niedziela, 30 kwietnia 2017

II Majówka z historią

Piaski.
Fundacja „Zamek Dybów i Gród Nieszawa” kolejny raz udowodniła, że nie trzeba daleko wyjeżdżać, aby miło spędzić czas, i że najlepsze imprezy odbywają się cieniu murów zamku Jagiełły.

Każdy sequel ma charakterystyczne elementy wspólne, są to przede wszystkim bohaterowie, których poznaliśmy i polubiliśmy w poprzedniej części, ale – żeby widzowie nie byli znudzeni – muszą pojawić się też nowe twarze. Sequele łączy też fabuła, konstrukcja pojedynczych scen, subtelne (lub też nie) nawiązania do pierwowzoru. „II Majówka z historią” spełnia wszystkie cechy dobrej kontynuacji: obie imprezy swój początek miały po prawej stronie Wisły, w obu zagrali ci sami znakomici aktorzy z wielu grup rekonstrukcyjnych, ale pojawiły się też nowe grupy z nowymi twarzami i wreszcie – obie majówki zrealizowano z wielkim rozmachem.

Wciąż mając w pamięci zeszłoroczną imprezę, która jednocześnie była inauguracyjną dla Fundacji „Zamek Dybów i Gród Nieszawa”, mogę powiedzieć (a raczej napisać) z pełnym przekonaniem, że organizatorzy po raz kolejny miło mnie zaskoczyli, a przecież rok temu poprzeczka została ustawiona naprawdę bardzo wysoko.
Wczoraj wszystko zaczęło się na Bulwarze Filadelfijskim. Na wysokości Bramy Mostowej, przy brzegu stanęła letnia scena na barce, na której miało miejsce wprowadzenie do uroczystego podpisania porozumienia kilkunastu organizacji działających na rzecz ożywienia Wisły. Po przemówieniach Prezesa Fundacji „Zamek Dybów…” - Aleksandra Zmudy Trzebiatowskiego oraz Prezydenta Torunia - Michała Zaleskiego, wszyscy sygnatariusze porozumienia wsiedli na trzy połączone ze sobą zabytkowe łodzie i wypłynęli na środek Wisły, by tam podpisać dokumenty. Ja wsiadłem na łódź podstawioną dla reporterów i wypłynęliśmy na łowy... ciekawych kadrów.
Słońce akurat wyjrzało zza chmur pięknie oświetlając panoramę Torunia, Pan Prezydent machał do nas zadowolony (pewnie dlatego, że też płynął sobie po Wiśle, a pływać po Wiśle to fajna sprawa), a nasz Kapitan zabawiał rozmową. Zdążyłem poprosić, aby zbliżył się do łódek VIP-ów, gdy nagle nasz silnik odczepił się od rufy i tylko refleks oraz mocny chwyt Kapitana sprawiły, że nie poszedł na dno. Razem z innym pasażerem pospieszyłem dowódcy łodzi z pomocą. We trójkę, przy pomocy liny, udało nam się osadzić silnik z powrotem na swoim miejscu. Takiego obrotu wydarzeń pewnie się nie spodziewaliście, no w sumie też się nie spodziewałem, Lee Child zapewne by się wcześniej połapał, podejrzewam, że Patryk Vega też by zniuchał do czego zmierzam, ale oni jeszcze nie czytają bloga "Po Toruniu". A może czytają? ;) 

Tymczasem patrolująca Wisłę jednostka policji wodnej, widząc z daleka, że mamy kłopoty, podpłynęła bliżej, aby sprawdzić co się u nas dzieje. Zalany silnik oczywiście już nie zapalił, ale nasi wspaniali toruńscy wodniacy odholowali nas na przystań AZS. 
patrol policji wodnej bierze nas na hol
W tym miejscu chciałbym gorąco podziękować policjantom z policji wodnej. Gdyby nie Wy, naszą przygodę na Wiśle wspominalibyśmy mniej wesoło. Dobrze, że jesteście!

Po tych perypetiach z pewnością wielu z Was przeszłoby na drugi brzeg mostem, ale podejdźmy do tego racjonalnie: jaka jest szansa, że tego samego dnia, na drugiej łodzi spotka cię awaria? Miałem nadzieję, że niewielka, dlatego wsiadłem do kolejnej, tym razem zabytkowej... to znaczy nie tak do końca zabytkowej, tylko odpicowanej na staro. Łódź przez cały dzień kursowała między brzegami dowożąc torunian spieszących na majówkę. Poza tym… no co mogło mi się stać pod banderą Zamku Dybów?
Tym razem już bez przygód spod znaku Juliusza Verne'a, dopłynąłem na Zamek. A na Dybosiu… Jak to na Dybosiu – super zabawa dla całej rodziny. Były gry i zabawy dla najmłodszych, stanowiska grup rekonstrukcyjnych, pokazy artylerii i inscenizacje. W tym roku głównym show „Majówki z historią” była widowiskowa „Bitwa epok”. I choć pogoda kaprysiła niczym Jennifer Lopez, to wszyscy bawili się wyśmienicie. Torunianie mogli poznać historyczne ciekawostki, zorganizowano też konkursy z nagrodami, członkowie grup rekonstrukcyjnych przebrali się w stroje z różnych epok, można było zobaczyć m.in. sarmatów, wojska pruskie, rosyjskie i polskie, rycerzy i wikingów.

Czas szybko zleciał, a mi pozostaje odliczać dni do kolejnych wydarzeń na Zamku Dybowskim. Następne już za dwa miesiące – 1 lipca.
Gwidon i jego... przyjaciółka. Na razie żyją na misią łapę,
ale słyszałem plotki, że są już zaręczeni, a ślub odbędzie się
 w jednym z toruńskich Fortów.