czwartek, 31 sierpnia 2017

KSIĄŻKA #26 | „Mataszkowie i skarby Torunia” – Tomasz Stochmal

Czy można zainteresować historią Torunia najmłodszych? Okazuje się, że tak. Książeczka dla dzieci „Mataszkowie i skarby Torunia” pokazuje nie tylko piękno zabytków naszego miasta, jego bogate dzieje, ale też zabiera młodych poszukiwaczy przygód w fantastyczną wyprawę po mieście, w którym w każdej cegle ukryta jest historia.

Tomasz Stochmal – Autor książki, a także pasjonat i obrońca zabytków oraz twórca strony www.stotom.pl, zabiera młodych Czytelników (i co najmniej jednego starszego, choć młodego duchem 😜) w pasjonującą wyprawę po Toruniu, wyprawę pełną tajemnic, zagadek, ale nade wszystko bogatej historii miasta. Bohaterowie opowieści: Mataszek, Grzybcio i Kasztanek, a także Mama, Tata i Wujek, przyjeżdżają do polskiego Miasta Aniołów, aby spędzić tu wakacje. Wszyscy uwielbiają historię, piękno zabytków oraz przygodę. Dla Mataszka zwiedzanie miasta zaczyna się na Forcie IV, zresztą cała opowieść będzie kręcić się wokół toruńskiej twierdzy i dziwnych znaków, które niechybnie prowadzą bohaterów do ukrytego skarbu. Młodzi odkrywcy odnajdą m.in. sekretny tunel łączący grodzę obok mostu Piłsudskiego z Fortem Jakuba, zwiedzą Bydgoskie Przedmieście, stację pomp na Starych Bielanach czy Basztę Gołębnik. A musicie wiedzieć, że „Mataszkowie i skarby Torunia”, to nie jedyna przygoda naszych bohaterów. Pierwszą książką z serii była: „Mataszkowie i tajemnice Helu”, natomiast ostatnio ukazała się trzecia odsłona cyklu, zatytułowana „Mataszkowie i mazurska przygoda”.
Książeczka została napisana bardzo przystępnym, obrazowym językiem, który na pewno rozpali wyobraźnię młodych Czytelników. Również ja, czytając, dobrze się bawiłem i jakby odmłodniałem, choć niestety, tylko duchowo 😉. To ciekawa i świetnie opowiedziana historia. Żałuję tylko, że nie powstała, gdy byłem dzieckiem. Może zainteresowałbym się swoim miastem znacznie wcześniej?

Uzupełnieniem treści są przepiękne szkice Hanny Urbankowskiej, które doskonale ilustrują tekst. Na rysunkach zobaczycie m.in.: pomnik Mikołaja Kopernika, Fort V, czy wieżę ciśnień na Bielanach.
Więcej informacji o serii „Mataszkowie” znajdziecie na stronie http://mataszkowie.pl/, do odwiedzenia, której, tak jak i do lektury „Skarbów Torunia”, gorąco zachęcam. Książeczek szukajcie w toruńskich księgarniach kameralnych lub na allegro.

ISBN: 978-83-943175-1-5
wydawnictwo: STOTOM
ilość stron: 88
rok wydania: 2016
typ okładki: miękka

Dziękuję Wydawnictwu STOTOM 
za przekazanie egzemplarza recenzenckiego.

środa, 30 sierpnia 2017

KSIĄŻKA #25 | „Porzuć swój strach” – Robert Małecki

Dziś do księgarń trafiła druga część toruńskiej trylogii Roberta Małeckiego. Po „Najgorszym dopiero nadejdzie” przyszła pora na „Porzuć swój strach”. Czy Autor przebił swój głośny debiut?

Wszystko zaczyna się od trupa… Niby nic nowego, większość kryminałów zaczyna się od zwłok, ale u Małeckiego pozorność jest złudna. Trup bowiem, to produkt finalny, dzieło końcowe, gotowy wyrób, który wyjeżdża z fabryki. Pytanie: jak trup został trupem?, a przede wszystkim, kto nim jest? – pozostaje otwarte aż do końca powieści. Po prologu cofamy się o kilka dni wcześniej i właśnie w tym momencie zaczyna się akcja powieści „Porzuć swój strach”, którą od pierwszego tomu dzieli trzyletnia przepaść.
Jest sierpień 2016 roku. Marek Bener prowadzi swoją gazetę – „Echo Torunia” i nadal mieszka w domu na działkach PZWN na Rubinkowie, jego żona Agata cały czas pozostaje zaginiona, a jej obraz powoli zaciera się we wspomnieniach dziennikarza. Właściwie stracił nadzieję na jej odnalezienie, w końcu od wielu lat drepcze w miejscu nie mając żadnego punktu zaczepienia. Pewnego dnia dostaje telefon od toruńskiego biznesmena – niejakiego Żelaznego. Facet prosi Benera o pomoc w poszukiwaniach córki. Nastolatka zaginęła bez śladu, a jej telefon milczy. Marek podejmuje się odnalezienia dziewczyny. Wraz z Aldoną – jego bliską współpracowniczką, która bada temat nielegalnych kasyn – wejdą w mroczny świat toruńskiego podziemia hazardowego, bezwzględnych egzekutorów długów i morderstw. Bener dotrze także do skrywanych od lat tajemnic rodziców swojej żony i wpadnie na trop niebezpiecznych ludzi, których twarze dotąd pozostawały ukryte w cieniu… Zacznie też podejrzewać, że sprawy zaginięć jego żony i córki biznesmena, coś łączy. Tylko co? No i gdzie tkwi odpowiedź na nurtujące Benera pytanie: gdzie jest Agata?

Robert Małecki po raz kolejny daje popis literackiego kunsztu w mrocznym thrillerze z fabułą szybką i wciągającą, niczym trąba powietrzna. Tu nie ma miejsca na przypadkowe gesty, zdania, niepotrzebne sceny. Tu wszystko odgrywa jakąś rolę, łącząc się w spójną całość, która rozpędzona niczym śnieżna kula tocząca się z góry, na samym końcu uderza w czytelnika elektryzującym finałem i rozbudza apetyt na dokładkę. Dokładka będzie, ale dopiero w pierwszej połowie przyszłego roku, więc trzeba chwilę poczekać.

Tłem wydarzeń w „Porzuć swój strach, jest – tak, jak w pierwszej części – nasz Toruń i jego okolice: szemrane knajpki Starego Miasta, osiedle domków w Czerniewicach, Stawki, „kwadrat” na Rubinkowie i bloki z wielkiej płyty, spokojne na pozór wioski okalające Gród Kopernika – miejsca, które część z Was dobrze zna, mieszkacie tam, pracujecie. Miejsca wydawałoby się na pozór bezpieczne, ale posiadające też swe drugie, mroczne oblicze.
„Porzuć swój strach”, to przemyślana, mocna i trzymająca w napięciu powieść, w której rozsmakuje się każdy miłośnik gatunku. Jeśli czytaliście „Najgorsze dopiero nadejdzie”, to możecie być pewni, że Autor przez ostatni rok nie opuścił gardy, a wręcz dopracował lewy sierpowy (a może prawy? Zawsze mi się myli 😉). Teraz nie macie już wyboru, jak tylko sięgnąć po najnowszą książkę Roberta Małeckiego. Ja tymczasem zaczekam na „Koszmary zasną ostatnie” (III część trylogii). A co potem? No, przydałaby się ekranizacja, jakiś serial na Netflixie albo HBO. Trzymam kciuki.

ISBN: 978-83-7976-728-1
wydawca: Czwarta Strona
ilość stron: 448
rok wydania: 2017
typ okładki: miękka ze skrzydełkami


wtorek, 29 sierpnia 2017

KSIĄŻKA #24 | „Tajemnice Torunia” – Olga Pniewska

Autorką „Tajemnic Torunia” jest 16-latka, Olga Pniewska – stypendystka Miasta Torunia w dziedzinie kultury. Książka składa się z trzech opowieści, które wbrew temu, co jest napisane na obwolucie, nie są opowiadaniami a minipowieściami. Budowa opowiadań jest zupełnie inna, no i opowiadania nie mają po 100 czy 200 stron. Te historie nie są też kryminałami, a bardziej opowieściami przygodowymi dla młodzieży. 

Nie będę ukrywał – mam pewien problem z oceną tej książki – bardzo szybko okazało się, że ta pozycja nie jest dla takich starych dziadów, jak ja. Została napisana przez bardzo młodą, niedoświadczoną dziewczynę, co niestety widać. Ale z drugiej strony wiem, że w różnym wieku ma się różne oczekiwania, dlatego też młodym czytelnikom „Tajemnice Torunia” mogą przypaść do gustu.

A wszystko zaczyna się w Forcie IV, gdzie siostry-bliźniaczki Ola i Irma znajdują ciało kobiety. Szybko okazuje się, że została zamordowana. Jedna z sióstr zabiera z miejsca zbrodni naszyjnik ze zdjęciem, który zmarła trzymała w ręku. Stara fotografia sprzed ponad 100 lat staje się pretekstem, do wszczęcia prywatnego śledztwa dziewczyn. Wkrótce do duetu dołącza chłopak imieniem Mikołaj i tak zawiązuje się nieformalna grupa młodych detektywów. W kolejnych tekstach młodzież pomaga rozwikłać zagadkę wypadku na Zamku Dybowskim, choć sam zamek pojawia się – by tak powiedzieć – epizodycznie, a znaczna część akcji rozgrywa się na dawnych terenach PZWN na Rubinkowie. W tle znowu jest tajemnica z przeszłości, choć nie tak odległej, jak w pierwszej historii. Trzecia minipowieść zabierze Was na Jordanki, do nowej sali koncertowo-widowiskowej, gdzie młodzi detektywi próbują rozwikłać sprawę kradzieży cennych instrumentów.

Nie ulega wątpliwości, że wydając książkę, Olga spełniła marzenie nie jednego dorosłego pisarza. Pozostaje pytanie, czy to nie za wcześnie? Jeśli Autorka myśli na poważnie o karierze pisarskiej, ma przed sobą dużo pracy. Życzę jej jak najlepiej. Mam nadzieję, że „Tajemnice Torunia”, to dopiero początek Jej literackiej drogi i Olga jeszcze kiedyś nas zaskoczy.

ISBN: 978-83-231-3767-2
wydawca: Wydawnictwo Naukowe UMK
ilość stron: 408
rok wydania: 2017
typ okładki: miękka

za przekazanie egzemplarza recenzenckiego.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Zdobycie Zamku Dybów – II diorama historyczna

Piaski.
Spektakularne walki na miecze, turnieje rycerskie, pokazy zręczności konnych jeźdźców oraz ostrzał z dział czarnoprochowych – to wszystko, w ciągu jednego dnia, mogli zobaczyć na przedpolu Zamku Dybowskiego, toruńscy i nieszawscy mieszczanie. W minioną sobotę Zakon Krzyżacki przeprowadził bezpardonowe ataki na polską twierdzę Władysława Jagiełły. Cel był jeden: zdobyć polską warownię. Bracia zakonni nie przebierali w środkach, używając przemocy, forteli i wszelkich odłamów terroru i niegodziwości. A wszystko to w piękny słoneczny letni dzień, roku Pańskiego 1431.

Już kilka dni wcześniej znaki na niebie zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. Za wielką wodą, w sojuszniczej krainie Królestwa Polskiego doszło do całkowitego zaćmienia słońca. Król Trampos – posiadający swe letnie apartamenty nieopodal polskiej warowni w Nieszawie – przekazał tę wiadomość królowi Jagielle, jednak ten zbagatelizował przesłanie niebios. 

W sobotę, punktualnie o 11, zbrojne oddziały Zakonu Krzyżackiego zgrupowane przed swym ponurym zamczyskiem, przygotowywały się do wyprawy. Mieszczanie toruńscy na poranną zaprawę patrzyli z nadzieją, bowiem to właśnie w staroście dybowskim Aleksandrze, upatrywali wroga i sprawcę ich finansowej klęski. Na ten pogląd niemały wpływ miała krzyżacka propaganda, która w swym przekazie całkowicie pomijała nieprzyzwoicie wysokie podatki, jakimi zakonnicy obłożyli toruńskich mieszczan. Wobec rosnącego niezadowolenia mieszkańców prawobrzeżnego grodu, Krzyżacy postanowili podbić konkurencję. 

O 11:13 wyruszyli sprzed zamku z „Tamtaradej” na ustach i po uroczystym przemarszu przez miasto, mającym podkreślić siłę oręża Czarnego Krzyża, rycerze zakonni wsiedli na drewniane łodzie i przeprawili się na drugi brzeg Wisły. Razem z nimi, przepłynąłem i ja. Jako kronikarz wydarzeń, musiałem być blisko, zachowując jednocześnie całkowitą bezstronność. Mimo to, braciszkowie spoglądali na mnie podejrzliwie, nie wiedząc do końca, czy jam jest ich przyjaciel, czy może wróg? Po dotarciu do brzegów Nieszawy, ukryci w zaroślach, czekali na dogodny moment ataku. Ciszę przed burzą, czy raczej bitwą, wykorzystałem, zaglądając na drugą stronę frontu, który wówczas jeszcze nie istniał. Niczego nieświadomi Polacy, w ten piękny letni dzień, oddawali się typowym mieszczańskim rozrywkom, a rycerze trenowali sennie, jeszcze nieco niedysponowani, po nocnych wojażach z pięknymi mieszczkami i niemniej kuszącym winem pochodzącym z pobliskich winnic. Poddani polskiego władcy w ogóle nie byli świadomi czyhającego w krzakach zagrożenia. Aż do czasu…

