sobota, 31 maja 2014

Most autostradowy im. Armii Krajowej

#Czerniewice. Na koniec miesiąca zabieram Was do Czerniewic - dzielnicy lewobrzeżnego Torunia, która od południa, wschodu i zachodu stanowi granicę miasta. Na wschodzie Czerniewic zlokalizowano most autostradowy, któremu nadano imię Armii Krajowej. Trzeba przyznać, że ta przeprawa rodziła się powoli i etapami. Ale, zacznijmy od początku...
widok z ul. Spacerowej na ścieżkę wiodącą nad Wisłę w okolice mostu
Mamy rok 1992. Zaczyna powstawać wschodnia obwodnica Torunia, a wszyscy liczą na to, że sieć autostrad z prawdziwego zdarzenia, to kwestia lat (naiwniacy ;)). Wtedy też zaczynają budować most autostradowy. Mija jeden rok, drugi, trzeci... piąty - hehe, to jeszcze nie koniec - szósty! Tak, mija sześć lat, więc jeśli dobrze liczę jest rok 1998 i wreszcie, budowa ukończona... jednej nitki mostu. Jest otwarcie, naród się cieszy, plan sześcioletni - zrealizowany.
Wszyscy idą za ciosem i jeszcze w roku 1998 urzędnicy podpisują umowę z firmą Gdańsk Transport Company S.A.. Mają kontynuować budowę autostrady A1, a przy okazji machnąć drugą nitkę mostu. Mamy rok '98 tak? Więc przeskoczmy do 2011. Po 9 latach przeprawa wreszcie jest ukończona, razem z odcinkiem autostrady oczywiście. No i można śmigać.
Most mierzy 1 km i 3 cm długości, a przy jego budowie - po raz pierwszy w Polsce - zastosowano metodę nasuwania podłużnego. Nie będę się rozpisywał na czym ona polega, kto ciekawy świata, ten sobie wygoogluje. 

Imię Armii Krajowej nosi od września 1999 roku.

  L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

piątek, 30 maja 2014

Szmalcówka - pomnik ofiar nazistowskiego obozu

#Mokre. Ulica Grudziądzka 124, to bardzo ważny adres dla miłośników historii II wojny światowej. To właśnie w tym miejscu w latach 1940-1943 mieścił się Umsiedlungslager Thorn - toruński obóz dla wysiedlonych, a następnie podobóz obozu w Potulicach. Do dziś nie zachował się żaden z elementów dawnej infrastruktury, ale o miejscu tym, jak i o śmierci około 1200 osób przypomina nam pamiątkowa tablica.
Na obóz, zlokalizowany w dawnej fabryce przetwórczej smalcu i oleju (stąd potoczna nazwa "Szmalcówka"), składały się cztery budynki i piwnice. Od roku 1940 do końca sierpnia 1941 obszar funkcjonował jako obóz dla wysiedlonych z terenów Toruniu i okolic, a także Prus Zachodnich. Trafiali tam również ci, którzy nie zgodzili się podpisać folkslisty. Od września 1941 do stycznia 1942 roku obszar pełnił rolę obozu "wychowawczego", a od 1 września 1942 roku, aż do chwili zamknięcia w lipcu 1943 był podobozem wspomnianego już obozu w Potulicach.
Nikt nie zabawiał tu dłużej. Tygodniowo przez obóz przechodziło około 3 tysiące osób, w tym kobiety i dzieci. Według książki Toruń dawny i dzisiejszy pod redakcją Mariana Biskupa w grudniu 1941 na terenie Szmalcówki przebywało 2850 osób, z kolei w maju '42 liczba więźniów wzrosła do 3443. Co się działo z tymi ludźmi? Niemcy prowadzili selekcje. Kto zdrów i silny lądował na robotach w III Rzeczy i w Generalnym Gubernatorstwie, pozostałych rozsyłano do innych obozów na terenie całej okupowanej Polski. Oczywiście, to był wariant optymistyczny - szansa na przeżycie. Dramatyczne warunki sanitarne, epidemia tyfusu, głód i bestialstwo strażników zebrały krwawe żniwo pochłaniając życie około 1200 osób, z czego blisko 33% stanowiły dzieci, które spoczęły na pobliskim cmentarzu (zobacz: Pomnik "Dzieciom Polskim - Ofiarom Faszyzmu). Spośród wszystkich ofiar udało się zidentyfikować jedynie 515. Ciała pochowano w zbiorowej mogile na Cmentarzu Komunalnym nr 2.
Na koniec jeszcze parę słów o samym pomniku. Pierwszą wersję odsłonięto w roku 1976. Monument stał w nieco innym miejscu - jakieś 30 m na południowy wschód od obecnej lokalizacji. Na ówczesnej tablicy widniał napis: "Tu zginęło za sprawę niepodległej Polski w latach 1939-1945 z rąk hitlerowskich siepaczy 397 dzieci, 802 kobiet i mężczyzn. Cześć ich pamięci.". W grudniu 2008 roku zakończono prace nad przeniesieniem pomnika, wtedy również zawisła nowa tablica, którą widzicie na zdjęciach powyżej. Według danych UM koszt nowej aranżacji wyniósł 22 tyś. zł.

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

środa, 28 maja 2014

Estakada im. Marka Sudaka

#Jakubskie Przedmieście./#Rubinkowo. Estakada im. Marka Sudaka, zwana potocznie "estakadą Żółkiewskiego" (od nazwy ulicy, na której się zaczyna) powstawała w tym samym czasie co most im. Elżbiety Zawackiej. To jedna i ta sama inwestycja, na którą składają się również drogi dojazdowe, tunel pod pl. Daszyńskiego od ulicy Wschodniej, a także wiadukt nad torami. Celem budowy tego wszystkiego było usprawnienie ruchu w tej części miasta. Estakada to jednocześnie pierwsza tego typu budowla w Toruniu.
widok z ul. Żółkiewskiego
Kim był patron tej inżynierskiej konstrukcji? Mgr. inż. Marek Sudak odpowiadał za cały projekt nowej przeprawy. Do chwili śmierci pełnił funkcję głównego projektanta, który pomimo choroby nowotworowej, wciąż sprawował nadzór nad całą inwestycją. Zmarł 6 grudnia 2011 roku w wieku 44 lat zostawiając po sobie "pamiątki" w postaci mostów m.in. Jana Pawła II w Gdańsku czy w Poganicach nad rzeką Łupawą.
widok z estakady na wieżowiec ZDZ
widok z estakady na Rubinkowo
widok z estakady na Szosę Lubicką i wieżowce "Na Skarpie"
Estakada Sudaka została otwarta dla kierowców 30 sierpnia 2013 roku. Początkowo ruch odbywał się dwukierunkowo z uwagi na wciąż trwające prace zarówno na pl. Daszyńskiego jak i nowym moście. Obecnie samochody mogą jeździć tylko w jednym kierunku - z ulicy Żółkiewskiego do Szosy Lubickiej. 
To jeszcze na koniec trochę liczb. Estakada ma 300 m długości i 10 m szerokości. Konstrukcja stalowa waży - bagatela - 367 ton. Przy budowie zużyto 3 tysiące m3 betonu konstrukcyjnego oraz 700 ton stali zbrojeniowej. Estakada Żółkiewskiego łączy dwie dzielnice: Jakubskie Przedmieście z Rubinkowem.
widok z wieżowca ZDZ

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

wtorek, 27 maja 2014

Grób gen. Elżbiety Zawackiej

#Chełmińskie Przedmieście. Na najstarszej nekropolii miasta - Cmentarzu św. Jerzego - spoczywa wyjątkowa torunianka - generał brygady, profesor doktor habilitowana Elżbieta Zawacka, jedyna kobieta cichociemna, która przeszła kurs skoczków w Anglii. Jej grób zaprojektował toruński artysta Zbigniew Mikielewicz, który ma na swoim koncie kilka instalacji w mieście, m.in. rzeźby Kargula i Pawlaka przed Cinema City, psa Filusia na Starówce czy pomnik prezydenta Władysława Raczkiewicza, jest również autorem warszawskiego monumentu przedstawiającego samego generała "Grota".
Korzystając z okazji chciałbym przedstawić Wam skróconą wersję biografii pani generał. Tak więc... 

Elżbieta Zawacka urodziła się 19 marca 1909 roku w Toruniu. Od wczesnej młodości wykazywała zainteresowanie wojskowością. Marzyła o tym, aby któregoś dnia przywdziać mundur. W czasie studiów związała się z Organizacją Przysposobienia Kobiet do Obrony Kraju, a po ukończeniu wydziału matematczno-przyrodniczego na Uniwersytecie Poznańskim podjęła pracę nauczycielki. Pracowała w szkole, a także szkoliła młode kobiety w Organizacji. Wykazywała się niezwykłym zdyscyplinowaniem, charyzmą, rzetelnością, a także zdolnościami przywódczymi.
Wybuch II wojny światowej miał wystawić na próbę wszystkie umiejętności jakie przez lata zdobywała. W czasie kampanii wrześniowej broniła Lwowa będąc żołnierzem Kobiecego Batalionu Pomocniczej Służby Wojskowej. To był tylko wstęp do jej dalszej działalności, ponieważ od 2 listopada 1939 roku zaangażowała się w pracę w podziemiu. Pewnego dnia dostała telefon. Ktoś przekazał jej hasło: „Biała sukienka jest już gotowa” co oznaczało, że otrzymała nowy przydział do Wydziału Łączności Zagranicznej KG ZWZ „Zagroda”. Przyjęła wtedy pseudonim „Zo”, który miał odtąd wzbudzać szacunek wśród towarzyszy broni.

Funkcja kuriera ZWZ, a po ’42 roku AK, wiązała się z wielkim ryzykiem. Paradoksalnie, to nie praca w AK przykuła uwagę Niemców, a jej działalność w WSK. Sama Zawacka wspominała o śledzących ją agentach Gestapo, przejażdżkach do Berlina z którego wracała z walizką pełną pieniędzy dla podziemia. Z pewnością w tych misjach pomagał jej wygląd (blondynka o niebieskich oczach) i biegłość w języku niemieckim. Jej bezczelność względem Niemców na tyle była daleko idąca, że pozwalała sobie na podróże w wagonach „nur fur Deutsche”. Jednak nikt nie zorientował się, że obok nich siedzi Polka. I pomimo iż przekraczała granicę III Rzeszy ponad 100 razy (dziś trudno określić ile dokładnie, ponieważ sama Zawacka po pierwszej setce przestała liczyć) nigdy nie wpadła, choć raz było blisko. Wracała z Berlina z kolejną transzą pomocy dla Armii Krajowej. Dolary pochodziły z Londynu rzecz jasna, ale ze względów bezpieczeństwa nie można było ich przewieźć bezpośrednio z Anglii. Mechanizm był bardzo prosty, choć wymagał kilku zaufanych ludzi w bankach. Tak więc bank w Londynie przelewał pieniądze na konta w banku szwedzkim, a bank szwedzki, do banku w Berlinie, gdzie zaufany człowiek pobierał gotówkę, a następnie przekazywał ją innemu człowiekowi, który oddawał zapakowaną całość kurierce.

Zawacka – jak już wcześniej wspominałem – wracała z kolejną walizą wyładowaną dolarami. Wysiadła w Sosnowcu i jako, że była już godzina policyjna postanowiła odwiedzić siostrę i u niej spędzić noc. Od sąsiadki dowiaduje się, że Klara (siostra Elżbiety) została aresztowana przez Gestapo. Zawacka już wie, że to na nią polują. Udaje się więc do koleżanki sprzed wojny i u niej znajduje schronienie. Następnego dnia nadaje walizkę z pieniędzmi na przechowalnię. Kwit przekazuje łączniczce z Katowic, a sama wraca do Warszawy – jest śledzona i gdzieś w okolicach Żyrardowa wyskakuje z pociągu i na pieszo maszeruje do stolicy. Wkrótce dowiaduje się, że Niemcy aresztowali również jej rodziców i starszą siostrę. W łapy okupantów wpadł również brata Zawackiej, ponieważ odmówił podpisanie folkslisty, został wysłany do obozu w Oświęcimiu, gdzie zginął. Klarę osadzają w obozie w Ravensbruck i udaje jej się przeżyć wojnę. Walizka z pieniędzmi w końcu trafia do KG AK, ale Gestapo wydaje za nią list gończy. „Zo” jest poszukiwana. Jednak od przełożonych dostaje kolejne zadanie. Ryzykowne, ale to jedyna szansa na ucieczkę. Ma udać się w podróż do Londynu i przekazać generałowi Sikorskiemu ważne informacje z okupowanej Polski. Ufarbowana na rudo leżąc na deskach nad zbiornikiem wodnym parowozu przejeżdża Francję, Andorę i Hiszpanię.

Generałowi melduje się na kilka dni przed jego śmiercią. Niewiele jednak wynika z tego spotkania. „Zo” za wszelką cenę chciała wrócić do Polski. W tym celu oddelegowano ją na szkolenie cichociemnych. Nigdy nie przeszła całego kursu. Jej szkolenie skupiało się przede wszystkim na skokach spadochronowych, sama również szkoliła przyszłych cichociemnych. Dzięki swojej determinacji, na przekór nieprzychylnemu jej Oddziałowi VI Sztabu Naczelnego Wodza, udaje jej się - jako jedynej spośród 15 kobiet - ukończyć szkolenie. 10 września 1943 roku wraca do Polski skacząc ze spadochronem już jako elitarny żołnierz. Zawacka wspomina swój powrót z uśmiechem: „Oni mnie przyjmują i jak zwykle chcą wziąć w ramiona i nagle odskakują: kobieta!”. Sama nigdy nie pozwoliła sobie choćby na flirt powtarzając, że wojna nie jest najlepszym czasem na takie rzeczy.

Po powrocie ponownie była kurierem Armii Krajowej jednak w marcu 1944 roku „Zo” groziło kolejne aresztowanie. Przełożeni postanowili więc przenieść ją do dowództwa Wojskowej Służby Kobiet i to właśnie jako żołnierz WSK brała udział w Powstaniu Warszawskim.
Po kapitulacji stolicy przedostała się do Krakowa, skąd koordynowała siatkę kurierską na trasach do Szwajcarii. Po demobilizacji w 1945 roku nadal działała w podziemiu, ale tym razem antykomunistycznym. Nie trwało to długo. Wymęczona wojną postanowiła zacząć „normalne” życie. Podjęła więc pracę w Państwowym Urzędzie Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego przy Ministerstwie Obrony Narodowej. Jednak będąc przeciwniczką władz komunistycznych i ich metod zrezygnowała i od 1948 roku pracowała jako nauczycielka w Łodzi, Toruniu i Olsztynie.

Władza Ludowa nie zapomniała o jej zasługach w czasie wojny. 5 września 1951 roku dochodzi do jej aresztowania. W czasie przesłuchań przez UB każą jej siadać na nodze od stołka, grożą śmiercią. W ostateczności zostaje skazana na 10 lat więzienia za szpiegostwo. Jednak na wolność wychodzi już w lutym 1955 roku na mocy amnestii ogłoszonej po śmierci Stalina. Wraca do pracy w oświacie ucząc w szkołach w Sierpcu i Toruniu. Stopień doktora nauk humanistycznych uzyskuje na toruńskim UMK, następnie wyjeżdża do Gdańska, gdzie podejmuje pracę w Wyższej Szkole Pedagogicznej. W 1975 po uzyskaniu habilitacji wraca do Torunia gdzie podejmuje pracę w Instytucie Pedagogiki i Psychologii na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Próbowała otworzyć Zakład Andragogiki, ale w 1978 roku na skutek represji Służby Bezpieczeństwa postanowiła odejść na emeryturę.

Od tej chwili poświęca cały swój czas, aby dokonać dzieła życia. Gromadzi informacje i dokumenty na temat Armii Krajowej i działalności kobiet w jej strukturach. Jej wysiłek zostaje nagrodzony dopiero w roku 1990, kiedy to z inicjatywy „Zo” powstaje Fundacja „Archiwum Pomorskie Armii Krajowej”, w roku 1993 została Honorową Obywatelką Torunia, a w 2007 roku zostaje fundatorką pomnika Wojskowej Służby Kobiet, który możemy oglądać w Warszawie przy wejściu do Muzeum Wojska Polskiego. 

Otrzymała wiele odznaczeń państwowych i wojskowych, w tym to najważniejsze – Order Orła Białego. Z kolei 3 maja 2006 roku Prezydent Lech Kaczyński mianował ją na stopień generała brygady czyniąc z „Zo” drugą – po Marii Wittek – kobietę-generał w Wojsku Polskim.

Elżbieta Zawacka zmarła 10 stycznia 2009 roku w Toruniu. W wojskowym orszaku żałobnym odprowadzili ją przyjaciele, znajomi oraz mieszkańcy i władze miasta. Jeszcze w tym samym roku postanowiono, że planowany most drogowy będzie nosił jej imię, ale dopiero po ukończeniu inwestycji, dokładnie 24 października 2013 roku Rada Miasta przyjęła odpowiednią uchwałę.

Bardzo dziękuję Pani Katarzynie Minczykowskiej 
za cenne uwagi związane z pierwszą wersją tekstu.

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

poniedziałek, 26 maja 2014

Pomnik Żołnierzy Wyklętych

#Stare Miasto. 10 maja br., na mapie toruńskich pomników przybył nowy punkt - Monument upamiętniający Żołnierzy Wyklętych, który odsłonięto podczas IV Toruńskiego Marszu Rotmistrza Witolda Pileckiego. Pomnik zlokalizowano na promenadzie przy al. Solidarności. Od początku kibicowałem tej inicjatywie i... oto jest i co najważniejsze wzbudza zainteresowanie przechodniów, którzy przystają, aby zapoznać się z treścią tablicy.
Pomnik z pewnością by nie powstał gdyby nie dwoje ludzi: prof. Wojciech Polak - historyk z UMK oraz poseł Zbigniew Girzyński z PiS (nie przepadam za facetem, ale miał swój udział w budowie, więc chwała mu za to). To ci dwaj panowie zorganizowali forsę i przekonali do tej inicjatywy Radę Miasta, która 23 maja 2013 roku - znaczącą większością głosów - wyraziła zgodę na postawienie monumentu. Radni wyskrobali również 50 tyś. zł z budżetu miasta na zagospodarowanie terenu wokół pomnika.
Twórcą dzieła jest artysta rzeźbiarz Tadeusz Antoni Wojtasik, który w prostej formie uchwycił sedno tematyki. Surowy kamień i tablica częściowo zasłonięta zakrwawioną kratą. To kolejny, po Pomniku Ofiar Barbarki, monument, który w dosłowny, a zarazem brutalny sposób przedstawia nam historię taką jaką była. Bez wybielacza czy choćby mydła w płynie.
Żołnierze Wyklęci do ostatniego człowieka walczyli z komunistami. Oczywiście, że była to walka z wiatrakami. Osaczeni przez NKWD, Urząd Bezpieczeństwa i zdrajców ukrywali się w lesie, przeprowadzali akcje dywersyjne i chronili ludność cywilną. Nie zdołali jednak ocalić siebie, jednakże do końca pozostawali wiernymi żołnierzami Rzeczypospolitej Polskiej. I chociażby za to zasługują na pomnik - ten niewielki gest pamięci, ale jakże ważny. A czemu akurat w Toruniu? To bardzo proste: to właśnie na terenie obecnego województwa kujawsko-pomorskiego działały oddziały m.in. "Mściciela", "Rysia", "Graba" czy "Hardego", i to między innymi im dziękują torunianie.

 L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

niedziela, 11 maja 2014

Stadion K.S. Apator im. Mariana Rose

maj 2009
#Bydgoskie Przedmieście. Jest wiele miejsc w Toruniu, których już nie ma. Niektóre - jak Miejska Rzeźnia przy ul. Targowej - zniknęły same, wystawione do nierównej walki z dużo silniejszym przeciwnikiem jakim jest czas, inne - takie jak to miejsce - zostało zastąpione innym.

Stadion K.S. Apator, powstał jeszcze przed II wojną światową - w roku 1924 i przez pierwsze dekady służył jako ujeżdżalnia koni.
Dopiero w roku 1950, po odnowionym torze, pojechały pierwsze motocykle. Przez kolejne lata stadion był modernizowany, a że w PRL-u wszystko musiało trwać, to inauguracja toru żużlowego miała miejsce dopiero 10 października 1957 roku. 10 tysięcy kibiców zebrało się, by punktualnie o godzinie 14:00 być świadkami wydarzenia wiekopomnego w historii toruńskiego żużla. Wtedy, w roku 1957, stadion otrzymał imię Zbigniewa Raniszewskiego, który zginął ponad rok wcześniej podczas meczu żużlowego w Wiedniu. Występował wtedy pod barwami Gwardii Bydgoszcz, ale wcześniej jeździł dla Torunia i to właśnie w Toruniu został pochowany (może kiedyś zabiorę Was na jego grób).
Z kolei nazwa - Stadion K.S. Apator im. Mariana Rose - która towarzyszyła do samej śmierci obiektu została nadana w roku 1994 uchwałą Klubu Sportowego Apator Toruń. Marian Rose przez 12 lat jeździł dla Torunia, raz zdobywając tytuł Drużynowego Mistrza Świata. Zginął w wyniku poniesionych ran w wypadku na torze w Rzeszowie i podobnie jak Raniszewski spoczął na cmentarzu przy ul. Wybickiego.

25 października 2008 roku odbyła się ostatnia impreza - finał Pomorskiej Ligi Młodzieżowej. Ten dzień był również dniem zamknięcia stadionu. Nie był to jednak smutny czas, ponieważ kilometr dalej rosła Motoarena, a stary stadion został sprzedany za ponad 60 mln złotych. Dziś w miejscu tym stoi Centrum Handlowe PLAZA (jeszcze przez chwilę największe w mieście), a młodzi mieszkańcy Torunia nie mają pojęcia co było tu wcześniej.

Wszystkie zdjęcia zrobiłem 1 maja 2009 roku. Krótko potem stadion został wyburzony.

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

czwartek, 8 maja 2014

Zbiorowa mogiła 711 Polaków

#Koniuchy. W dniu rocznicy zakończenia II wojny światowej w Europie zajrzałem na Cmentarz Komunalny nr 2 im. Ofiar II Wojny Światowej. Dziś chciałbym Wam pokazać jedno z kilku ważnych miejsc na tym cmentarzu - zbiorową mogiłę 711 Polaków zamordowanych przez Niemców w latach 1939 - 1945.
Po obu stronach granitowego obelisku ustawione są bloki z tablicami, na których wyryto dane ofiar. Część z nich zginęła w pobliskim obozie dla wysiedlonych, tzw. Szmalcówce. O tym miejscu już wkrótce zamieszczę osobny wpis.

 L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

czwartek, 1 maja 2014

Stacja PKP Toruń-Grębocin

#Grębocin Nad Strugą. Korzystając z - w miarę - przyzwoitej pogody, wsiadłem na rower i trafiłem do dzielnicy Grębocin Nad Strugą, gdzie w bliskim sąsiedztwie elektrociepłowni znalazłem prawdziwą perełkę brzydoty - stację kolejową Toruń-Grębocin.
Aby tu dojść trzeba pokonać zaniedbaną polanę lub przeskoczyć na dziko przez tory. Ku mojemu zaskoczeniu przystanek wciąż funkcjonuje czego dowodem jest zdjęcie poniżej.
Pociągi Arriva - bo tylko one tu docierają - zatrzymują się kilka razy dziennie. Wczesnym rankiem i wieczorem można dojechać nawet do Bydgoszczy. Gorzej, jeżeli byśmy chcieli wrócić z powrotem. Czy przystanek cieszy się popularnością? Podejrzewam, że nie, ale czy można się temu dziwić? Pracownicy elektrociepłowni czy też okolicznych firm, którzy mieszkają w Toruniu zapewne wybierają komunikację miejską, reszta - PKS-y chociaż pewnie nie wszyscy.
Fatalna lokalizacja i jeszcze gorsze dojście sprawiają, że stacji praktycznie nie widać. Będąc w tych rejonach kilka lat temu zupełnie nie dostrzegłem tej szpecącej wiaty z blachy falistej. Obrazu nędzy i rozpaczy dopełniają ohydne bazgroły, których nie sposób nazwać graffiti oraz rdza, o wyrwanej ławce nie wspominając. Nie mówię, żeby w Grębocinie od razu stawiać dworzec, ale trochę świeżej farby, a najlepiej całkowicie nowa wiata, by się porostu przydała. Trochę wstyd, że coś tak paskudnego stoi w naszym mieście, bo Panie i Panowie, to wciąż jest Toruń, chociaż niechętnie to przyznaję.

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>