piątek, 28 października 2016

Willa Jaugschów

🔹Podgórz.
Jesteśmy dziś na Poznańskiej – ulicy wszystkim dobrze znanej, w końcu to główna arteria Podgórza, a zanim została Poznańską była właśnie ul. Główną. Nie brakuje tu ciekawych miejsc, właściwie każda kamienica ma do opowiedzenia swoją historię. My jednak zatrzymamy się pod numerem 30/32, gdzie za starym płotem, obrośniętym dzikimi krzakami, kryje się jeden z piękniejszych domów lewobrzeżnego Torunia, w którym jeszcze osiemdziesiąt lat temu mieszkał Bernard Jaugsch wraz ze swoją rodziną.

Jaugschowie, wbrew temu, co sugeruje nazwisko, nie byli Niemcami. Dziadek twórców mięsnego imperium – Wawrzyniec Jaxa-Jaxiewicz był Polakiem, biorącym udział w powstaniu styczniowym w 1863 r., które – jak wiemy – skończyło się dla naszych rodaków nie najlepiej. Po upadku narodowego zrywu w październiku 1864 r., Wawrzyniec podzielił los wielu Polaków i trafił na Syberię. W owym czasie, z dwojga złego, lepiej było być pod germańskim butem, niż kacapskim, dlatego też Jaxa-Jaxiewicz postanowił przedostać się i osiedlić na ziemiach polskich pod pruskim zaborem. Zmiana nazwiska na niemiecko brzmiące, miała ułatwić mu asymilację. Tak właśnie narodzili się Laurentius Jaugsch. 
źródło: "450 lat toruńskiego Podgórza", wyd. ToMiTo
Wawrzyniec osiadł w Podgórzu (wówczas podtoruńskim miasteczku), gdzie zarabiał na życie jako kowal. Swoją kuźnię miał na rogu dzisiejszych ulic Poznańskiej i gen. Hallera, ale to nie on, a jego syn Adam stworzył podwaliny mięsnego imperium rodziny Jaugschów. Jeśli wierzyć źródłom, w 1867 roku – mając zaledwie 17 lat – założył firmę handlującą nierogacizną. W późniejszych latach w prowadzeniu interesów pomagali mu trzej synowie: Stanisław, Artur i Bernard. W wolnej Polsce za sterami firmy stanie ten pierwszy i to właśnie on, wspólnie z najmłodszym z braci Bernardem, wyniosą rodzinny biznes na sam szczyt.
fragment pocztówki sprzed roku 1920 (źródło: Podgórz widmo)
Wróćmy jednak do mieszkańców willi przy ul. Poznańskiej. Bernard i Leokadia Noga wzięli ślub w październiku 1918 roku. Było to w Podgórzu wielkie wydarzenie, bowiem tego dnia połączyły się dwa duże rody, związane z lokalnym przemysłem mięsnym – ojciec Leokadii, Maximilian był znanym wśród podgórzan mistrzem rzeźnickim (Max Noga swój sklep miał przy południowej pierzei podgórskiego Rynku). Po ślubie Bernard i Leokadia zamieszkali w okazałej willi z 1905 roku i to właśnie tam przyszła na świat czwórka ich dzieci: syn Witold oraz córki: Dobromira, Felicja i Ksenia. Marzeniem Bernarda było pobudowanie dla każdej ze swych pociech kamienicy. Swój plan zdołał zrealizować tylko w ¼, ale wzniesiony przez niego czteropiętrowy dom, stoi do dzisiaj przy ul. Poznańskiej 28, tuż obok willi.
willa Jaugschów przed rokiem 1914
(źródło: "450 lat toruńskiego podgórza", wyd. ToMiTo)
Firma Stanisław Jaugsch i S-ka, rozwinęła skrzydła w II Rzeczypospolitej. W ciągu zaledwie kilku lat stała się prawdziwą potęgą. Budowa mięsnego imperium z pewnością nie była łatwa, a swoją renomę bracia budowali w oparciu o produkty mięsne wysokiej jakości – tak wyrobili sobie markę, która w świadomości torunian trwała na długo po wojnie, gdy firma Jaugschów już nie istniała. 
znak fabryczny firmy Stanisław Jaugsch i S-ka
całostronicowa reklama
w Słowie Pomorskim z 28 marca 1938 r.
reklama w Słowie Pomorskim z 11.11.1938 r.
Bracia Jaugschowie zaczęli od handlu rogacizną, ale nie to przyczyniło się do tak wielkiego sukcesu ekonomicznego ich firmy. Prawdziwe pieniądze przyszły wraz z produkcją i eksportem bekonu, szynek i konserw. U szczytu swej mięsnej potęgi, firma Stanisław Jaugsch i S-ka miała swe przedstawicielstwa w Stanach Zjednoczonych, Ameryce Północnej, Anglii, Francji, Belgii, Austrii, Czechosłowacji i we Włoszech, a także w portach wolnocłowych. W dwudziestoleciu międzywojennym, na terenie Torunia działało aż 6 sklepów firmowych, w których prowadzono sprzedaż detaliczną: na Chełmińskiej 6, Grudziądzkiej 75, Mickiewicza 94, Szerokiej 19, Szosie Chełmińskiej 94, a także przy Rzeźni Miejskiej na Lubickiej. W 1938 otworzony został siódmy sklep na Podgórzu przy Poznańskiej 7.
pocztówka z lat '40 XX w., ul. Chełmińska - po lewej widać fragment 
witryny sklepu firmowego Jaugscha (źródło: KPBC)
Sukcesy biznesowe przekładały się bezpośrednio na wpływy. Jaugschowie byli wówczas jedną z zamożniejszych toruńskich familii. Mimo to, pozostawali bardzo blisko zwykłych ludzi, udzielali się społecznie i słynęli ze swej hojności, przeznaczając duże sumy na datki dla podgórskiej parafii i potrzebujących. Wspomagali też lokalne jadłodajnie dla biednych, przekazując im spore ilości mięsa. O ich szczodrości – szczególnie Stanisława – wspominała wielokrotnie zarówno podgórska Gazeta Kościelna jak i Słowo Pomorskie

Stanisława i Bernarda bardzo cenili i szanowali także pracownicy. Firma Jaugsch i S-ka zatrudniała ponad 200 ludzi, a gdy w marcu 1939 roku jednego z nich napadnięto i dotkliwie pobito, zarząd firmy przeznaczył 200 zł za pomoc w identyfikacji lub ujęciu sprawców, przy czym warto zaznaczyć, że wówczas pensja nauczyciela wynosiła 210 zł, zatem była to kwota znacząca.
ogłoszenie w Słowie Pomorskim z 7 marca 1939 r.
11 lutego 1926 roku na rodzinę Jaugschów spada potężny cios – Leokadia, żona Bernarda, umiera po krótkiej, acz ciężkiej chorobie. Bernard zostaje samotnym ojcem czwórki nieletnich dzieci, w wychowaniu których pomaga opiekunka Bolesława Ochendal. Nie mógł sobie jednak pozwolić na długą żałobę, miał przecież na głowie część wielkiej firmy. Najprawdopodobniej, już wtedy prowadził bekoniarnię i fabrykę szynek w puszkach, która działała przy Rzeźni Miejskiej. Firma Jaugscha wspomagała ją nawet finansowo, udzielając w roku 1936 pożyczki na rozbudowę. Nie doczekał tego Bernard, który 15 listopada 1935 roku zmarł – jak wspominano w nekrologach – „po długich i ciężkich cierpieniach”. Miał zaledwie 47 lat. Witold, Felicja, Ksenia i Dobromira zostali sierotami, które trafiły pod opiekuńcze skrzydła stryjka Stanisława. Dwa lata wcześniej zmarł również środkowy z braci Artur, o którym wiemy najmniej. Odtąd już tylko na barkach Stanisława Jaugscha spoczywał ciężar rodzinnego imperium.

Okres międzywojenny był dla firmy Stanisław Jaugsch i S-ka czasem nieustannej prosperity. W tym czasie zakład nie tylko zdobywał nowe kontrakty i podbijał kolejne rynki zbytu, ale i – siłą rzeczy – rozbudowywał się i unowocześniał. W styczniu 1939 roku miesięczne obroty przekroczyły magiczną barierę pół miliona złotych. Dobrą passę przerwał wybuch II wojny światowej. Niemcy przejęli wszystkie toruńskie firmy. Stanisław Jaugsch, choć pod nadzorem okupanta, mógł dalej pracować w swoim zakładzie, a jego firmowe samochody były wykorzystywane nie tylko do transportu mięsa, ale i Polaków, którzy wyjeżdżając z Fortu VII odbywali swą ostatnią podróż w życiu – podróż kończącą się w miejscu ich egzekucji w lasach Barbarki.

Stanisław Jaugsch nie miał zamiaru poddawać się woli okupanta, był nie tylko patriotą, ale i odważnym i dobrym człowiekiem. Z narażeniem życia przemycał przetwory własnego zakładu i przygotowywał paczki, które poprzez organizacje niepodległościowe, trafiały w ręce Polaków uwięzionych w toruńskich obozach. Pomagała mu w tym żona Felicja oraz Dobromira – najstarsza córka Bernarda. W końcu jednak cała trójka wpadła. Stanisław za swą działalność dostał karę śmierci, a jego żona i bratanica wyroki 3,5 roku więzienia. Stanisław dzięki łapówce zdołał zamienić swój wyrok na 15 lat więzienia. Wszystkim szczęśliwie udało się przeżyć ciężkie niemieckie więzienia i w kwietniu 1946 roku wrócić do Torunia. Tylko, że w Toruniu nie było już do czego wracać. Firmę Jaugscha przejęło państwo, podobnie, jak domy i kamienice. Z mięsnego imperium zostały zgliszcza. Stanisław wycieńczony wojną i zgnębiony nową rzeczywistością, zmarł rok po swoim powrocie, 19 sierpnia 1947 r. i podobnie jak bracia, spoczął w rodzinnym grobowcu na Starym Cmentarzu na Podgórzu.

Nowy, powojenny świat przetrącił niejedno ludzkie życie. Kolory wolnorynkowej II Rzeczypospolitej zastąpiła szarość komunizmu, a wielkie toruńskie nazwiska znikały jedno po drugim. Rodzina Jaugschów, w swym upadku, nie była osamotniona. Podobnych historii było wiele, a wszystkie oznaczały koniec pewnej epoki. Ta nowa, powojenna, niestety cofnęła nas, a potem przytrzymała w marazmie na długie lata. Mimo to, okazuje się, że nazwiska przetrwały, podobnie jak pamięć o nich. Wnuczka Bernarda Jaugscha i córka Dobromiry nadal mieszka w Toruniu i nie tak dawno temu postanowiła opowiedzieć o swojej rodzinie na łamach Nowości.

Co do willi przy Poznańskiej… No cóż, podzieliła los rodzinnego imperium. Dziś przypomina ruinę, choć, gdy jej się lepiej przyjrzeć, wciąż widać na niej przebłyski dawnej urody i majestatu. Tak, to piękna ruina (oksymoron jak się patrzy) i niezamieszkała najprawdopodobniej od 2012 r., o czym mówi nam napis „K+M+B 2012” wypisany białą kredą na tylnych drzwiach.

Niestety, historia tego domu nie doczekała się jeszcze happy endu.
tylne wejście do willi
piękny świdermajer z motywem muzycznym

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

3 komentarze:

  1. O telegramach na ślub Bernarda i Leokadii w toruniarni: http://toruniarnia.blogspot.com/2014/04/uwaga-telegram-cz-1.html.
    O kamienicach posagowych odkryłam nową informację - będzie o tym na spotkaniu 26 XI, z cyklu ZABYTKI TORUŃSKIE MŁODSZEGO POKOLENIA - o zabytkach lewobrzeża: https://www.facebook.com/events/584638531723492/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny zbiór telegramów z czasów zaborów. Dla zainteresowanych, bezpośrednie linki do dwóch kolejnych części telegramowej galerii Jaugschów:
      * Uwaga telegram, cz. 2
      Uwaga telegram, cz. 3

      Usuń
  2. Pamiętam ten dom z czasów kiedy byłem dzieckiem (7 lat). Mieszkał w nim mój kolega ze szkolnej ławki Krzyś Olszewski. Gdy zachodziłem tam wracając z Krzysiem ze szkoły nie raz załapywałem się u niego na obiad. Pamiętam pozytywną aurę tego domu. Dziś Krzyś jest księdzem, ja mieszkam na wrzosach ale ilekroć przejeżdżam koło tego domu wracają pozytywnie wspomnienia . Wojtek

    OdpowiedzUsuń