piątek, 31 lipca 2020

Pomnik Samuela Bogumiła Lindego

Bydgoskie Przedmieście » ul. Słowackiego 8
✔️ 25/2020 (359)
Na Bydgoskim Przedmieściu nietrudno znaleźć duchy przeszłości. Właściwie każda willa, każda kamienica, czy jakikolwiek inny budynek ma takiego ducha, który chętnie opowiada nam swoją historię. Wystarczy nadstawić uszu i się wsłuchać. Tym razem jednak to nie mury będą snuć opowieści, lecz pomniki. A konkretnie jeden. Bo przecież po to stawia się monumenty, prawda? Aby przypominały nam o przeszłości – o ludziach, którzy byli przed nami i wydarzeniach, które przeminęły. Będzie to opowieść o człowieku i jego dziele życia. Nim jednak przejdę do życiorysu naszego dzisiejszego bohatera, chciałbym napisać kilka słów o samym posągu.

Otóż, pomnik Samuela Bogumiła Lindego, został odsłonięty 20 grudnia 1976 roku. Autorem rzeźby jest toruński artysta Witold Marciniak, autor m.in. pomnika „W hołdzie bohaterom Armii Czerwonej” (1969) w podtoruńskich Glinkach czy instalacji De revolutionibus (1973) w Miasteczku Akademickim na Bielanach; jest także twórcą kopii rzeźby Pięknej Madonny Toruńskiej. Opisywany dziś monument składa się z dwóch części: granitowego cokołu, na którym jest napis: „Samuel Bogumił Linde 1771-1847. Twórca Słownika Języka Polskiego” oraz rzeźby z brązu. Rzeźba przedstawia stojącego Lindego, który w prawej ręce trzyma swoje dzieło.

To tyle, jeśli chodzi o pomnik, a jak to się stało, że syn Szweda i Niemki stał się autorem pierwszego polskiego słownika? Hmmm... Może zacznę tak, jak zwykle zaczyna się każdą opowieść – od początku.

Samuel urodził się 24 kwietnia 1771 roku w Toruniu. Choć tak naprawdę był synem imigrantów, to jednak rodzina Linde była z naszym miastem związana od co najmniej XVI wieku. W 1559 roku, niejaki Mikołaj de Linde, toruński rajca i burgrabia, otrzymał od polskiego sejmu tytuł szlachecki. Tytuł ten oczywiście był dziedziczony, tak więc Samuel urodził się w rodzinie szlacheckiej, choć nie najbogatszej. Jego ojciec – Jan Jacobsen – był mistrzem ślusarskim, z kolei matka – Barbara Anna z domu Langenhan – była córką kamieniarza. Rodzina Linde mieszkała w niezachowanej do naszych czasów kamienicy przy ul. Wielkie Garbary 2. Samuel Bogumił początkowo chodził do Szkoły Nowomiejskiej, ale w wieku 12 lat, czyli w roku 1783, rodzice przenieśli go do Gimnazjum Akademickiego przy ul. Piekary 49.

Po ukończeniu gimnazjum, zakończył się toruński etap życia Lindego. W 1789 roku przeniósł się bowiem do Lipska i na tamtejszym uniwersytecie kontynuował naukę. Z początku poświęcił się językom orientalnym, ale już w 1790 roku, gdy zwolniło się stanowisko lektora języka polskiego, profesorowie to właśnie Samuela zarekomendowali na tę posadę. Linde objął ją już w następnym roku i być może był to pierwszy krok, który sprawił, że właśnie językowi polskiemu, który – jak sam twierdził – był jego rodzimym językiem, w tak wielkim stopniu poświęcił swoją późniejszą działalność. W tamtym czasie Bogumił mocno związał się z polskimi politykami, dla których Lipsk i Drezno były bezpieczną przystanią po przegranej wojnie polsko-rosyjskiej. Z tego okresu pochodzą tłumaczenia na język niemiecki polskich dzieł, jak chociażby Powrót Posła Juliana Niemcewicza czy O ustanowieniu i upadku Konstytucji 3 Maja.

Gdy w 1794 roku wybuchło powstanie kościuszkowskie, Linde stał obok Hugo Kołłątaja i walczył w polskiej sprawie. Po jego upadku, zawiązał współpracę z Józefem Maksymilianem Ossolińskim, któremu prowadził bibliotekę w Wiedniu. To właśnie ona – ta biblioteka – miała stać się później bazą źródłową Słownika języka polskiego Lindego. Pomocni okazali się także inni polscy arystokracji: Czartoryski, Czacki i inni, którzy udostępniali Samuelowi swoje książkowe zbiory.

Tak, słownik zaczął powstawać już w okresie wiedeńskim, czyli pod koniec XVIII wieku. Na przełomie 1796 i 1797 roku, wrocławski wydawca Wilhelm Bogumił Korn zaproponował Lindemu wydanie jego słownika. Pierwszy tom miał się ukazać jeszcze w 1797 r., ale musiała minąć jeszcze dekada nim publikacja trafiła w ręce bibliofilów.

Na początku XIX wieku Linde przeniósł się do Warszawy, gdzie objął rektorat nad utworzonym tam Liceum Warszawskim. Pomimo nowych obowiązków, nie porzucił pracy nad swym dziełem. Na początku 1804 roku zaprezentował prospekty Słownika i tym samym zaczął starania dążące do jego wydania. Niestety, problemem okazały się finanse. Musiał uzbierać co najmniej 10 tys. talarów, co było sumą wcale niemałą. Pomogli Czartoryski, Ossoliński i Zamoyski, a także car Aleksander I i cesarz Fryderyk Wilhelm III. Gdy kasa się zgadzała, okazało się, że warszawskie drukarnie nie są w stanie zrealizować tak dużego projektu. Linde kupił więc czcionki w Lipsku, a papier zamówił w Berlinie, którego pierwsza transza zamarzła pod Toruniem w grudniu 1804 roku. Nie były to czasy, w których wszystko można było załatwić w ciągu kilku dni, nie było samolotów, ani kurierów, tak więc przygotowania trwały ponad dwa lata i gdy już wszystko zostało zgromadzone w warszawskiej Drukarni Księży Pijarów i wydrukowano pierwszy arkusz pierwszego tomu Słownika, do stolicy przyszli Francuzi i zajęli miasto. Wiecie, jak to jest w czasie wojny – wszystko i wszyscy zostaje podporządkowane armii, również papier, niezbędny przecież w produkcji książek. Geopolityczne zawirowania sprawiły, że wydanie wszystkich sześciu tomów Słownika języka polskiego zajęło Lindemu blisko osiem lat. Ale udało się i to jest najważniejsze, a z jego dzieła korzystali później m.in. najwięksi polscy pisarze XIX i XX wieku.

Samuel Bogumił Linde przez całe swoje życie pozostawał człowiekiem skromnym, który – może zabrzmieć to górnolotnie, ale nie szkodzi – kierował się ideałami i z uporem dążył do realizacji postawionych sobie celów. Tym największym był oczywiście „Słownik języka polskiego”, którego kolejne wznowienia wciąż można spotkać na rynku wydawniczym. Ostatnie wydanie pochodzi z roku 1995 i stanowi reprint z 1855 r.

Linde zmarł w Warszawie, 8 sierpnia 1847 roku.

W Toruniu twórca Słownika języka polskiego został upamiętniony nie tylko pomnikiem. Jego imię nosi także III LO na osiedlu „Na Skarpie”, jest też patronem jednej z uliczek Bydgoskiego Przedmieścia, a na kamienicy, która stoi w miejscu domu rodzinnego Lindów, zawieszono dedykowaną temu faktowi tablicę.


Źródła: Samuel Bogumił Linde (1771-1847), językoznawca, bibliograf i pedagog – Stanisław Salmonowicz [w:] Wybitni ludzie dawnego Torunia (PWN 1982); Rocznice Samuela Bogumiła Lindego w 1997 roku – Marian Ptaszyk [w:] Rocznik Toruński, Tom 25 (ToMiTo 1998).

środa, 15 lipca 2020

Przystanek Plaża

Winnica » 200 m na zachód od mostu Zawackiej
✔️ 24/2020 (358)
W czasie letnich upałów, wytchnienie znajdujemy nad wodą. Tej nie musimy zbyt długo szukać, wszak przez Toruń przepływają aż trzy rzeki (ok, rozumiem, że o Strudze Toruńskiej trudno myśleć w kategorii rzeki, ale... nie ja to wymyśliłem ツ), w tym ta najważniejsza – można powiedzieć: capo di tutti capi wszystkich Polskich rzek, czyli Wisła. I właśnie nad Wisłę chcę Was dziś zabrać; w miejsce zupełnie nowe na mapie Torunia, powstałe zaledwie dwa miesiące temu - pod koniec maja 2020 roku.

Tym miejscem jest Przystanek Plaża, czyli... miejska plaża wraz z infrastrukturą rekreacyjną. Powstała w ramach projektu z budżetu partycypacyjnego (ob. obywatelskiego) na rok 2019. Pomysł znalazł się na liście ogólnomiejskiej, zdobywając 745 głosów z przewidywanym budżetem 250 tys. zł.

Na wspomnianą wyżej infrastrukturę składa się przede wszystkim boisko do siatkówki plażowej oraz niewielka scena, jest też kontener plażowy i TOI TOI, są stoły, fotele i leżaki... W sumie leżaków było dziesięć, ale nim na początku lipca nastąpiła inauguracja Przystanku Plaża, Wisła podniosła się i zabrała osiem z nich. Także zostały dwa.

No właśnie, i dochodzimy do pierwszych zniszczeń, jakie spowodowała – owszem – przede wszystkim woda, ale i brak należytego zabezpieczenia czy nadzoru. Otóż Przystanek Plaża  przez moment – oprócz dziesięciu leżaków – miał też przebieralnię (jej resztki nadal można znaleźć na plaży), a przez kilka dni również stojaki rowerowe. Takie najzwyklejsze stalowe wyrwikółka, które zniknęły równie szybko jak się pojawiły. Być może zabrał je zarządca terenu czyli Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji (swoją drogą, na cholerę tam stojaki?), ale równie dobrze mogły paść łupem złomiarzy.

Wiecie, ja zawsze mam problem z takimi miejscami. Z jednej strony fajnie, że powstają, bo miło jest przyjść i odpocząć, w ciszy i spokoju. Z drugiej jednak strony, obserwując inne tego typu obiekty powstałe w ramach budżetu obywatelskiego, widzę jak szybko niszczeją, dziczeją i popadają w zapomnienie. Plaża, która powstała znacznie wcześniej niż reszta infrastruktury, już zaczyna przypominać wielką popielniczkę, w której mieszczą się nie tylko pety, ale i puszki i butelki po piwie. I – wierzcie lub nie – nie mam nic przeciwko, gdy ktoś w takim miejscu wypije jedno lub dwa piwka, ale, do cholery, niech nie robi potem chlewu. Wydoiłeś „browara”, to weź tę puszkę czy butlę z sobą i wrzuć do śmietnika. Tym bardziej, że śmietniki stoją niedaleko. To naprawdę niewielki wysiłek (puste naczynie waży mniej niż pełne ツ), a dzięki temu wszystkim będzie żyło się lepiej.

Pod koniec wyszło trochę moralizatorsko, ale mam nadzieję, że wśród Czytelników bloga nie ma takich, co śmiecą. Nie ma, prawda? ツ W każdym razie, wpadnijcie w wolnej chwili na Przystanek Plaża, choćby i z ciekawości. A tymczasem ja szykuję się, aby sprawdzić kolejną z miejskich plaż, tym razem na lewobrzeżu.

wtorek, 7 lipca 2020

Pomnik Grzegorza Ciechowskiego

Bielany » ul. Gagarina 37A
✔️ 23/2020 (357)
Toruń, w swej historii, był świadkiem początków wielu karier. W końcu to miasto artystów: filmowców, pisarzy, muzyków... Dziś chciałbym się skupić na tych ostatnich i zabrać Was, w nie tak znowu odległą, podróż do przeszłości. Pretekstem do kolejnej wyprawy w czasie jest skromny granitowy obelisk, który w 2002 roku stanął tuż przy Klubie Studenckim „Od Nowa” na toruńskich Bielanach. Pomnik upamiętnia zmarłego przedwcześnie Grzegorza Ciechowskiego – jednego z najwybitniejszych muzyków rockowych lat '90, który właśnie w „Od Nowie” zaczynał swoją karierę. Ale zacznijmy od początku...

Wszystko zaczęło się w latach '70 w Tczewie. To tam 29 sierpnia 1957 roku urodził się Grzegorz Ciechowski, tam też chodził do szkoły podstawowej i liceum. Właśnie w liceum zaczął rozwijać swoje zainteresowania muzyczne i literackie – grał na flecie, pisał wiersze. Występował w chórze i w zespołach Nocny Pociąg i Jazz Formation. Po maturze przeniósł się do Torunia, gdzie na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika rozpoczął studia polonistyczny. To w Toruniu wydał pierwszy tomik ze swoją poezją i zaczął karierę muzyczną. Pod koniec lat '70 razem z Wiesławem Rucińskim założyli zespół Res Publica. Grzegorz Ciechowski grał tam na flecie, ale w 1980 roku Ruciński odszedł z formacji, a Ciechowski zastąpił go jako lidera i rok później Res Publica stała się Republiką. Pierwsze lata działalności Republiki nieodłącznie kojarzą się z Klubem Studenckim „Od Nowa”. W tym niepozornym wówczas, niewielkim budynku na terenie Miasteczka Akademickiego zespół rozpoczynał karierę, miał swoje próby oraz dawał pierwsze koncerty. Tworzony przez nich art rock bardzo szybko spodobał się publiczności i zespół zyskał popularność nie tylko w Toruniu, ale i w całej Polsce; takie hity jak Telefony, Kombinat czy Biała flaga trafiły na pierwszą pozycję listy przebojów radiowej Trójki, a pierwszy studyjny album – Nowe sytuacje – nagrali już w 1983 roku. Rok później kolejne dwa: 1984 (na rynek Brytyjki) oraz Nieustanne tango. W 1986, w wyniku kłótni zespół rozpadł się i Ciechowski rozpoczął karierę solową jako „Obywatel G.C.”.

Druga połowa lat '80 była dla muzyka niezwykle pracowitym okresem; nagrał cztery albumy w tym ścieżkę dźwiękową do filmu Janusza Kijowskiego Stan strachu, a jego kolejne piosenki były wysoko notowane na LP3. Paryż-Moskwa 17.15, Nie pytaj o Polskę i Tak... tak... to ja trafiły na pierwsze miejsce.

W 1990 roku Grzegorz Ciechowski wrócił do reaktywowanej Republiki, ale jednocześnie nagrywał także jako „Obywatel G.C.”. Pracował intensywnie przez całe lata '90 dostarczając fanom wielu muzycznych doznań; pojawiły się nowe albumy, a także odgrzano stare hity przyprawiając je nowymi aranżacjami. Ciechowski nagrał piosenkę z Kayah, a dla Justyny Steczkowskiej, używając pseudonimu „Ewa Omernik”, pisał teksty. W 1996 roku jako „Grzegorz z Ciechowa”, wszedł w muzykę folkową, ale bez większych sukcesów. Ukoronowaniem jego kariery była znakomita – moim zdaniem – ścieżka dźwiękowa do filmu Wiedźmin. Właściwie muzyka była jedyny pozytywnym aspektem całej produkcji i ostatnim dużym projektem Grzegorza Ciechowskiego. Premiera Wiedźmina miała miejsce 9 listopada 2001 roku, półtora miesiąca później Ciechowski już nie żył. Zmarł 22 grudnia na tętniaka serca, a 4 stycznia 2002 roku urnę z Jego prochami złożono w grobie na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Po śmierci Ciechowskiego, zespół Republika przestał istnieć.

Toruński obelisk upamiętniający muzyka odsłonięto w pierwszą rocznicę Jego śmierci. Pomnik został zaprojektowany przez Grzegorza Maślewskiego z Wydziału Sztuk Pięknych UMK. Na granitowym kamieniu umieszczono tabliczkę w biało-czarno pasy (barwy Republiki), w której wykuto napis:
Grzegorz Ciechowski
1957-2001
…w Od Nowie był początek…

Obelisk przy ul. Gagarina, to nie jedyna forma upamiętnienia artysty w naszym mieście. Plac przed CKK Jordanki nosi imię Grzegorza Ciechowskiego, podobnie jak nagroda dla młodych i wyjątkowo utalentowanych muzyków, wręczana corocznie podczas koncertu pamięci Obywatela G.C. organizowanego przez Klub „Od Nowa”.