poniedziałek, 6 stycznia 2020

Dom Heleny Grossówny

Mokre » ul. Polskiego Czerwonego Krzyża 30
✔️ 2/2020 (336)
Niewiele jest w Toruniu miejsc – w dodatku miejsc tak niepozornych – w których zaczęła się wielka historia. Historia pojedynczego człowieka i wielka przede wszystkim dla niego samego, ale czy wyłącznie dla niego? Czy nie jest tak, że gdy widzimy jak inni spełniają swe marzenia, mamy cichą nadzieję, że ziszczą się także nasze własne? 

Ta historia zaczęła się na pierwszym piętrze w tym skromnym domu z pruskiego muru i pewnie znakomicie wyglądałaby na dużym ekranie. Lubimy przecież opowieści o narodzinach gwiazd, prawda? To dlatego film z Lady Gagą i Bradleyem Cooperem okazał się hitem, owszem miał świetną obsadę i był dobrze nakręcony, ale to przede wszystkim znakomita słodko-gorzka historia. Życiorys Heleny Grossówny również nie składa się tylko z dobrych chwil, bo i nie ma idealnego życia, mimo iż instagram wmawia nam coś innego. 

A wszystko zaczęło się od marzenia – z początku może ledwo kiełkującego, nieśmiałego, jednak z czasem to marzenie rozkwitło i – nie bez wysiłku – zostało zrealizowane. Ale cofnijmy się do samego początku. Helena Grossówna urodziła się w Toruniu, ale nie w domu przy dzisiejszej ulicy PCK. Nieopodal Młyna Richtera stał dom rodziny Grossów. Jej ojcem był Niemiec Leonard Gross działający w branży mięsnej, matką – Waleria z Winiawskich. Helena przyszła na świat 25 listopada 1904 roku. Nie była najmłodszym dzieckiem Walerii. Ta miała dwoje starszych potomków z pierwszego małżeństwa. Kilka lat po Helence, na świat przyszedł jej braciszek Bronek. Rodzina Grossów wiodła dostatnie życie w domu przy ulicy Lipowej (dzisiejsza Kościuszki), aż do przedwczesnej śmierci Leonarda. Stało się to w roku 1910. Odejście głowy rodziny sprowadziło na Walerię i jej dzieci nie tylko żałobę, ale i kłopoty finansowe. Wkrótce – stało się to w roku 1918 lub wcześniej – musieli opuścić dom przy Lipowej. Tak rodzina Grossów trafiła na pierwsze piętro do wielorodzinnego budynku z pruskiego muru, który wówczas stał na rogu ulic Konduktstrasse i Rayonstrasse. W 1920 roku zmieniono nazwy na Wodną i Głowackiego, a po II wojnie światowej Wodna stała się ulicą PCK. Dom powstał w 1890 roku na zlecenie rolnika Gotlieba Schütza, który na Mokrem uprawiał warzywa. Musiało być to całkiem spore pole, bo przynosiło duże zyski. Te zyski pan Gotlieb inwestował w nieruchomości. Ale wróćmy do naszej głównej bohaterki...

To właśnie z domu przy Wodnej młodziutka – ledwie dwudziestoletnia – Helena wypłynęła, aby zdobyć serca widzów w całej Polsce. Nim jednak została Ireną w Robercie i Bertrandzie, Violettą w Pawle i Gawle czy Manią Dzierwańską w Królowej przedmieścia, spotkać ją można było w dziale konfekcji męskiej w Domu Towarowym Stefana Kałamajskiego przy Szerokiej. Była tam zatrudniona od piętnastego roku życia i pracowała nadal, gdy zaliczyła pierwsze występy w Teatrze Miejskim, w którym zadebiutowała pod koniec 1924 roku. Z początku była jedynie statystką. Praca w sklepie pozwoliła jej na sfinansowanie lekcji baletu, które otworzyły jej drogę do opery i operetki. Po latach, gdy zaczęła robić karierę filmową, pytana w jednym z wywiadów skąd się wzięła na scenie, odpowiedziała:
Sama nie wiem, jak to się stało. Wiem tylko, że bardzo chciałam. Gdy skończyłam pensję, poszłyśmy w kilka koleżanek do teatru, gdzie właśnie wybierano do baletu, chóru i figuracji. Byłam mała i zdaje się, że nie wywarłam dobrego wrażenia, gdy nagle ujrzał mnie reżyser Zdzitowiecki, zainteresował się i powiedział: „Ta mała ma coś”... I wkrótce już debjutowałam, a jakże! [pisownia oryginalna]
Kino, nr 31/1935
Ten debiut... Statystowała wówczas w przedstawieniu Księżniczka czardasza, które swą premierę miało 6 grudnia 1924 roku. Potem przyszły większe role, które zdobyła nie tylko dzięki urodzie, ale i talentowi. Trzeba przyznać, że Helena ciężko pracowała na swój sukces, a przy tym doskonale zdawała sobie sprawę, że do wielkości dochodzi się stopniowo, że szczyty osiąga się wchodząc z dołu, a nie spuszczając na linie z helikoptera. 

Została zauważona nieco ponad rok od debiutu. W styczniu 1926 roku tańczyła w operetce Błękitna krew. Jej występ dostrzegło Słowo Pomorskie:
Wspomnieć należy o tańcach obfitujących również w niespodzianki: (…) w akcie pierwszym burze oklasków wywołuje taniec szkoły baletowej z uroczą p. Grossówną na czele.
Słowo Pomorskie, nr 28/1926
A także Dziennik Bydgoski:
(...) na szczególne jednak wyróżnienie zasługuje p. Grossówna, przyszła koryfejka baletu, a może i primabalerina, która w otoczeniu swoich koleżanek odtańczyła z wdziękiem i doskonałem poczuciem rytmu skoczną charakterystyczną poleczkę. P. Wierzbicki, mistrz baletu w Pomorskiej Operze, może być jak dotąd dumnym ze swej szkoły.
Dziennik Bydgoski, nr 31/1926
W 1926 Helena ukończyła szkołę baletową, która działała przy Teatrze Miejskim, zaczęła również występować poza Toruniem. Wkrótce też się zaręczyła. Wybrankiem Jej serca był biznesmen i mecenas sztuki Jan Gierszal. Para poznała się, gdy Helena pracowała u Kałamajskiego. W 1928 roku Jan dostał propozycję administrowania podparyską posiadłością Poli Negri. Tak Grossówna trafiła do Francji, gdzie dokształcała się na kursach baletowych u Marii Rutkowskiej, Matyldy Krzesińskiej i Bronisławy Niżyńskiej. Był to czas dobrze wykorzystany. Wkrótce zagrała mały epizod w polskiej wersji filmu Tajemnica lekarza. Epizod – epizodem, ale scena, w której tańczy trafiła do zwiastuna. A w sierpniu '28 Hela poślubiła Janka.

Małżeństwo wróciło do Polski w 1930 r. Helena znów zaczęła grać w toruńskim Teatrze Miejskim i z każdym kolejnym występem zyskiwała coraz większe uznanie. Bardzo ciepło pisała o Niej prasa:
(...) ślicznie przedstawia się zawsze p. Grossówna. Wczoraj z wielkiem zadowoleniem oglądałem ją w tańcu klasycznym (mazurek Szopena), który zwyczajnie ruguje ze sceny dzisiejszej taniec ekscentryczny, modny wprawdzie bardzo, ale wątpliwej przynajmniej dla mnie wartości. W p. Grossównie ma scena toruńska tancerkę o dużej wartości i możliwościach. [pisownia oryginalna]
Dzień Pomorski, nr 62/1931
Był to też czas występów gościnnych, m.in.: w Bydgoszcz, Poznań, Grudziądz... A potem Warszawa i film.
fotografie Aktorki z lat '30 XX w. | za: NAC

To było w 1935 roku. Grossówna zadebiutowała niewielką rólką Lulu Bilskiej w Kochaj tylko mnie. Widownia od razu ją pokochała: za wdzięk, urok, skromność oraz uśmiech. Ten uśmiech stanie się jej znakiem rozpoznawczym. Prasa zaczęła o niej mówić „ciastko z pieprzem”, jako że uosabiała mieszankę słodyczy i pikanterii. Słowem: Pierniczek. Tak, nasz toruński Pierniczek. Zresztą Helena z dumą podkreślała swoje pochodzenie. W swoim pierwszym wywiadzie dla tygodnika Kino na pytanie: „Czy pani czasem nie z Torunia?”, odparła: „A pan zaś co myślał? Toruńskie dziecko jestem!”.

Druga połowa lat '30 to pasmo sukcesów. Do wybuchu II wojny światowej zagrała w siedemnastu produkcjach. Bywało iż kręciła po sześć, a nawet siedem filmów rocznie! Grała m.in. z takimi sławami jak Adolf Dymsza czy Eugeniusz Bodo. Aktorstwo filmowe ją wciągnęło. No i była rozchwytywana. Mimo iż zawsze ciepło wspominała występy na scenach teatru, oper i operetek, to jednak wolała kino.
Helena na okładce tygodnika Kino | za: MBC
Po stokroć razy wolę grać w filmie, chociaż to takie „niebezpieczne”. Nie będę panu powtarzała komunałów o tym jakby się bardzo chciało „poprawić” każdą „gierkę”, kiedy się widzi samego siebie na ekranie i kiedy to już jest za późno. Mnie idzie o coś innego: po prostu ja się boję siebie na ekranie. Nie poznaję własnego „ja”. Nigdy jeszcze nie byłam obecna na premierze własnego obrazu... Dopiero parę dni potem, otoczona gronem przyjaciółek, prowadzona prawie siłą – idę obejrzeć swoje ekranowe odbicie. Film jednak potrafi być nałogiem, któremu się trudno oprzeć.
Kino, nr 34/1937
W wolnych chwilach wracała do Torunia – na Mokre – do swojej mamy, która nadal mieszkała w domu z pruskiego muru na rogu Wodnej i Głowackiego. A potem wybuchła wojna i zamieniła w pył marzenia i karierę. 

W czasie okupacji Grossówna pozostała w Warszawie i razem z innymi aktorkami pracowała jako kelnerka najpierw w kawiarni „U Filmowców”, a potem „Na Antresoli”. Jednocześnie działała w specjalnej komórce informacyjnej Armii Krajowej, a w 1944 r. walczyła w powstaniu warszawskim. Po upadku powstania trafiła do niemieckiego obozu, który w kwietniu 1945 roku wyzwalała armia generała Maczka. Niestety, wojny nie przeżył mąż Heleny. Jan zginął w jednym z obozów koncentracyjnych.

Powojenna rzeczywistość nie była dla Grossówny łaskawa. Jej okupacyjny życiorys: przynależność do AK, generał Maczek... Aktorka nie pasowała nowej – komunistycznej – władzy. Już do końca swojej kariery była skazana na małe role w filmach, z kolei w warszawskim Teatrze Syrena grała niemal same epizody. W końcu dostała propozycję pokierowania tym teatrem. Był tylko jeden warunek: musiała zapisać się do PZPR. Odmówiła i nie została dyrektorem Syreny. A wkrótce ją zwolniono i to na trzy lata przed emeryturą.

W tym czasie Helena miała już drugiego męża. Był nim Tadeusz Cieśliński – żołnierz dywizji generała Maczka. On również nie miał łatwo z "władzą ludową". Poznali się podczas wyzwolenia obozu, w którym Helena była więziona. Mieli syna Michała, którego ojcem chrzestnym był sam Adolf Dymsza. 

Aktorka zmarła w Warszawie 1 lipca 1994 roku.

Ta historia – jak sami widzicie – nie ma szczęśliwego zakończenia. I nie chodzi mi tu o śmierć głównej bohaterki, a o to, co się działo z Nią po wojnie. Jak ideologia zdeptała nie tylko człowieka, ale i jego talent. To smutne, podobnie jak to, że trzeba było czekać aż do 2009 roku, aby upamiętnić Aktorkę w Jej rodzinnym mieście. Właśnie w 2009 odsłonięto pamiątkową tablicę na ówczesnym „Naszym Kinie” przy Podmurnej. Ale dwa lata później kino zamknięto, a tablica zniknęła. Pojawiła się ponownie 10 grudnia 2016 roku. Zawisła w szkole podstawowej nr 6, do której chodziła Helena. Tego dnia została również patronką ronda przy Młynie Wiedzy. To rondo powstało w miejscu, w którym do lat '70 stał dom rodziny Grossów.

Co do budynku przy PCK... Obecnie tylko w jednym mieszkaniu ktoś mieszka. Obawiam się, że gdy ostatni lokator wyprowadzi się, dom czeka taki sam los, jak inne pruskie mury na Mokrem. Chyba nie muszę pisać jaki to los? Obym się mylił.
Źródła: Helena Grossówna. Najpiękniejszy uśmiech przedwojennego polskiego filmu – Mirela Tomczyk [w:] Stare-Kino.pl; Helena Grossówna w teatrze toruńskim – Artur Duda [w:] Teatry toruńskie; Helena Grossówna. Królowa z toruńskiego przedmieścia i jej dom – Anna Zglińska, Szymon Spandowski [w:] Nowości; Toruński pierniczek – historia Heleny Grossówny [w:] eduwystawy.eu; Narodowe Archiwum Cyfrowe; Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa; Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza