dekadzie wieku XX. Majoch przywołuje takie nazwiska, jak Jacobi, Gartner, Kaush, Grosz czy Fałat. Wspomina artystów zarówno mieszkających w naszym mieście, jak i przyjeżdżających tu na „gościnne występy”. 
Kolejny artykuł: U kogo w Toruniu zamówić portret?, to historia z jednym wiodącym bohaterem. Katarzyna Kluczwajd przedstawia sylwetkę Carla Bonatha – malarza i fotografa, który w XIX w. działał prężnie zarówno w Toruniu, jak i w Podgórzu (wówczas niezależnym administracyjnie miasteczku). Ciekawostką jest tu mini-album starych zdjęć wykonanych w atelier Bonatha, a także mało znany portret Georga Kerstena – burmistrza Torunia w latach 1900-1910, który pozuje z równie mało znanym łańcuchem przedstawiającym najstarszy znany herb miasta z aniołem. Gościnnie – jakby na marginesie – pojawia się niejednoznaczna postać Herman Spychalski, którego fotografie portretowe mam w swoim rodzinnym archiwum.
 
Skoro już zahaczyliśmy o lewobrzeże, niemniej ciekawe są dzieje grobu austriackiego pułkownika Franza Bruscha von Nauberg, który niegdyś stał na terenie Przyczółka Mostowego (o Przyczółku mogliśmy przeczytać w poprzednim tomie Zabytki lewobrzeżnego Torunia). Adam Paczulski nie tylko próbuje zrekonstruować los grobu legendarnego wojskowego, ale i przedstawia jego sylwetkę oraz okoliczności śmierci w czasie próby zdobycia Torunia w maju 1809 r. Artykuł ilustrują fantastyczne obrazy naocznego świadka tamtych wydarzeń – Antoniego Białkowskiego oraz archiwalne zdjęcia grobu Bruscha von Nauberg.
Duet Bartosz Drzewiecki i Katarzyna Pękacka-Falkowska zabierze Was do Parku i Lasku Cegielnia na Bydgoskim Przedmieściu. Poznacie m.in. dzieje Ławeczki Schillera, a także innych – nieistniejących już – pomników, które oglądali dawni (głównie niemieccy) mieszkańcy Torunia.

Dwa kolejne artykuły są znacznie bardziej szczegółowe, a przez to adresowane do węższego grona odbiorców. Wystrój wnętrz kamienicy przy ul. Mostowej 8 w Toruniu Joanny Kucharzewskiej, to relacja z konserwatorskich „oględzin” – skądinąd – pięknego domu przy jednej z najbardziej reprezentacyjnych niegdyś ulic miasta. Z kolei tekst Piotra Bireckiego opowiada o ewangelickich witrażach, zarówno prawo- jak i lewobrzeżnego Torunia. 

Plastykę toruńską 1793-1920 zamyka portret toruńskiego złotnika Ernsta Augusta Plengortha, przedstawiony przez Katarzynę Krupską i Bartłomieja Łyczaka.
klimat Sali Małej Dworu Artusa oddany na fotografii Katarzyny Brzustewicz
Podobnie jak w poprzednich tomach, tak i w tym, nie zabrakło fantastycznych zdjęć uczestników Toruńskich Spacerów Fotograficznych. Tym razem na rozkładówkach między rozdziałami możemy podziwiać kadry z Dworu Artusa i Teatru im. Wilama Horzycy. Oczywiście, każdy artykuł opatrzony jest dużą ilością fotografii (zarówno współczesnych, jak i dawnych) oraz ilustracjami, a full color i kredowy papier – jak zwykle – podkreślają ekskluzywność całej serii.

ISBN: 978-83-88341-89-2
wydawca: Stowarzyszenie Historyków Sztuki
ilość stron: 188
rok wydania: 2017
typ okładki: miękka
seria: Zabytki toruńskie młodszego pokolenia (tom 5)

