czwartek, 1 czerwca 2017

KSIĄŻKA | „Zygmunt Moczyński. Podróż do źródeł” – Lidia Smentek

„Zygmunt Moczyński. Podróż do źródeł”, to jedna z tych niewielu książek, o których śmiało mogę napisać: „znacząca”. Przywraca bowiem pamięć o zapomnianym toruńskim społeczniku z okresu międzywojennego, bohaterze II wojny światowej, który za swą niezłomną postawę, za hart ducha i miłość do wolnej i niepodległej Polski zapłacił najwyższą cenę. Autor „Hymnu Pomorza”, wspaniały nauczyciel, dobry przyjaciel, twórca Batalionów Śmierci za Wolność, męczennik z toruńskiego Fortu VIII zamordowany przez Niemców w Palmirach… W wielkim skrócie tak właśnie można scharakteryzować Zygmunta Moczyńskiego, ale to dzięki Lidii Smentek poznacie jego pełną historię. 

Zygmunt Moczyński (1871-1940); kompozytor, pedagog, działacz społeczny, animator życia muzycznego, patriota, organizator podziemia przeciw okupantowi…” – te słowa otwierające biografię toruńskiego artysty, są jak portal, który przenosi Czytelnika w czasie. Tę niezwykłą podróż rozpoczynamy w latach powojennych w niewielkim mieszkanku na parterze domu z pruskiego muru przy ulicy Podgórnej 28 na Mokrem. To właśnie tutaj mała Lidia Smentek przychodziła w odwiedziny do cioci Mii czyli Marii Moczyńskiej, żony kompozytora bestialsko zamordowanego przez Niemców w 1940 roku. Co mała dziewczynka zapamiętała z tamtych wizyt? Zdjęcie portretowe Zygmunta Moczyńskiego wiszące na ścianie w salonie i fotel podarowany muzykowi przez chórzystów z toruńskiego chóru „Dzwon” u schyłku 1938 roku. Tym fotelem Autorka opiekuje się do dziś jako jedyną pamiątką po zapomnianym toruńskim bohaterze.

Wspomnienia z dzieciństwa są punktem wyjścia do całej opowieści opisanej w książce „Zygmunt Moczyński. Podróż do źródeł”. Z siermiężnych lat PRL, przeskakujemy już na właściwy tor chronologii dziejów, gdzie pierwszą stacją jest Bydgoszcz roku 1871 – to właśnie tu i wtedy urodził się kompozytor. Lidia Smentek prześledziła całą drogę życiową jaką pokonał Jej bohater. Dotarła do archiwów państwowych, szkolnych, muzealnych i prywatnych. Przez 4 lata gromadziła materiały i układała z nich spójną historię człowieka, który całe swe życie poświęcił muzyce, religii i Ojczyźnie. Jaki jest efekt końcowy? W moim przekonaniu w pełni zadawalający, choć niektórzy mogą mi zarzucić brak obiektywności, bo miałem swój niewielki udział w powstawaniu tej książki. Jednak nie czarujmy się, żadna recenzja czy opinia nie jest obiektywna. Osobiste odczucia po lekturze są czymś bardzo subiektywnym i – uwierzcie mi – gdybym po dwóch latach oczekiwania na tę publikację czuł zawód lub niedosyt, wspomniałbym o tym. Powiem więcej: wiedząc, że Autorka jest chemikiem i fizykiem miałem ciche obawy czy aby nie będzie to kolejne naukowe tomiszcze z przypisami na ¾ strony, przez które nie zdołam przebrnąć. Nie, nie jest; powiem więcej:  już po pierwszym rozdziale spostrzegłem, że Pani Lidia ma styl lekki jak piórko, a do tego widać w Jej pisaniu pasję i wielkie zaangażowanie – tak mało obecne w publikacjach zawodowych historyków.

Razem z Autorką, no i oczywiście Zygmuntem Moczyńskim, przemierzamy polskie miasta pod pruskim zaborem: Bydgoszcz, Rogoźno, Paradyż, Koźmin i Szczecin, w międzyczasie wpadamy nawet na rok do Berlina, by na końcu trafić do polskiego już Torunia. Dodatkowym smaczkiem jest nakreślany przez Autorkę szerszy kontekst historyczno-społeczny każdego z wyżej wymienionych miast. Wprowadzenia, do poszczególnych rozdziałów, to pasjonująca lekcja historii i szkic geopolitycznych zawirowań na przestrzeni wieków. Kolejną mocną stroną tej publikacji są liczne zdjęcia zarówno archiwalne (część nie była nigdy wcześniej publikowana) jak i współczesne, rękopisy kompozytora i jego zapisy nutowe... Wszystko to składa się na w miarę kompletny obraz przedstawiający życie Moczyńskiego, jak również świat, w którym przyszło mu żyć.

książka i dołączona do niej płyta CD
Zatrzymajmy się jednak na Toruniu. To najdłuższy i najlepiej udokumentowany ze wszystkich rozdziałów. Nic dziwnego, Zygmunt Moczyński bowiem niemal całe dwudziestolecie międzywojenne (od 1922) spędził w naszym pięknym mieście. Tu mieszkał, pracował i tworzył, tu bawił się i świętował. Już za życia był legendą toruńskiego świata kultury; cenioną i lubianą postacią – Wielkim Człowiekiem Pomorza. Przyjemny wiaterek wolności, jaki bije z pierwszych stron rozdziału poświęconemu toruńskiemu etapowi, niestety szybko zamienia się w wojenne tornado wywołane przez chorego z nienawiści austriackiego wypierdka, we wrześniu 1939 roku. Moczyński mocno zaangażował się w działalność podziemną, był jednym z tych, którzy jeszcze w 1939 r. tworzyli jedną z pierwszych konspiracyjnych organizacji niepodległościowych – Bataliony Śmierci za Wolność, współpracował również z Komendą Obrońców Polski. Na początku marca 1940 roku hitlerowcy dokonują pierwszych masowych aresztowań. Wśród zatrzymanych konspiratorów znajduje się również Zygmunt Moczyński. Trafia do Fortu VIII, gdzie wraz z innymi więźniami współprzeżywa codzienną gehennę i swoistą drogę krzyżową na trasie Fort VIII – budynek gestapo przy ul. Bydgoskiej, gdzie jest bestialsko katowany. Ta historia, co nie jest tajemnicą, nie ma szczęśliwego zakończenia. Moczyński, we wrześniu 1940 r. zostaje zamordowany w podwarszawskich Palmirach, jego szczątków nigdy nie zidentyfikowano, nie ma więc swojego grobu. Toruń, z którym kompozytor był związany najsilniejszymi więzami, również nie zadbał o odpowiednie upamiętnienie swojego bohatera. Jedyne, na co zdobyli się rajcy, to mała boczna uliczka jego imienia i ledwo widoczna tablica na kamienicy, w której mieszkał. Tablica mała i brzydka, w dodatku z błędem w roku urodzenia. Spytać młodych torunian: kim był Moczyński? Większość wzruszy ramionami i odpowie: nie mam pojęcia. Faktem jest, że postać ta – nie wiedzieć czemu – została wyparta ze świadomości, zapomniana, dosłownie i w przenośni pogrzebana w bezimiennym grobie. Książka „Podróż do źródeł” jest więc doskonałą szansą na poznanie tej niezwykłej postaci międzywojennego Torunia, a także metaforycznym pomnikiem, który może stanąć w domu każdego z Was.

Autorkę książki, Panią Lidię Smentek, poznałem jako osobę skromną, serdeczną i niezwykle ciepłą; osobę z misją. Tą misją było napisanie i wydanie książki, ale nie oczekiwała z tego tytułu poklasku ani podniosłych peanów na swoją cześć. Nie zrobiła też tego dla pieniędzy. Jej jedynym celem było przywrócenie pamięci o Moczyńskim, zaszczepienie jego postaci w umysłach młodych torunian. Czy to się udało? Zobaczymy. Z mojej strony gorąco Was zachęcam do kupna tej niezwykłej i pięknie wydanej książki, do której dołączona została płyta CD z nagraniem „Hymnu Pomorza” wykonanym przez toruński chór Copernicus. Książka jest dostępna tylko na stronie wydawcy, ale można ją odebrać osobiście w siedzibie wydawnictwa przy Szosie Chełmińskiej 124. 

ISBN: 978-83-62826-84-1
wydawnictwo: Polskie Wydawnictwa Reklamowe
liczba stron: 452
rok wydania: 2017
typ okładki: twarda
dodatki: płyta CD

PS. Jak już wspominałem Autorka nie napisała książki dla pieniędzy, dlatego też cały dochód ze sprzedaży zostanie przeznaczy na dodruk komiksu „Super Grom”. Jego autorem jest Luke Robinson, nastolatek, który chorując na białaczkę stworzył nowego superbohatera walczącego ze Złym Wirusem. Komiks – w oryginale wydany przez koncern Marvela (tak, tak, TEGO Marvela) – został przełożony na język polski, a jego głównym celem jest motywowanie chorych dzieci do walki z ich chorobami. Docelowo komiksy trafią do szpitali i zostaną rozdane małym pacjentom. Warto też wiedzieć, że kupując biografię Moczyńskiego, przyczynicie się do wywołania uśmiechu na 70 dziecięcych buźkach, bo właśnie tyle komiksów można wydrukować za jedną sprzedaną książkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz