⇧ AUTOPROMOCJA ⇧

wtorek, 12 grudnia 2017

Szkoła Podstawowa nr 14 – modernizm lewobrzeżny

Lewobrzeżny Toruń, to wciąż obszar pełen tajemnic i nieodkrytych skarbów (głównie architektury). Tutaj też, podobnie jak na prawym brzegu Wisły, znajdziemy bohaterów, którzy mają nam do opowiedzenia ciekawe historie. Tym razem swoją opowieść wysnuje gmach otoczony z trzech stron polskimi generałami (ulicami): Hallerem, Kniaziewiczem i Woyczyńskim. Mowa oczywiście o modernistycznej szkole na Stawkach, której historia zaczyna się w międzywojniu…

Do II Rzeczypospolitej przyssało się wiele mitów. Niektórzy z rozrzewnieniem wzdychają do czasów marszałka Piłsudskiego i prezydenta Mościckiego, jako do okresu, w którym Polacy nie mieli żadnych trosk. Prawda jest taka, że w dwudziestoleciu międzywojennym, Polska nie była krajem mlekiem i miodem płynącym. Zaborcy zostawili po sobie wiele nierozwiązanych spraw i kłopotów, z którymi musiała się zmierzyć nowa – polska – władza. A potem jeszcze doszedł światowy kryzys finansowy. Więc nie, nie było ani łatwo, ani różowo. W latach ’30 udało nam się trochę wyjść na prostą. W Toruniu ruszyły budowy gmachów użyteczności publicznej, budowano drogi, a plany na przyszłość kreślono ambitnie i z rozmachem. Na Stawkach, które były wówczas niezależną wioską, działała jedna szkoła powszechna. Dzieci jednak przybywało i zaczęło robić się ciasno. Niewielki XIX-wieczny budynek nie był z gumy, o czym przekonała się ta latorośl, dla której miejsc siedzących nie wystarczyło i na lekcjach przyszło im stać. Tak, stara szkoła na Stawkach przypominała pociąg Intercity relacji Gdańsk-Toruń w okresie, kiedy turyści wracają z urlopów. Przeładowanie dawało się we znaki, bo jak tu się uczyć, gdy nogi bolą i wrastają w podłogę? Problem braku miejsc dotykał też inne toruńskie i okołotoruńskie szkoły, m.in. na Mokrem i w Podgórzu. W tym drugim przypadku, szkoła wynajmowała dodatkowe sale w remizie. Ale wróćmy na Stawki (czy raczej, jeszcze przez chwilę, „do Stawek”)…

W latach ’30, ktoś mówi dość i zawiązuje się specjalny komitet, który ma doprowadzić do budowy nowej szkoły. Tymczasem, Stawki zostają wciągnięte najpierw przez Podgórz, a potem – w 1938 r. – Podgórz zagarnia Toruń. Od tego momentu tworzy się, może nie wielkie, ale duże city, roztaczające swe włości wzdłuż obydwu brzegów Wisły. I właśnie w 1938 roku temat budowy szkoły nabiera tempa. W kwietniu było już wiadomo, gdzie powstanie budynek; w maju pojawia się wstępny projekt, który po drobnych korektach zostaje zatwierdzony; w drugiej połowie lipca jest już pozwolenie na budowę, a na początku sierpnia zielone światło daje kuratorium. Budowa ruszyła, a plany zakładały, że szkoła przejmie część Parku Tysiąclecia, jako tereny rekreacyjne dla uczniów. Niejeden z pewnością odliczał czas do końca budowy, gdy nagle – we wrześniu 1939 r. – zegar zatrzymał się. W czasach przed komórkami, internetem, TVN24 i portalami społecznościowymi, widok germańskich buciorów wkraczających na polską ziemię i ryk silników junkersów, heinkelów i innego latającego nad głowami ustrojstwa spod znaku Luftwaffe, musiał być dla wielu Polaków zaskoczeniem. W momencie, gdy Niemcy wkraczają do Torunia, polska administracja jest już w Lublinie. Najeźdźcy bardzo szybko zaczynają panoszyć się po naszym mieście. W końcu uważają je za wyjątkowo germańskie. 

Rozpoczynają się pierwsze łapanki, egzekucje i represje. Niemiecki terror wobec Polaków nasila się z każdym dniem i sprawia, że nikt już nie myśli o szkole. Również ta na Stawkach – nowa, piękna, choć jeszcze niedokończona, staje się nieważna. Są inne zmartwienia: jak nie dać się zabić, jak nie umrzeć z głodu, jak przepędzić z miasta Niemców…

Okupant o nieukończonym gmachu szkoły przypomina sobie jesienią 1942 roku. To właśnie wtedy powstaje plan centralnej części fasady (patrz na rysunek poniżej), który znacząco różni się od polskiej koncepcji. Główne wejście nabiera bardziej reprezentacyjnego charakteru. Można się domyślić, że Niemcy nie chcieli zrobić tam szkoły. Może jakiś urząd? Tak czy inaczej, wizja ta zostaje tylko na papierze, a realizowana jest ta pierwotna – wymyślona przez polskich architektów. 
projekt z 1942 r. (źródło: Zabytki lewobrzeżnego Torunia, str. 151)
W kwietniu 1944 r. gmach przejmuje spółka Wesselmann-Bohrer. Przed wojną produkowali m.in. wiertarki i wiertła, ale na toruńskich Stawkach, otwierają… fabrykę broni. Budynek jest wówczas w stanie surowym, to jednak w niczym nie przeszkadza. Produkcja rusza. Niespełna rok później jest już po zawodach. Niemcy dostają od Czerwonych łupnia, w Polsce rozpoczyna się kolejny okupacyjny rozdział, a do budynku na Stawkach wprowadzają się… repatrianci ze wschodu. Dopiero dwa lata później ktoś sobie przypomina: „Kurczę, przecież tam miała być szkoła!”. No, miała być. Miała być bardzo ładna szkoła, dzieciaki na nią czekały, odliczały miesiące do jej otwarcia… W końcu gmach zostaje wykończony i wyremontowany. Na początku grudnia 1947 r. następuje uroczyste otwarcie Szkoły Podstawowej nr 18.

1 września 1948 r. do podstawówki dołącza liceum. Tworzy się tzw. 11-letnia szkoła rozwojowa. Podział szkoły na Szkołę Podstawową nr 14 i III Liceum Ogólnokształcące im. Samuela Bogumiła Lindego następuje osiemnaście lat później. Trzy lata wcześniej, bo w 1963 roku, część uczniów przenosi się do nowo otwartego pawilonu.

W latach ’80, szkoły ponownie połączono, a w 1991 r. ostatecznie III LO przeniosło się na Skarpę. Od tego czasu do 1999 r., SP 14 miała dla siebie cały budynek. Jak wiemy, schyłek XX wieku dał początek gimnazjów, które po dwóch dekadach właśnie kończą swój żywot.

Zapewne nie zainteresowałbym się dziejami szkoły, gdyby nie sam budynek. To właśnie modernistyczny gmach przykuł moją uwagę i kazał poznać swoją historię. A trzeba Wam wiedzieć, że otoczony generalicją (chodzi oczywiście o nazwy ulic, których patronami są polscy generałowie), budynek pod wieloma względami jest wyjątkowy. Weźmy chociażby okrętową balustradę zwieńczającą taras nad głównym wejściem. Takie perełki są w Toruniu rzadkością, podobnie, jak okna pasowe, które widać od frontu, czy opaski okienne zdobiące okna m.in. na szczytach i na wschodniej ścianie. Nie jestem znawcą architektury, ale potrafię rozróżnić – choć to oczywiście wrażenia subiektywne – piękno od kiczu, wyjątkowość od wtórności. I muszę przyznać, że ilekroć przechodzę lub przejeżdżam obok szkoły na Stawkach, czuję ten sam niemalejący zachwyt nad tym budynkiem. Cieszę się, że mógł w końcu zagościć na blogu Po Toruniu. Tym, którym rozbudziłem apetyt wiedzy, odsyłam do lektury artykułu Marcina Ceglarskiego i Jakuba Polaka Modernistyczny budynek szkoły na Stawkach na tle architektury międzywojennego Torunia, który znajdziecie w książce Zabytki lewobrzeżnego Torunia. Polecam również spacer na Stawki i obejrzenie gmachu na żywo – z bliska.

L   O   K   A   L   I   Z   A   T   O   R
ul. gen. Hallera 79
zobacz całą mapę "Po Toruniu" >>>

1 komentarz: