niedziela, 24 września 2017

KSIĄŻKA #28 | „Wspomnienia Torunianina z Podgórza” – Tadeusz Zakrzewski

Był jedną z najbardziej zasłużonych postaci współczesnego Torunia. Kolekcjoner pocztówek i plakatów, bibliofil, badacz dziejów naszego miasta i popularyzator lokalnej historii. Tadeusz Zakrzewski odszedł 24 marca 2014 roku, a dwa lata później ukazały się Jego wspomnienia.

Publikację otwiera wprowadzenie Zefiryna Jędrzyńskiego – drugiego redaktora naczelnego „Nowości”, który w skrócie przedstawia biogram Tadeusza Zakrzewskiego oraz opis tego, co znajdziemy w niniejszej książce. A znaleźć tu można całkiem sporo ciekawych informacji. Przede wszystkim przedwojenny szkic Podgórza i jego mieszkańców. Autor szczegółowo opisuje swój rodzinny dom przy ulicy Głównej 13, najbliższą familię, przyjaciół i sąsiadów, miejsca zabaw czy pierwsze eskapady na drugą stronę Wisły. Lata młodzieńczej beztroski przerywa wojna. 17-letni Tadeusz pod niemiecką okupacją zostaje elektrykiem w zakładzie Winklera, potem angażuje się w konspiracyjny Związek Jaszczurczy. W tej części nie mogło zabraknąć informacji o wielkim wybuchu trotylu, do jakiego doszło na Podgórzu 24 stycznia 1945 roku. U schyłku wojny, to właśnie lewobrzeżna dzielnica Torunia była tą, która najbardziej ucierpiała w czasie całej drugiej wojny światowej. Wspomnienia Autora sięgają jeszcze pierwszych powojennych lat, by później ustąpić miejsca dziennikowi.

Wspomnienia Torunianina z Podgórza, to przede wszystkim gratka dla miłośników lewobrzeżnego Torunia i jego historii, a lekki, obrazowy język Zakrzewskiego, tylko dodaje tej publikacji wartości. Niestety, książka wydana w bardzo skromnym nakładzie (jedynie 200 egzemplarzy) nigdy nie trafiła do księgarń, nawet tych kameralnych.

A na sam koniec taka mała ciekawostka. Nie ma związku z samą książką, a jedynie z postacią Tadeusza Zakrzewskiego. 28 lutego 1975 roku w Ilustrowanym Kurierze Polskim ukazał się artykuł mojego taty poświęcony niecodziennemu hobby toruńskiego kolekcjonera. Niestety, nie udało się odnaleźć oryginalnych zdjęć, a jakość gazety – nie będziemy się czarować – no nie powala. Jak tylko dotrę do tych fotografii, zrobię aktualizację.

ISBN: 978-936638-1-1 (?)
wydawca: Towarzystwo Bibliofilów im. J. Lelewela
ilość stron: 360
rok wydania: 2016
typ okładki: miękka

środa, 20 września 2017

Park Etnograficzny w Kaszczorku

Są takie miejsca w Toruniu, które przenoszą nas nie tylko w czasie, ale i w przestrzeni. Jednym z nich jest Park Etnograficzny w Kaszczorku. Na co dzień niedostępny dla tych, co chcieliby go zwiedzić indywidualnie, a szkoda, bo kryje się tu wiele skarbów wartych zobaczenia.

Stoję przy ulicy Turystycznej. To główna arteria Kaszczorka, droga wypadowa z miasta, trasa, którą codziennie pokonują setki osób mieszkających na wsi, a pracujących w mieście. Nieopodal Drwęca wyznacza granicę między Toruniem a wsią Złotoria. Rower zostawiłem pod marketem z kwiatkiem w logo i próbuję przejść na drugą stronę jezdni. Nie jest to takie łatwe i trwa dłuższą chwilę. Przypomina mi się scena jednej z PRL-owskich komedii, nie pamiętam tytułu, ale pewnie to był któryś z filmów Barei, a może „Nie lubię poniedziałku” Chmielewskiego… W każdym razie w tej scenie facet robi sobie pasy z papieru toaletowego. Pomyślałem sobie, że byłoby szybciej cofnąć się, kupić w sklepie zgrzewkę papieru i zrobić to samo, co ten gość na filmie. Po kilkudziesięciu sekundach czekania i czajenia się, w końcu udaje mi się przejść. Oczywiście na dziko, bo pasów tu nie uwidzisz. 

Muzeum Etnograficzne po raz pierwszy w tym roku postanowiło udostępnić kaszczorkową ekspozycję szerszej publiczności. Przez cały lipiec i sierpień, w każdy czwartek i niedzielę od 10 do 16, można było zwiedzić Park Etnograficzny indywidualnie. Przed skansenem wita mnie piękna drewniana kapliczka przywieziona tu z Łąskiego Pieca – wsi w Borach Tucholskich. Brama jest otwarta, więc wchodzę.
Jeśli ktoś z Was sądzi, że drugi toruński skansen jest podobny do tego pierwszego – w centrum, to jest w błędzie. Tutaj, w Kaszczorku, stara zabudowa opowiada nam zupełnie inną historię. To historia Ziemi Chełmińskiej i ludzi pracujących na rzece. Centralnym punktem Parku jest chałupa, która pod koniec XVIII wieku została pobudowana przez rodzinę Wilmanowiczów. Był to najzamożniejszy ród w ówczesnej wsi Kaszczorek. Żyli z uprawy roli, hodowli zwierząt i rybołówstwa. Z całego gospodarstwa zachował się tylko ten dom, ale aby pokazać czteroboczną zagrodę, charakterystyczną dla XIX-wiecznej Ziemi Chełmińskiej, stodołę sprowadzono z Radowisk Wielkich, natomiast obora – to rekonstrukcja budynku z Rokitnicy. Jest tu też szopa na łodzie i wiata z drewutnią.
Druga część skansenu jest jeszcze ciekawsza. Za oborą rozciąga się polana, na której zobaczyć można obiekty związane z życiem i pracą ludzi na rzece. Stoją tu dwie barki. Pierwsza pochodzi z lat ’20 XX wieku i przed laty cumowała na toruńskiej Winnicy. Mieszkało na niej małżeństwo: on rybak, ona dama z dobrej rodziny. Klasyczny mezalians. Wewnątrz dwuizbowego „domku” wiszą fotografie, na których uwieczniono oryginalne umeblowanie, w tym duże lustro w przepięknej ozdobnej ramie. Szkoda, że nie zachowało się do naszych czasów.
Druga barka jest nieco starsza i znacznie większa. Pochodzi z roku 1912, z Fordonu. Należała do szypra Kazimierza Zielińskiego. Dom nawodny dosyć luksusowy: posiada trzy izby i dodatkowe pomieszczenie gospodarcze, a także balkon. Wewnątrz znajdziecie przykłady narzędzi do łowienia ryb, a także elementy wyposażenia łodzi i statków. Są też czerpaki, którymi piaskarze wybierali piach z dna Wisły.
Tuż obok stoi prom górnolinowy „Jan”, który jeszcze w 1993 roku kursował po rzecze Nogat w miejscowości Kępki pod Elblągiem. To, jak bardzo różni się od tego, który kursuje teraz w Nieszawie, widać gołym okiem. Nie tylko wyglądem, ale i rodzajem napędu. Przede wszystkim „Jan” był na uwięzi. Poruszał się po stalowej linie przerzuconej nad korytem rzeki. Początkowo nie miał żadnych silników, a jedynym napędem była siła rąk operatora.
Tę część ekspozycji zamyka tratwa flisacka z Drwęcy. A właściwie jedna z jej tafli. Zwykle cała tratwa składała się z około pięciu połączonych ze sobą elementów. Niektóre jednostki osiągały długość nawet 100 metrów. Taką tratwę, choć krótszą, mogliśmy zobaczyć na Festiwalu Wisły. Część prezentowana w Parku Etnograficznym, dodatkowo posiada mechanizm hamulcowy. Brzmi profesjonalnie, prawda? Ale wszystko sprowadzało się do drewnianego pala, który trzeba było wbić w dno rzeki oraz siły i sprawności flisaka. O wypadek było bardzo łatwo.
Ekspozycję zamyka wiata nadjeziorna z Czarliny. Znajdziemy pod nią bat piaskarski, a także łódź rybacką. Pod strzechą można było również suszyć sieci rybackie.
To chyba wszystko, co chciałem Wam pokazać. Mam nadzieję, że akcja indywidualnego zwiedzania będzie kontynuowana w kolejnych latach. Jeśli tak, to z pewnością poinformuję Was o tym na facebooku i twitterze.

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

poniedziałek, 18 września 2017

KSIĄŻKA #27 | „Legendy i opowieści historyczne o Toruniu” – Benon Frąckowski

Zapewne większość z Was zna lub kojarzy legendy o Krzywej Wieży, o flisaku i żabach, o dzwonie Tuba Dei czy o piernikach. Wszystkie te opowieści, a także wiele innych zebrał Benon Frąckowski w swojej książeczce Legendy i opowieści historyczne o Toruniu.

Jakiś czas temu pisałem o książce Zapomniane legendy toruńskie. Autorką opracowania była Maria Mameła, która bardzo plastycznym językiem zaprezentowała mniej znane historie na pograniczu fikcji i rzeczywistości. Tym razem postanowiłem sięgnąć po bardziej oklepane opowieści. Aby je sobie przypomnieć, aby uzupełnić braki. Legend o Toruniu jest całkiem sporo, same „Katarzynki” mogą poszczycić się co najmniej czterema różnymi podaniami, również dzwon Tuba Dei pojawia się w kilku opowiastkach. Są też legendy o Anielicy w herbie, o powstaniu nazwy miasta i o dzielnym flisaku, który żaby z miasta wyprowadzić, za co w nagrodę chajtnął się z urodziwą burmistrzanką. Jest też kot, który stanął w obronie Torunia i naznaczył pazurami kilku szwedzkich żołdaków, i… No i jeszcze długo by można tak wymieniać.
W książce Benona Frąckowskiego legendy przeplatane są historiami prawdziwymi, mającymi swe potwierdzenie w źródłach. Autor przytacza m.in. dzieje popiersia Kopernika z Bazyliki Świętojańskiej, opowiada o Gospodzie „Pod Turkiem” i o osobliwym rytuale, który dokonywał się tam przed wiekami, wyjaśnia dlaczego ciało Anny Wazówny trafiło do toruńskiego kościoła Mariackiego, dlaczego Kępę Bazarową nazwano Małpim Gajem i jak to się stało, że król Jan Olbracht zostawił w Toruniu swoje serce. 
Na 80 stronach, znajdziecie w sumie 36 tekstów. Niektóre zostały zobrazowane ilustracjami Małgorzaty Patyk. Całość wydrukowano w kolorze i na kredowym papierze, choć szkoda, że nie pokuszono się o sklejenie grzbietu, zwykłe zszywki sprawiają, że książeczka przypomina folder lub broszurę. Trochę kulawo wypadła też korekta. Pomijam literówki, bo te mogą zdarzyć się każdemu, ale zawieszenie dzwonu Tuba Dei na wieży ratusza, to już rażący błąd, który nie powinien mieć miejsca. Szkoda, bo jedno niedopatrzenie, a dobre wrażenie prysło.
Jednak pojedynczy lapsus nie może przekreślić całej pracy, dlatego też uważam, że mimo wszystko, warto mieć tę publikację w swojej biblioteczce.

ISBN: -
wydawnictwo: PCU | Przewodnickie Centrum Usługowe
ilość stron: 80
rok wydania: 2013
typ okładki: miękka

piątek, 15 września 2017

Kamienica Roberta Tilka

To jedna z najbardziej okazałych kamienic nie tylko na starówce, ale i w całym Toruniu. Bogato zdobiona, zachwyca swymi detalami już od ponad 130 lat. Poznajcie historię domu stojącego przy ulicy Piernikarskiej 1 i jego pierwszego właściciela – przedsiębiorcy Roberta Tilka.

Na gruzach zburzonej Bramy św. Jakuba, w 1887 roku wyrasta przepiękna kamienica utrzymana w duchu neorenesansu francuskiego. Projektuje ją Juliusz Rulffs na zlecenie toruńskiego mistrza ślusarskiego i przedsiębiorcy Roberta Tilka. Jednak aby znaleźć początek sznurka, który związał ród Tilków z Toruniem, należy cofnąć się o prawie sto lat…

Ojciec Roberta, Henryk junior, urodził się 17 lutego 1798 r. nieopodal Liberca w Czechach. Jako dwudziestoparoletni mężczyzna opuścił rodzinny dom (notabene kupiony za pieniądze, które Henryk Tilk senior wygrał na paryskiej loterii) i przeniósł się do pomorskiego Starogardu. Mamy lata ’20 XIX wieku i junior trafia do fabryki sikawek pożarniczych Hessa. To właśnie tam zaczyna objawiać się jego talent wynalazcy, tam też poznaje ówczesnego burmistrza Torunia Gottlieba Mellien, który namawia młodego Henia do tego, aby zamieszkał w Grodzie Kopernika i rozpoczął tu własną działalność. Tak Tilk trafia do naszego miasta i – na dzień dobry – dostaje trzy opuszczone kamienice. Nie, nie kupuje, dostaje za darmochę. Warunek był jeden: swoimi sikawkami musiał zaopatrywać przede wszystkim toruńskich strażaków. Otwiera więc fabrykę przy ulicy Piekary i nie ustaje w udoskonalaniu sprzętu gaśniczego. W 1838 r. bierze ślub z panną Witt i kupuje osadę na Barbarce. Odbudowuje kaplicę św. Barbary i zleca budowę młyna wodnego oraz swojego domu. 

W 1842 r. właśnie na Barbarce rodzi się syn Henryka, Robert. Młody ma dobry start, no i geny. Choć początkowo zdradza zamiłowanie do muzyki, w końcu decyduje się iść w ślady ojca. Nie, nie przejmuje po nim firmy. Decyduje się założyć własną działalność w branży ślusarskiej. Produkcja sikawek, to też – po części – przemysł żelazny, ale Robert miał swój pomysł na życie, który wdrożył w wieku zaledwie 21 lat. W 1863 r. zakłada w Toruniu swój biznes. Zostaje mistrzem ślusarskim, potem otwiera fabrykę. O jego działalności wiele mówią nam ogłoszenia w gazecie Thorner Presse, zawsze opatrzone rysunkiem, co na przełomie XIX i XX wieku nie było wcale rzeczą powszechną. W swojej ofercie miał m.in. szafy pancerne, rolety i żaluzje oraz armaturę własnej produkcji. I jeśli rysunki z ogłoszeń choć trochę ocierają się o prawdę, hm… to były to piękne rzeczy.
Thorner Presse, nr 263 z 1892 r. (źródło: KPBC)
Thorner Presse, nr 83 z 1893 r. (źródło: KPBC)
Thorner Presse, nr 81 z 1894 r. (źródło: KPBC)
Interes musiał iść naprawdę dobrze, gdyż Robert Tilk, buduje kamienicę przy ulicy Brauergasse (ob. Piernikarska). W 1887 r. wprowadza się do niej z żoną i siedmioletnim synem Robertem Pawłem juniorem. Na brak miejsca nie mogą narzekać, a biznes kręci się dalej. Na tyle sprawnie, że w 1899 Robert kupuje za 345 tyś. marek wieś Słomowo (dzisiejszy pow. toruński, gm. Łubianka).

Tilk był również miejskim rajcą, który na początku XX wieku otrzymał tytuł Seniora Rady Miejskiej. To m.in. dzięki niemu powstała fontanna z flisakiem. W roku 1913 w Toruniu wybuchła wrzawa. Niemieccy mieszkańcy chcieli mieć na cokole, któregoś z mistrzów Zakonu Krzyżackiego: Hermana von Balka albo Hermana Salzę. Ale to właśnie polscy flisacy i ich ciężka praca sprawiły, że miasto było swego czasu potęgą gospodarczą. Rozumieli to zarówno Robert Tilk, jak i ówczesny nadbutmistrz Arnold Hasse, którzy postawili na chłopca, który nie tylko drewno do Gdańska spławiał, ale i Toruń przed plagą żab uratował.

Historia pomnika-fontanny, czy (jak kto woli) pomnika-studni, to osobny temat, dlatego wróćmy na ulicę Piernikarską. To tutaj Robert Tilk doczekał swych dni. Umarł w 1921 roku w wieku 79 lat. Cały majątek przeszedł na syna Roberta juniora, ale i ten wkrótce dokonał żywota. Zmarł na początku grudnia 1926 roku zostawiając żonę i trójkę dzieci. Miał zaledwie 46 lat.

Dziś nie ma już Tilków w Toruniu i niewiele osób wie, kim był Robert. O jego niegdysiejszej obecności świadczy już tylko kamienica, która po renowacji odzyskała swój dawny blask. Gdy będziecie na Piernikarskiej (bo architekturę najlepiej oglądać na żywo), zwróćcie uwagę na wspaniałe płaskorzeźby zdobiące lewą stronę frontowej ściany. Odwołują się do pracy zawodowej i zainteresowań pierwszego właściciela kamienicy. Są więc przybory do projektowania i wyroby żelazne, a także instrumenty muzyczne. Tymi ostatnimi Robert raczej nie handlował, ale wiemy, że kochał muzykę, więc tak tłumaczę sobie obecność instrumentów na kamienicy. Jest też wiele innych ozdób, jak chociażby lwi łeb nad głównym wejściem. Lwy w sztuce pojawiają się od wieków, symbolizując władzę, mądrość, dumę, triumf… – wszystko to, co osiągnął Robert Tilk.

Te wszystkie płaskorzeźby, hermy podtrzymujące wykusz, sztukaterie i gzymsy od ponad wieku wzbudzają zachwyt mieszkańców Torunia i turystów. To moja ulubiona kamienica Nowego Miasta, w murach której zapisana jest ciekawa historia rodu przedsiębiorców. Zastanawiam się tylko, czy Robert Tilk, jako mistrz ślusarski, osobiście wykonał ozdobną kratę zamocowaną na drzwiach wejściowych? Tak czy inaczej, wykute i nakładające się na siebie litery „R.T.” wciąż będą nam przypominały o człowieku, dzięki któremu powstał ten piękny dom.

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>