sobota, 27 sierpnia 2016

Wozownia przy ul. Dybowskiej (postscriptum)

Toruń traci właśnie kolejny obiekt z końca XIX wieku. Na ulicy Dybowskiej rozbierana jest pruska wozownia, o której pisałem ponad rok temu. Teren najprawdopodobniej został sprzedany, a nowemu właścicielowi niepotrzebny jest stary budynek.

Nasze miasto, jak każde, przechodzi metamorfozy. Zmienia się. Powstają nowe drogi, mosty, wyrastają nowe domy, obiekty kulturalne i sportowe. Kolejne firmy budują swoje siedziby. To nieuniknione. I potrzebne. Jednak na etapie miejskiej ewolucji, powinniśmy pamiętać o swojej przeszłości i dbać o jej okruchy. Wbrew pozorom, nie zostało ich wiele, a lewobrzeżny Toruń właśnie traci kolejny cenny budynek.

Od kilku tygodni, kawałek po kawałku, znika pruska wozownia przy ulicy Dybowskiej. Dwupiętrowy obiekt powstał pod koniec XIX wieku, a o jego historii pisałem w czerwcu 2015 roku (link). Parę miesięcy wcześniej, na polecenie Urzędu Miasta, wszystkie wejścia do gmachu zostały zamurowane, aby złomiarze nie zafundowali nam powtórki z ulicy Chłopickiego, kiedy to przy próbie kradzieży kolejnego stalowego elementu podtrzymującego strop, budynek zawalił się na łeb (dosłownie) dwóm złodziejom. Zginęła wtedy jedna osoba, a druga została ciężko ranna. Wozownię przy Dybowskiej czekał podobny los i perspektywa kolejnej tragedii. Jak pokazał nam czas, zamurowanie budynku było jedynie odroczeniem egzekucji.

Gdy parę tygodni temu, na jednym z portali społecznościowych przeczytałem informację, że szykuje się wyburzenie wozowni, nie uwierzyłem. Byłem w środku półtora roku temu i wnętrze nie sprawiło wrażenie kompletnej ruiny. Oczywiście, trzy hale i klatki schodowe wymagały remontu, ale nie był to stan, który (jak próbowała nam wmówić wisząca na frontowej ścianie tabliczka) groził zawaleniem. Pruskie konstrukcje są solidne i potrzeba wiele determinacji, albo ciężkiego sprzętu, aby zagrozić tego typu budowlom. I właśnie taki ciężki sprzęt pojawił się na Dybowskiej. Ta czystka związana jest najprawdopodobniej z nowym właścicielem, któremu nie potrzebny jest ponad stuletni budynek. Co ciekawe – wozownia, wbrew pozorom, nigdy zabytkiem nie była. W czasach, kiedy należała do wojska, nie można było jej wpisać do rejestru, a później nikt specjalnie o to nie zabiegał. Brak etykiety „zabytek” dawał większe pole manewru zarówno urzędnikom, jak i nowemu nabywcy. Tak więc, gmach przechodzi do historii i staje się kolejnym „miejscem, którego już nie ma”. 

I aż przykro się robi na widok ruiny, która była kiedyś pięknym obiektem.

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz