⇧ AUTOPROMOCJA ⇧

wtorek, 28 listopada 2017

KSIĄŻKA #33 | „Plastyka toruńska 1793-1920: zapomniane oblicze wielokulturowego miasta” – praca zbiorowa

To już piąta książka z serii Zabytki toruńskie młodszego pokolenia. „Piąta siostra” – jak mówi się o niej potocznie. Temat publikacji nieco różni się od poprzednich, a to dlatego, że prawie całkowicie omija toruńską architekturę. Jednak, nie czyni to książkę mniej ciekawą. Autorzy artykułów odkrywają bowiem pasjonujące wątki z przeszłości, przedstawiając Czytelnikom mało znane postaci malarzy, fotografów czy wojskowych z czasów – mówiąc ogólnie – pruskich, a którzy to mieli spory wpływ czy to na kulturę, czy na sztukę, czy wreszcie na historię Torunia.

I tak już w pierwszym tekście – Zamalowany obraz wielokulturowego miasta, autorstwa Sławomira Majocha, poznajemy środowisko artystyczne Torunia od schyłku XVIII wieku zaczynając a kończąc na pierwszej dekadzie wieku XX. Majoch przywołuje takie nazwiska, jak Jacobi, Gartner, Kaush, Grosz czy Fałat. Wspomina artystów zarówno mieszkających w naszym mieście, jak i przyjeżdżających tu na „gościnne występy”. 
Kolejny artykuł: U kogo w Toruniu zamówić portret?, to historia z jednym wiodącym bohaterem. Katarzyna Kluczwajd przedstawia sylwetkę Carla Bonatha – malarza i fotografa, który w XIX w. działał prężnie zarówno w Toruniu, jak i w Podgórzu (wówczas niezależnym administracyjnie miasteczku). Ciekawostką jest tu mini-album starych zdjęć wykonanych w atelier Bonatha, a także mało znany portret Georga Kerstena – burmistrza Torunia w latach 1900-1910, który pozuje z równie mało znanym łańcuchem przedstawiającym najstarszy znany herb miasta z aniołem. Gościnnie – jakby na marginesie – pojawia się niejednoznaczna postać Herman Spychalski, którego fotografie portretowe mam w swoim rodzinnym archiwum.
 
Skoro już zahaczyliśmy o lewobrzeże, niemniej ciekawe są dzieje grobu austriackiego pułkownika Franza Bruscha von Nauberg, który niegdyś stał na terenie Przyczółka Mostowego (o Przyczółku mogliśmy przeczytać w poprzednim tomie Zabytki lewobrzeżnego Torunia). Adam Paczulski nie tylko próbuje zrekonstruować los grobu legendarnego wojskowego, ale i przedstawia jego sylwetkę oraz okoliczności śmierci w czasie próby zdobycia Torunia w maju 1809 r. Artykuł ilustrują fantastyczne obrazy naocznego świadka tamtych wydarzeń – Antoniego Białkowskiego oraz archiwalne zdjęcia grobu Bruscha von Nauberg.
Duet Bartosz Drzewiecki i Katarzyna Pękacka-Falkowska zabierze Was do Parku i Lasku Cegielnia na Bydgoskim Przedmieściu. Poznacie m.in. dzieje Ławeczki Schillera, a także innych – nieistniejących już – pomników, które oglądali dawni (głównie niemieccy) mieszkańcy Torunia.

Dwa kolejne artykuły są znacznie bardziej szczegółowe, a przez to adresowane do węższego grona odbiorców. Wystrój wnętrz kamienicy przy ul. Mostowej 8 w Toruniu Joanny Kucharzewskiej, to relacja z konserwatorskich „oględzin” – skądinąd – pięknego domu przy jednej z najbardziej reprezentacyjnych niegdyś ulic miasta. Z kolei tekst Piotra Bireckiego opowiada o ewangelickich witrażach, zarówno prawo- jak i lewobrzeżnego Torunia. 

Plastykę toruńską 1793-1920 zamyka portret toruńskiego złotnika Ernsta Augusta Plengortha, przedstawiony przez Katarzynę Krupską i Bartłomieja Łyczaka.
klimat Sali Małej Dworu Artusa oddany na fotografii Katarzyny Brzustewicz
Podobnie jak w poprzednich tomach, tak i w tym, nie zabrakło fantastycznych zdjęć uczestników Toruńskich Spacerów Fotograficznych. Tym razem na rozkładówkach między rozdziałami możemy podziwiać kadry z Dworu Artusa i Teatru im. Wilama Horzycy. Oczywiście, każdy artykuł opatrzony jest dużą ilością fotografii (zarówno współczesnych, jak i dawnych) oraz ilustracjami, a full color i kredowy papier – jak zwykle – podkreślają ekskluzywność całej serii.

ISBN: 978-83-88341-89-2
wydawca: Stowarzyszenie Historyków Sztuki
ilość stron: 188
rok wydania: 2017
typ okładki: miękka
seria: Zabytki toruńskie młodszego pokolenia (tom 5)

piątek, 24 listopada 2017

KSIĄŻKA #32 | „Mgnienie” – Marcel Woźniak

„Mgnienie” zaczyna się tam, gdzie kończy „Powtórka” – na moście Piłsudskiego, w strugach deszczu i z trupem aspiranta Żółtki zwisającego z przęsła. Seryjny morderca o pseudonimie „Heraklit” rozpoczyna drugą część swojej bezwzględnej gry. Problem w tym – o czym policja dowiedziała się trochę za późno – Heraklitów jest dwóch. Bracia-mordercy Kosma i Daniel zostają rozłączeni. Kosma trafia do „okrąglaka”, Daniel porywa Sarę Brodzką i znika bez śladu. Odsunięty od śledztwa Leon postanawia odnaleźć córkę na własną rękę. Ale wkrótce w sieci pojawia się film, na którym Daniel wrzuca Sarę do rzeki… Komisarz Brodzki nie wierzy w śmierć swojego jedynego dziecka. W końcu łapie trop, który prowadzi go na zachodnie wybrzeże – do Darłowa. Tymczasem Gromosław Halicki – komendant toruńskiej policji, wydaje się grać we własną grę. Na wierzch wypływają grzechy przeszłości, z szaf – również tych pancernych – zaczynają wyzierać trupy. Atmosfera robi się gęsta, niczym mgła w bieszczadzkiej głuszy, a wszędzie tam, gdzie dzieje się coś złego – niczym zjawa – pojawia się i znika tajemniczy człowiek w kapeluszu.
„Mgnienie” Marcela Woźniaka, to druga część, osadzonej w Toruniu, trylogii z komisarzem Leonem Brodzkim w roli głównej. W porównaniu z „Powtórką”, akcja nieco zwalnia – przynajmniej w pierwszej połowie książki, by w drugiej połówce wystrzelić, niczym bolid Formuły 1 z Kubicą za sterami. 

Odniosłem wrażenie, że drugi tom jest znacznie mroczniejszy od pierwszego. Dużą rolę odgrywa też gra pozorów. Bo w „Mgnieniu” nic nie jest takim, jakim się wydaje. Tutaj każdy rozgrywa własną partię szachów, co Brodzki dość szybko odkrywa.

Szkoda, że Marcel odsunął na trzeci plan Henryka. W „Powtórce”, legendarny toruński taksówkarz był postacią charakterystyczną, znaczącą i – nie ukrywam – moją ulubioną. W „Mgnieniu” natomiast, został odstawiony na boczny tor. W pewnym momencie rolę przybocznego naszego komisarza, przejmuje komendant z Darłowa, ale to nie to samo, co stary, poczciwy Heniu.
„Mgnienie” to trzymająca w napięciu opowieść będąca mieszanką thrillera i kryminału, to mroczny obraz Torunia ogarniętego strachem przed seryjnym mordercą. Ta historia urywa się pod mostem gen. Zawackiej. Most, z tym że Piłsudskiego, zamykał też „Powtórkę”. Przeprawy przez Wisłę występują tu jako alegorie początku i końca. Koniec wbija w fotel, a początek? No cóż, nowego początku wypatrywać należy w „Otchłani”. 

ISBN: 978-83-7976-804-2
wydawca: Czwarta Strona
ilość stron: 416
rok wydania: 2017
typ okładki: miękka ze skrzydełkami
seria: Leon Brodzki

czwartek, 23 listopada 2017

II Festiwal Pamięci BARBARKA ’39

Stare Miasto.
Mimo, iż na ulicach chłodno, czasem nawet mroźno i dżdżysto, wczoraj wieczorem (22.11) w Sali Wielkiej Dworu Artusa temperatura była niewiele niższa, aniżeli na wyspie Cayo Blanco. Wyjątkowy wieczór, pełen muzycznych doznań, już po raz drugi zapewniła torunianom Fundacja Archipelag Inicjatyw.

Ale koncert, to jedynie pretekst, aby wziąć udział w wyjątkowo ważniej dla naszego miasta i jego mieszkańców, lekcji historii. Głównym celem festiwalu jest przecież pamięć i szerzenie wiedzy o wydarzeniach z pierwszych miesięcy II wojny światowej, o tym, co działo się w Forcie VII i w lasach Barbarki, i o tym, co tak naprawdę chce nam powiedzieć Pomnik Ku Czci Pomordowanych. W tym roku, o tragicznych wydarzeniach z 1939 r., opowiedział niezrównany Marcin Orłowski – miłośnik i znawca lokalnych dziejów. Jego tekst wzbogacił również drugie wydanie broszury historycznej, rozdawanej wszystkim, którzy przyszli na Festiwal Pamięci. W tym roku, podobnie jak w ubiegłym, w folderze znaleźć można było także i moje zdjęcie, co uznaję za swój niewielki wkład w to wyjątkowe wydarzenie, gdzie kultura jest pretekstem, do poznania historii.

Na II Festiwalu Pamięci BARBARKA ‘39 wystąpili: jazzowy zespół Q Ya Vy, grający repertuar ze swej debiutanckiej płyty oraz Marika z mocną ekipą muzyków, co gwarantowało wybuchową mieszankę pozytywnej energii i stylów ocierających się o soul, funk, avant-pop czy muzyki elektronicznej.

Zarówno przed, jak i po koncercie w Galerii Artus można było obejrzeć wystawę IPN „Zbrodnie na Kujawach i Pomorzu Południowym”.
więcej w zakładce publikacje

poniedziałek, 20 listopada 2017

Toruń w jednym kadrze, odc. 10: Budujemy nowy most (Wisła w obiektywie, cz. I)

 
Wszystko zaczęło się od Wisły – historia Torunia, jego lokacja, budowa średniowiecznej potęgi. Dzięki Wiśle toruńscy kupcy zbili majątki, a dzięki podatkom od tych majątków, zbudowano obiekty, które cieszą oczy po dziś dzień. Tak więc wszystko ma swój początek w Królowej Rzek. Królowa dawała, ale i zabierała. Królowa łączyła, ale i dzieliła. Normalna rzecz.

Wisła towarzyszyła mi od dziecka. Na początku lat ’90, mając 5, może 6 lat, chodziłem z rodzicami na spacery nad Wisłę. Latem ludzie opalali się na plażach i pluskali w wodzie. Sam też pływałem, co przypłaciłem niegroźną raną ciętą stopy. Z kolei zimą woda była tak skuta lotem, że można było przejść na drugi brzeg. Przeszedłem i ja – a jakże. A właściwie to przejechałem na sankach, ciągniętych przez mojego tatę. Właśnie z takich chwil składają się najlepsze wspomnienia, które po latach dziadkowie opowiadają swym wnukom. Do tych wspomnień zaliczy się też budowa mostu gen. Zawackiej. Budowa, którą śledziłem od początku.

Blog „Po Toruniu” jeszcze wtedy nie istniał. Szkoda, bo pewnie zrobiłbym cykl wpisów będący swego rodzaju kroniką postępu prac. Ze zdjęciami nie miałbym problemu, z każdego spaceru przynosiłem co najmniej kilkadziesiąt nowych, a gdy budowa rozkręciła się na całego, bywało, że spacerowałem kilka razy w tygodniu. Z wypiekami na twarzy obserwowałem, jak powstaje sztuczna wyspa, jak przęsła mostu lądują na pylonach, nie ominąłem żadnego wejścia na plac budowy, byłem też na otwarciu przeprawy. Co mną kierowało? Po pierwsze – miałem dość blisko, po drugie – fascynowało mnie to, a po trzecie – od lat kibicowałem temu, aby budowa wreszcie doszła do skutku, więc – co na naturalne – chciałem być na bieżąco. O drugim moście mówiono już niemal pół wieku temu. Nawet w „Nowościach” pojawiały się rysunki nowej przeprawy, ale przez kolejne dekady nie robiono nic, aby urzeczywistnić to urban fantasy. Wreszcie, pod koniec 2010 roku wbito „pierwsze łopaty”, a ciężarówki wjechały na plac budowy. Prace miały dobiec końca 3 lata później.

Jako, że Rok Rzeki Wisły jest na finiszy, a za niecały miesiąc most gen. Zawackiej kończy 4 lata, w tym odcinku „Torunia w jednym kadrze”, chciałem pokazać zmiany, jakie zaszły na naszej rzece w latach 2010-2013. Ostatnie trzy zdjęcia zrobiłem późną zimą i wczesną wiosną 2014 roku. Każdy kto korzysta z mostu gen. Zawackiej wie, jak nowa przeprawa ułatwia życie. Dobrze pamiętam wcześniejsze powrotu z lewego, na prawy brzeg, gdy korki ciągnęły się od Dworca Głównego do mostu Piłsudskiego. Raz, spod Głównego uciekł mi autobus – dosłownie sprzed nosa, pobiegłem za nim, wyprzedziłem i złapałem na następnym przystanku przy Trampie, a musicie wiedzieć, że wówczas nie biegałem trzy razy w tygodniu, tak jak dziś. 😉 Tak się wtedy jeździło po mieście. Zatem, cały Toruń czekał na nową przeprawę, jak na wybawienie. Nowy most pomaga też w realizacji niniejszego bloga. Czy autobusem, czy na rowerze – znacznie łatwiej i szybciej mogę się dostać na lewobrzeże, aby zwiedzić i obfotografować kolejną ciekawą miejscówkę, które już jest lub czeka, aby wskoczyć na „Po Toruniu”. Ale w tym wpisie żyjemy przeszłością, dlatego zapraszam Was do obejrzenia nadwiślańskich krajobrazów, które przechodziły dynamiczne zmiany w latach wielkiej budowy.

Dobra, koniec zanudzania. Już skończyłem. Kropka. Miłego oglądania. 😜