piątek, 18 listopada 2016

Toruń w jednym kadrze, odc. 7

Podgórz.
Wracamy na Podgórz – lewobrzeżną dzielnicę Torunia, niezwykłą, trochę tajemniczą, z własną osobowością i duszą – może ciut archaiczną, ale przez to wyjątkową. Przez lata – głównie za sprawą naszych niezastąpionych lokalnych mediów makulaturowych – Podgórz był przedstawiany jako dzielnica niebezpieczna, wręcz przestępcza – taka toruńska Praga (w odniesieniu do warszawskiej, a nie czeskiej), gdzie bez obstawy i odbezpieczonego kałacha lepiej się nie pokazywać. Ten, z mojej strony, przerysowany obraz Podgórza, ma pokazać, jak bardzo ta część miasta była przez dziennikarzy krzywdzona. Uwierzcie – tutejsi mieszkańcy nie różnią się od innych torunian, a drobnych przestępców i pijaczków znajdziemy wszędzie; wszędzie też po zmierzchu  można dostać po pysku, co jest kwestią pecha (znalezienia się w niewłaściwym miejscu o nie właściwym czasie), a nie winą konkretnej dzielnicy.

Tutaj życie płynie powoli, niczym w małych sennych miasteczkach, o których czytamy w powieściach. Jeszcze 78 lat temu Podgórz był takim miasteczkiem, chociaż czy faktycznie sennym? Burzliwe dzieje i wielkie nazwiska niby temu przeczą, ale przecież od czasu do czasu nawet na Bliskim Wschodzie panuje spokój. Tak czy inaczej dzisiejsza lewobrzeżna dzielnica, największa po tej stronie Wisły, w dużej mierze zachowała swój małomiasteczkowy charakter, a jej mieszkańcy powinni być z tego dumni. Senność jest jednak zarezerwowana tylko dla miejscowych. Przyjezdni nie mają na to czasu, bo tyle tu jest do zobaczenia. Za każdym razem, gdy tu jestem – nawet przechodząc tymi samymi ulicami – dostrzegam coś nowego, coś co wcześniej mi umknęło: zdobienia kamienic, podwórka zatrzymane w czasie kilkadziesiąt, a może i sto lat temu, detale z przełomu ostatnich dwóch minionych wieków.
Chciałbym, aby punktem wyjście tego odcinka było graffiti wymalowane na tylnej ścianie jednego z budynków w zachodniej części podgórskiego parku. „Podgórz wita” – głosi, kultowy już, napis anonimowego autora. Nie „Apator", ani „Elana j...a”, nawet nie „CHWDP”, tylko „Podgórz wita”. Tak, Podgórz wita przyjezdnych zza wielkiej rzeki, oferując wszystko to, co najlepsze. A co jest najlepsze w tej dzielnicy? Oczywiście architektura – tak zróżnicowana, jak niegdyś zróżnicowane było podgórskie społeczeństwo. Ich przekrój idealnie pokazuje ulica Poznańska (daw. ul. Główna), przy której znajdziemy zarówno bogato zdobione – wręcz wielkomiejskie – kamienice, a tuż obok małe, skromne chałupki, niektóre jakby żywcem zabrane z głębokiej prowincji.
Zdjęcia w tym odcinku zostały zrobione w czasie 78. Toruńskiego Spaceru Fotograficznego i na chwilę przed jego rozpoczęciem. Naszą wędrówkę wzdłuż głównej arterii Podgórza zaczynamy od muru pruskiego przy Poznańskiej 6. Piękny – na szczęście nie otynkowany – dom, to jeden z nielicznych przykładów architektury szkieletowej na Podgórzu. W Toruniu pruskim murem stoi przede wszystkim Mokre, ale i na lewobrzeżu znajdziemy kilka zacnych perełek – jedną z nich widzicie na zdjęciu powyżej. Warto zwrócić uwagę na przepięknie rzeźbiony fronton, a także na ciekawą czcionkę na współczesnym szyldzie. Gdyby tak jeszcze napis był wykonany bezpośrednio na cegłach, a nie szpetnej białej blasze, byłoby retro pełną gębą.
300 m dalej na zachód, pod numerem 38 kryje się moja ulubiona podgórska kamienica. Utrzymana w stylu neorenesansowym, bogato zdobiona i jedyna na Podgórzu, w której użyto żółtych cegieł. Całość uzupełniają balkony przypominające krużganki, no i wspaniała attyka zwieńczająca całość. Trudno oczy oderwać, ale trzeba iść dalej…
Spacerowicze 78. TSF spotykają się pod gmachem dawnego ratusza. Na początku przyszłego roku, a może jeszcze w tym (zobaczymy) postaram się o nim opowiedzieć, podobnie jak o Browarze Pomorskim, który istniał do 24 stycznia 1944 r., a jego gruzy zalegały aż do lat ’50. To właśnie tutaj, być może nawet w miejscu hali produkcyjnej, gdzie butelkowano Śmietankę Pomorską, Karmel Pomorski i Koźlaka, zaczynamy nasz spacer. Po krótkim wstępie Katarzyny Kluczwajd, następuje ekspansja toruńskich pasjonatów fotografii: wszyscy wyczuleni na dobry kadr z uwagą lustrują otoczenie w poszukiwaniu tego idealnego. Widoki ogólne, architektura, detale, przyroda, makro… Czego dusza zapragnie – wolna amerykanka z duszą artysty. Dźwięk migawek niekiedy zagłuszają rozmowy spacerowiczów. Niektórzy podgórzanie przyglądają się z zainteresowaniem około czterdziestoosobowej grupie uzbrojonej w aparaty.
Minąwszy park i kolejne kamienice, na moment odbijamy w ul. Wiślaną. Gdy w drugiej połowie XIX w. do naszego miasta dotarła kolej, Podgórz stał się miasteczkiem kolejarzy. Dziś nadal (już jako dzielnica Torunia) kojarzony jest z pociągami. Na powyższym zdjęciu trafił się zabłąkany Elf Kolei Wielkopolskich, a im bliżej Lokomotywowni Kluczyki obok, której swoją bazę ma PKP Cargo, tym pociągów więcej. Zresztą rejon Kluczyków, to trasa na osobny spacer i niezwykła gratka dla miłośników kolei, bowiem znajdziecie tam wagony zarówno współczesne, jak i bardzo stare, towarowe i osobowe oraz piękne zabytkowe parowozy.
Ulica Wiślana biegnie pod tunelem zwanym Krowi Mostek. O ile pierwszy człon nazwy jest zrozumiały – w przeszłości pędzono tędy bydło, o tyle drugi brzmi dość nieprecyzyjnie. Dlaczego „mostek”, skoro to tunel? Tego chyba najstarsi podgórzanie nie wiedzą, za to doskonale zdają sobie sprawę ze stanu tego mostkowo-tunelowego tworu. Od lat proszą i błagają miasto o generalny remont. Urząd Miasta chce jednak przeznaczyć na to tylko 784 tyś. zł, tymczasem w czasie ostatniego przetargu, który odbył się w 2014 r., najtańsza oferta wynosiła 1,2 mln. Dla włodarzy, to za dużo, zresztą nie będą wydawać kasy na pierdoły, kiedy trzeba wysupłać z miejskiego skarbca 1,6 mln na „Sylwester z Dwójką” i kolejne ćwierć bańki na koncert Stinga. Podgórzanie muszą zrozumieć, że nie są najważniejsi. Tak, gdy brak innej broni, pozostaje zawsze ironia i sarkazm. Tymczasem w tunelu dziura dziurę goni, oświetlenie jest mizerne (chyba dlatego, żeby tych dziur tak nie było widać), a chodnik wąski. Gdyby tak wpadł na Podgórz Hugo z „Zagubionych”, miałby problem ze swobodnym przejściem.
W drodze powrotnej na ul. Poznańską zahaczamy o podwórka kamienic, na których zatrzymał się czas. Cisza i spokój charakteryzują senne sobotnie popołudnie. Być może niektórzy czytają w tym momencie „Najgorsze dopiero nadejdzie” Roberta Małeckiego, licząc na to, że w drugim tomie Podgórz odegra jakąś znaczącą rolę. Pomyśl o tym Robert. Inni z kolei siedzą przed telewizorami oglądając powtórki seriali i programów – gdzieś tam na ekranie Kasia Dowbor remontuje kolejny dom, a na innym – w Kanadzie licytują kolejne schowki.
Jako, że na punkcie okien w fotografii mam sporego bzika, postanowiłem zrobić małe zestawienie podgórskich okienek. Ta galeria doprowadzi nas do wspaniałej kamienicy przy Poznańskiej 96, do środka której zajrzymy.
Dom z 1898 r. należał przed laty do dwóch rodzin: Szeczmańskich i Tylmanów. Ci pierwsi kojarzeni byli z przemysłem mięsnym i garbarskim; ci drudzy działali w branży spożywczo-ogrodniczej. Ich kamienica utrzymana jest w stylu neomanierystycznym, a majestatyczny portal jest jedynie przedsmakiem tego, co można zobaczyć po drugiej stronie drewnianych drzwi. Sklepienie imponującej klatki schodowej zostało ozdobione malowidłem, które przetrwało w bardzo dobrym stanie, a u szczytu schodów, w cieniu wnęki skrywa się alegoryczny posąg kobiety, niosącej na ramieniu dzban. Dodatkowym smaczkiem jest wiszący na ścianie w korytarzu „Regulamin porządku domowego” datowany na 19 stycznia 1967 r. No dobra, wychodzimy, aby mieszkańcy nie czuli zbyt dużego dyskomfortu.
Po drodze warto też zajrzeć na sąsiednie podwórko z tajemniczym przejściem przywodzącym na myśl Łuk Cezara w wersji small.
Reszta spaceru przecina miejsce dobrze mi znane, które już wcześniej pokazywałem Wam na „Po Toruniu”: Stary Cmentarz i opuszczoną wieżę ciśnień na wzgórzu, z którego roztacza się widok na stację kolejową Toruń Kluczyki i bocznice.

Dotarliśmy do końca. Dochodziła piętnasta, słońce coraz bardziej zmierzało ku zachodowi. To sobotnie popołudnie było wyjątkowo pogodne i ciepłe – dzień idealny na jesienną przechadzkę. I szkoda tylko, że takich dni jest ostatnio tak niewiele.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz