czwartek, 24 września 2015

Torunianin zwiedza... Aleksandrów Kujawski

Do Aleksandrowa Kujawskiego przyjeżdżamy z Ciechocinka starym, rozklekotanym autosanem H9 z lat '70. Trzęsło i telepało na wszystkie strony, a cały autokar skrzypiał błagalnie, prosząc o możliwość przejścia na zasłużoną emeryturę (nieszczęśnik, pewnie nie słyszał, że w Polsce wszyscy pracują do śmierci ;)). Jedyna pociecha w tym, że podróż trwała zaledwie 10 minut, tym niemniej z wielką ulgą wysiadłem na dworcu w Aleksandrowie. Właściwie oba miasteczka (Ciechocinek i Aleksandrów) można byłoby zwiedzić w ciągu jednego dnia, ale wyszedłem z założenia, że skoro mamy zapewniony dach nad głową, to nie ma sensu nadmiernie się forsować.

Ten "dach nad głową", to mieszkanie po moich dziadkach, którzy spoczywają na tutejszym cmentarzu. Aleksandrów Kuj. nie jest mi zatem obcy, chociaż wpadam tu niezwykle rzadko. Rodzinne miasto mojej mamy, odkąd pamiętam, jawiło mi się jako senna mieścina, w której jeden dzień trwa tyle, ile w Toruniu trzy. Z okresu dzieciństwa, czyli z lat '90, pamiętam Ruskich sprzedających swoje radzieckie duperele na miejscowym rynku, a także codzienny rytuał mieszkańców kolejowych kamienic - latem całe życie towarzyskie skupiało się na schodach. Siadali na nich młodzi i starzy i dyskutowali, wspominali, komentowali... Dziś kolejowe kamienice tworzą wspólnotę mieszkaniową, ale rytuał pozostał - kultywowany przez nowe pokolenie. Wchodząc do kamienicy miło było odkryć, że niektóre rzeczy się nie zmieniają.

Nie zmieniła się także otwartość sąsiadów zarówno w sensie dosłownym, jak i w przenośni. Tutaj, tylko ja - wyliniały mieszczuch żyjący w jednej z najbardziej zaludnionych dzielnic Torunia - zamykałem za sobą drzwi od mieszkania. Inni, wrota do swych domostw, mieli szeroko otwarte. Odkąd pamiętam zawsze mnie to dziwiło i jednocześnie odstraszało - ten brak prywatności, ta zbyt hermetyczna sąsiedzka wspólnota, i to, że każdy o każdym wie znacznie więcej niż powinien. Z drugiej strony mamy niezwykłą ludzką serdeczność, to, że obcego - którym niewątpliwie jestem - witają z uśmiechem. Ten optymizm i sympatia do drugiego człowieka, niewątpliwie się udzielają. Do mojego sąsiada (już pomijam to, że nie mam pojęcia jak się nazywa) nigdy bym nie powiedział: "Dzień dobry, panie Zbyszku. Jak tam zdrówko?". Tam, w Aleksandrowie, a przynajmniej w kamienicy moich dziadków, jest to coś zupełnie naturalnego. Pan Zbyszek wstaje z wersalki, spogląda na mnie i przez chwile szuka w pamięci do kogo należy ta morda.. Mimo, że ostatni raz widzieliśmy się ładnych kilka lat temu i to w przelocie, przypomina sobie moje imię: "Cześć, Michał. Słyszałem, że przyjedziesz."...

Wstęp wyszedł nieco dłuższy niż zakładałem, więc może przejdźmy od razu do zwiedzania.
Aleksandrów Kujawski jest stosunkowo młodym miastem. Prawa miejskie zdobył dopiero w 1879 roku. W czasach zaborów, miasteczko było pod rosyjskim butem, a pod koniec lat '50 otworzono tu kolejową stację graniczną między Rosją a Prusami, była też komora celna. Dziś miejscowość zajmuje powierzchnię nieco ponad 7 km2, co można porównać do wielkości toruńskich Bielan, które mają ok.7,5 km2. Topografię Aleksandrowa pamiętam z dzieciństwa. W trakcie licznych spacerów z babcią i mamą przemierzyłem to niewielkie miasteczko wzdłuż i wszerz, tak więc wiem gdzie co jest i jak tam dotrzeć. Inna rzecz, że nie jest tego wiele i szczerze mówiąc, jeżeli miałbym mieć z czymś problem, to z odnalezieniem domu poety Edwarda Stachury. Byłem tam tylko raz w wieku 8-9 lat, i pamiętam tylko, w którą stronę iść. W każdym razie domu Stachury nie zobaczycie, bo było trochę nie po drodze.

Dla wygody na końcu wpisu zamieściłem mapkę Aleksandrowa z wyznaczoną trasą i zaznaczonymi miejscami [m_]. Jak otworzycie ją w osobnym oknie będzie miała rozmiar 3011x2220 pikseli.

Naszą wycieczkę zaczynamy od starego Cmentarza Prawosławnego [m1] przy ul. Wspólnej. Swego czasu było tu sporo mieszkańców wyznania prawosławnego, głównie Rosjan. Cmentarz powstał, wraz z nieistniejącą już cerkwią w roku 1877, czyli jeszcze przed uzyskaniem praw miejskich. Do roku 1963, kiedy to odbył się ostatni pogrzeb, pochowano tu około 100 osób. Dziś po imponującej Cerkwi św. Aleksandra Newskiego zostały tylko nieliczne rysunki i zdjęcia, a w miejscu świątyni przy Wojska Polskiego stoi dziś Tesco. Z cmentarza prawosławnego ostało się niewiele.
Przez lata cmentarz służył za melinę dla miejscowych pijaczków. Ich działalność widać gołym okiem: zrujnowane groby, roztrzaskane płyty i krzyże, a z dzieciństwa pamiętam jeszcze smród ludzkiej kloaki wydobywający się z - wtedy jeszcze niezamurowanej - cmentarnej kaplicy. Teren należy do Parafii Prawosławnej w Aleksandrowie Kujawskim, której proboszczem jest ks. mitrat Mikołaj Hajduczenia - tak, ten sam, który zarządza Cerkwią św. Mikołaja w Toruniu oraz Cerkwią św. Michała Archanioła w Ciechocinku. Wprawdzie w Aleksandrowie nie ma już cerkwi, ale zachowała się kaplica prawosławna [m16] z końca XIX w., której podwoje są otwierane, bodajże, raz w roku.
Kaplica św. Aleksandra Newskiego (fot. Lech Kadlec)
Nie będą skupiał uwagi na kaplicy. Muszę przyznać, że zwiedzając Aleksandrów, zupełnie o niej zapomniałem, stąd powyższe zdjęcie nie jest mojego autorstwa. Sam budynek jest raczej skromny, zresztą pierwotnie był domem mieszkalnym dla prawosławnych duchownych, dopiero po rozbiórce cerkwi w okresie międzywojennym, ów dom stał się kaplicą. Budynek znajdziecie przy ul. Wojska Polskiego 4, zaraz przy dworcu PKS.
Kaplicę potraktujcie jako dygresję, ponieważ idąc wyznaczonym przeze mnie szlakiem, następnym przystankiem (po cmentarzu prawosławnym) jest pomnik [m2] upamiętniający aleksandrowskich Żydów. Exodus ludności żydowskiej na tereny Aleksandrowa Kuj. spowodowany był rozbudową miasteczka i powstaniem linii kolejowej łączącej Prusy z Rosją. Swego czasu mieli tu nawet synagogę, a pod koniec XIX wieku powstał kierchol - czyli żydowski cmentarz. Cmentarz zniszczono w czasie II wojny światowej, tak więc próżno szukać choćby resztek macew. Ta część historii Aleksandrowa pewnie zostałaby zapomniana, gdyby nie społecznicy, którzy na skraju dawnej nekropolii postawili w roku 2009 pomnik widoczny na zdjęciu powyżej.
Z kiercholu do najbardziej tajemniczego miejsca w Aleksandrowie mamy prostą drogę. Z końca ul. Parkowej idziemy na niemalże jej początek. Na terenie tzw. "PZU Trasa Zdrowia" znajdziemy piramidę [m3], której przeznaczenie nie zostało nigdy potwierdzone. Wiemy jedynie, że budowla powstała w czasach, gdy teren ten należał do Edwarda hr. Mycielskiego-Trojanowskiego. Najczęściej powtarzana teoria mówi, że sam hrabia Edward, zafascynowany Egiptem, kazał pobudować to cudo jako swój przyszły grobowiec. Wątpliwości jednak zostają, bo Trojanowski był katolikiem i jakoś ciężko uwierzyć w to, że mógłby zostać pochowany w niekatolickim grobowcu. Z drugiej jednak strony hrabia był podobno ekscentrykiem, więc kto wie, co mu po głowie kołatało.
Przecinając mini-kompleks wypoczynkowo-sportowy dojdziemy do przypałacowego parku. Niestety, lepsze czasy ma już dawno za sobą. Brudny staw [m4] i częściowo zaniedbane alejki robią nie najlepsze wrażenie. Pech chciał, że Pałac Trojanowskich [m5] przechodził akurat remont. Kompleks pałacowo-parkowy powstał na początku XX wieku, a sam pałac w typie belwederskim zajmowany jest obecnie przez Zespół Szkół nr 1.
Wracamy do Centrum Aleksandrowa. Mile zaskoczył mnie odmieniony Park im. Jana Pawła II [m6], który nie tak dawno, bo w 2014 roku, przeszedł całkowitą metamorfozę. W rewitalizację włożono całkiem spore środki, ale było warto. Dziś to miejsce żyje, a wszechobecne nawiązania do kolejnictwa (fontanny i ławki) podkreślają bogatą historię miasteczka, związaną właśnie z koleją, zresztą tuż obok mamy najdłuższy pałacowy dworzec w Europie, ale o nim na końcu.
Od neogotyckiego Kościoła Przemienienia Pańskiego [m7] dzieli nas ulica. Opuszczamy więc Park Jana Pawła II i idziemy pod świątynię, która liczy sobie prawie 130 lat. W 1886 roku, wówczas jedynie kaplicę, wznieśli kolejarze ze stacji granicznej i komory celnej. Dopiero w kolejnych latach, dzięki rozbudowie, kaplica rozrosła się do rozmiarów kościoła. Dziś stanowi piękną wizytówkę miasteczka.

W czwartą rocznicę katastrofy smoleńskiej, na terenie kościoła, odsłonięto kamień upamiętniający to tragiczne wydarzenie. Obelisk ufundowali parafianie.

Przy okazji digitalizacji rodzinnych albumów natrafiłem na wyjątkowe zdjęcie:
źródło: Albumy rodziny Kadleców
Fotografia pochodzi z 1935 roku. W tle widzicie aleksandrowski kościół, a na pierwszym planie wierchuszka Pomorskiego Związku Kół Śpiewaczych na czele z jego ówczesnym prezesem Ludwikiem Makowskim (przy księdzu po prawej), patronem Związku - ks. Kazimierzem Wacławem Lewandowskim i sekretarzem Marcelim Kadlecem (po lewej przy sztandarze).
Aleksandrów Kujawski nie leży nad żadną z rzek. Tutaj, lewą i prawą część miasteczka odgradzają tory kolejowy, przez które przerzucone są dwa wiadukty piesze oraz dwa przejścia pieszo-drogowe. Idziemy przez jedno z takich przejść. Tuż za nim, nieco w głębi, wyłania się gmach poczty [m8] z przełomu XIX i XX wieku. Nieopodal budynku, na rogu Dworcowej i Narutowicza, znajdziecie Pomnik Lotników Polskich [m9], odsłonięty w roku 1996.
Idziemy dalej. To najdłuższy odcinek całej wycieczki, liczący prawie półtora kilometra. Na końcu ul. Narutowicza, na północnych rubieżach Aleksandrowa Kuj. jest kolejne ważne dla historii miasteczka miejsce - Ukraiński Cmentarz Wojskowy [m10], którego początki sięgają 1921 roku.
W tych okolicach mieścił się obóz internowania dla żołnierzy Ukraińskiej Republiki Ludowej. Właśnie w '21 roku ukraińscy oficerowie zorganizowali wśród swoich zrzutkę pieniędzy. Zebrane fundusze przeznaczyli na uporządkowanie i ogrodzenie terenu cmentarza. Wtedy też został usypany kurhan widoczny na powyższych zdjęciach. Wielu Ukraińców zostało potem zarówno w Aleksandrowie jak i w Toruniu na stałe i to właśnie oni w okresie międzywojennym opiekowali się cmentarzem. Nazwany "Kozacką mogiłą" stał się dla nich tym, czym dla nas Grób Nieznanego Żołnierza. Niestety, II wojna światowa i blisko 50 lat komunizmu, doprowadziły niemal do zaniku tego miejsca. Do odbudowy cmentarza przystąpiono dopiero w 1991 roku, a prace trwały do 1993. Dwa lata później "Kozacką mogiłę" wpisano do rejestru zabytków. Do dziś w każdą pierwszą sobotę czerwca spotykają się tu ludzie różnych wyznań, kultur i języków, aby - zgodnie z przedwojenną tradycją - wspólnie złożyć kwiaty i się modlić.
Wracamy z powrotem, do zbiegu ulic Narutowicza, Dworcowej, Słowackiego i Chopina. Odbijamy w prawo, w ul. Chopina. Po obu stronach ciągną się rzędy starych i mało atrakcyjnych kamienic. Typowa małomiasteczkowa architektura, która momentami kojarzy się z toruńskim Podgórzem. Nieco w głębi Chopina, między uliczkami Piłsudskiego i Łąkową jest największy plac w Aleksandrowie Kujawskim - Plac 3 maja. Tutaj mają miejsce wszystkie ważne uroczystości o charakterze państwowym. Nad placem góruje Pomnik Konstytucji 3 maja [m11] z niezwykle szkaradnym orłem, bardziej przypominającym przerośniętą gapę w koronie aniżeli orła bielika. Za komuny w tym miejscu stał Pomnik Wdzięczności Bohaterom Armii Radzieckiej (czy jakoś tak - dokładna nazwa jest tu mało istotna). No tak... Z dwojga złego już lepszy niewydarzony orzeł, aniżeli kacapski żołdak, trzymający nad łbem karabin.
Po drodze na cmentarz parafialny mijamy Zespół Szkół Salezjańskich z pomnikiem św. Jana Bosco [m12] - patrona szkoły.
Wchodzimy na cmentarz [m13]. Na końcu głównej alei widzimy kaplicę z końca XIX.
Na tyłach kaplicy znajduje się bardzo ciekawie wyglądająca zbiorowa mogiła ofiar bombardowania hitlerowskiego we wrześniu '39 r.. Nie jest to jedyne Miejsce Pamięci Narodowej na cmentarzu parafialnym w Aleksandrowie Kuj.
Nieco bliżej ul. Chopina znajdziemy zbiorową mogiłę 266 ofiar hitlerowskiego terroru. Zwłoki zwożono tu z miejsc straceń z całej okolicy.
Po prawej stronie zbiorowej mogiły mamy kwatery polskich żołnierzy poległych w czasie walk z bolszewikami w 1920 roku.
Po lewej zaś, co może wydać się - co najmniej - niesmaczne, zbiorową mogiłę 300 żołnierzy sowieckich poległych w czasie walk o Aleksandrów Kujawski w 1945 roku.
Na cmentarzu w Aleksandrowie spotkałem wiele starych, ciekawych i pięknych pomników, ale nie ma miejsca, żeby je wszystkie pokazać. W 2013 roku ciekawą dokumentację sporządził Michał P. Wiśniewski, zatem jeżeli ktoś ma ochotę na wirtualny spacer po aleksandrowskiej nekropolii, polecam blog Kamień na kamieniu.
Powoli nasza wycieczka dobiega końca. Po drodze, idąc ul. Graniczną, mijamy drugą aleksandrowską świątynię - Kościół pw. NMP Wspomożenia Wiernych.
Potem odbijamy w ul. Strażacką, przy której wciąż stoi kilka domów z drewna [m14].
Na dworzec kolejowy [m15] idziemy przez wiadukt nad torami. Jak możemy przeczytać na oficjalnej stronie Aleksandrowa Kuj.: Dworzec, to największa duma miasta. Od kilku lat, z wielkim mozołem, jest restaurowany. Jego historia sięga roku 1862. To właśnie wtedy, po dwóch latach budowy, został oddany do użytku. Rok później, gdy wybuchło powstanie styczniowe, dworzec był świadkiem jednego z najważniejszych wydarzeń tamtego okresu. Konspiratorzy Jan Karłowicz wraz z pracownikiem komory celnej Konstantym Adamowiczem przejęli na stacji w Aleksandrowie tajną korespondencję dyplomatyczną. Wśród papierów znalazł się dokument mówiący o porozumieniu pomiędzy Prusami a Rosją przeciwko polskiemu powstaniu. Opublikowany przez Rząd Narodowy stał się kompromitacją dla obydwu mocarstw na arenie międzynarodowej, a Polacy mogli ogłosić duży sukces propagandowy.
Dworzec nie od razu wyglądał tak okazale jak teraz. Rozbudowę zaczęto, gdy do Aleksandrowa przybył car Aleksander II. To dla niego powiększono gmach. Pierwotnie był to budynek klasycystyczny, ale rozbudowę przeprowadzono w duchu francuskiego neorenesansu. Powstałe południowe skrzydło przeznaczono dla cara i jego świty, natomiast w skrzydle północnym urządzono apartamenty dla dostojnych gości, wśród których był m.in. niemiecki cesarz Wilhelm I - tak, tak, ten sam, którego pomnik do 1919 roku stał przy Ratuszu Staromiejskim w Toruniu.

Budynek aleksandrowskiej stacji liczy sobie 193 m i jest uznany za najdłuższy dworzec pałacowy w Europie. Jedna z miejskich opowieści mówi o Edwardzie Stachurze, który regularnie tu przychodził, siadał w środku na jednej z ławek i z notatnikiem w jednym ręku i ołówkiem w drugim pisał wiersze. Ciekawe czy inspiracje czerpał z samego budynku czy też natchnienie dawali mu przewijający się przez dworzec podróżni?
I na sam koniec. Mocno zniszczona, chociaż wciąż piękna, kolejowa wieża ciśnień [m17] z roku 1895. Kilkadziesiąt lat temu jej wnętrza malował mój śp. dziadek i coś czuję, że gdybym wszedł do środka zobaczyłbym resztki jego pracy.
Chyba pokazałem Wam wszystkie ciekawe miejsca w Aleksandrowie Kujawskim. Pora więc wrócić do Torunia. Pociąg już wjeżdża na peron, bilet w kieszeni, wspomnienia wciąż kotłują się w głowie.
fragment mapki zaczerpnięty ze strony www.aleksandrowkujawski.pl

poniedziałek, 21 września 2015

Mural "Kadry z życia gen. Elżbiety Zawackiej"

Bielany. 
Od końca sierpnia 2015 roku, na szczytowej ścianie wieżowca przy ul. Gagarina 132-138, możemy podziwiać najnowsze dzieło duetu Andrzej Poprostu-Damian Jędrzejewski. Wielkoformatowy mural zatytułowany Kadry z życia gen. Elżbiety Zawackiej upamiętnia Honorową Obywatelkę Torunia, legendarną kurierkę AK, jedyną kobietę wśród Cichociemnych. Warto wspomnieć, że dla Andrzeja, to nie pierwszy projekt na tej ulicy. Kilka budynków dalej, na czteropiętrowym bloku przy Gagarina 60 znajdziecie Jego eko-mural z 2013 roku.
Wieżowiec przy Gagarina nie został wybrany przypadkowo. Przez ostatnie 34 lata życia mieszkała w nim Pani Generał o czym pisałem na blogu ponad rok temu (patrz: Wieżowiec gen. Elżbiety Zawackiej). Mural znajdziecie na bocznej, zachodniej ścianie budynku, na której w 2011 roku zawieszono pamiątkową tablicę. Tablica została i doskonale komponuje się z całym obrazem.
Pretekstem do powstania muralu było 25-lecie działalności Fundacji gen. Elżbiety Zawackiej. Pomysłodawczynią i koordynatorką projektu była Agnieszka Łuczywek z Fundacji, a realizację wsparło finansowo Muzeum Historii Polski, w ramach konkursu "Patriotyzm jutra".
Mural przedstawia najważniejsze momenty z życia gen. Zawackiej. Jest więc Londyn, gdzie "Zo" spotkała się z gen. Sikorskim; jest też Halifax, którym 10 września 1943 roku, wróciła do okupowanej Polski wyskakując ze spadochronem. Na muralu nie mogło zabraknąć reprodukcji ulubionego zdjęcia biografki Elżbiety Zawackiej, Katarzyny Minczykowskiej. Chodzi oczywiście o "Zo" przeglądającą się w lustrze. Oryginalna fotografia, zrobiona w Tarnowskich Górach, pochodzi z roku 1937, a jej autorką jest Klara, siostra Elżbiety. Centralny punkt muralu zajmuje faksymile zdjęcia z indeksu Uniwersytetu Poznańskiego, gdzie Zawacka od 1927 studiowała na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym. Na samym dole widzimy obraz starszej już "Zo" siedzącej w fotelu. Mam wrażenie, że ten fragment nawiązuje do zdjęcia z 1980 roku, jednocześnie jest punktem wyjścia całego muralu. Patrząc na całość ma się wrażenie, że Elżbieta Zawacka oglądając zdjęcia wspomina swoje życie. W tle widzimy Jej największe dzieło, które z wielkim zaangażowaniem i oddaniem tworzyła od podstaw - Archiwum Pomorskie Armii Krajowej.
Oczywiście, mural większe wrażenie robi na żywo, dlatego polecam spacer w okolice wieżowca. Ci, którzy chcieliby zębić życiorys naszej Pani Generał odsyłam to świetnie napisanej biografii Cichociemna. Generał Elżbieta Zawacka "Zo", wydanej pod koniec 2014 roku lub - kto woli telegraficzne skróty - do wpisu Grób gen. Elżbiety Zawackiej

Na blogu Po Toruniu znajdziecie też fotorelację z odsłonięcia rzeźby pomnikowej "Zo" oraz osobny wpis o samym pomniku.

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>