piątek, 16 grudnia 2016

Muzeum Piśmiennictwa i Drukarstwa w Grębocinie

 Z cyklu... W MUZEUM
Grębocin.
To jedno z największym tego typu muzeów w Europie i jedno z pierwszych w Polsce, w którym postawiono na żywą lekcję historii. Zadomowione w średniowiecznych murach kościoła św. Barbary, ekspozycje imponują swym bogactwem i różnorodnością. Wciąż jednak nie wszyscy wiedzą, że w bliskim sąsiedztwie Torunia mamy takie skarby. Pora to zmienić. Zabieram Was do Muzeum Piśmiennictwa i Drukarstwa w Grębocinie. Gotowi na podróż w czasie? Marty, odpalaj deloreana! 

Jeżdżąc po Toruniu, czasem można się rozpędzić i wyjechać poza jego granice. Czasem jednak robi się to całkiem świadomie i widok zielonej tablicy z przekreśloną nazwą twojego ukochanego miasta nie jest zaskoczeniem. W miejscu, gdzie na północnym-wschodzie kończy się Toruń, swój początek ma Grębocin – niewielka wieś składająca się głównie z osiedli domków jednorodzinnych i licząca około trzech tysięcy mieszkańców. Przejeżdżając ulicą Toruńską, a potem wracając ulicą Nad Strugą, zrozumiałem, gdzie uciekają torunianie i dlaczego z każdym rokiem ich liczba spada. Część z nich znajduje swoje miejsce w takich wsiach, jak Grębocin, gdzie życie jest nie tylko spokojniejsze, ale i tańsze, a połączenie z miastem dogodne, jeśli pominiemy korki w godzinach szczytu.
lata '60 (źródło: Grębocin.pl)
lata '60 (źródło: Grębocin.pl)
rok 1998 (źródło: Grębocin.pl)
O tutejszym Muzeum Piśmiennictwa i Drukarstwa wiedziałem od kilku lat, ale jakoś zabrakło samozaparcia, aby się tu wybrać. Wystarczy jednak przekroczyć próg dawnego kościoła ewangelickiego, aby odkryć, że to miejsce wyjątkowe, posiadające niepowtarzalny klimat i prowadzone przez ludzi z pasją. Siedzibą muzeum jest dawny Kościół św. Barbary z przełomu XIII i XIV wieku, który w 1565 r. za sprawą toruńskich włodarzy przeszedł w ręce ewangelików. Funkcje sakralne stracił w latach ’20 XX w., a w 1930 r. został wpisany do rejestru zabytków i posiada najwyższy stopień klasyfikacji. Klasa „0” zarezerwowana jest dla obiektów o szczególnym znaczeniu artystycznym i historycznym, co tylko potwierdza jego ogromną wartość. Ale nie zawsze tak było, czego dowodzą archiwalne zdjęcia z lat ’60, gdy kościół przypominał… a raczej był ruiną. Pozbawiona dachu i zarośnięta świątynia została uratowana w ostatnim momencie. Na przełomie lat ’60 i ’70 podjęto decyzję o utworzeniu w gmachu gminnej biblioteki, ale pierwsze prace podjęto dopiero 10 lat później. Renowacja, a po części także rekonstrukcja kościoła, choć zrealizowana w około 60%, nie została jednak ukończona, a biblioteka nigdy nie powstała. Przepiękny średniowieczny gmach ponownie został skazany na powolną degenerację i pewnie do dziś niewiele by z niego zostało, gdyby nie Dariusz Subocz, który w 1998 roku kupił cały teren. Kościół nie mógł trafić w lepsze ręce – w końcu Pan Subocz jest konserwatorem zabytków. Od tego czasu zaczyna się żmudny i powolny proces przywracania dawnej świetności świątyni. Prace konserwatorsko-restauratorskie trwały sześć lat, był to czas wytężonej pracy motywowanej determinacją właściciela, przy duchowym wsparciu patronki – św. Barbary. Budowla odzyskała blask i w 2004 roku otworzono tu Muzeum Piśmiennictwa i Drukarstwa. Muzeum swój charakter i kierunek zawdzięcza po części bogatym tradycjom drukarstwa toruńskiego, a także historii papierni w Lubiczu i Pruskiej Łączce, których początki sięgają XVIII w. 

Właściciele Muzeum (małżeństwo Suboczów) od początku stawiali na interakcję między zwiedzającymi a eksponatami. Wówczas – w 2004 r. – było to podejście w polskim muzealnictwie wręcz nowatorskie (w tym samym roku na podobnych zasadach ruszyło Muzeum Powstania Warszawskiego). Wystawy stałe podzielone są na trzy działy: drukarski, papierniczy i piśmienniczy. Ten pierwszy zwieńcza wspaniała kolekcja pięknych i bogato zdobionych pras, tzw.  „kolumbijek” z XIX wieku. Ich nazwa wzięła się od hrabstwa Columbia w stanie Waszyngton, skąd pochodził George Clymer, konstruktor tych maszyn. Wśród zbiorów znalazły się też inne prasy drukarskie, m.in. cztery XIX-wieczne brytyjskie Albiony, prasa litograficzna z 1870 roku czy replika drewnianej maszyny Gutenberga. Prasy, choć stanowią ważną część muzeum, a ich ilość jest wręcz imponująca (inne europejskie placówki tego typu dysponują co najwyżej czterema egzemplarzami, a w Grębocinie jest ich aż dziewięć), nie są jedynymi eksponatami. Znajdziemy tu też inne, znacznie mniejsze, ale równie cenne przedmioty, m.in.: interesujący zbiór papierów ze znakami wodnymi oraz papierów czerpanych z najdalszych zakątków świata, warsztat Gutenberga ze wspomnianą już repliką jego prasy, kolekcję matryc drukarskich z Chin, Japonii i Indii, tabliczki woskowe, egipskie papirusy, kałamarze czy stylizowane średniowieczne skryptorium.

Dawny kościelny chór zaadaptowano na klasę szkolną – to kolejny wehikuł czasu w Muzeum Piśmiennictwa i Drukarstwa w Grębocinie. Siadając w starych drewnianych ławkach, pochodzących ze szkoły w Tczewie, mając przed sobą kałamarz i gęsie pióro poczujecie się, jak uczniowie z pokolenia Waszych rodziców czy dziadków, a starsi przypomną sobie młodzieńcze lata, a może nawet wywołają w pamięci demony przeszłości o twarzach surowych nauczycielek, uzbrojonych w drewniane linijki, gotowe w każdej chwili pacnąć po łapach niesfornego ucznia. Uczestnicy warsztatów słuchając o pierwszych literach gryzmolonych przez człowieka, pierwszych pionierach słowa drukowanego (nie, nie był to Gutenberg; tego niemieckiego złotnika o czterdzieści lat uprzedzili sprytni Koreańczycy), sami mogą spróbować swych sił z gęsim piórem, atramentem i kartką papieru, którą sami pozyskają w replice XIX-wiecznego stanowiska czerpania papieru – bo w tym wyjątkowym muzeum na każdym kroku czeka Was żywa lekcja historii, i właśnie to czyni to miejsce niepowtarzalnym. Na koniec możecie sami wydrukować sobie certyfikat uczestnictwa w warsztatach na polskiej „bostonce”, a po wyjściu z Muzeum polecam spacer po otaczającym kościół Parku Liter, w którym także stoją eksponaty, a tuż obok pozostałości po przykościelnym cmentarzu ewangelickim.

Do Grębocina, oprócz wycieczek szkolnych, pasjonatów z najdalszych stron Polski, Europy i Ameryki, zjeżdżają również m.in. lubelscy studenci Papiernictwa i Poligrafii, aby teorię przekuć w praktykę, bowiem każdy eksponat w muzeum jest sprawny, a dostęp do nich ograniczony jedynie godzinami otwarcia placówki. Muzeum, mimo iż z dala od centrum sąsiedniego Torunia i bez państwowego wsparcia, działa prężnie i rocznie przyjmuje około 10 tyś. zwiedzających – to bardzo dużo, jak na muzeum w niewielkiej wsi.

Atutem Muzeum są również jego pracownicy i właściciele, którzy witają gości z uśmiechem, życzliwością i w ciekawej, przyciągającej uwagę formie, odkrywają przed laikami sekrety drukarstwa i piśmiennictwa. To osoby nie tylko kompetentne, ale i wielcy pasjonaci, i – co najważniejsze – potrafią się tą pasją dzielić z innymi. 

Warto też zwrócić uwagę na ręcznie wykonane malowidła zdobiące ściany i – częściowo – sufit. Wprawdzie są współczesne, ale doskonale oddają klimat tego miejsca, dodając mu charakteru i artyzmu. Przytulne wnętrze sprawia, że panuje tu ciepła atmosfera (dosłownie i w przenośni), a przekraczając próg Muzeum, czas jakby traci na znaczeniu.

Oprócz działalności muzealnej prowadzone są tu także działania konserwatorskie – ostatnio został odnowiony unikalny przedwojenny plan okrętu ORP „Orzeł”, a wcześniej zbiór listów polskich monarchów i bohaterów narodowych, który przechowywany jest w Misji Polskiej w Stanach Zjednoczonych. Niestety, Muzeum Piśmiennictwa i Drukarstwa w Grębocinie, jako prywatna placówka, nie może liczyć na finansowe wsparcie ze strony państwa czy samorządu, przez co jest zmuszona ograniczyć swoje działania. Szkoda, że polskie prawo nie docenia wartości tego typu miejsc. Mimo braku wsparcia, właścicielom udało się stworzyć jedno z najciekawszych muzeów, w którym miałem okazję być. 

Szczegóły dotyczące m.in. godzin otwarcia czy dojazdu do Muzeum znajdziecie na stronie internetowej http://grebocin.pl/.

Gorąco Was zachęcam do odwiedzenia tego wyjątkowego miejsca.

Dziękuję Dyrektorowi Muzeum – Panu Dariuszowi Suboczowi  
oraz Tomaszowi Niklasowi z działu Edukacji i Promocji  
za miłe przyjęcie, rozmowę i udostępnienie zbiorów,  
a także za zgodę na publikację archiwalnych zdjęć.


L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

2 komentarze: