|KSIĄŻKA|
![]() |
📂 № 4/2021 (373) |
Swój egzemplarz sprowadziłem aż z Wrocławia i pomimo 73 lat, które odbiły się na pożółkłych stronach, nie był ani razu czytany. Skąd ta pewność? Ano stąd, że strony były nieporozcinane. W ogóle książka chyba nie miała spotkania z gilotyną, ale traktuję to jako część jej uroku. W każdym razie, strony porozcinałem i zabrałem się do lektury. Zanim jednak napiszę kilka zdań o fabule powieści, chciałbym zwrócić waszą uwagę na Autorkę. Emilia Skibniewska-Polcoch, to kolejna pisarka niezwiązana z Toruniem, która zdecydowała się o nim napisać. Autorka mieszkała przed wojną w Warszawie i tu też wydała w 1928 roku swoją debiutancką powieść Na przełęczy. Po klęsce powstania w 1944 roku opuściła stolicę i osiadła w małopolsce, a konkretnie w Myślenicach. Tu uczyła języka polskiego w liceum, tutaj także powstali Muratorowie Św. Jana. Trochę przejrzałem internet i wychodzi na to, że to była Jej druga i ostatnia książka.
A skoro już o książce mowa... Muratorowie Św. Jana to rozgrywająca się w latach 1250 – 1671 powieść historyczno-obyczajowa o rodzie Strzępirogów. Co, nie słyszeliście o nim? Spokojnie ja też. Ale to nazwisko faktycznie figuruje w wykazie czynszów miejskich, które były spisywane od 1317 r. Wydaje mi się jednak, że życiorysy kolejnych członków rodziny zostały na potrzeby książki zmyślone, niemniej całe tło i świat, w którym przyszło żyć kolejnym pokoleniom, są jak najbardziej historyczne. Tłem tym jest tu Kościół Św. Jana (choć czasem wydaje się głównym bohaterem powieści) czyli dzisiejsza Bazylika katedralna św. Janów i kolejne budowy i przebudowy tej świątyni. Warto tu wspomnieć, że obecna budowla jest czwartą, która stoi w tym miejscu, a pierwsza powstała prawdopodobnie tuż po lokacji Torunia. O tym wszystkim pisze również Emilia Skibniewska-Polcoch i robi to dość ciekawie. Piszę „dość” ponieważ nie przepadam za przedwojenną kompozycją zdań, a właśnie z taką mamy tu do czynienia. Trzeba się po prostu do tego przyzwyczaić, przestawić zapadki w mózgu na styl retro, a wtedy jakoś da się przez to przebrnąć.
Wspomniałem wcześniej, że Muratorowie Św. Jana to powieść historyczno-obyczajowa. Według mnie taka właśnie jest. Wątki obyczajowe dotyczą oczywiście przedstawicieli kolejnych pokoleń rodu Strzępirogów. Jako Czytelnicy, jesteśmy świadkami zarówno ich wzlotów, jak i upadków, radości i tragedii. A wszystko zaczyna się od Janka Strzępiroga i jego oddaniu budowie staromiejskiej świątyni. Właściwie życie każdego męskiego przedstawiciela tej rodziny w mniejszym lub większym stopniu kręci się wokół budowy kolejnych kościołów pw. św. Jana. Oddani sprawie, poświęcają się jej bez reszty, często przypłacając to swoim zdrowiem (również psychicznym), a nawet życiem.
Jako, że książka ma niespełna 170 stron, a akcja rozkłada się na ponad 420 lat, dzieje się tu wiele. Wydarzenie goni wydarzenie, a gdzieś na trzecim planie majaczą nam dzieje samego Torunia: budowa i rozbudowa ratusza, upadek Krzyżaków, najazd Szwedów...
Muratorowie Św. Jana, to kolejna po Toruńskiej Królewnie ciekawostka literacka związana z naszym miastem. Co do dostępności książki... No cóż, jest to pozycja raczej uznawana za rzadką. Najlepiej więc śledzić allegro i polować na okazję.