poniedziałek, 24 lutego 2020

Mural „Obrona Torunia przed Szwedami 1629 r.”

Bielany » ul. Gagarina 44-58
|MURALE|
✔️ 10/2020 (344)
za: Wikipedia.org
Na przełomie XVI i XVII wieku żył sobie w Europie jeden facet, który lubił rysować. Nazywał się Matthäus Merian (to ten pan z lewej) i przyszedł na świat 22 września 1593 roku w Bazylei. Rytownictwa uczył się w Zurychu, a potem była Francja: Strasburg, Nancy i Paryż. Życie zawodowe związał jednak z Frankfurtem nad Menem. Tu zamieszkał i pracował. W 1626 roku otrzymał obywatelstwo miasta, co było niezbędne aby mógł prowadzić niezależne wydawnictwo. Jako wydawca wypuścił w świat m.in. prace polskiego przyrodnika Jana Jonstona, jako rysownik tworzył ilustracje do Pisma Świętego, ale jego najbardziej rozpoznawalnym dziełem łączącym Meriana-wydawcę i Meriana-rysownika była szesnastotomowa publikacja Topographia Germaniae, do której tekst napisał niemiecki pisarz i geograf Martin Zeiller.  Matthäus od lat sporządzał plany miast niemieckich i wspólnie z Zeillerem zebrali to wszystko w całość i zaczęli publikować. Pierwszy tom serii ukazał się w 1642 roku, ostatni dwanaście lat później. 

Piszę o tym wszystkim dlatego, ponieważ mural na szczytowej ścianie bloku przy Gagarina 44-58, to nic innego jak kopia planu Torunia według Meriana z trzynastego tomu Topographia Germaniae poświęconemu Pomorzu. Topographia Electoratus Brandenburgici et Ducatus Pomeraniae - tak brzmi pełny tytuł pomorskiego tomu, po raz pierwszy wydano w 1652 roku, ale sam plan powstał najprawdopodobniej co najmniej dekadę wcześniej i został oparty na rysunku sporządzonym w 1631 r. przez królewskiego inżyniera Jakuba Hoffmanna. Zatem mural jest kopią kopii, w dodatku kolejną w przestrzeni miejskiej, bowiem ten sam plan już pojawia się na jednej z toruńskich ścian [patrz: Murale poetyckie z ulicy Podmurnej].
plan Torunia sporządzony przez Mateusza Meriana | za: Historia Torunia 2.2
Właściwie mógłbym na tym zakończyć ten wpis, dodając jeszcze, że obraz przeniósł na ścianę Mateusz Małkiewicz, a wszystko w ramach średnio udanego projektu pod nazwą Toruński Szlak Murali Patriotycznych, sfinansowanego z budżetu obywatelskiego. No, mógłbym, ale wtedy część z Was zastanawiałaby się co z tym wszystkim ma wspólnego obrona Torunia przed Szwedami w 1629 roku. Wiecie, co? Nie mam pojęcia, ale ktoś ze Stowarzyszenia Nasz Podgórz (bo to oni odpowiadali za stworzenie szlaku murali) uznał, że plan z roku ok. 1641 (a jeśli weźmiemy pod uwagę pierwowzór to z 1631) idealnie ilustruje wydarzenia, które rozegrały się dwanaście lata wcześniej. Całe szczęście pod muralem mamy tabliczkę dzięki której wiemy „co autor miał na myśli”. A skoro dysponujemy już tak cenną wiedzą, wypada teraz wspomnieć o tym, jak to było z tymi Szwedami, którzy postanowili nam zrobić z miasta „jesień średniowiecza”.

Zanim dojdziemy do pamiętnych wydarzeń, w których torunianie pokazali swój heroizm i męstwo w walce o własne miasto, cofnijmy się o trzy lata. Chociaż nie, bo między Polską a Szwecją zgrzyty zaczęły się już pod koniec XVI wieku, kiedy to po siedmiu latach upadła unia polsko-szwedzka, w wyniku czego Zygmunt Waza stracił szwedzką koronę. Potem było jeszcze kilka innym mniejszych tarć, aż nastał rok 1611 r. i królestwo przejął Gustaw August, który w pewnym momencie uznał, że Szwecja jest za mała i że trzeba buchnąć komuś kilka hektarów. Jak pomyślał, tak zrobił. Skutek był tak, że w 1626 roku wojska szwedzkie wylądowały w Piławie i ruszyły na Gdańsk. Po drodze zajęli kilka innych miast, jak choćby Malbork, a to przecież nie tak daleko Torunia. A na pewno na tyle blisko, aby ówczesne władze miasta zaczęły się niepokoić o bezpieczeństwo swoje i mieszkańców. Tak więc, na ulicach pojawiło się więcej żołnierzy, wzmocniono mury i zadeklarowano – w myśl zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć – że Toruń włączy się aktywnie do walki z Gustawem. Latem 1626 roku właśnie u nas była koncentracja polskiego wojska, a we wrześniu do miasta przybył sam król oraz sejm, który aż do grudnia obradował zarówno w Dworze Artusa jak i Ratuszu Staromiejskim

Choć Toruń cały czas brał czynny udział w wojnie, przez trzy lata w mieście panował względny spokój, choć częste przemarsze przez miasto polskiego wojska stawały się coraz bardziej uciążliwe dla mieszczan. W maju 1628 pojawiły się pierwsze niepokoje. Rzeczpospolita coraz gorzej radziła sobie w walce ze Szwedami, Toruń zaczął się obawiać, że dzika horda zza morza, wkrótce zapuka do bram. Zaczęto więc umacniać mury obronne, zbudowano wały i palisady od strony Wisły, usypano szańce, powołano więcej mężczyzn do wojska. Gdy we wrześniu 1628 Adolf zdobył Brodnicę, właściwie stało się jasne, że wkrótce ruszy na Toruń.

Gerard Denhoff | za: Historia Torunia 2.2
Jedno trzeba oddać królowi Szwecji – miał za dowódce swych wojsk sprawnego i odważnego żołnierza – feldmarszałka Hermana Wrangla, który po Brodnicy, zajął również Kowalewo. 16 lutego 1629 roku sześciotysięczna armia nadciągnęła do Torunia od strony wsi Mokre. Po drugiej stronie murów było jedynie 350 żołnierzy i 1100 uzbrojonych mieszczan. Obroną kierował królewski pułkownik Gerard Denhoff (pan po prawej) oraz burmistrz Jan Preussem. Według legendy, przed Szwedami ostrzegł torunian młody włóczęga i złodziej, który tego dnia miał zawisnąć na szubienicy. W tamtym czasie egzekucje wykonywano poza miastem, a konkretnie na nieistniejącym dziś wzgórzu przy dzisiejszej ulicy św. Józefa. Wzgórze nazwano „Wisiołkami” – wiadomo dlaczego. No więc, 16 lutego 1629 roku poprowadzono skazańca na te Wisiołki. Wprowadzono na drabinę i założono pętlę na szyję. Pogodzony ze swym losem chłopak ostatni raz spojrzał na okolicę, gdy nagle ujrzał z oddali idących w stronę miasta żołnierzy ze sztandarami. Krzyknął: „Szwedzi idą!” i wskazał ręką ku Mokremu. Wszyscy, łącznie ze skazańcem, wrócili do miasta i ostrzegli innych, dzięki czemu udało się w porę zabarykadować bramy i zorganizować skuteczną obranę. A skazany na śmierć chłopak? Odpuszczono mu winy i nadano przydomek „Szwedko”, potem osiedlił się w Toruniu na stałe i wszyscy zaczęli zapraszać go do grona znajomych na facebooku. ツ

Ale wróćmy do faktów. Pierwszego uderzenia dokonano na bramę św. Katarzyny. Najpierw ją ostrzelano, potem próbowano wysadzić, ale bez powodzenia. Oberwało się za to Nowemu Miastu, ucierpiał tamtejszy Ratusz i domy. Nocą Szwedzi zaatakowali okolice bramy Chełmińskiej czyniąc kolejne poważne szkody. Mimo skutecznej obrony mieszczanie toruńscy byli gotowi rozmawiać z wrogiem o warunkach kapitulacji, ale pułkownik Denhoff nie miał zamiaru oddawać miasta. Walka trwała.

Á propos obrony miasta. Z tym wiąże się kolejna toruńska legenda, w której główną rolę tym razem odgrywa pewien leniwy miejski kocur, migający się od łapania myszy i szczurów buszujących po spichrzach. Nasz kot wolał przechadzać się po murach miejskich i wyciągać od strażników smakołyki. Swym sposobem bycia przypominał trochę kota ze Shreka, a raczej to kot ze Shreka przypominał tego toruńskiego. W każdym razie on, aby pokazać na co go stać, potrzebował wyzwania, a gryzonie nim nie były. To pojawiło się dopiero w dniu najazdu Szwedów na Toruń. Według legendy kocur dzielnie bronił miasta, rzucając się na najeźdźców i naznaczając ich gęby swoimi pazurami. Podobno wycinał im na policzkach litery „T”, aby na zawsze zapamiętali, że dostali wpiernicz od kota toruńskiego... No dobra, to „T” sam wymyśliłem. ツ Według tej samej legendy, to właśnie ten kot został patronem miejskich baszt, z których do naszych czasów przetrwała tylko jedna – Koci Łeb. Można powiedzieć, że Szwedzi zemścili się na kocie, choć tylko symbolicznie. Podczas kolejnego oblężenia Torunia w 1703 roku, zniszczyli pozostałe kocie baszty: Koci Brzuch, Koci Ogon i Kocie Łapy.

W porządku, zostawmy już podania, bo oto nastaje nowy dzień. Jest 17 lutego 1629 roku. Wrangel żąda od torunian odpowiedzi na list z poprzedniego dnia, w którym domagał się kapitulacji i okupu w wysokości 100 tys. talarów (miał chłop fantazję, nie powiem). Odpowiedź Denhoffa, choć niewerbalna, mówi jasno: takiego wała – zarówno jeśli chodzi o punkt pierwszym, jak i drugi, po czym zarządza ostrzał Szwedów. Wymiana ognia trwała do południa. Było ciężko. Toruń dysponował jedynie kilkoma starymi armatami, no i znacznie mniej liczebną załogą. Wróg – mimo iż pierwszego dnia poniósł spore straty w ludziach (zginęło kilkuset Szwedów) – nadal miał przewagę liczebną, ale obrońcy miasta byli bardziej zdeterminowani, zawzięci, no i otaczały ich grube mury. W końcu Wrangel – najwyraźniej nie widząc szans na sukces – zdecydował się na odwrót. Na odchodne zapowiedział, że wróci na Zielone Świątki czyli 3 czerwca. Nie wrócił, choć 74 lata później torunianie znów musieli bronić miasta przed Szwedami. Jednak to już zupełnie inna historia.

Skuteczna obrona miasta stała się – co zrozumiałe – powodem do dumy. W pierwszą rocznicę bitwy wybito okolicznościowy medal, na którym znalazła się inskrypcja: „Wierność i stałość wypróbowane ogniem”, a w 1651 powstał okolicznościowy panegiryk opatrzony przepiękną stroną tytułową. Zresztą, spójrzcie sami:
za: Informator o zbiorach i działalności Woj...
I tak sobie myślę, że przeniesienie tej grafiki na ścianę, dużo lepiej obrazowałoby obronę Torunia i bohaterstwo jego mieszkańców, niż dublowanie planu miasta. Tak czy inaczej, o wydarzeniach z lutego 1629 roku warto wiedzieć i pamiętać. To ważne wydarzenie w historii Torunia i dobrze, że zostało upamiętnione muralem. Murale historyczne to w końcu takie trochę substytuty pomników, co nie? A to, że nie wszystkie są udane... hmmm, no cóż, i tak bywa.

Źródła: Historia Torunia, tom II, część 2 – praca zbiorowa (TNT, 1994); Informator o zbiorach i działalności Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej Książnicy Kopernikańskiej w Toruniu – praca zbiorowa (Książnica Kopernikańska w Toruniu, 2008); Legendy i opowieści historyczne o Toruniu – Benon Frąckowski (PCU, 2013); Zachodniopomorska Biblioteka Cyfrowa.

poniedziałek, 17 lutego 2020

„Rocznik Toruński, tom 46” – praca zbiorowa (📘№67)

✔️ 9/2020 (343)
Czasopismo (choć utrzymane w formie książkowej) ma już ponad pół wieku. Pierwszy tom Rocznika Toruńskiego ukazał się w roku 1966 i może wkrótce wreszcie zbiorę się w sobie, aby zaprezentować Wam te pierwsze wydania. Ale póki co skupmy się na najnowszym – 46 już tomie. Jest on wyjątkowy, bowiem wszystkie zawarte w nim artykuły orbitują wokół jednego zagadnienia – powrotu Torunia do macierzy. W sumie znajdziecie osiem tekstów, a wszystkie – na tym także polega wyjątkowość tego wydania – zostały przetłumaczone na język angielski. Pomysł z translacją jest – moim skromnym zdaniem – zupełnie nietrafiony. Nakład Rocznika to jedynie 300 egzemplarzy, w dodatku jest to pismo bardzo regionalne, więc zastanawiam się ilu obcokrajowców będzie miało okazję i chęć sięgnąć po tę publikację. A tymczasem wertowanie kartek w poszukiwaniu kolejnego tekstu (bo postanowiono zrobić językowy przekładaniec) jest sporym utrudnieniem. Ale poza tym, to nadal stary dobry Rocznik Toruński, w którym znajdziecie wiele cennych informacji wyciągniętych z dziejów naszego miasta. I choć tom 46, na pierwszy rzut oka, może wydawać się monotematyczny, nic bardziej mylnego.

Tradycyjnie już wybrałem trzy artykuły, które spodobały mi się najbardziej. Nigdy tego nie ukrywałem – zresztą to widać również w moich tekstach publikowanych na blogu – że najbardziej interesujące dla mnie są historie ludzi, czy to pojedynczych osób czy całych grup. Nic więc dziwnego, że szczególnie mocno zainteresował mnie artykuł Tomasza Krzemińskiego Życie codzienne mieszkańców Torunia od końca Wielkiej Wojny do czasów unifikacji (1918-1921), w którym Autor szkicuje obraz torunian i Torunia w latach kryzysu gospodarczego wywołanego pierwszą wojną światową. Głód, bezrobocie, wzrastająca przestępczość i prostytucja, szarość i przygnębienie – to słowa kluczowe charakteryzujące nasze miasto i mieszkańców na chwilę przed i chwilę po tym jak stało się polskie.

O bramach triumfalnych wzniesionych na cześć polskiego wojska wkraczającego do Torunia w styczniu 1920 roku, a także o pomnikach, które musiały upaść i które zostały wzniesione, pisze Piotr Birecki. Z artykułu dowiecie się skąd Polacy wzięli pieniądze na udekorowanie miasta oraz znajdziecie krótką analizę obrazu braci Gęstwickich i porównanie ich dzieła do stanu faktycznego. Przekonacie się, że sztuka nie zawsze odzwierciedla rzeczywistość. Bardzo dobry tekst, który idealnie wpasowuje się w tegoroczne obchody 100. rocznicy powrotu Torunia do wolnej Polski.

Subiektywne top 3 zamyka Tomasz Łaszkiewicz i jego artykuł Ziemianie okolic Torunia wobec powrotu Pomorza do Polski. Jak się okazuje polskie ziemiaństwo z okolic naszego miasta było bardzo aktywne jeśli chodzi o dążenie do niepodległości. Ziemianie nie tylko aktywnie działali w powiatowych radach ludowych, ale i mieli swoich reprezentantów w Sejmie Dzielnicowym oraz współtworzyli Naczelną Radę Ludową, udzielali się też w konspiracji i wspierali oddziały formowane na Kujawach. Tekst Tomasza Łaszkiewicza opowiada historię pomorskich ziemian i ich zaangażowanie budowanie nowoczesnego i wolnego Pomorza.

Na sam koniec, jak zwykle przy okazji omawiania RT, zamieszczał spis treści. Wersja papierowa publikacji dostępna jest w siedzibie ToMiTo przy Podmurnej. Wersję pdf. ściągnięcie za free ze strony UMK → LINK.
Zawartość 46 tomu Rocznika Toruńskiego
Artykuły:
Polskie Pomorze czy Prusy Zachodnie? Kwestia przynależności państwowej regionu w latach 1918-1920;
Przemiany struktury ludności Torunia i powiatu toruńskiego od połowy XIX wieku do drugiej wojny światowej;
Organizacja Wojskowa Pomorza (1918-1920). Polska konspiracja zbrojna w okresie poprzedzającym powrót Pomorza do Polski. Pytania i postulaty badawcze;
Ziemianie okolic Torunia wobec powrotu Pomorza do Polski;
Życie codzienne mieszkańców Torunia od końca Wielkiej Wojny do czasów unifikacji (1918-1921);
Garnizon niemiecki Torunia (1914-1920);
Skład oraz przekrój społeczny oddziałów Frontu Pomorskiego wkraczających na Pomorze w styczniu i lutym 1920 r.;
Bramy triumfalne na powitanie wojsk polskich w Toruniu w 1920 roku jako preludium zmian ikonosfery miasta w okresie międzywojennym.
Biogramy: 
Dorota Agata Rissmann (1961-2018);
sprawozdanie i bibliografia Torunia za rok 2018
ISSN: 0557-2177
wydawca: ToMiTo / UMK
ilość stron: 502
rok wydania: 2019
okładka: miękka z obwolutą

poniedziałek, 10 lutego 2020

Doppelhaus Houtermansa i Waltera

Bydgoskie Przedmieście » ul. Bydgoska 34/36
✔️ 8/2020 (342)
To najprawdopodobniej jedyny w Toruniu podwójny dom z pruskiego muru; najokazalszy przedstawiciel tego typu architektury w naszym mieście. Piękny i majestatyczny, kryjący stare duchy pierwszych mieszkańców. Jaką historię ma nam do opowiedzenia fachwerkowy bliźniak z ulicy Bydgoskiej?

Budynek powstał w 1895 roku jako dom własny szefów spółki budowlanej Houtermans & Walter. Na przełomie XIX i XX wieku firma ta w znacznym stopniu tworzyła Bydgoskie Przedmieście budując m.in. przy ulicy Bydgoskiej i Konopnickiej. Jednak, ta historia zaczyna się czternaście lat przed ukończeniem bliźniaka, a zatem...

Był kwiecień 1881 roku. Joseph Houtermans przyjechał do Torunia z Dolnej Saksonii, a konkretnie z Wilhelmshaven. Urodził się 9 lutego 1848 roku w Voerendael w Holandii. Z chwilą przybycia do naszego miasta od razu upatrzył sobie Bydgoskie Przedmieście jako miejsce, w którym chciałby zamieszkać i pracować. Trzy lata później, 10 grudnia 1884 roku z pociągu z Berlina wysiadł młody architekt Carl Gustaw Wilhelm Walter. Wydaje mi się, że panowie – pomimo tego, że Houtermans był starszy od Waltera o czternaście lat – musieli się wcześniej znać, bowiem Carl od razu zamieszkał u Josepha. Pięć dni po przyjeździe do Torunia świętował swoje dwudzieste drugie urodziny, a niespełna cztery lata później wziął ślub z Emilią Tilk, która była najprawdopodobniej córką Heinricha i siostrą Roberta Tilków

Ale wróćmy do Josepha... W latach 80' XIX wieku Houtermans trochę podróżował. W latach 1885-1887 mieszkał w Bydgoszczy, potem wrócił na chwilę do Torunia, by w 1888 znów wyjechać, tym razem do Kołobrzegu. Powrócił na początku lat '90 i właśnie wtedy zawiązała się spółka Houtermans & Walter. Zaczęli od firmy drzewno-budowlanej, którą odziedziczyli po Juliusie Kuselu, potem przejęli tartak Henryka Tilka. Był to jedyny tartak parowy na Bydgoskim Przedmieściu, który w 1908 roku liczył aż 96 pracowników. Mieli także dom w Podgórzu, o którym już pisałem na blogu (patrz: Wiejski domek) oraz sporą działką przy Brombergstrasse (ul. Bydgoska), którą pod koniec XIX w. zaczęli zabudowywać domami z pruskiego muru. Właśnie w tym czasie powstał bliźniak, który wspólnicy pobudowali z myślą o sobie i swoich rodzinach. I tak sobie myślę... Oni musieli naprawdę się lubić. To nie była zależność tylko biznesowa. Śledząc toruński okres obu panów, widzę ich przyjaźń, czego dowodem jest właśnie Doppelhaus czyli „podwójny dom” przy Bydgoskiej 34/36. Obie rodziny wprowadziły się tu w marcu 1896 roku. To, co wyróżnia budynek, to przede wszystkim bogactwo detali. Do naszych czasów dom zachował się w oryginalnym kształcie, a prawdziwymi perełkami są niemieckie napisy nad wejściami (co ciekawe, osobne drzwi prowadziły na piętro) a także wyryta w drewnie i wciąż czytelna nazwa ulicy z czasów pruskich czyli „Bromberg Strasse”.

Przyjaciele wiedli tu dostatnie życie i nim nastał XX wiek, szefowie spółki Houtermans & Walter byli już lokalnymi potentatami. Przejmowali kolejne budynki, budowali nowe – słowem: tworzyli Bydgoskie Przedmieście. No dobrze, współtworzyli, ale w znaczącym stopniu. Firma działała również w podtoruńskim wówczas Podgórzu, ale o tym już wspominałem wcześniej.

Gdy nastał rok 1920 i Toruń wrócił w granice odrodzonej Rzeczypospolitej, przedsiębiorcy nie wyjechali z miasta, nadal mieli tu swoje interesy, swoje domy. 12 sierpnia 1921 roku śmierć zapukała do drzwi Josepha Houtermansa – zmarł w wieku 73 lat.

Z Ksiąg adresowych miasta Torunia wynika, że w latach '20 XX wieku Karol (tak, w wolnej Polsce Carl stał się Karolem, ale to nie było niczym niezwykłym, część Niemców spolszczała zwoje imiona, podobnie jak jeszcze kilka lat wcześniej Polacy zniemczali swoje) był właścicielem całego bliźniaka przy Bydgoskiej 34/36. Wkrótce jednak budynek został wydzierżawiony Konsulatowi Niemiec. Należy zaznaczyć, że była to druga co do wielkości niemiecka placówka dyplomatyczna w Polsce. Z początku instytucja zajmował tylko połowę budynku, a w latach '30 już całość. Wówczas dom nie należał do Waltera, być może został sprzedany państwu niemieckiemu. Z okresu – nazwijmy go – „konsularnego” mógłby powstać pierwszorzędny (prawdopodobnie najpopularniejsze słowo przedwojennego marketingu) film lub powieść szpiegowska. Od 1924 roku konsulat był bowiem przykrywką dla szpiegów. To właśnie na Bydgoską 34/36 spływały informacje zdobyte na całym Pomorzu przez niemieckich agentów. Z tej działalności zdawały sobie sprawę polskie służby. Toruński Okręgowy Urząd Policji Politycznej już w 1925 roku zwerbował człowieka, który podsłuchiwał wszystkie rozmowy telefoniczne w niemieckiej placówce. Ów agent miał pseudonim „X” i właściwie to wszystko co o nim wiemy, co tylko potwierdza, że wywiad II RP był jednym z najlepszych.

Oprócz „X” polskie służby miały jeszcze dwie cenne agentki: „Elżbieta” przechwytywała korespondencję, a „Kagan” wynosiła z konsulatu cenne dokumenty. I choć konsul Ernst Pochhammer podejrzewał, podsłuch telefoniczny, to nigdy nie udało mu się dotrzeć ani do agenta „X” ani „dziewczyn”. O tym, że niemiecki konsulat był inwigilowany i to na tak szeroką skalę, zainteresowani dowiedzieli się dopiero, gdy w 1939 roku zajęli miasto. To właśnie wtedy sięgnęli po sporządzoną w tym budynku listę 133 nazwisk szczególnie zasłużonych dla miasta torunian. Można powiedzieć, że była to „lista śmierci” bowiem posłużyła Niemcom do eksterminacji Polaków.

Co do Carla/Karola Waltera...  Co najmniej do wybuchu wojny mieszkał na Bydgoskim Przedmieściu. Z ksiąg adresowych wiemy, że w roku 1932 zajmował mieszkanie przy Bydgoskiej 52, ale miał też nieruchomości przy Bydgoskiej 20/22, Krasińskiego 29/33 i Derdowskiego 1/7, z kolei z księgi z 1936 wynika, że w tamtym czasie przeprowadził się na ul. Matejki 17. Jako, że wszystkie wymienione budynki to konstrukcje szkieletowe, można przypuszczać, że zostały pobudowane przez spółkę Houtermans & Walter. Ponadto w latach 1912-1920 oraz 1939-1940 Carl był rajcą miejskim. Kiedy i gdzie zmarł tego nie udało mi się ustalić.

Obecnie w fachwerkowym bliźniaku mieści się Przedszkole Miejskie nr 4 (to pod nr 34) oraz Społeczne Ognisko Artystyczne (nr 36). 
Źródła: Architektura i urbanistyka Torunia w latach 1871-1920 – Joanna Kucharzewska (Neriton, 2004); Bydgoskie Przedmieście – Katarzyna Kluczwajd (Księży Młyn, 2019); Bydgoskie Przedmieście. Przewodnik – Katarzyna Kluczwajd (Emporium, 2015); Księga adresowa miasta Torunia (lata 1923, 1932, 1936); Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa; Sekrety Torunia – Krzysztof Halicki (Księży Młyn, 2019).

poniedziałek, 3 lutego 2020

Dom Mikołaja Kopernika

Stare Miasto » ul. Kopernika 15-17
✔️ 7/2020 (341)
Zespół dwóch kamienic tworzących dziś muzeum Kopernika, to miejsce niezwykłe. Klimat czasów astronoma tworzą – owszem – zgromadzone eksponaty, ale przede wszystkim Genius loci samych domów. Są to bowiem najlepiej zachowane w Toruniu przykłady mieszczańskiej architektury gotyckiej. Prawdziwe perły Starego Miasta, które zachwycają swym pięknem i dają świadectwo tego, jak kiedyś wyglądało nasze miasto.

Kamienica, pod numerem 15 powstała około roku 1350 i przez ostatnich 670 lat zachowała nie tylko pierwotny układ wnętrz, ale i częściowo stolarkę, a także polichromie. Do rodziny Koperników należała w latach 1464-1480. To, że był to dom Mikołaja seniora okazało się dopiero w latach '70 XX wieku. Wcześniej sądzono, że była to nieco młodsza kamienica (XV w.) stojąca obok (Kopernika 17). To gdzie faktycznie przyszedł na świat Mikołaj Kopernik nadal jest kwestią dyskusyjną. Według najnowszych ustaleń Junior urodził się w nieistniejącym już domu przy Rynku Staromiejskim 36. Tak czy inaczej, kamienice przy Kopernika to dziś doskonałe przykłady – popularnych w średniowieczu – kupieckich domów-składów.
zaproszenie na otwarcie Muzeum i fotografia z dnia otwarcia | za: Rocznik Toruński, tom 18
Muzeum Mikołaja Kopernika otworzono 1 czerwca 1960 roku. Był to pierwszy oddział Muzeum Okręgowego w Toruniu i pewnie nie wszyscy wiedzą, że wówczas instytucja zajmowała tylko jeden budynek – ten pod numerem 17. Dopiero w 1974 roku, przy okazji wielkich obchodów pięćsetnych urodzin astronoma, dołączono sąsiednią kamienicę – tę, która faktycznie przed wiekami należała do Koperników. Przy tej okazji dokonano rekonstrukcji m.in. gotyckiego portalu. Stan wcześniejszy i obecny widać na poniższych fotografiach. Pierwsza pochodzi z albumu Toruń. Krajobraz i architektura z roku 1974 (zdjęcia muszą być jednak trochę starsze). Drugie ujęcie znalazłem w publikacji Toruń epoki Kopernika z 1984. Sprawne oko zauważy, że po rewitalizacji pojawił się nie tylko portal, ale i zdobienia fasady. Projekt rekonstrukcji stworzył Zbigniew Nawrocki, absolwent Wydziału Sztuk Pięknych UMK. To właśnie dzięki niemu dom przy Kopernika 15 odzyskał swój dawny – gotycki blask.
ujęcie sprzed i po renowacji, fot. W. Górski i Janina Gardzielewska 
| za: Toruń. Krajobraz i architektura / Toruń epoki Kopernika  
Ale czas nie jest sprzymierzeńcem architektury. Co jakiś czas trzeba coś naprawić, wyremontować. Ponad czterdzieści lat od ostatnich poważnych prac konserwatorskich, czyli od momentu, gdy w 1974 roku otworzono dla zwiedzających obie kamienice, Dom Mikołaja Kopernika zamknięto na ponad rok. W latach 2017-2018 przeszedł kompleksową modernizację, zmieniając się w muzealną placówkę na miarę XXI wieku. Pewnie znajdą się wśród Was konserwatyście, którzy wolą muzeum w starym wydaniu, ale jeśli chcemy przyciągnąć młodych, musi być nowocześnie. To, w dużej mierze, dlatego Muzeum Powstania Warszawskiego robiło (i nadal robi) taką furorę, bo jako pierwsze w Polsce było w pełni multimedialne – interaktywne. Taki też stał się Dom Mikołaja Kopernika.

Co zatem tu znajdziecie? Przede wszystkim niepowtarzalny klimat - ten mimo współczesnych akcentów, został zachowany. To zasługa głównie miejsca – średniowieczne mury robią swoje – ale to wystrój sprawia, że człowiek czuje się, jakby trafił do kupieckiego domu lat '60 XV wieku. Jednak trasa zwiedzania zaczyna się w podziemiach, a te w znacznej części wypełniają niemalże kosmiczne gadżety. Są ekrany dotykowe, wielki obracający się globus i zwisające ze sklepienia hełmy astronautów. Załóżcie je na głowę, a przeniesiecie się w czasie, m.in. do pracowni Ptolemeusza oraz innych protoplastów astronomii. A to wszystko w 3D.

Na wyższych kondygnacjach kamienic, został odtworzony wystrój wnętrz domu hanzeatyckiego, zobaczycie m.in. sypialnię, jadalnię i kuchnię, a także kupiecki gabinet. Imponująca jest Wielka Sień z cudowną polichromią na drewnie. Po drodze można spotkać różne artefakty związane z Kopernikiem i jego czasami. Imponującą kolekcję zabytkowych instrumentów naukowych: astrolabium, zegarów słonecznych, cyrkli, itp. znajdziecie w tzw. „Białej” Sali. Nazwa ta pochodzi od pomalowanego w XVIII wieku stropu. W tym samym czasie powstała też na ścianach piękna polichromia. Od XVI wieku, pokój ten był sercem domu. I pomyśleć, że za czasów Kopernika znajdował się tu magazyn...

No dobra, zaczynam rozpisywać się o tym, co znajdziecie w Muzeum, a pewnie większość z Was już tu była. A Tym, co zwiedzanie dopiero planują nie chcę odbierać całej zabawy z odkrywaniem tego miejsca (poniższe zdjęcia również nie zdradzają wszystkich atrakcji). Jeśli jednak macie jeszcze wątpliwości czy warto je odwiedzić, to bez chwili wahania podpowiem Wam: WARTO! To miejsce, gdzie duch przeszłości jest szczególnie wyczuwalny, a samo muzeum w sposób ciekawy, niebanalny opowiada nam historię nie tylko Mikołaja Kopernika, ale i średniowiecznych mieszczan, ich życia codziennego oraz dzieje astronomii...  

Aby poznać Dom Mikołaja Kopernika wystarczy godzina. Muzeum czynne jest od wtorku do niedzieli w godzinach 10-18 (w sezonie letnim) lub 10-16 (poza sezonem). Aaaa... Byłbym zapomniał. W środy zwiedzacie za darmo. O tym też warto wiedzieć. ツ
Źródła: Muzeum Epoki Mikołaja Kopernika w Toruniu – Jerzy Remer [w:] Rocznik Toruński, tom 3 (ToMiTo, 1969); Muzeum Mikołaja Kopernika w Toruniu. Powstanie, rozwój, działalność w latach 1960-1985 – Janina Mazurkiewicz [w:] Rocznik Toruński, tom 18 (ToMiTo, 1988); Muzeum Okręgowe w Toruniu. Miniprzewodnik (MOT, 2019); Astronomiczna orbita – Katarzyna Kluczwajd (SHS, 2016); Toruń. Krajobraz i architektura (Arkady, 1974); Toruń epoki Kopernika – Bohdan Rymaszewski (KAW, 1984).