niedziela, 25 października 2015

Kościół św. Mikołaja

widok na prezbiterium, w tle pozostałości po kaplicy św. Katarzyny
#Stare Miasto. Wracamy na tzw. plac podominikański. Ostatnio byliśmy tu, gdy pokazywałem Wam Dotykową Makietę Starówki. Tym razem Waszą uwagę chciałbym zwrócić ku ruinom Kościoła św. Mikołaja, który zniknął z krajobrazu Starówki na początku XIX wieku.
Geneza powstania świątyni sięga drugiej połowy XIII wieku i wiąże się z wielką determinacją dominikanina Heidenryka, który od 1245 roku stał na czele diecezji chełmińskiej. To nie kto inny, jak właśnie brat Heidenryk skłonił Krzyżaków, aby ci ufundowali klasztor w Elblągu. Następny miał być Toruń, ale na skutek sporów z Zakonem trzeba było zawiesić plany. Jednakże dominikański zakonnik należał do ludzi cierpliwych i czekał na odpowiedni moment. Ten nadszedł w latach ’60 XIII w. Mija zatem 17 lat od powstania konwentu dominikanów w Elblągu, gdy Heidenryk, niczym wytrawny lobbysta, korzystając z chwili ocieplenia stosunków, nakłania wielkiego mistrza Anno von Sangerhausena do wydania pozwolenia na budowę toruńskiego klasztoru dla swych braci. Ostateczne decyzje zapadły na wielkim zjeździe w Toruniu w lutym i marcu 1263 roku. Dokument fundacyjny Sangerhausen wystawił miesiąc później, 2 kwietnia w Chełmnie. To właśnie wtedy wyznaczono dominikanom parcelę nad Strugą Toruńską, poza murami Starego Miasta. Budowę kościoła i kompleksu klasztornego planowano rozpocząć jeszcze w tym samym roku, ale nieoczekiwanie na przeszkodzie stanęły wojska powstańców pruskich, które były realnym zagrożeniem dla miasta. Dominikanie nawet poprosili Zakon, aby ten przekazał im inny kawałek ziemi wewnątrz miejskich murów. Na to jednak Krzyżacy się nie zgodzili, zresztą już w następnym roku plac dominikański przyłączono do powstałego właśnie Nowego Miasta, które wzniosło swoje obwarowania.
pozostałości po nawie północnej, głównej i południowej
Kościół św. Mikołaja rodził się więc około 20 lat. Źródła podają, że został ukończony przed 1285 rokiem. Powodem, dla którego świątynia powstawała tak długo, były z pewnością kłopoty z pozyskiwaniem funduszy. Dominikanie utrzymywali się tylko i wyłącznie z dobrowolnych datków wiernych. Chcąc poprawić swoją sytuację finansową, wpadli na pomysł wydawania listów odpustowych, które nie tylko odpuszczały winy grzesznika, ale i były „biletem na pendolino do nieba”. Czy była to moralna praktyka? Patrząc z dzisiejszej perspektywy, zabiegi dominikanów wydają się mało etyczne, z drugiej jednak strony, braciszkowie tylko czerpali ze studni ludzkiej próżności, wykorzystując małostkowość wiernych do celów wyższych. Tym celem była budowa świątyni – jedynej w Toruniu, która od początku do końca miała być katolicka.
w miejscu drzewa była kiedyś zakrystia
Swoją pierwszą poważną przebudowę kościół przeszedł już w latach ’20 XIV w. W roku 1327 prace budowlane przerwała wojna polsko-krzyżacka, tak więc na ostateczne zakończenie prac katoliccy torunianie czekali aż do lat ‘40.
rys. Steinera z ok. 1740 r. (źródło: tablica informacyjna przy ruinach)
plan kościoła św. Mikołaja i klasztoru dominikanów
Kościół św. Mikołaja był w znacznym stopniu gotycki i uchodził za najbardziej okazałą, wręcz monumentalną budowlę Nowego Miasta. Nie był jednak ognioodporny i tak już w 1351 musiał przejść remont po pożarze. Kolejny wybuchł w 1424, potem były jeszcze ostrzały artyleryjskie i bombardowanie: w roku 1658 w czasie potopu szwedzkiego oraz w 1703 w czasie oblężenia – również – Szwedów. Ostatni pożar odnotowano w 1764 roku.
rys. Steinera z ok. 1740 r. (źródło: archiwum pT)
Z pewnością nie dowiedzielibyśmy się, jak wyglądał kościół i zespół klasztorny, gdyby nie rysunki Jerzego Fryderyka Steinera z ok. 1740 roku. To właśnie temu toruńskiemu rysownikowi-amatorowi, który z zawodu był garbarzem-białoskórnikiem, zawdzięczamy wyjątkowe szkice XVIII-wiecznego Torunia i jego okolic.
pozostałości po kaplicy św. Katarzyny
Dominikanie, na przestrzeni wieków, dość prężnie rozwinęli swą aktywność duszpasterską. Oddziaływanie na katolickich torunian było dość duże. Propolscy zakonnicy duży nacisk kładli na wychowanie patriotyczne, a jednym z przejawów opiekuńczości dominikanów było powołanie przykościelne Bractwa św. Szczepana, które skupiało młodzież z rodzin rzemieślniczych. I chociaż pod koniec XVIII wieku działalność zakonników znacząco osłabła, kościół św. Mikołaja nadal pozostawał bardzo lubiany przez mieszkańców Torunia.
spojrzenie z prezbiterium w kierunku naw
II rozbiór Polski w 1793 roku przyniósł torunianom pruską niewolę. Miasto stało się częścią Królestwa Prus. Dla katolików nie był to najlepszy czas. W pierwszym okresie panowania, zaborca określił brutalną politykę, która mówiąc wprost, była antykatolicka. W 1810 roku rozpoczęła się seria wyburzeń toruńskich świątyń. Pierwsza była kaplica św. Ducha, cztery lata później legła w gruzach kaplica św. Katarzyny, a w 1824 ich los podzielił kościół św. Wawrzyńca, który stał na terenie dzisiejszego Muzeum Etnograficznego
Właściwie los kościoła św. Mikołaja już w roku 1819 był przesądzony. To właśnie wtedy toruński zakon dominikański uległ kasacji. Zresztą ilość zakonników kurczyła się w tempie lawinowym. W roku 1805 w Toruniu było 30 dominikanów, a w 1817 już tylko ośmiu. Ci, którzy zostali do końca, czyli do 22 września 1819 roku, zostali przeniesieni do Chełmna. W 1820 wyburzono klasztor, natomiast sam kościół, na mocy rozporządzenia z 27 lutego 1821 r., przekazano miastu na cele sakralne z zastrzeżeniem, że w razie potrzeby miasto może przeznaczyć budynek na inne cele. Tak się zresztą stało – w 1830 roku kościół zamieniono w magazyn wojskowy, by cztery lata później ostatecznie go zburzyć. W jego miejscu powstał magazyn prowiantowy Twierdzy Toruń, nie wiedzieć czemu nazwany „Nowym Arsenałem” oraz areszt, który nie przetrwał do naszych czasów.
kopia malowidła pasyjnego z kościoła św. Mikołaja
Część wyposażenia kościoła św. Mikołaja została przeniesiona do innych świątyń w Toruniu, Kowalewie i Złotorii. Do kościoła św. Jakuba trafił m.in. piękny obraz pasyjny nieznanego autora wykonany po roku 1480. Kopia tego dzieła wisi na szczytowej ścianie kamienicy przy ul. Most Pauliński i jest bardzo dobrze widoczna z ruin kościoła.
W 2013 roku plac podominikański przeszedł metamorfozę: oprócz makiety Starówki, pojawiły się również ławki, parking rowerowy oraz nowa ścieżka. Niestety, miejsce to wciąż jest chętnie odwiedzane przez smakoszy taniego wina, a zarośla nieopodal dawnej kaplicy św. Katarzyny służą za ubikację dla bezdomnych. 
Spacerując wokół ruin kościoła św. Mikołaja, niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że pod ich nogami ukryte są podziemia nieistniejącej świątyni. W latach ’90 archeolodzy odkryli i zabezpieczyli grobowce, a w sklepieniach najlepiej zachowanych krypt uzupełniono ubytki, znaleziono również szczątki pochowanych tu osób.

Dziś plac podominikański, to urokliwy zakątek Starego Miasta, który ma za sobą bogatą historię. Stojący tu ongiś kościół, przez wieki był jednym z nielicznych bastionów polskości w niemieckim Toruniu, a gruzy upadłej świątyni stały się jedną z nici, z której utkano wewnętrzny pierścień Twierdzy Toruń.

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

4 komentarze:

  1. Bardzo lubię Pańskiego bloga - w ogóle cieszę się, że taki istnieje i dziw bierze, że ma tak mało odbiorców. Zawsze dobrze dowiedzieć się czegoś o mieście, w którym przyszło żyć:) I piszę to jako studiująca Płocczanka:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Największy błąd polega na tym, że teren podominikański nie znajduje się na Starym Mieście - jak uparcie podaje autor. Nawet nigdy w swojej historii nie leżał na Starym Mieście. Czy to wynika z niewiedzy? czy z ignorowania faktów i topografii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę czytać ze zrozumieniem. W tekście wyraźnie jest napisane, że kościół został pobudowany poza murami Starego Miasta, z tym że teraz nie mamy administracyjnego podziału na Stare i Nowe Miasto. Jest, po prostu Stare Miasto (Starówka Zespół Staromiejski) tworzące jedną dużą dzielnicę, podobnie jak Bydgoskie Przedmieście, Rubinkowo, Podgórz i pozostałych 20 części urzędowych Torunia.

      Usuń
    2. Nie ma "po prostu Stare Miasto", bo takie stwierdzenie jest ignorowaniem tożsamości i wyjątkowości Torunia, jest spłycaniem istotnego faktu: takiego, że NADAL MAMY i Stare Miasto i Nowe Miasto i nikt tego nie zlikwidował. Tak jak mamy Rynek Nowomiejski, który jest centrum Nowego Miasta, tak mamy Rynek Staromiejski, który jest centrum Starego Miasta. Żadne "urzędowe nazwy" (nie zawsze wszystko co urzędowe jest właściwe) nie mogą być wymówką do lekceważenia tożsamości i dziedzictwa Torunia, bo powielanie bylejakości i traktowanie wszystkiego powierzchownie i "po prostu" prowadzi do zatracenia dziedzictwa i cech wyjątkowych. Tak samo, jak w Gdańsku mamy Główne Miasto i Stare Miasto i tylko ignoranci nazywają to wszystko "po prostu starówką", nie daj Boże pisząc "starówka" z wielkiej litery, jakby była to jakaś nazwa własna albo oficjalna...
      Raczej należy podkreślać wyjątkowość Torunia (który jak rzadko które miasto składa się ze Starego Miasta i Nowego Miasta), a nie lekceważąco twierdzić, że to wszystko to "jedna duża dzielnica". Nie "jedna", bo zróżnicowana. Na tym polega wyjątkowość Torunia.

      Usuń