poniedziałek, 10 kwietnia 2017

KSIĄŻKA #15 | „Policja Państwowa w Toruniu (1920-1939)” – Bolesław Sprengel


Historia Policji Państwowej zaczyna się jeszcze pod pruskim zaborem. U schyłku panowania Niemców na ziemiach polskich, zaczęły rodzić się Straże Ludowe. Do ich szeregów wstępowali Polacy, chcąc z jednej strony zapewnić bezpieczeństwo swoim rodakom, z drugiej zaś trzymać w ryzach tych bardziej skorych do popełniania większych lub mniejszych przestępstw. Policja Państwowa w Toruniu powstała 11 czerwca 1920 roku i początkowo składała się w większości z byłych Strażników Ludowych. Książka Bolesława Sprengla „Policja Państwowa w Toruniu” opowiada właśnie o nich – toruńskich gliniarzach II Rzeczypospolitej.

Na tę książkę trafiłem przez przypadek, a może to ona trafiła na mnie, w każdym razie znaleźliśmy się. O Policji Państwowej powstało już kilka ogólnopolskich monografii. Ta, napisana przez Bolesława Sprengla, jest o tyle wyjątkowa, bo ogranicza się tylko do naszego miasta i powiatu toruńskiego. Autor przekopał Archiwum Państwowe w Bydgoszczy, w którym przechowywana jest niemal kompletna dokumentacja Komendy Wojewódzkiej Policji Państwowej w Toruniu, a także toruńskich komend powiatowych. Zachowane archiwa pozwoliły stworzyć kompleksowe studium o międzywojennych gliniarzach, którzy strzegli porządku na toruńskich ulicach. Sprengel odsłania przed Czytelnikami genezę powstania Policji Państwowej, jej formowanie się, strukturę, piony oraz metody śledcze, warunki pracy policjantów, ich wyposażenie i rygor, jakiemu byli poddawani. Czy wiedzieliście, że wybranki serc policjantów musiał zaakceptować komendant? Bez tego nie było mowy o ślubie. Każdą kobietę sprawdzano, czy aby dobrze się prowadzi i czy nie wykonuje zbyt wielu zawodów. Kuriozum? Raczej szara rzeczywistość II Rzeczypospolitej, jedna z wielu kłód rzucanych pod nogi mundurowym.

Czytając książkę „Policja Państwowa w Toruniu”, przestałem mieć złudzenia – bycie gliniarzem w II RP, nie było ani łatwe, ani przyjemne, a tym bardziej bezpiecznie i opłacalne. Tym, którzy teraz służą, chronią i narzekają na warunki pracy i kiepską płacę, polecam sięgnąć po publikację Sprengla. Szybko odkryjecie różnice, bo kiedy dzisiejsi gliniarze siedzą w ogrzewanych samochodach, ich poprzednicy sprzed prawie stu lat, na interwencję chodzili z buta – radiowozów nie mieli, dysponowali kilkoma końmi, kilkoma rowerami i motorowerami, nie dla wszystkich starczało transportu, a miasto nie było skore do fundowania darmowych przejazdów komunikacją miejską. Kiedy dziś za zniewagę funkcjonariusza można dostać kilkuletni wyrok, w międzywojniu za napaść i pobicie dostawało się ledwie kilka miesięcy odsiadki, a poszkodowany policjant kończył z naganą za to, że pozwolił znieważyć mundur.

Historia opowiadana przed Bolesława Sprengla, to także toruńska przestępczość: kradzieże, napady, rozboje, prostytucja, paserstwo… rzadziej morderstwa, choć i te miały miejsce. Autor opisuje też czas wolny policjantów, ich relacje z lokalną prasą i społeczeństwem; poznacie też adresy przedwojennych komisariatów i nazwiska kolejnych komendantów. W książce znalazło się też miejsce na anegdoty, jak chociażby ta z nadkomisarzem Lissowskim i redaktorem Wojderem, i opisy konkretnych spraw, jakie prowadzili policjanci z Torunia i okolic. Krótko mówiąc: publikacja daje pełny wgląd w życie i służbę toruńskich stróżów prawa z lat 1920-1939. Pozycja na pewno warta uwagi, choć już niedostępna w księgarniach, ani na stronie wydawnictwa.
cytat z książki / źródło zdjęcia: audiovis.nac.gov.pl.
ISBN: 83-7174-461-7
wydawnictwo: Adam Marszałek
liczba stron: 218
rok wydania: 2000
typ okładki: miękka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz