wtorek, 19 stycznia 2016

Piernikowe Miasteczko

🔹Stare Miasto to specyficzny obszar, na którym de facto rządzi konserwator zabytków. Właściciele kamienic dobrze wiedzą, że nie łatwo rozmawia się z konserwatorom. Inna rzecz, że sami kamienicznicy często w swej krótkowzroczności nie rozumieją osobliwości Starówki. Nie pojmują (słaby zasięg pod kopułą, czy co?), że obecność na Liście światowego dziedzictwa UNESCO zobowiązuje, że ich własność to – po części – dobro wspólne. Dlatego też krew mnie zalewa i odzywają się we mnie mordercze instynkty, kiedy widzę na kamienicach czy na Dworze Artusa nachalne, szpetne, a czasem wręcz ohydne szmaty, uchodzące tylko w oczach ich właścicieli, za reklamy. Jednak nie o tym chciałem dziś pisać…

Punktem wyjścia niniejszego wpisu niech będzie stwierdzenie, że „życie na Starówce nie jest łatwe”. Mieszkańcy muszą na co dzień wysłuchiwać niecichego gwaru ulicy, a często wieczorami i nocą, wbrew własnej woli, biorą udział w miejskich imprezach. Weźmy pierwszy z brzegu Bella Skyway Festival – mają go codziennie przez cały okres trwania. Podziwiam tych ludzi – dla mnie wszyscy są twardzielami. I piszę to zupełnie serio. Spróbujcie po kilka godzin dziennie, przez tydzień, słuchać na okrągło „Down the Road” (patrz: 7. Bella Skyway Festival). Po dwóch dniach niejeden ostrzyłby żyletkę i szukał odpowiedniej żyły do podcięcia. Ich codzienne życie też nie jest usłane różami. Zwykły spacer z psem to wyzwanie, a i dzieciaki jeszcze kilkanaście lat temu nie miały swojego miejsca do zabawy… 
No i właśnie dochodzimy do meritum. W 2004 roku powstał plac zabaw, będący wspólnym projekt Urzędu Miasta i Fabryki Cukierniczej „Kopernik”. Nazwany Piernikowym Miasteczkiem, okazał się strzałem w dziesiątkę. W cieniu starych murów, młode pokolenie mieszkańców Starego Miasta, zyskało swój własny zakątek. Plac zabaw już wtedy cieszył się dużym zainteresowaniem, jednak lata mijały i siłą rzeczy, zabawki uległy wysłużeniu. Dziesięć lat później nadarzyła się okazja, aby ponownie ożywić zacisze przy ul. Podmurnej. Na ogólnomiejskiej liście budżetu partycypacyjnego na rok 2014, znalazły się dwa projektu modernizacji Piernikowego Miasteczka. Pierwszy zakładał powstanie całkowicie nowych urządzeń do zabaw, a także naprawę starych. Drugi projekt skupiał się na przebudowaniu nieczynnej fontanny. Ostatecznie wybrano pierwszy, który zyskał ponad 1000 głosów więcej, niż ten drugi. Mimo wszystko, władze miasta, korzystając z okazji, postanowiły połączyć oba pomysły. Dzięki temu powstało zupełnie nowe Piernikowe Miasteczko, dostosowane do oczekiwań młodego pokolenia. A te, jak wiemy, są dość duże. Za moich czasów, do pełni szczęścia wystarczyła huśtawka, drabinki i drewniana ciuchcia, ale dzisiejszym dzieciakom, już to nie wystarcza. Wodny plac zabaw, zresztą pierwszy w Toruniu, stał się hitem Piernikowego Miasteczka. Podobnie zresztą, jak mini ścianka wspinaczkowa. Ciekawie prezentują się również zabawki muzyczne. Nie zabrakło też minigolfa, piłkarzyków i stołu do pingponga. Na zdjęciach tego nie widać, bo zostały zrobione już po sezonie, ale w lecie bywało tu naprawdę tłoczno.
O ile niecka, to teren przeznaczony głównie dla dzieci i ich opiekunów, o tyle górny plac adresowany jest dla starszych. Są tu stoły do szachów, a także szachy w wydaniu XXXL, jest też scena i toaleta z kącikiem do przewijania maluchów. Nie zabrakło miejsc do siedzenia i parasolek chroniących przed słońcem.
Piernikowe Miasteczko zaprojektowało Biuro Inżynierskie Anny Gontarz-Bagińskiej z Gdańska, a wykonaniem zajęła się firma Saternus Distribution z Chorzowa. Teren oddano do użytku w czerwcu 2015 r. Koszt prac wyniósł 843 tyś. zł. W efekcie powstało sympatyczne i atrakcyjne miejsce dla całych rodzin, gdzie zarówno dzieci, jak i dorośli mogą miło spędzić czas.

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

wtorek, 12 stycznia 2016

Cmentarz rzymskokatolicki na Rubinkowie

Z cyklu... NEKROPOLIS
🔹Rubinkowo.
W poszukiwaniu kolejnych ciekawych miejsc w Toruniu, dotarłem na Rubinkowo – drugiej, pod względem liczby mieszkańców, dzielnicy Torunia. Według oficjalnych danych z czerwca 2015 roku, mieszka tu ponad 25,5 tyś. ludzi. Sama dzielnica, choć przyłączona do miasta w 1950 roku, swój bum mieszkaniowy przeżywała dopiero w latach ’70 i ’80 – w 1974 zbudowano pierwsze bloki i wieżowce. Można powiedzieć, że to historia najnowsza, która prawie zatarła dawne dzieje tej części miasta. Nim jednak ziemię zalał beton, a na nieużytkach rolnych wyrosły punktowce, był tu folwark szlachecki i wieś Rubinkowo, które swą nazwę wzięło od ojca założyciela – Jakuba Kazimierza Rubinkowskiego. O samym Rubinkowskim pisałem rok temu (patrz: Pomnik Jakuba Kazimierza Rubinkowskiego).

Rubinkowo powstało na początku XVIII wieku. Był tu wówczas dworek Rubinkowskiego, gorzelnia, browar, karczma i młyn, a także całkiem duża hodowla owiec. Zmarły w 1749 roku Jakub Kazimierz nie zostawił po sobie spadkobierców, bowiem wszystkie jego dzieci umarły przed nim. Na popadający w ruinę folwark, zaczęli ściągać drobni rolnicy, którzy wznosili tu swoje skromne gospodarstwa.

Niełatwo znaleźć ślady dawnego Rubinkowa. Czas zmieszany z betonem i asfaltem, skutecznie zatarł wiejską przeszłość tej dzielnicy. Wyjątek stanowi tu nieduża willa otoczona wieżowcami przy ul. Niesiołowskiego, w której dawniej mieściła się szkoła podstawowa, a w latach ’90 Szkoła Muzyczna. Jednak ja szukałem jeszcze starszych tropów.

Tak trafiłem na cmentarz rzymskokatolicki przy ulicy Rydygiera 21. Nieco zapomniany nawet przez mieszkańców samego Rubinkowa, a wśród młodego pokolenia często w ogóle nieistniejący. Zapytani o to miejsce patrzą na ciebie, jakby zastanawiali się, czy aby nie jest to pytanie podchwytliwe, bo przecież najbliższy „działający” cmentarz jest na Jakubskim Przedmieściu.
Tymczasem na tyłach Kościoła pw. Matki Boskiej Królowej Polski rozciąga się niewielki placyk, szeroki może na 50 m, długi na jakieś 80-90 m, z luźno rozsianymi mogiłami po lewej stronie i nieco większym skupiskiem pomników po prawej. Ów cmentarz, od początku katolicki, na mapach pojawił się w 1860 roku, chociaż został założony najprawdopodobniej jeszcze w I połowie XIX wieku. Do dziś zachowało się 120 nagrobków (nie liczyłem, opieram się na danych ze strony torunskiecmentarze.pl). Są to w dużej mierze skromne kamienne mogiły. Wyróżnia się jedynie pomnik 13-letniej Halinki Kranichówny, który jako jedyny ozdobiony jest rzeźbą przedstawiającą Anioła Żałobnego. Rzeźba jednak nie ma żadnej wartości artystycznej.
Halinka Kranichówna
rzeźba Anioła Żałobnego na grobie Halinki
Halinka nie jest jedynym dzieckiem pochowanym na rubinkowskiej nekropolii. Warto zwrócić uwagę na nagrobki jeszcze młodszych pociech, jak chociażby 4-miesięcznej Tereski Szymanowskiej, zmarłej w lipcu 1942 roku, czy na odnowiony nagrobek Henia, na którym nie ma nazwiska, ani dat.
Również zamordowani przez Niemców, 14 września 1939 r. mieszkańcy Rubinkowa, o których pisałem pod koniec 2015 r. (patrz: B-54/M-2 – Schron amunicyjny) znaleźli wieczny spokój na tym cmentarzu. Chodząc między grobami, znalazłem pomniki czterech z pięciu straconych pod toruńską ścianą śmierci: Tadeusza Drzewuckiego, Kazimierza Winiarskiego, Czesława Piątkowskiego oraz Leona Kurzawę.
Groby, bynajmniej nie stanowią jedynych elementów cmentarnego krajobrazu. Polecam zwrócić wzrok ku murowanej kapliczce z Matką Boską z przełomu lat ’40 i ’50. Na uwagę zasługuje również nowy – postawiony na początku XXI w. – krzyż oraz usłana pod nim alejka, wyłożona kostką. Chociaż teren, dzięki opiece Parafii pw. MBKP jest dziś czysty i zadbany, to jednak pierwsi mieszkańcy osiedla, którzy wprowadzili się tu w połowie lat ’70, wciąż mają w pamięci zupełnie inny obraz nekropolii; nekropolii zarośniętej i zapomnianej.
kapliczka z przełomu lat '40 i '50
Gdy 28 maja 1995 roku biskup konsekrował nowo wybudowany kościół, sąsiadujący z nim cmentarz był od blisko 30 lat zamknięty. Ostatnie pochówki przypadły bowiem na drugą połowę lat ’60. Wyjątkiem był pogrzeb pierwszego proboszcza Parafii pw. Matki Boskiej Królowej Polski, ks. prałata Bronisława Porzycha, który zmarł zaledwie kilka miesięcy po oddaniu kościoła wiernym, 9 października 1995 r.
grób ks. prałata Bronisława Porzycha
Dziś rubinkowska nekropolia, to miejsce ciche i trochę zapomniane przez mieszkańców tej dzielnicy. Nie oznacza, to że nikt nie dba o teren – wręcz przeciwnie. Cmentarz wydaje się być regularnie porządkowany, a niektóre (choć nieliczne) nagrobki, sprawiają wrażenie bardzo współczesnych.
Mimo, że wokół wyrosły wieżowce i bloki, to miejsce przetrwało, aby dać nam świadectwo istnienia wsi Rubinkowo i jej mieszkańców. Tak, oni tu kiedyś mieszkali – sąsiad odwiedzał sąsiada, w karczmie serwowano piwo z tutejszego browaru i wódkę z gorzelni, pewnie czasem dochodziło do niegroźnego mordobicia, wynikającego z drobnego nieporozumienia podlanego alkoholem. Ci ludzie, tak jak inni na całym świecie, kochali i nienawidzili, kłócili się i godzili, smucili i radowali, grzeszyli, a potem z tych grzechów się spowiadali. Świat poszedł do przodu, nasze miasto się rozrosło, wchłaniając okoliczne wsie, w tym Rubinkowo, a ich – mieszkańców Rubinkowa – przykryła ziemia i mech. Mimo to, powinniśmy pamiętać o tym nieistniejącym Toruniu. Toruniu, który wówczas Toruniem nie był, chociaż jako jego mieszkańcy, powinniśmy czuć się spadkobiercami historii wszystkich ziem, tworzących teraz nasze miasto.

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>