piątek, 24 listopada 2017

KSIĄŻKA #32 | „Mgnienie” – Marcel Woźniak

„Mgnienie” zaczyna się tam, gdzie kończy „Powtórka” – na moście Piłsudskiego, w strugach deszczu i z trupem aspiranta Żółtki zwisającego z przęsła. Seryjny morderca o pseudonimie „Heraklit” rozpoczyna drugą część swojej bezwzględnej gry. Problem w tym – o czym policja dowiedziała się trochę za późno – Heraklitów jest dwóch. Bracia-mordercy Kosma i Daniel zostają rozłączeni. Kosma trafia do „okrąglaka”, Daniel porywa Sarę Brodzką i znika bez śladu. Odsunięty od śledztwa Leon postanawia odnaleźć córkę na własną rękę. Ale wkrótce w sieci pojawia się film, na którym Daniel wrzuca Sarę do rzeki… Komisarz Brodzki nie wierzy w śmierć swojego jedynego dziecka. W końcu łapie trop, który prowadzi go na zachodnie wybrzeże – do Darłowa. Tymczasem Gromosław Halicki – komendant toruńskiej policji, wydaje się grać we własną grę. Na wierzch wypływają grzechy przeszłości, z szaf – również tych pancernych – zaczynają wyzierać trupy. Atmosfera robi się gęsta, niczym mgła w bieszczadzkiej głuszy, a wszędzie tam, gdzie dzieje się coś złego – niczym zjawa – pojawia się i znika tajemniczy człowiek w kapeluszu.
„Mgnienie” Marcela Woźniaka, to druga część, osadzonej w Toruniu, trylogii z komisarzem Leonem Brodzkim w roli głównej. W porównaniu z „Powtórką”, akcja nieco zwalnia – przynajmniej w pierwszej połowie książki, by w drugiej połówce wystrzelić, niczym bolid Formuły 1 z Kubicą za sterami. 

Odniosłem wrażenie, że drugi tom jest znacznie mroczniejszy od pierwszego. Dużą rolę odgrywa też gra pozorów. Bo w „Mgnieniu” nic nie jest takim, jakim się wydaje. Tutaj każdy rozgrywa własną partię szachów, co Brodzki dość szybko odkrywa.

Szkoda, że Marcel odsunął na trzeci plan Henryka. W „Powtórce”, legendarny toruński taksówkarz był postacią charakterystyczną, znaczącą i – nie ukrywam – moją ulubioną. W „Mgnieniu” natomiast, został odstawiony na boczny tor. W pewnym momencie rolę przybocznego naszego komisarza, przejmuje komendant z Darłowa, ale to nie to samo, co stary, poczciwy Heniu.
„Mgnienie” to trzymająca w napięciu opowieść będąca mieszanką thrillera i kryminału, to mroczny obraz Torunia ogarniętego strachem przed seryjnym mordercą. Ta historia urywa się pod mostem gen. Zawackiej. Most, z tym że Piłsudskiego, zamykał też „Powtórkę”. Przeprawy przez Wisłę występują tu jako alegorie początku i końca. Koniec wbija w fotel, a początek? No cóż, nowego początku wypatrywać należy w „Otchłani”. 

ISBN: 978-83-7976-804-2
wydawca: Czwarta Strona
ilość stron: 416
rok wydania: 2017
typ okładki: miękka ze skrzydełkami
seria: Leon Brodzki

czwartek, 23 listopada 2017

II Festiwal Pamięci BARBARKA ’39

Stare Miasto.
Mimo, iż na ulicach chłodno, czasem nawet mroźno i dżdżysto, wczoraj wieczorem (22.11) w Sali Wielkiej Dworu Artusa temperatura była niewiele niższa, aniżeli na wyspie Cayo Blanco. Wyjątkowy wieczór, pełen muzycznych doznań, już po raz drugi zapewniła torunianom Fundacja Archipelag Inicjatyw.

Ale koncert, to jedynie pretekst, aby wziąć udział w wyjątkowo ważniej dla naszego miasta i jego mieszkańców, lekcji historii. Głównym celem festiwalu jest przecież pamięć i szerzenie wiedzy o wydarzeniach z pierwszych miesięcy II wojny światowej, o tym, co działo się w Forcie VII i w lasach Barbarki, i o tym, co tak naprawdę chce nam powiedzieć Pomnik Ku Czci Pomordowanych. W tym roku, o tragicznych wydarzeniach z 1939 r., opowiedział niezrównany Marcin Orłowski – miłośnik i znawca lokalnych dziejów. Jego tekst wzbogacił również drugie wydanie broszury historycznej, rozdawanej wszystkim, którzy przyszli na Festiwal Pamięci. W tym roku, podobnie jak w ubiegłym, w folderze znaleźć można było także i moje zdjęcie, co uznaję za swój niewielki wkład w to wyjątkowe wydarzenie, gdzie kultura jest pretekstem, do poznania historii.

Na II Festiwalu Pamięci BARBARKA ‘39 wystąpili: jazzowy zespół Q Ya Vy, grający repertuar ze swej debiutanckiej płyty oraz Marika z mocną ekipą muzyków, co gwarantowało wybuchową mieszankę pozytywnej energii i stylów ocierających się o soul, funk, avant-pop czy muzyki elektronicznej.

Zarówno przed, jak i po koncercie w Galerii Artus można było obejrzeć wystawę IPN „Zbrodnie na Kujawach i Pomorzu Południowym”.
więcej w zakładce publikacje