Przypadkowy patrol dybowskich zbrojnych zauważył jakieś poruszenie w zaroślach. Nie zastanawiając się, wszczęto alarm. Reakcja polskich rycerzy była natychmiastowa. W jednej sekundzie zniknął kac i rozpłynęły się wspomnienia miękkiego dotyku nieszawskich dam. Liczyła się tylko obrona królestwa. Polscy zbrojni starli się z wrogiem na przedpolu Zamku Dybowskiego, szybko odpierając atak. Byli ranni i zabici, spłonęły domostwa, ale bitwa została rozstrzygnięta – Krzyżacy uciekli w popłochu, zostawiając na przedpolu jedynie działa i ich obsługę, która co jakiś czas ostrzeliwała niegroźnie południowe mury polskiego zamku.

Starosta Aleksander dobrze wiedział, że to nie koniec, że skryty w krzakach wróg się przegrupowuje. Zarządził więc wzmożoną czujność rycerzy, a na przedpolu zorganizował pokaz zręczności swych konnych. Tymczasem nikczemni braciszkowie porwali ojca starosty, żądając za jego uwolnienie okupu. Moc nieszawskiej waluty przemówiła do chciwego umysłu komtura i ten oddał zakładnika. Jak się okazało, zamieszanie to było jedynie zasłoną dymną, bowiem na dziedziniec zamku przedostał się krzyżacki szpieg. Czujne straże jednak natychmiast go pojmały. Więźnia zakuto w dyby. Starosta Aleksander chciał go nawet skrócić o głowę, ale doszedł do wniosku, że większa korzyść z Krzyżaka będzie, gdy jego kamraci go wykupią, no i przede wszystkim dziedziniec nie zapaskudzi się krwią, w której nie wiadomo ile bakterii się kryło. Niestety, negocjacje zakończyły się fiaskiem, więźnia wtrącono do lochów. 

Wkrótce po tym, zakon przeprowadził pierwszy szturm. Zwerbowani mieszczanie toruńscy próbowali sforsować Bramę Wiślaną, ale mieszczanie nieszawscy odparli atak. W tym samym czasie rycerze krzyżaccy i toruńscy uderzyli na lewą południową furtę zamku, jednak i tu ponieśli klęskę. Nie zrażeni kolejną przegraną, znów ukryli się w krzakach i po godzinie podjęli następną próbę. Drugi szturm okazał się dla Krzyżaków i ich sojuszników kolejną porażką. Biedni nieudacznicy wiedzieli, że przegrana wojna oznacza ich koniec w Toruniu. Ostatnią deską ratunku był turniej rycerski, w którym zwycięzca miał zgarnąć wszystko. Najlepsi rycerze Królestwa Polskiego i Zakonu Krzyżackiego, na swych pięknych koniach, stanęli do walki na kopie. Starosta Aleksander był pewien umiejętności swojego wiernego człowieka i – jak się szybko okazało – nie pomylił się. Kolejna bitwa wygrana przez Polaków miała ostatecznie rozstrzygnąć wynik wojny. Polski orzeł triumfował, a po tym, jak poprzetrącani braciszkowie uciekli w popłochu, mieszczanie nieszawscy rozpoczęli biesiadowanie. Nikt się nie spodziewał, że podstępni Krzyżacy posuną się do najgorszej niegodziwości – przekupstwa. Znaleźli kilku chciwych Polaków, którzy zlikwidowali straże i otworzyli furtę. Gdy wróg wdarł się na zamek, było już za późno. Beztroska biesiada – niczym Krwawe Gody w Bliźniakach – zakończyły się rzezią rycerzy Jagiełły i mieszczan, dla których warownia miała być bezpiecznych schronieniem. Gdy starostę Aleksandra brano do niewoli, oddano triumfalne salwy z dział. Zakutego w kajdany wystawiono na widok publiczny, a z zamkowych murów zdarto biało-czerwone proporce. Aleksander nie stracił jednak dobrego samopoczucia, wiedząc, że król Władysław Jagiełło wkrótce przyjdzie z odsieczą, a wtedy Krzyżacy nie przez Wisłę będą się przeprawiać, lecz przez Flegeton, a wrzaskom ich, skąpanych we wrzącej krwi, dusz nie będzie końca.

Dla kronik „Po Toruniu”, z samego centrum wydarzeń, cały w bitewnym kurzu, prochu i w posoce pomordowanych, pisał dla Was dziejopis Michał ze Wschodnich Krain Prawobrzeża.