wtorek, 9 czerwca 2015

Torunianin zwiedza... Oświęcim

Oświęcim. 40-tysięczne miasteczko w zachodniej Małopolsce o powierzchni 30 km2 byłoby uroczym miejscem, gdyby nie piętno obozów śmierci, które na rozkaz Heinricha Himmlera powołano do życia w roku 1940 i 1943.
Swoją podróż do obozów Auschwitz i Birkenau odbyłem w pochmurne dni lipca 2012 roku. Wtedy jeszcze PolskiBus nie miał bezpośredniego połączenia Toruń-Kraków, zatem najpierw musiałem dotrzeć do Warszawy, z Warszawy do Krakowa, a potem - już szynobusem - do Oświęcimia. W jedną stronę, z tymi wszystkimi przesiadkami, podróż trwała ok. 13h. Dwie noce spędzone w pozycji siedzącej na pokładzie wygodnych autokarów i tak dały się we znaki, ale było warto.
Zwiedzanie zaczynam od obozu Auschwitz. Nad główną bramą ponad siedemdziesiąt pięć lat temu zawisł napis "Arbeit macht frei". Parafraza biblijnego cytatu stworzona przez niemieckiego pisarza Lorenza Diefenbacha, brzmi jak ponury żart. Wyobraźcie sobie więźniów przekraczających tę jakże wymowną granicę. Z pewnością wielu z nich znało niemiecki i przeczytawszy hasło "Praca czyni wolnym" część z nich w to uwierzyła. Dla około półtora miliona więźniów w Auschwitz i Birkenau wolność przyszła wraz ze śmiercią.
Myśląc o obozach w Oświęcimiu i Brzezince pierwsze słowo jakie przychodzi mi na myśl to: martyrologia. Tutaj, jak w niewielu miejscach w Polsce możemy zobaczyć i poczuć ogrom cierpień jaki wsiąkł w mury bloków ustawionych w rzędach niczym więźniowie na apelu. Polacy, Żydzi, Cyganie, Białorusini, Czesi... tutaj wszyscy byli równi wobec śmierci. Po wstępnej selekcji zdolni do pracy lądowali w poszczególnych blokach oraz barakach Birkenau. Zbyt słabi, schorowani, starcy i dzieci trafiali do komór gazowych, a następnie krematoriów. Wyjątek stanowili Żydzi. Dla nich przewidziany wyłącznie śmierć.
Wokół obozu jak i na jego terenie spotykamy liczne wieże strażnicze. Próby ucieczki były karane śmiercią, za udaną ucieczkę płaciła reszta. Odpowiedzialność zbiorowa była zresztą jedną z ulubionych metod niemieckiego terroru w całej okupowanej Polsce. Wystarczy wspomnieć liczne łapanki i publiczne rozstrzeliwania.
Blok 24 przeszedł do historii w roku 1943, kiedy to na rozkaz Himmlera w budynku tym otworzono obozowy dom publiczny. Usługi seksualne najbardziej zasłużonym więźniom świadczyły specjalnie wyselekcjonowane kobiety lub więźniarki-ochotniczki. Niemcy na swój obrzydliwy sposób dbali o najbardziej pracowitych oświęcimiaków. Natomiast w piwnicach bloku 24 swoją salę prób miała obozowa orkiestra, która rozrosła się do takich rozmiarów, że trzeba było ją podzielić na dwie sekcje: w symfonicznej grało 80 muzyków, natomiast w dęta liczyła około 120 osób. Muzyka miała na celu podnosić morale więźniów, dla muzyków była to chwila wytchnienia.
Na temat Auschwitz popełniono wiele książek, nakręcono dziesiątki filmów dokumentalnych. Dla niektórych ciekawostką może być fakt, że Steven Spielberg nie dostał pozwolenia na kręcenie "Listy Schindlera" na terenie obozu. Co więc zrobił? Kazał zbudować makietę nieopodal. Ci co chcą poczytać więcej o tym obozie odsyłam do oficjalnego portalu Auschwitz-Birkenau. Miejsce pamięci i muzeum. Polecam również film Dziewczęta z Auschwitz, który w całości dostępny jest na YouTube (link).
komora gazowa
krematorium
Największe wrażenie, zaraz obok stosów butów, walizek, kul, okularów, binokli i monokli, zrobiło na mnie krematorium. Miejsce szczególnie wymowne, gdy ma się w pamięci wspomnienia naocznych światków, którzy na własne oczy widzieli dym stale unoszący się z kominów spalarni i czuli mdły zapach spalanych ciał.
Połączenie między Auschwitz i Birkenau zapewnia bezpłatny muzealny autobus kursujący wahadłowo pomiędzy oboma obozami.
Przenosimy się więc do Brzezinki, niewielkiej wsi sąsiadującej z Oświęcimiem, w której mieszka nieco ponad 2 tyś. mieszkańców. To tutaj, w marcu 1943 roku uruchomiono obóz będący miejscem kaźni około miliona osób. Jak dotąd nie udało się ustalić dokładnej liczby ofiar. Mówi się, że w obydwu obozach zginęło od 1,3 mln do 1,5 mln ludzi, zatem o Birkenau możemy mówić jako o "fabryce śmierci".
Na teren obozu wchodzę przez jedną z bocznych bram. Wokół drut kolczasty (niegdyś pod napięciem), co kawałek wieża strażnicza. Architektura znacznie różni się od tej w Auschwitz. Jak okiem sięgnąć dominują rzędy niskich baraków, jest sporo wolnej przestrzeni. Aż trudno wyobrazić sobie, że właśnie tu mieściła się fabryka śmierci, która w sposób szybki miała "ostatecznie rozwiązać kwestię żydowską".
Więźniowie, jak zresztą widać na powyższych zdjęciach, mieszkali w fatalnych warunkach. Prycze - choć określenie to jest mocnym nadużyciem - zajmowali wyłącznie nie-Żydzi. Osoby pochodzenia żydowskiego zaraz po przyjeździe do obozu, trafiały do komór gazowych. Proces mordowania obrazowo opisał pierwszy komendant obozu Auschwitz Rudolf Höß:
"Żydów przeznaczonych na zagładę prowadzono możliwie spokojnie do krematoriów – osobno mężczyzn, osobno kobiety. W rozbieralni więźniowie zatrudnieni w Sonderkommando mówili Żydom w ich języku ojczystym, że przyszli oni tylko do kąpieli i odwszenia (…). Po rozebraniu się Żydzi szli do komory gazowej, zaopatrzonej w natryski i rury wodociągowe, co sprawiało całkowite wrażenie łaźni. Najpierw wchodziły kobiety z dziećmi, później mężczyźni. (…) Potem drzwi szybko zaśrubowywano, a czekający już dezynfektorzy natychmiast wrzucali przez otwory w suficie cyklon, który specjalnymi przewodami opadał aż do podłogi. To powodowało natychmiastowe rozchodzenie się gazu. Przez wziernik w drzwiach można było widzieć, jak osoby stojące najbliżej przewodów wrzutowych natychmiast padały martwe. Blisko jedna trzecia ofiar umierała od razu. Inni zaczynali się tłoczyć, krzyczeć i chwytać powietrze. Wkrótce krzyk obracał się w rzężenie, a po paru minutach wszyscy leżeli. Najdłużej po upływie 20 minut nikt się nie poruszał. (…) Krzyczący, starsi, chorzy, słabi i dzieci padali prędzej niż zdrowi i młodzi. Pół godziny po wrzuceniu gazu otwierano drzwi i włączano wentylację. Natychmiast przystępowano do wyciągania zwłok. (…) Następnie zwłoki przewożono specjalnymi windami na poziom krematorium. Tam więźniowie Sonderkommando wyjmowali zwłokom złote zęby, kobietom obcinano włosy, a otwory ciał przeszukiwano w celu znalezienia ukrytych kosztowności. Potem zwłoki spalano w rozpalonych piecach.
Höß sumiennie wypełniał rolę komendanta niemalże do końca roku 1943. Swojej pracy poświęcił się bez reszty. Był odpowiedzialny za przeprowadzenie ludobójstwa i rozbudowę obozów. Za jego czasów Oświęcim stał się największym kompleksem obozów w III Rzeszy. Zasługi te nie uszły uwadze Hitlera, który odznaczył go Wojennym Krzyżem Zasługi II i I klasy. Dokonania Hößa dostrzegł również komunistyczny Najwyższy Trybunał Narodowy w Warszawie, który nagrodził zbrodniarza stryczkiem. Höß zawisł 16 kwietnia 1947 roku o godz. 10:00 na terenie obozu w Oświęcimiu. Szubienicę można oglądać na terenie obozu Auschwitz.
Na końcu torów, nieopodal krematoriów, stanął dość rozłożysty pomnik zwany Międzynarodowym Pomnikiem Ofiar Faszyzmu. Na tablicach, w różnych językach, wykuto tekst: Niechaj na wieki będzie krzykiem rozpaczy i przestrogą dla ludzkości to miejsce, w którym hitlerowcy wymordowali około półtora miliona mężczyzn, kobiet i dzieci, głównie Żydów z różnych krajów Europy.
Bliżej głównej bramy Birkenau zajrzeć można do obozowych latryn, z których więźniowie mogli korzystać, bodajże, tylko dwa razy dziennie. Na zdjęciu powyżej widać kamienne koryta przykryte kamiennymi płytami, w których wycięto otwory. Więźniowie swoje potrzeby fizjologiczne załatwiali w grupach i na rozkaz strażników.
Muzeum Auschwitz-Birkenau żywo oddziaływuje na zwiedzających. Tutaj, w odróżnieniu od innych muzeów, czuje się skupienie i wyciszenie zwiedzających. Większość osób, które mijałem pogrążona była w zadumie lub w najlepszym razie cichej rozmowie. Nie mógłbym powiedzieć, że obecność w tym miejscu sprawiła mi przyjemność. Mile czas można spędzić w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie lub w toruńskim Młynie Wiedzy. Przyjemność może sprawić zwiedzanie Muzeum Etnograficznego. Tutaj, w Oświęcimiu i Brzezince, jest zupełnie inny klimat. Dusza rwie się do współczucia, ciało jest dziwnie napięte, wyobraźnia szaleje kreując obrazy jak z horroru, gdzie potwory mają niby ludzie twarze, a ich głowy przyodziane są w czapki z trupią czachą. Mimo to warto odwiedzić te miejsca. Może wtedy łatwiej docenić to, co mamy dziś i jaką cenę za to "dziś" musieli zapłacić inni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz