9 września 2019

Generałówka

Stare Miasto » ul. Przedzamcze 3
✔️ WPIS NR 37/2019 (314)
Toruńska starówka już niejednokrotnie opowiadała nam o swojej historii. Tutaj, niemal każda ulica, każdy budynek, skwer czy zaułek ma coś ciekawego do przekazania. Tym razem będzie trochę mroczniej i tajemniczo. Słyszycie gwizd z czołówki Z archiwum X? Z pewnością sprawą zainteresowaliby się agenci Mulder i Scully, gdyby Toruń podlegał jurysdykcji FBI. Tak jednak nie jest, więc nie mamy co na nich liczyć. Sprawa ta nigdy też nie trafiła do Macieja Trojanowskiego ze Strefy 11. Jesteśmy więc zdani na siebie. A zatem... 

Po raz pierwszy o sprawie tajemniczych zgonów mieszkańców dworku przy ul. Przedzamcze 3, przeczytałem kilka lat temu w „Nowościach” lub „Pomorskiej”, nie pamiętam dokładnie. I pewnie w ogóle bym o tym nie pisał, gdyby historia nie została przypomniana przez Krzysztofa Halickiego w książce Sekrety Torunia. Chociaż nie jest to kryminał, w tej opowieści jest siedem trupów. Co je łączy? Każdy zmarły był generałem (choć różnych wojsk) i wszyscy mieszkali kiedyś pod tym samym adresem (choć w różnych latach).
pocztówka z ok. 1910 r. | za: KPBC
A wszystko zaczęło się – zdaniem Halickiego – jeszcze w czasach pruskich. Zbudowany pod koniec XVIII wieku dworek, siedzibą generalicji zaczął być w drugiej połowie XIX wieku. I to właśnie wtedy mieszkańcy Torunia zaczęli mówić o tym budynku: „przeklęty”. Wszystko za sprawą śmierci trzech generałów, którzy na przełomie XIX i XX wieku mieszkali w dworku, a potem zginęli. Dwóch pierwszych zabrały wojny: francusko-pruska i pierwsza światowa, trzeci zginął w wypadku samochodowym. Powiecie: przecież na wojnach ludzie giną, a wypadki drogowe od zawsze zbierały żniwo. Być może, ale na tym historia się nie kończy, choć przez kolejne lata nie odnotowano żadnych dziwnych zgonów. 

Być może dlatego, że dworek zajęły Siostry Elżbietanki pełniące posługę w budynku naprzeciwko, który wówczas był szpitalem. Leczono tam między innymi chore wenerycznie prostytutki. W tamtym czasie Przedzamcze należało do... hmmm... niezwykle barwnych zakątków Starego Miasta, ale to temat na zupełnie inną opowieść.
pocztówka z lat '30 | za: Toruń na starych widokówkach (wyd. VIA, 2003)
W drugiej połowie lat '20 postanowiono, że dworek ponownie stanie się Generałówką. Jak się miało okazać, dla przyszłych mieszkańców nie była to dobra decyzja. Uśpiona klątwa otworzyła swe ślepia i zapragnęła kolejnych generalskich dusz. Nie rzuciła się jednak od razu na kolejnego dostojnika w mundurze. Na odpowiednią okazję czekała jeszcze jedenaście lat.

W księdze adresowej z 1937 r. pod adresem Przedzamcze 3 możemy znaleźć nazwisko generała Włodzimierza Maxymowicza-Raczyńskiego. Wojskowy od 28 lipca 1927 r. dowodził 4 Dywizją Piechoty, a rok 1937 był ostatnim, w którym przewodził tej formacji. W lipcu jego miejsce zarówno w roli dowódcy, jak i mieszkańca dworku, zajął 44-letni pułkownik Mikołaj Bołtuć. Jego o dwa lata starszy poprzednik przeniósł się do Warszawy, obejmując szefostwo Broni Pancernych Ministerstwa Spraw Wojskowych. Maxymowicz-Raczyński nie cieszył się długo awansem. 23 lutego 1938 r. wybrał się do Berlina na wystawę samochodową. Następnego dnia znaleziono go martwego w pokoju Hotelu Eden. Oficjalna przyczyna zgonu: zawał serca, jednak nieoficjalnie mówiło się iż generał został otruty.

Rok później, dokładnie 19 marca 1939 r. pułkownik Mikołaj Bołtuć otrzymał nominację na generała brygady. Długo czekał na ten awans, pułkownikiem był już ponad jedenaście lat. Krzysztof Halicki we wspomnianej już książce Sekrety Torunia twierdzi, jakoby kilka dni po  nominacji, generał miał ulec wypadkowi samochodowemu w drodze do wojewody pomorskiego Władysława Raczkiewicza. Hmmm... To dziwne, bo tego wydarzenie nie potwierdza ówczesna prasa. Przejrzałem numery Słowa Pomorskiego oraz Dziennika Bydgoskiego i choć wiele można znaleźć informacji o aktywności świeżo upieczonego generała brygady, to jednak nie ma żadnej wzmianki o wypadku. Z rzekomej kraksy Bołtuć miał wyjść tylko z niegroźną raną szyi. Tak czy inaczej zginął kilka miesięcy później. W sierpniu objął dowództwo Grupy Operacyjnej „Wschód”, która wchodziła w skład Armii „Pomorze” pod komendą gen. Władysława Bortnowskiego – tego samego, który zajmował Generałówkę przy Rynku Nowomiejskim. Bołtuć w czasie pierwszych dni wojny brał udział m.in. w bitwie pod Bzurą, a potem – wraz z 16 Dywizją Piechoty zajął Łowicz. Następnie ruszył na odsiecz Warszawie. Zginął od strzału niemieckiego snajpera w bitwie pod Łomiankami 22 września 1939 r.

Podobno w czasie II wojny światowej barokowy dworek na Przedzamczu zamieszkiwali generałowie Hitlera. Według doniesień Halickiego, dwóch z nich poniosło śmierć na froncie. Autor Sekretów Torunia całkowicie pomija jeszcze jednego lokatora dworku – również generała. Był nim dowódca toruńskiego Okręgu Korpusu nr VIII – gen. bryg. Wiktor Thommée. Choć wiadomo, że dowodził okręgiem w latach 1934-1938, nie udało mi się znaleźć informacji, kiedy dokładnie mieszkał w Generałówce, zmarł jednak wiele lat po wojnie, a jego śmierć trudno przypisać działaniu klątwy. Zwolennicy teorii przeklętej Generałówki powiedzą, że „oszukał przeznaczenie”, dla innych wyłom w schemacie, to dowód na to, że klątwy nigdy nie było. Po wojnie Generałówka nie przyjęła pod swój dach już żadnego generała. Przez pewien czas w dworku swoje biura miało Muzeum Okręgowe, a na przełomie lat '60 i '70 budynek przeszedł pod opiekę zarządcy Zamku Krzyżackiego i tak już zostało.

Niektóre źródła podają, że Generałówka zachowała swój oryginalny charakter, ale wystarczy rzucić okiem na stare pocztówki, aby zanegować tę informację. Porównując archiwalne zdjęcia ze stanem obecnym, pierwsze co rzuca się w oczy, to dobudowany przedsionek. Eliptyczne okna grają mocno modernistyczną nutą, przypuszczam więc, że przebudowa głównego wejście miała miejsce w latach '30. Ponadto zniknęła jedna z lukarn oraz okiennice, natomiast komin został przeniesiony. Mimo, to dworek zachował większość swojego dawnego uroku, choć za cholerę nie pasuje do okolicznej zabudowy. 

A co do klątwy? Hmmm... Należy ją traktować jako miejską legendę – idealną opowieść na jesienne wieczory, gdy ponure koncerty dają świszczący wiatr i szeleszczące pożółkłe liście.
Źródła: Sekrety Torunia – Krzysztof Halicki Toruń na starych widokówkach – Jerzy Domasłowski (wyd. VIA, 2003) zabytek.pl Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa gazetazoliborza.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz