sobota, 28 listopada 2015

Izba Pamięci Toruńskiego Węzła Kolejowego

🔹Podgórz. Jadąc nowoczesnym Elfem do lokomotywowni na Kluczykach, obserwowałem toruński Podgórz z nieco innej strony, a defiladowe tempo jazdy, skłaniało do refleksji nad Toruniem, którego już nie ma. W tym roku minęło 70 lat od wielkiego wybuchu trotylu, który na zawsze odmienił tę część miasta. Podróżujący tym szlakiem w czasach pruskich i międzywojniu, mogli chociażby podziwiać, założony przez Georga Thomsa w 1861 r., Browar Pomorski, który w 1889 r. rozbudował (najprawdopodobniej) jego syn Ernest. Gdzieś w oddali można było dostrzec dryfujący po niebie balony z podgórskiej hali balonowej, a wieża ciśnień i gazownia, zbudowane na początku XX w., działały na pełnych obrotach.

A co było przed koleją? Podejrzewam, że pola uprawne, bo przecież jeszcze w XIX w. Podgórz uznawano za miasteczko rolnicze. Pod koniec stulecia można było zaobserwować dostrzegalne gołym okiem zmiany. Rolnictwo wciąż odgrywało znaczącą rolę, ale bezpowrotnie straciło pozycję hegemona. Grupa prywatnych przedsiębiorców rosła w siłę; powstawały kolejne zakłady, które na przestrzeni lat ugruntują swoje pozycje w branżach: spożywczej, ogrodniczej i browarniczej; część podgórzan znalazła zatrudnienie na kolei, a dzięki obecności wojska, swe skrzydła rozwinął handel i rzemiosło. Podgórz był zatem miasteczkiem dostatku, który przyciągał nowych mieszkańców.
Wróćmy jednak z powrotem na tory. Historia toruńskiego kolejnictwa, wbrew pozorom, nie zaczęła się w 1861 r. kiedy to uruchomiono pierwszą linię kolejową i otworzono pierwszy toruński dworzec. Praprzyczyny należy szukać na początku lat ’40 XIX wieku. To właśnie wtedy narodziła się koncepcja Kolei Wschodniej, która początkowo w swych planach uwzględniała Toruń. Ostatecznie zrezygnowano z Torunia na rzecz Bydgoszczy. Warto nadmienić, że wówczas jedyną drogą, którą transportowano towary, była Wisła. Na dzisiejszym Bulwarze Filadelfijskim, a wówczas ul. Nadbrzeżnej, znajdował się port i plac przeładunkowy. Królowa Rzek tętniła życiem i wydawało się, że żadne nowoczesne wynalazki nie są w stanie jej zaszkodzić. Kolej, na budowę której wciąż naciskała pewna grupa toruńskich przedsiębiorców, miała być jedynie uzupełnieniem sprawdzonego, a przede wszystkim, taniego szlaku wiślanego. Historia jednak, kolejny raz pokazała, że nic nie trwa wiecznie.
W 1859 roku w Toruniu zawiązał się komitet budowy kolei, na którego czele stanął Gustaw Wesse (gość od pierników) oraz kupcy Adolph, Schwartz i Werner. Chciano wówczas połączyć Toruń z Królewcem i taki właśnie projekt budowy linii kolejowej przedłożono w Izbie Poselskiej sejmu pruskiego. Posłowie byli jednak zdecydowanymi przeciwnikami finansowania tej inwestycji ze środków publicznych. Do tego dochodził silny lobbing Elbląga, godzący w interesy Torunia. Jednakże maszyna zmian ruszyła i nikt nie był w stanie jej zatrzymać. W pierwszej kolejności skupiono się na trasie Berlin-Warszawa. Z Torunia do stolicy Królestwa Prus można było pojechać już w październiku 1861 r., natomiast odcinek od Torunia do granicy rosyjskiej i Otłoczyna otwarto dopiero w grudniu 1862. Koncepcja toruńskich kupców, czyli połączenie kolejowe z Prusami Wschodnimi, została zrealizowana dopiero w latach 1871-1873. Otwarta 15 sierpnia 1873 roku trasa, łączyła również Toruń z Poznaniem.
Rozbudowa toruńskiego węzła kolejowego trwała także w kolejnej dekadzie XIX w. Powstanie w 1871 r. Mostu Żelaznego, umożliwiło dalszy rozwój sieci kolejowej po prawej stronie Wisły. I tak, w roku 1883 torunianie mogli już pojechać pociągiem do Grudziądza i Malborka.
Rozwijała się również kolej lokalna. W 1888 r. poprowadzono bocznicę wzdłuż brzegu Wisły, aż do Portu Drzewnego, a od 1903 r. kursowała wąskotorówka do Lubicza. Początkowo kolej towarowa miała być tylko uzupełnieniem szlaków wodnych. Z biegiem lat rola Wisły w handlu została zmarginalizowana, aż w końcu całkowicie wyparta.
Na początku XX wieku podróż z Torunia do Berlina trwała nieco ponad sześć godzin, a pociągi kursowały cztery razy na dobę (dwa kursy dzienne i dwa nocne). Dogodne były też połączenia z Królewcem i Warszawą, do której dojeżdżało się w pięć godzin (dziś podróż trwa ok. 3h).
Mimo upływu lat, toruński węzeł kolejowy, wciąż jest jednym z najważniejszych w Polsce. Było więc kwestią czasu, nim ktoś postanowi to znaczenie podkreślić i podsumować dotychczasową historię. Otwarta 21 listopada 2015 r. Izba Pamięci, stworzona z inicjatywy kolejarzy Przewozów Regionalnych, w dużej mierze spełnia tę misję. Zbiór pamiątek zgromadzonych w podziemiach biurowca dawnej lokomotywowni Toruń Kluczyki, może nie jest wielki, ale bardzo ciekawy. Mam cichą nadzieję, że to pierwszy krok do stworzenia czegoś większego. Być może muzeum kolejnictwa? W sąsiedztwie biurowca już stoi kilka eksponatów.

Czy ktoś pójdzie o krok dalej i spróbuje stworzyć takie muzeum? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – Kluczyki ze swoją historią i wciąż kolejowym charakterem, są idealnym miejscem do takiej inicjatywy.
pamiątka z otwarcia Izby Pamięci

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

2 komentarze:

  1. Świetny reportaż, nawet nie wiedziałem że istnieje w Toruniu Izba Tradycji Kolejnictwa. Myślę że z taką informacją trzeba by dotrzeć do wszystkich mieszkańców Torunia wśród których jest wielu pasjonatów kolei żelaznych. A oglądając powyższe zdjęcia widzę, że naprawdę jest co podziwiać. Podziękowania i gratulacje dla autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Obecnie
    Kolejowa Izba Tradycji Toruń Główny znajduje się przy peronie drugim

    OdpowiedzUsuń