wtorek, 22 lipca 2014

Torunianin zwiedza... Grudziądz

Każdy musi się czasem wyrwać z miejsca, w którym żyje, toteż "warszawskie słoiki" wykorzystują każdą okazję, aby wrócić w rodzinne strony, Polacy masowo wyjeżdżają nad morze, albo w góry, tymczasem ja postanowiłem odwiedzić sąsiadów. Podróż zacząłem z Dworca Wschodniego. Taki kilkugodzinny wypad do niedużego miasta oddalonego od Torunia o niespełna 60 km. W sumie - wydawać by się mogło - koci skok. Być może, ale nie z polską koleją. Pokonanie tego odcinka zajęło półtorej godziny, a w Wałdowie Szlacheckim - z uwagi na modernizowaną (od ponad dwóch lat) linię kolejową - trzeba było przesiąść się z wygodnego szynobusa do poczciwego autosana z lat '90.
Na podróż wybrałem piątek. W weekendy (sobota, niedziela) trasa jest bardziej oblegana. W piątkowy poranek panował luz. Słoneczko ładnie świeciło - zapowiadał się piękny lipcowy dzień.
zajezdnia tramwajowa z XIX w.
Tramwaj Düwag GT8, w tle dworzec kolejowy
Na pierwszy ogień poszła zabytkowa zajezdnia tramwajowa z XIX wieku, która w 1993 roku niemal doszczętnie spłonęła. Postanowiono ją odbudować, dzięki czemu nadal wzbudza zainteresowanie, podobnie jak niemieckie tramwaje Düwag GT8, które produkowano w latach 1957-1976. Pomalowane w barwach Grudziądza prezentują się wyjątkowo atrakcyjnie.
K.W. "WISŁA", w tle most Malinowskiego
Drepcząc ulicą Portową w stronę Starego Miasta, tuż za całkiem sporym lecz wyludnionym CH Alfa natrafiłem na basen dawnego Portu Schulza, który teraz należy do Klubu Wioślarskiego "Wisła", podobnie zresztą jak całkiem nowe zabudowania. Niewidoczna na zdjęciu prawy brzeg portu był nieco rozkopany, co okazało się złym omenem.
Idąc cały czas Portową dotrzemy na Starówkę. Brzeg Wisły momentami przypomina zadbany bulwar z ławeczkami, ścieżką rowerową i chodnikiem, ale jest sporo miejsca niewykorzystanego i zaniedbanego. Całe place pokryte piachem, a niekiedy górkami gruzu sprawiają nieprzyjemne wrażenie bałaganu. Na zdjęciu powyżej widzicie modelową pocztówkę Grudziądza. Po lewej mała elektrownia wodna, na wprost Brama Wodna, a na wzgórzu po prawej muzeum.
Plac z pomnikiem Flisaka. Pomnik, podobnie jak toruński jest fontanną. W przypadku Grudziądza - niedziałającą fontanną, co było kolejnym złym znakiem. Później okazało się, że z każdej strony coś jest remontowane, przebudowywane albo rewitalizowane, co oznaczało wykopy, rozkopy i ogólny, wszechobecny syf.
Na tym samym placu z Flisakiem, ciekawie zagospodarowano zielony skwerek. Kilka wbitych słupów, a na nich tabliczki z miast polskich i nie tylko, w których pojawia się ulica Grudziądzka. Torunianin nawet na wyjeździe nie zapomina skąd przyjechał i gdzie się wykluł, to też szybko znalazł tabliczkę ze swojego miasta.
Na Stare Miasto wchodzę XIV wieczną Bramą Wodną, z której słynie Grudziądz. Zresztą brama ta nie miała łatwego życia. Spłonęła dwukrotnie - w 1659 oraz 1945. Gruntownie odbudowana w latach powojennych straciła, niestety, swój pierwotny - gotycki - charakter. Szkoda.
Spacer ulicą Spichrzową, to jak podróż w czasie. Piękne, chociaż zniszczone spichrze, które od tej strony wyglądają jak zwykłe kamienice, to - wbrew pozorom - wizytówka Grudziądza. Najbardziej groteskowo wyglądał obdrapany z tynku budynek, na którym dumnie wisiały talerze Cyfrowego Polsatu ;).
Również przy Spichrzowej spotkać można ułana z dziewczyną. Bardzo ładny pomnik, który udowadnia, że monumenty nie muszą upamiętniać jedynie ważnych i wyniosłych chwil bądź osobistości. Grudziądzki ułan jest anonimowy, podobnie jak anonimowa jest dziewczyna, którą tak zapalczywie bajeruje :). Na postumencie wyryto fragment wiersza generała Bolesława Wieniewa-Długoszewskiego, swoją drogą znanego kobieciarza II Rzeczypospolitej. A leci to tak: "Bo serce ułana, gdy położysz je na dłoń: Na pierwszym miejscu panna, przed panną tylko koń.". Cytat pierwsza klasa!
Pomnik Ułana został osadzony na staromiejskich murach. Po obu stronach figury mamy schody prowadzące na Błonia Nadwiślane. Po drodze mijamy tablicę upamiętniającą dość istotne dla miasta wydarzenie. Otóż 22 czerwca 1927 roku statek Mickiewicz, na którego pokładzie przewożono prochy Juliusza Słowackiego dobił do brzegu Wisły nieopodal tego miejsca. Ów statek w drodze do Warszawy zacumował również w Toruniu, Włocławku, Płocku i Modlinie.
Chciałem dostać się na Górę Zamkową, ale obecnie trwają tam jakieś prace budowlane i cała została ogrodzona i zamknięta, zatem postanowiłem zawrócić i przyjrzeć się nieco gotyckiej Bazylice św. Mikołaja. Budowę świątyni rozpoczęto już w XIII wieku, a skończono u schyłku XV. W 1945 kościół został zniszczony aż w 60%, ale po wojnie udało się go odbudować.
Od bazyliki już tylko parę kroków do Rynku Głównego i Pomnika Żołnierza Polskiego. Dookoła szpecące, ładne kamieniczni, ogródki piwne, a na domiar złego kolejne prace drogowe. Ohydne wory na gruz, a tuż obok rozgrzebane torowisko.
Plac Niepodległości należy do Pomnika Piłsudskiego - prosta, ale utrzymana w dobrym smaku forma cokołu, na którego szczycie siedzi orzeł, z kolei na frontowej ścianie umocowano płaskorzeźbę Marszałka. Zaraz naprzeciwko, po drugiej stronie ulicy Mickiewicza, widzimy obelisk upamiętniający twórców organizacji konspiracyjnej "Rota", którzy zostali zgilotynowani przez okupantów w '42 roku w Poznaniu. Z kolei nieco na północ od Rynku Głównego, na Placu Miłośników Astronomii w 1972 odsłonięto pomnik Mikołaja Kopernika, który wzbudził moją odrazę i zgwałcił moje poczucie estetyki. Jako torunianin, a co za tym idzie ziomek wielkiego astronoma - poczułem się dotknięty tym ordynarnym żelbetonowym, przypominającym sowiecki bunkier - pomnikiem (słowo pomnik jest w tym przypadku umowne). Szkaradny to twór, a jego autor powinien zawisnąć na Starym Rynku w Toruniu, tak, aby przed śmiercią mógł się przyjrzeć pomnikowi doskonałemu jakim jest nasz pomnik Kopernika z 1853 roku.
Jeśli miałbym być szczery, to napisałbym, że spodziewałem się czegoś więcej po grudziądzkiej Starówce. Poza kilkoma punktami, kamieniczkami i spichrzami, reszta sprawia wrażenie małomiasteczkowych zabudowań pozbawionych duszy. Do tego te wszechobecne rozkopy... No ale nic, już wtedy czułem, że powrót będzie wcześniejszy. Chciałem jeszcze zaliczyć park miejski, w którym - o czym wcześniej się dowiedziałem - miało być kilka ciekawym obiektów do obejrzenia, m.in. fontanna, czołg, armaty i samolot.
Wracając ulicą Portową po raz drugi tego dnia natknąłem się na osobę chyba dobrze Wam wszystkim znaną. Po raz pierwszy wypatrzyłem go u podnóża Góry Zamkowej, ale wraz z ekipą szybko czmychnął. Drugiej okazji nie przepuściłem. Najpierw wcielając się w paparazzi i na pełnym zoomie cyknąłem kilka ujęć, a na koniec postanowiłem podejść i poprosić o wspólne zdjęcie. Mieczysław Hryniewicz - bo to o nim cały czas mowa - okazał się sympatycznym i otwartym facetem, z którym pogawędziłem przez moment o urokach województwa kujawsko-pomorskiego. Aktor znany głównie z serialu "Zmiennicy" i "Na Wspólnej" kręcił dla TVP nowy 6-odcinkowy program pod tytułem "Z naturą na co dzień".
Dotarłszy do parku okazało się, że i on jest rozkopany. Fontanna oczywiście była wyłączona, samolot gdzieś zniknął, dobrze, że chociaż czołg i armaty się ostały.

Dochodziła 12, w Grudziądzu byłem zatem od trzech godzin i w zasadzie nie miałem już co ze sobą robić. Pociąg, a właściwie, to autobus, który robił za pociąg, miał przyjechać dopiero za dwie godziny. Usiadłem więc w niezbyt atrakcyjnym parku, który przypominał zaniedbany lasek, a potem z wolna ruszyłem w stronę dworca.
Droga powrotna do Torunia zajęła prawie dwie godziny. Dlaczego? Autobusem dojechałem aż do Kornatowa, co oznaczało godzinę jazdy przez wiejskie drogi, kolejna godzina była już w szynobusie. Dla porównania Arriva Bus trasę Toruń-Gdańsk pokonuje w 2,5h. Słabo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz