czwartek, 11 czerwca 2015

Wozownia przy ul. Dybowskiej

Piaski.
W Toruniu nie brakuje miejsc zapomnianych przez Boga i miejskich włodarzy. Ci drudzy skupieni na promowaniu walorów Starego Miasta, mam wrażenie, że nie dostrzegają tego, co jest poza staromiejskimi murami. Oczywiście - i tego nikt nie neguje - Toruń ma piękną Starówkę, po której spacery nigdy się nie przykrzą. Jednakże Gród Kopernika, to nie tylko gotyk, pierniki czy stare kamienie; przecięte na pół przez koryto Wisły miasto ma znacznie więcej do zaoferowania. Dlatego też zabieram Was na lewobrzeżny Toruń, gdzie znajdziemy wiele powojskowych pustostanów, do których nikt nie chce się przyznać, za które nikt nie chce wziąć odpowiedzialności. W większości, to piękne XIX-wieczne budowle, prawdziwe perły militarnej architektury. Część z tych miejsc skrywają dzikie leśne tereny, jak chociażby opisywana przeze mnie w zeszłym roku Bateria Haubic II na Stawkach czy wieża ciśnień na Podgórzu (chociaż akurat wieża nigdy do wojska nie należała). Inne obiekty stoją przy drogach i straszą. No tak, jednych straszą, drugich przyciągają. I tak magnetyzm pomiędzy pustostanami a skromnym autorem niniejszego bloga sprawił, że kolejny raz możecie zajrzeć tam, gdzie zaglądali nieliczni.
Przy przejeździe kolejowym w ulicę Dybowską wpada Rudacka. To również niewidzialna gołym okiem granica między Rudakiem a Piaskami, tor kolejowy stanowi natomiast linię graniczną między Piaskami a Stawkami, a dalej (za Parkiem Tysiąclecia) Podgórzem. O Piaskach nawet ciężko mówić "dzielnica", ale według danych z UM, to jedna z 24 części urzędowych Torunia. Na Dybowskiej nie ma dużego ruchu, bo i nie ma tu niczego, co mogłoby przyciągać przeciętnego torunianina. Na Dybowskiej 1 znajduje się schronisko dla bezdomnych, dalej jakieś magazyny i niska zabudowa, większość jednak stoi pusta. Ja na tę ulicę wjeżdżam od strony mostu Zawackiej i od razu rzuca mi się w oczy okazały, dwupiętrowy budynek z czerwonej cegły. Powybijane okna, wejścia pozbawione wrót. Przypominam sobie obrazy z dzieciństwa; pociąg wyjeżdżający z Dworca Głównego wolno toczył się po torze i mijał ten budynek. Wtedy okna jeszcze nie zionęły pustką, a przy płocie zawsze chodził co najmniej jeden uzbrojony żołnierz.
Jak udało mi się ustalić, wozownia została zbudowana pod koniec XIX wieku czyli w czasach pruskich. W tym samym okresie powstawała również Twierdza Toruń. W budynku początkowo przechowywano lufy do 150-milimetrowych dział, wspominał o tym w Nowościach Lech Narębski, były miejski konserwator zabytków. W okresie międzywojennym gmach zaadoptowano na magazyn zaopatrzenia Wojska Polskiego, zresztą jako wojskowy magazyn przetrwał do początków XXI wieku. Podobno - chociaż to informacja niepotwierdzona - jeszcze na początku tego stulecia na piętrach były magazyny mundurów, z kolei na parterze mieścił się warsztat, gdzie konserwowano broń. Znalazłem również informację, że do niedawna, oprócz polskich napisów wyrytych na ścianach przez stacjonujących tam żołnierzy, można było zobaczyć również rosyjskie. Może to świadczyć o tym, że po II wojnie światowej wozownię zajmowali Rosjanie.
Jakiś czas temu armia zaczęła lawinowo pozbywać się swoich nieruchomości. To czego nie udało się sprzedać, porzucono. Wozownia przy Dybowskiej jest jednym z takich porzuconych miejsc i dobitnie pokazuje, co dzieje się z wojskowym mieniem, które wojsku przestaje być potrzebne.
Co ciekawe opisywany gmach, z racji tego, że przez dziesięciolecia był pod opieką "zielonych ludzików", nie został wpisany do rejestru zabytków, zatem pozostawał poza zainteresowaniem konserwatora. Tymczasem uwagę zwrócił na niego złodziejski element. Indywidua spod znaku stali i cegieł szybko odkryli, że na opuszczonej wozowni można zarobić. Znikły więc stalowe wrota, metalowe elementy stropu, a nawet winda wraz ze stalowymi elementami szybu. Z kolei amatorzy cegieł rozbiórkowych zaczęli ryć w ścianach nie zwracając uwagi czy to ściana nośna czy działowa. W Nowościach pojawił się apel o zabezpieczenie budynku, ponieważ ten groził zawaleniem. Być może argument, że czeka nas powtórka z ul. Chłopickiego, sprawił, że w marcu br. pojawiła się najęta przez miasto ekipa, która zamurowała wszystkie wejścia.
zdjęcie wozowni z 10.06.2015 r.
Skutek prac ekipy murarzy widać na zdjęciu powyżej. Dziś wozownia wygląda właśnie tak. Ale spokojnie, potrafimy przechodzić przez ściany. Wnętrza udało mi się zwiedzić i sfotografować na dzień przed zamurowaniem. Czysty przypadek, bo o akcji nie miałem wcześniej pojęcia. Zatem niech runą mury - wchodzimy do środka!
zdjęcie wozowni z 19.03.2015 r.
Cofnijmy się zatem o trzy miesiące. Jest końcówka wyjątkowo łagodnej zimy, ładny słoneczny czwartkowy dzień. Do pustostanów rzadko kiedy wchodzę w pojedynkę. W takich miejscach nigdy nie wiadomo jaka przygoda cię spotka. Może, na przykład, sufit na łeb spaść, albo podłoga zapaść się pod nogami. Można też wpaść na wrogie światu ludzkie jednostki uzbrojone w brudne igły, "tulipana" lub nóż, a we dwóch i łatwiej odeprzeć atak, i pozbyć się ciała potencjalnego agresora ;) Tak czy inaczej solowe wypady odradzam.
Zwiedzanie, co naturalne, zaczynamy od parteru. Ten poziom wozowni został podzielony na dwie części: widoczną na zdjęciu powyżej halę, oraz mniejsze pomieszczenie. Do hali prowadzi sześć wrót. Pomieszczenie obok - z racji zamurowanych otworów okiennych - było bardzo ciemne, zresztą niczego poza gruzem tam nie dostrzegłem. Strop hali podtrzymują metalowe belki i słupy. Najwyraźniej te elementy złomiarze zostawili sobie na koniec, co świadczy nie tyle o ich rozumie, co wyrobionym instynkcie samozachowawczym.
Wchodzimy na wyższy poziom jedną z dwóch klatek schodowych. Pod nogami gruz, w ścianach dziury na wylot. Pracę ekipy "ceglarzy" widać gołym okiem. Cegły wybite ze środka ściany z subtelnością granatu ręcznego nadają się co najwyżej na gruz, ale ten też można sprzedać.
Na pierwszym piętrze jedna wielka hala. Idealne miejsce na wystawy. Spora przestrzeń, naturalne światło wpadające przez liczne okna rozmieszczone po obydwu stronach, pod stopami - drewniana podłoga, która nie wyglądała na spróchniałą. Tutaj również widać ślady działalności złomiarzy i ceglarzy, którzy postawili sobie za cel zniszczenie XIX-wiecznej wozowni.
Wchodząc na drugie piętro spoglądamy przez okno w stronę Dworca Głównego. Po lewej widać fragment ulicy Podgórskiej.
Hala na drugim piętrze znacząco różni się od tej na pierwszym. Tutaj sufit podtrzymują drewniane belki i słupy, które nadają specyficzny klimat rodem ze starych strychów. Do tego dochodzi lekki zapach wilgoci. Wymarzone miejsce dla Toruńskiej Makiety Modułowej czy jakichkolwiek innych wystaw.
Opuszczamy budynek i wracamy do teraźniejszości. Wraz z zamurowaniem wrót pojawiła się nowa tabliczka informująca, że budynek grozi zawaleniem. Podejrzewam, że taki koniec wozowni byłby na rękę władzom miasta, którym ubyłaby jedna kłopotliwa nieruchomość. Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie i znajdzie się ktoś, kto da temu miejscu drugie życie.
ujęcie od strony torów kolejowych w kierunku Dworca Głównego
wozownia widziana z ul. Podgórskiej w kierunku mostu Zawackiej
EDIT [2016-08-27]: Budynek został wyburzony. Patrz Wozownia przy ul. Dybowskiej (postscriptum)

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

3 komentarze:

  1. Dzięki za porządny opis.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny opis. Dziś, niestety, budynek już w rozbiórce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po 2 wojnie światowej na parterze budynku mieściły się warsztaty naprawiające haubice dla jednostek artylerii z Torunia. Przyległy bardzo rozległy teren należał do jednostki wojskowej.

    OdpowiedzUsuń